Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Showcase


Channel Catalog


Channel Description:

Witajcie w moim kosmetycznym świecie !!! Mam nadzieje, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie :))

(Page 1) | 2 | 3 | .... | 31 | newer

    0 0
  • 10/23/12--01:07: Wyróżnienie :))
  • Bardzo miło jest dostać takie wyróżnienie. 
    Ja dostałam je od kirei oraz blizniaczki09 - dziękuję kochane :)) 
    Jest mi bardzo miło.



    Ja natomiast chciałabym wyróżnić:


    0 0

    Jakiś czas temu otrzymałam propozycję przetestowania kremu przeznaczonego do pielęgnacji skóry delikatnej z problemami naczyniowymi firmy Rilastil. Ja nie mam takich problemów, ale zaciekawił on moją mamę, która bardzo chciała go wypróbować. Jest ona właśnie posiadaczką skóry wrażliwej. Przejawia się to tym, że nie każdy krem może używać, bo ją od razu uczula. Dodatkowo ma problemy z naczynkami na policzkach.


    Od producenta:
    Wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych, zwiększając ich odporność i elastyczność. Zmniejsza skłonność do powstawania rumienia i tzw. pajączków. Skutecznie koi podrażnienia i zapobiega nowym, a jego jasno-seledynowy kolor maskuje zaczerwienienia. Ogranicza szkodliwe skutki promieniowania UV i utrzymuje właściwy poziom nawilżenia skóry.
    Sposób użycia: Po oczyszczeniu skóry, nanieść odpowiednią ilość kremu na twarz i szyję, delikatnie wmasować aż do całkowitego wchłonięcia. Stosować dwa razy dziennie, rano i wieczorem.
    Wskazania: Skóra delikatna z problemami naczynkowymi.
     

    Opakowanie: krem znajduje się w białej tubce wykonanej z miękkiego metalu. Jest ona utrzymana w bardzo prostej kolorystyce.

    Konsystencja: ani za rzadka, ani za gęsta. Łatwo się go rozsmarowuje. Jest koloru jasno seledynowego.

    Zapach: mama mówi o nim, że jest delikatny i niedrażniący. Mi się on też podoba - moim zdaniem jest on słodki, a moja mama lubi takie zapachy :))

    Działanie: pierwsza podstawowa zaleta tego kremu jest taka, że nie uczulił wrażliwej skóry twarzy mojej mamy. Jedyne na co narzeka, to po rozsmarowaniu na skórze pieką ją trochę po nim oczy. Omija okolice oczu, dlatego nie wiemy czym to pieczenie jest spowodowane ??? Mama zadowolona jest też z tego, że powoli zaczynają się zmniejszać "pajączki" na policzkach. Robią się trochę bledsze. Jednak, aby osiągnąć ten efekt trzeba cierpliwości i regularności przy jego stosowaniu. Krem ten też lekko nawilża skórę. Moja mama nie zauważyła, aby po aplikacji kremu skóra jej się nadmiernie świeciła. Może to dlatego, że ma skórę suchą, a krem się dobrze i szybko na niej wchłania.

    Pojemność: 50 ml

    Cena: ok 58 zł

    Dostępność: apteki oraz sklep internetowy http://www.sklep.ganassini.pl/

    Skład INCI:Aqua, Helianthus annuus Seed Oil, Glycerin, Steareth-2, PEG-8 Beeswax, PPG-15 Stearyl Ether, Butyrospermum parkii Butter, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Caprylic/Capric Triglyceride, Steareth-21, Methoxy-PEG-7-Rutinyl Succinate, Hordeum vulgare Wax, Butylene Glycol, Dimethicone, Titanium Dioxide, Arginine, Sodium PCA, Carbomer, Panthenol, Chamomilla recutita Extract, Palmitoyl Hydrolyzed Wheat Protein, Ethyl Linolenate, Phospholipids, Allantoin, Bisabolol, Glycine Soja Oil Glycine Soja Germ Extract, Hydrogenated Lecithin, Ethyl Linoleate, Tocopheryl Acetate, Glycyrrhetinic Acid, Vitis vinifera Extract, Saccharomyces Lysate Extract, Arnica montana Extract, Hamamelis virginiana Extract,Aesculus hippocastanum Extract, Hedera helix Extract, Triclosan, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol,  Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene carboxaldehyde, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool, Disodium EDTA, BHA, BHT, Parfum, CI 77289.

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 

    Dziękuję Pani Beacie z Agencji Werner i Wspólnicy za udostępnienie tego produktu do przetestowania. Pragnę zaznaczyć, że fakt otrzymania kosmetyku za darmo w żaden sposób nie wpłynął na obiektywność mojej recenzji.

    0 0

    Od producenta:
    Maseczka w formie kremu przeznaczona do regeneracji i odżywienia skóry twarzy i szyi. Dzięki wysokiej zawartości naturalnych ekstraktów z owoców noni, acai, daktyli i granatów bogatych w witaminy (A, B1, B2, C), mikroelementy, polisacharydy i flawonoidy maseczka daje spektakularny efekt wygładzenia i rewitalizacji. Zawarte w ekstraktach owocowych alfa-hydroksykwasy (AHA) działają delikatnie złuszczająco i nawilżająco. Maseczkę można pozostawić na skórze bez zmywania (np. na noc), co pogłębi i przyspieszy efekty działania.


    Opakowanie/ pojemność: saszetka o ciekawej kolorystyce zawierająca 11 ml produktu.

    Zapach: taki sobie, niezbyt mi się podoba.

    Konsystencja: w sam raz - lekka i dobrze się ją rozprowadza, a przy tym nie spływa z twarzy.

    Działanie: maseczka wystarczyła mi na trzy użycia. Nakładałam ją na twarz i szyję. Producent podaje, że można ją zostawić bez spłukiwania i tak też uczyniłam. Wchłania się bardzo długo. Nawet godzinę po nałożeniu na twarz dalej czułam, że się do końca nie wchłonęła. Wyczuwałam taką tłustą warstewkę na twarzy. Rano jak się budziłam nie było już resztek maseczki na twarzy - albo się wchłonęła, albo starła w poduszkę. Obawiałam się, aby nie dopadło mnie to podrażnienie i pieczenie, o którym czytałam w wielu recenzjach. Okazuje się, że nic takiego się nie stało. Natomiast jeśli chodzi o efekty działania tej maseczki, to dla mnie nie są one zadowalające. Skóra nie jest wygładzona ani nawilżona ani nawet gładka. Jest dokładnie prawie taka sama jak była zanim nałożyłam maseczkę. Piszę prawie, ponieważ skóra na czole przesuszyła się, zaczyna łuszczyć się i schodzić płatami.

    Dostępność: w Rossmannach

    Cena: ok 3 zł

    Skład INCI:Aqua, Cocos Nucifera Oil, Glycerin, Caprylic / Capric Triglyceride, Phoenix Dactylifera Fruit Extract, Lanolin, Glyceryl Stearate Citrate, Glyceryl Stearate, Morinda Citrifolia Fruit Extract, Cera Alba, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Butyrospermum Parkii Butter Extract, Cetyl Alcohol, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Magnifera Indica Fruit Extract, Serenoa Serrulata Fruit Extract, Squalane, Benzyl Alcohol**, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Sodium Benzoate**, Lactic Acid, Potassium Sorbate**, Ascorbyl Palmitate, Parfum*, Citral*, Linalool*, Limonene*.

    * z naturalnych olejków eterycznych, **substancja zastosowana jako konserwant

    0 0
  • 10/29/12--08:27: Zużycia w październiku

  •  1. LIRENE - balsam intensywnie ujędrniający - jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

     2. LIRENE - peelingi do ciała - pisałam recenzje obu tych peelingów w jednym poście, w jednym czasie tez zostały zużyte :)) - ich recenzje możecie przeczytać TUTAJ.

    3. GREEN PHARMACY -  kasztanowiec krem do stóp - jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

     4. MARION Nature Therapy - 60 sekundowa maseczka do włosów - recenzje maseczki możecie poczytać TUTAJ.

    5. MASECZKI - zużyłam je dzięki zabawie maseczkowej zaproponowanej przez Malinę:
    - NONI CARE maseczka do twarzy regenerująco-przeciwzmarszczkowa - (KLIK);
    - DERMIKA Let's dance maseczka antybakteryjna "Street Dance" - (KLIK);
    - ORIFLAME - Essentials maseczka do twarzy- (KLIK).

    6. AVON -  krem do rąk z minerałami z Morza Martwego - jego recenzje możecie znaleźć TUTAJ.



    7. LIRENE - tonik nawilżająco-oczyszczający - bardzo fajny tonik, ale od kiedy używam hydrolatów, to żaden tonik już mi tak nie pasuje - jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    8. VIPERA - puder matujący transparentny - bardzo lubiłam ten puder, ale teraz będę próbować jak się u mnie spisze puder bambusowy z BU. Recenzje pudru z Vipery możecie poczytać TUTAJ.

    9. ZRÓB SOBIE KREMolejek z drzewa herbacianego naturalny oraz olej awokado organiczny - będzie mi ich brakowało, o były bardzo skuteczne. Zapewne kupię je kiedyś ponownie, ale na ten moment mam inne do wypróbowania. Pisałam o nich TUTAJ.

    10. BIO OLEJ KOKOSOWY tłoczony na zimno - świetnie sprawdzał się u mnie na włosach.

    11. ESSENCE - Stay with me błyszczyk do ust w kolorze 02 my favorite milkshake - uwielbiam takie jasne różowe kolory błyszczyków do ust.

    12.VIPERA - Sweet and Wet błyszczyk do ust w kolorze numer 7 - ten błyszczyk również miał jasny kolor, z tym że brązowy.

    13. ARTDECO - baza pod cienie - recenzja tej bazy nie pojawiła się na blogu. Jednak to nic straconego, ponieważ kupiłam już następne opakowanie i zamierzam o niej napisać parę słów.

    0 0

    Jeszcze nie było takiego miesiąca, aby moje zasoby kosmetyczne zostały w takich ogromnych ilościach zasilone. Wszystko zaczęło się od zamówienia półproduktów z oferty Biochemii Urody:

    Nazwa Produktu
    Cena
    Ilość
    Żel hialuronowy z alantoiną i pantenolem 5% - 55ml
    16.50 zł
    1
    Tonik z kwasami AHA/BHA 10% - 110 g
    18.80 zł
    pół
    Olej MONOI - 50 ml
    12.60 zł
    pół
    Masło SHEA - 50 g
    10.80 zł
    1
    Puder bambusowy (jedwab+owies) - 65 ml
    17.80 zł
    pół
    Hydrolat z kwiatu pomarańczy - 200 ml
    15.90 zł
    pół
    Hydrolat z róży damascena - 200 ml
    16.90 zł
    pół
    Glinka biała - 80 ml
    5.50 zł
    pół

    Potem zrobiłam zakupy w:

    • Rossmannie:
     - ISANA olejek pod prysznic 3,99 zł
     - WELLNESS&BEAUTY żel pod prysznic pomarańcza i owoc granatu 3,19 zł
    • Drogerii Naturze:
    - SENSIQUE cukrowy 2-fazowy peeling do rąk o zapachu pomarańczy 9,99 zł
    - ESSENCE - cień do powiek z limitowanej kolekcji Wild Craft 7,99 zł
    - ESSENCE dwustronny pędzel do pudru i cieni z limitowanej kolekcji Wid Craft 13,99 zł
    • Douglasie:
     - ARTDECO baza pod cienie 36,90 zł
    • Inglocie:
    - INGLOT kasetka Freedom System mała 15 zł

    Podjęłam również współpracę z firmą Bingo Spa i otrzymałam do testów:

    - mandarynkową kąpiel do skorek i paznokci z proteinami jedwabiu
    - maskę do twarzy ze 100% olejem sojowym
    - balsam kokosowy do dłoni.

    Dodatkowo byłam jeszcze na Spotkaniu Lubelskich Blogerek. Cieszę się ze spędzonego z Wami czasu, chociaż przez warunki pogodowe nie mogłam zostać do końca spotkania, bo czekała mnie długa droga powrotna do domu. Organizatorki spotkania spisały się na medal odnośnie całej organizacji - pozdrawiam Was dziewczyny :)  


    0 0
  • 11/02/12--03:30: O zakupach raz jeszcze
  • Tak się jakoś złożyło, że do tej pory pokazywałam Wam tylko moje zakupy kosmetyczne. W sumie jest to blog kosmetyczny i nie pasowały mi tu zakupy ubraniowe. Jednak dziś pomyślałam, że może chciałybyście zobaczyć jakie buty i torebka zasiliły moje zbiory garderobiane.

    Zacznę może od torebki. Ostatnio parę ich wyrzuciłam, bo uznałam, że były już za bardzo zniszczone. Zaczęłam szukać jakiejś nowej torebki w kolorze czarnym. Jednak w pewnym momencie stwierdziłam - czemu zawsze muszę kupować tylko czarne torebki ??? Zaczęłam rozglądać się za torebką w innym kolorze - nie wiedziałam jeszcze dokładnie w jakim. To miało być tak, że zobaczę ją i będę wiedzieć, że to ta. I tak pewnego dnia przechadzając się po sklepach wstąpiłam do Orsay'a. Od razu w oczy rzuciła mi się ta torebka. Jest bardzo starannie wykonana i wszystko mi się w niej mieści. Kosztowała ok 119 zł.


    Rozglądałam się również za butami na zimę. Buty miały być przede wszystkim wygodne i solidne. Chciałam, aby były to kozaki w kolorze czarnym, płaskie i ocieplane w środku. Udało mi się takie właśnie znaleźć. Kosztowały 230 zł - mąż mi je kupił :))



    0 0
  • 11/04/12--00:45: Nowy członek rodziny
  • Mamy już jednego kota i nie planowaliśmy powiększenia ich liczby. Stalo się jednak inaczej. W nocy z piątku (19.10.2012) na sobotę (20.10.2012) babcia usłyszała jak jakiś samochód zatrzymuje się na drodze koło domu. Pomyślała sobie, że to sąsiedzi mogli wrócić z imprezy lub po prostu ktoś nawracał. W sobotę koło godz. 10 mama zauważyła coś szarego siedzącego w krzakach. Okazało się, że to mały kot. Mama powiedziała, że do końca życia nie zapomni jakie miał smutne i przerażone oczy.


    Zrobiło jej się go szkoda i postanowiła go nakarmić. Przez następnych kilka dni szukaliśmy kogoś, kto by go przygarnął, ale nikt nie chciał. I tak oto tym sposobem kiciek został u nas. Nasz kot go nie lubi, bo ten mały to kocur. Musimy cały czas pilnować, aby nasz kot temu małemu krzywdy nie zrobił.


    Jeśli chodzi o ich charakter to są one swoimi przeciwieństwami. Nasz kocurro jest z rodzaju: tylko mnie na ręce nie bierzcie, bo po twarzy podrapię, i nawet o tym nie myślcie, że na kolana przyjdę spać. Podziwiajcie mnie z daleka. Natomiast ten mały to straszna przylepa. Lubi jak się go nosi na rękach, a spać to chce tylko na kolanach. Na początku był małym słodkim koteczkiem i wszyscy wołali na niego Miluś. Teraz jak nabrał sił i się rozbrykał to jego ulubionym zajęciem jest gryzienie rąk, jak się mu na to nie pozwoli to się drze. Dlatego daliśmy mu maskotkę tygrysa do zabawy i gryzienia. Biega już po całym domu i nadaliśmy mu pseudonim Perszing. Bo teraz to mała rakieta jest. Ciężko było zrobić mu zdjęcie, bo cały czas jest w ruchu.
    I jeszcze sweet focia z ostatniej chwili - piszę ten post, a kiciek śpi mi na kolanach. Obudził się jak mu robiłam zdjęcie.


    0 0
  • 11/05/12--22:31: Facelle kontra Babydream
  • W dzisiejszym poście starcie gigantów. Są to produkty tak od siebie różne, przeznaczone do pielęgnacji innej części ciała, a jednak okazuje się, że można używać je do pielęgnacji włosów. I to z powodzeniem. Jest to wpis dla wytrwałych, ponieważ chcąc dokładnie opisać te kosmetyki i zawrzeć wszystkie informacje, które uważam za najważniejsze, wyszedł post gigant. A bohaterami mojej opowieści są:
    • Babydream balsam do kąpieli dla matek
    • Facelle Fresh płyn do higieny intymnej
    • Facelle Sensitive płyn do higieny intymnej

     Babydream

    Jest to pierwszy z nietypowych kosmetyków do włosów, które stosowałam. Gdy usłyszałam o nim po raz pierwszy pomyślałam sobie: balsam do kąpieli stosować jako szampon ??? Czy go wypróbuje będzie zależało od opinii, które na jego temat przeczytam. I tak czytałam, czytałam, aż w końcu wypróbowałam. Używam go już jakiś czas i mogę stwierdzić, że u mnie się sprawdza. Stosuję go przy metodzie OMO. Nie podrażnił skóry głowy i nie przesusza włosów. Niestety troszkę plącze włosy, dlatego uważam przy ich myciu. Po wyschnięciu są miękkie i gładkie. Nie używam go przy każdym myciu głowy, tylko tak co 2-3 mycia. Mimo że czuję, że włosy po jego użyciu są nawilżone, to i tak jeszcze używam na koniec odżywkę lub jedwab. Chociaż czasem mam wrażenie, że po jego użyciu włosy są trochę jakby tłustawe. Nie są przez to obciążone, ale takie dziwne są w dotyku. Pieni się tak w miarę, trochę gorzej niż płyny Facelle. Jest też rzadszy niż te płyny. Ma delikatny, dość przyjemny zapach. Przed użyciem rozcieńczam go w wodzie w kubeczku. Właściwie to stosuję go tylko jako szampon. Do kąpieli jeszcze go nie używałam. Znajduje się w ładnym, plastikowym, różowym opakowani o pojemności 500 ml. Kosztuje 9,90 zł. Niestety niektóre dobre substancje zostały w nim zawarte w niewielkiej ilości i mogą nie działać. Są to te, które występują po Parfum.

    Skład INCI:Aqua, Glycine Soja (Soybean) Oil, Sorbitol, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Parfum, Sodium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glycerin, Whey Protein, Lactose, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Polyglyceryl - 10 Laurate, Polyglyceryl - 2 Laurate, Glyceryl Caprate, Xanthan Gum, Tocopherol, Citric Acid.
    .

    Facelle Fresh i Sensitive

    Następnie wypróbowałam płyn do higieny intymnej z Facelle. A co - skoro płyn do kąpieli na włosach się sprawdził, to czemu by nie wypróbować i płynu do higieny intymnej, który również zbiera dużo pozytywnych komentarzy. Naczytałam się o tym płynie wiele recenzji, dlatego postanowiłam, że i ja go wypróbuję. Poszłam do Rossmanna, a tam okazało się, że są 3 rodzaje tego płynu. Nie doczytałam, który z nich jest tak polecany i nie wiedziałam, na który się zdecydować. Wybrałam wersję Fresh. Jakiś czas później - na promocji w Rossmannie - kupiłam również wersję Sensitive. Pierwsze opakowanie kupowałam po cenie standardowej, czyli po 6,29 zł, drugie udało mi się dostać w promocji za 4,99 zł. Ich pojemność to 300 ml. Oba te płyny znajdują się w białej, plastikowej butelce. Niestety nie widać ile produktu w niej jeszcze zostało. Ale za to można postawić je do góry dnem, aby ułatwić ich wydobycie, gdy już zaczynają się kończyć. Są bezzapachowe i bezbarwne. Są dość gęste, dlatego przed użyciem rozcieńczaj je trochę w kubeczku. Płyny te dość dobrze się pienią. Jeśli chodzi o ich działanie to są delikatne dla włosów, dobrze je czyszczą i nie obciążają ich. Jednak zdarza się, że moje włosy są po nich szorstkie w dotyku i plączą się. Nie są też w tedy gładkie. Płyny Facelle stosuję do metody OMO. Bez problemu zmywają oleje i oczyszczają włosy. Przedłużają też świeżość włosów. Czytałam opinie, że przy zbyt częstym stosowaniu mogą przesuszyć włosy, dlatego stosuję je co 2-3 mycie włosów. Nie używałam ich jeszcze zgodnie z przeznaczeniem, bo mam inne płyny do higieny intymnej.

    Facelle Fresh skład INCI:Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Glycierin, Sodium Chloride, Sodium Benzoate,Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Sorbitol, Urea, Propylene Glycol, Allantoin, C12-15 Alkyl Lactate, Parfum, Serine, Sodium Lactate, Butylene Glycol, Chamomilla Recutita Flower Extract, Persea Gratissima Fruit Extract, Ethoxydiglycol, Bisabolol, Potassium Sorbate.

    Facelle Sensitive skład INCI: właściwie to jest prawie taki sam. Różnią się tylko jednym składnikiem. Ten płyn zawiera dodatkowo barwnik CI 42051. 

    0 0
  • 11/07/12--00:17: TAG: moje włosy w pigułce
  • Do wzięcia udziału w tym TAGu zaprosiła mnie blizniaczka09, której bardzo dziękuję :)) 


    ZASADY:
    1. Odpowiedzieć na pytania.
    2. Otagować 5 osób.
    3. Podziekować osobie, która nominuje ;)


    1. Twój naturalny kolor włosów ?
    Średni brąz ze złotymi refleksami.
     
    2. Twój obecny kolor włosów ? 
    Po ostatnim farbowaniu wyszedł jakiś nie określony kolor brązu wpadający w rudy. Nie podoba mi się ten kolor i myślę włosy przefarbować.

    3. Aktualna długość włosów ?
    Trochę poniżej ramion.

    4. Długość, na jaką chciałabyś zapuścić ?
    Taka długość mi odpowiada.

    5. Jak często podcinasz końcówki ?  
    Ostatnio podcinałam je we wrześniu, następne podcięcie ma być w grudniu.

    6. Twoje włosy są proste, kręcone czy falowane ?
    Wszystko na raz - to zależy jak wyschnął. Przeważnie są trochę proste, a miejscami pofalowane. Wolałabym, aby były jednolite, czyli albo proste, albo falowane.

    7. Jaką porowatość mają Twoje włosy ? 
    Jeszcze nad tym pracuję, alewiele na to wskazuje, że mają średnią porowatość w kierunku niskiej.

    8. Jakie są Twoje włosy (np. suche, przetłuszczające się, itp.) ?
    Przetłuszczają się przy nasadzie, a końce włosów są suche.

    9. Jak wygląda Twój rytuał codziennej pielęgnacji ? 
    Nie myję codziennie włosów tylko co 2-3 dzień. Włosy myję przeważnie wieczorem. Rano myję je tylko w tedy, gdy mam czas. Stosuję metodę OMO. Potem na jeszcze mokre włosy nakładam serum lub jedwab na końce włosów.

    10. Czego nie lubią Twoje włosy (np. wiatru, sylikonów, wszystko co przyjdzie do głowy) ?
    Moje włosy nie lubią wiatru, wilgoci, śniegu, noszenia czapek.

    11. Co lubią Twoje włosy (np. olejowanie) ?
    Moje włosy lubią większość olejów i maseczki.

    12. Jaka jest Twoja ulubiona fryzura ?
    Włosy związane w kucyk. Jak mam czas, to próbuję upinać je w różne fryzury.

    13. Gdyby włosy umiały mówić, to co by powiedziały ?
    Chciałabym, aby powiedziały mi co im służy, a co nie - abym wiedziała jak lepiej o nie dbać.

    14. Od kiedy stosujesz świadomą pielęgnację ?
    Od kiedy prowadzę bloga ;) Wcześniej nie wiedziałam o wielu sprawach związanych z pielęgnacją włosów.

    Nie taguję nikogo, bo większość osób już robiła ten TAG. Jednak jeśli jest jeszcze ktoś, kto go nie robił, a chciałby - to zapraszam do zabawy :))

    0 0


    Od producenta:
    Krem przeznaczony dla cery suchej i bardzo suchej. Zawiera silnie nawilżające mukopolisacharydy, które poprawiają jędrność i elastyczność skóry, wykazując równocześnie działanie kojące i łagodzące. W skład kremu wchodzi:
    - kwas hialuronowy – zapobiega nadmiernemu parowaniu wody z naskórka,
    - olej migdałowy – natłuszcza, zmiękcza i wygładza skórę,
    - witaminy A i E – wygładzają i opóźniają proces starzenia oraz przywracają skórze ładny koloryt.
    Krem opóźnia procesy starzenia, skutecznie i długotrwale nawilża, jednocześnie natłuszczając skórę, eliminuje szorstkość naskórka. Preparat skutecznie odbudowuje płaszcz hydro-lipidowy skóry, chroniąc ją przed czynnikami zewnętrznymi.
    Składniki aktywne: Mukopolisacharydy, Kwas hialuronowy, D-panthenol, Witamina A, Witamina E, Olej migdałowy, Proteiny wełny kaszmirowej.



    Opakowanie: krem znajduje się w białym opakowaniu typu air-less. Utrzymane jest ono w bardzo prostej kolorystyce (biało-niebieskiej), ale moim zdaniem wygląda ono ładnie. Mimo że opakowanie nie jest przezroczyste widać ile kosmetyku jeszcze zostało po przesuwającej się w górę po każdym użyciu pompce - trzeba tylko ustawić opakowanie pod światło.


    Konsystencja: krem jest bardzo treściwy i ma dość gęstą konsystencję. W związku z tym trochę ciężko się go rozsmarowuje. Na szczęście nie roluje się i nie zostawia tłustej warstewki na skórze po wchłonięciu.

    Zapach: delikatny i przyjemny. Po aplikacji na skórę już go nie czuć.

    Działanie: cieszę się, że firma pozwoliła mi samej wybrać jaki kosmetyk chcę przetestować, a nie jak niektóre po prostu przysłała co im pasuje. Dzięki temu mogłam wybrać produkt, który wiedziałam, że będzie mi potrzebny. Ciężko było mi się zdecydować, ale z myślą o zbliżającej się jesieni postawiłam na krem z serii HYDRO CARE - jest to seria kremów intensywnie nawilżających.
    Kremaplikuję rano i wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy i szyi. Wchłania się dość długo. Dlatego jeśli używam go pod makijaż, to muszę odpowiednio wcześniej nałożyć go na twarz. Krem bardzo dobrze nawilża skórę. Staje się ona miękka, gładka i elastyczna. Dzięki niemu na mojej suchej na policzkach skórze nie ma żadnych przesuszonych skórek, które nieraz pojawiały się od jesieni wraz z początkiem sezonu grzewczego. Ciekawa jestem jakby sprawdził się przez zimę, ale do tego czasu raczej już go mieć nie będę, bo zostało mi tylko pół opakowania. Używam go od 1 października - myślę, że powinien mi wystarczyć do końca listopada. Pod tym względem wydaje mi się, że jest trochę mało wydajny. Krem ten nie podrażnił mnie, ani nie uczulił.

    Pojemność: 50 ml

    Cena: 46 zł

    Dostępność: salony kosmetyczne,  sklep internetowy firmy (klik)

    Skład: Aqua, Cyclomethicone, Octyl Stearate, Almond Oil, Sorbitan Olivate, Dimethicone, Glycerin, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Polyglyceryl-4-Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laureat, Octyl Methoxycinnamate, Magnesium Sulphate Heptahydrate, Panthenol, Retinyl Acetate, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Hydrogenated Soy, Lecithin, Hyaluronic Acid, Chondroidin Sulphate, Hydrolyzed Keratyn, Parfum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Proptlparaben, Isobutylparaben DMDM Hydratin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Citral, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Hydroxisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde.


    Razem z kremem otrzymałam do wypróbowania również 3 saszetki serum intensywnie nawilżającego z serii Hydro Care. Ciężko mi napisać o nim osobną recenzję, bo wystarczyło mi na 9 użyć. Używałam go tylko rano. Jednak wystarczyło mi to, aby poczynić pewne obserwacje. Serum ma konsystencję bardzo rzadkiego, bezbarwnego żelu. Już dwie jego kropelki wystarczyły na rozsmarowanie go na twarzy i szyi. Mimo że w saszetkach nie było go dużo, to jedna wystarczyła mi na 3 użycia. Serum szybko się wchłania w skórę. Producent zaleca, aby po nałożeniu serum wmasować w skórę jeszcze krem. W tym przypadku krem wchłania się dużo szybciej, niż jak używałam go samego. Dłużej też zajmuje zanim strefa T zacznie mi się przetłuszczać. Pełnowymiarowe opakowanie ma 30 ml pojemności i kosztuje 53 zł, ale jest bardzo wydajne i na pewno na długo by wystarczyło.

    Skład:Aqua, Blosaccharide Gum-1, Glyceryl, Palmitoyl Tripeptyde-3, Alcohol denat., Lecithin, Disodium Rutinyl Disulfate, Hydroxyproline, Sorbitol, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Tocopherol,Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Polyacrylamide/C 13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben.

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    Dziękuję firmie BANDI za udostępnienie mi tego produktu do przetestowania. Pragnę zaznaczyć, że fakt otrzymania kosmetyku za darmo w żaden sposób nie wpłynął na obiektywność mojej recenzji.


    0 0
  • 11/11/12--03:23: Mydło Aleppo
  • Od producenta:
    Bywa nazywane „MYDŁEM DOSKONAŁYM”, biorąc pod uwagę walory pielęgnacyjne jest to fakt niepodważalny. Mydło zrobione jest z trzech składników: oleju laurowego, oliwy z oliwek i dokładnie 0,01 % sody uzyskanej z wody morskiej.

    Olej laurowy – Naturalny antybiotyk! Ma silne działanie antyseptyczne i mocno nawilża. Skutecznie łagodzi dolegliwości i problemy skórne, takie jak trądzik, łuszczyca, atopowe zapalenia skóry, łojotok. Miliony ludzi na świecie przekonały się o jego leczniczym działaniu.
    Oliwa z oliwek skarbnica witaminy E, oprócz nawilżenia zapewnia odpowiedni poziom natłuszczenia i ochrony, ważny szczególnie dla skóry suchej. Regeneruje ją i opóźnia procesy starzenia.

    W naszej ofercie występują mydła o różnej zawartości procentowej oleju laurowego: 20 %, 35 %, 50 % oraz 70 %. Im większe problemy dermatologiczne, tym mydło powinno zawierać więcej oleju laurowego - naturalnego antybiotyku. Jeśli skóra nie wykazuje żadnych zmian, stanów zapalnych zwracamy uwagę na zawartość oliwy z oliwek, ponieważ skóra sucha oprócz nawilżenia wymaga również natłuszczenia.

    Mydło polecane do każdego rodzaju skóry, a  szczególnie do mieszanej, normalnej lub z problemami dermatologicznymi takim jak łuszczyca, egzema, trądzik, AZS, łojotok, o łagodnym przebiegu.

    Receptura i sposób wytwarzania
    nie zmieniły się od ponad 2000 lat.



    Opakowanie: mydło sprzedawane jest w kartoniku. Potem należy trzymać je w mydelniczce.

    Konsystencja: jest to mydło w kostce. Mimo że mam jej połowę, to i tak jest dosyć spora i przez to trochę niewygodna i toporna w użyciu. Ale za to mydło dobrze się pieni i szybko daje się spłukać z twarzy. Dobrze się go też używa jako szampon - łatwo się pieni, dobrze rozprowadza po włosach i nie ma problemu ze zmyciem.

    Zapach: niezbyt przyjemny, ale przyzwyczaiłam się już do niego i nie zwracam na niego uwagi.

    Działanie: Używałam go:
    • docodziennego mycia twarzy - na początku używałam go dwa razy dziennie - myłam nim twarz rano i wieczorem. Jednak po kilku takich myciach za bardzo zaczęła przesuszać mi się skóra. Dlatego do mycia twarzy używam go obecnie raz dziennie - wieczorem. Potem przecieram twarz hydrolatem lawendowym i nakładam krem. Bardzo dobrze oczyszcza skórę - chociaż jest to na początku jego używania dość dziwne uczucie. Ciężko jest mi je opisać. To jest coś takiego jak dobrze umyte naczynia, że jak przejedzie się po nich palcem, to aż "piszczą". Przy spłukiwania mydła ręce z oporem przesuwają się po skórze. Aktualnie przyzwyczaiłam się do tego uczucia, ale na początku było to dla mnie bardzo dziwne. Mydło idealnie zmywa całe sebum, które w ciągu dnia naprodukowała moja tłusta strefa T. Moje mydło ma 30% oleju laurowego - może trochę za dużo wybrałam na początek i stąd takie odczucia. Jednak jest to moje pierwsze mydło Aleppo jakiego używam. Na początku ciężko jest się zdecydować jaką zawartość procentową oleju laurowego wybrać.  Jak to mydło zużyję to myślę kupić następne, ale tym razem inny %.
    • do mycia całego ciała - tak stosuję go raz na jakiś czas. Dobrze się sprawdza w tej roli. Ale trochę przeszkadza mi to uczucie "tępej" skóry, które opisywałam powyżej.
    • jako naturalny szampon do włosów - ale tylko kilka razy, bo włosy po jego użyciu są za bardzo tępe i szorstkie w dotyku. Przez to stają się suche i plączą się. Trzeba też pamiętać o tym, że mydło to ma zasadowe pH i należy potem zakwasić włosy. Na koniec jeszcze nakładałam odżywkę. Po wyschnięciu włosy nie były takie złe, ale żebym częściej je myła tym mydłem musiałabym wypróbować mydło o innym składzie procentowym - trochę mniejszą zawartością oleju laurowego.
    • jakomaseczkę oczyszczająco-odżywczą na twarz - robi się ją następująco: trzeba zrobić pianę i zostawić na kilka minut na buzi. Mydło nie sprawdziło się tutaj, bo piana spływa z twarzy, pęka i zaczyna znikać.
    • Producent podaje, że można go jeszcze stosować jako środek piorący do delikatnych tkanin, ale tego zastosowania jeszcze nie próbowałam.

    Moja opinia: tak do końca to nie wiem jak je mam ocenić. Jestem zadowolona z jego działania, bo uspokoiło moją skórę i doprowadziło ją do większej równowagi. Nie uczula skóry, ani jej też nie podrażnia. Jednak kupiłam nieodpowiedni % i myślę, że jest trochę za mocne - gdy użyję go za często, to przesusza skórę. Dodatkowo jeszcze to dziwne uczucie jakie jest na skórze po jego użyciu - usuwa tłuszcz, ale myślę, że trochę za bardzo. Czy wpływa na zmniejszenie trądziku jeszcze będę obserwować. Na chwilę obecną tyle ile mi pryszczyków wyskakiwało, tyle cały czas wyskakuje. Ale mydło przyśpiesza trochę ich gojenie. Jestem pod ogromnym wrażeniem jego wydajności - jest ona ogromna, aż ciężko mi uwierzyć, że jest tak wydajne. Myję nim twarz, używam do kąpieli i do mycia włosów, a go wciąż jeszcze sporo zostało. Używam go od połowy września.

    Waga: 220 g +/- 10 % - ja mam pół z tego.

    Cena: 25 zł

    Dostępność: moje mydło pochodzi z Mydlarni u Franciszka, ale można je kupić również w wielu innych sklepach stacjonarnych i internetowych.

    Skład INCI:Olea Europea Oil, Sodium Hydroxyde, Aqua.

    0 0

    Od producenta:

    intensywnie nawilża naskórek: glinka zielona nawilżająca - naturalny surowiec z grupy minerałów ilastych, źródło mikroelementów: głównie krzemu (około 35%), glinu (około 13%), żelaza (około 4,5%), magnezu (około 3%) oraz wapnia ( około 19%).
    przyspiesza regenerację skóry:ECO-certyfikowany olej Canola - bogaty w fitosterole, tokoferole oraz kwasy tłuszczowe. Doskonale odżywia i zmiękcza naskórek. ECO-certyfikowane glicerydy kokosowe - źródło NNKT bogatych w kwasy omega3 i omega6 niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania skóry. Zapewniają wysoką efektywność ochrony warstwy lipidowej naskórka. Prowitamina B5 - aktywnie nawilża oraz skutecznie regeneruje podrażniony naskórek. 
    Skutecznie wygładza naskórek:ekstrakt z owoców drzewa Tara - bogaty w oligosacharydy, zapewnia długotrwałe nawilżanie skóry. Tworzy naturalny film wzmacniający barierę hydrolipidową w efekcie doskonale wygładza naskórek. [źródło: opakowanie]


    Opakowanie/pojemność: saszetka o pojemności 7 ml.Nie przepadam za wydobywaniem maseczek z tego typu opakowania, bo źle się je wyciska, a poza tym zostaje jej jeszcze trochę w opakowaniu. Z drugiej jednak strony jestem w stanie szybko ją zużyć, bo maseczki w tubce stoją u mnie, i stoją, i zużyć ich nie mogę.

    Konsystencja: dość gęsta, ale dobrze się ją rozsmarowuje po skórze. Nie spływa z twarzy. Maseczka jest koloru lekko zielonego.

    Zapach: przyjemny, delikatny.

    Działanie: saszetka ta wystarczyła mi na jedno użycie - rozsmarowałam ją na twarzy i szyi. Jakby ktoś używał jej tylko na twarz, to mogłaby wystarczyć na dwa użycia. Następnie trzymałam ją 10 minut na skórze. Przez ten czas lekko przyschła na twarzy, ale nie zrobiła się z niej skorupa. Łatwo dało się ją spłukać. Nie pobrudziła przy tym umywalki. Nie było żadnego szczypania, ani pieczenia i spokojnie mogłam wytrzymać z nią na twarzy do końca wyznaczonego czasu. Jeśli chodzi o efekty jej działania, to jestem z nich całkiem zadowolona. Moja skóra była nawilżona i gładka. Efekt ten utrzymuje się jeszcze na następny dzień. Przy systematycznym stosowaniu pewnie poprawiłaby dużo lepiej nawilżenie skóry. Ja niestety stosuję ją raz na jakiś czas - jak nie zapomnę jej kupić. Producent zaleca jej stosowanie 2-3 razy w tygodniu. Maseczka ta nie podrażniła mnie, ani nie uczuliła. Dodatkowo firma Ziaja jest na wizażowej liście firm nie testujących kosmetyków i składników kosmetycznych na zwierzętach.

    Cena: 1,50 zł 

    Dostępność: apteki, drogerie, markety - jest łatwo dostępna

    Skład: Aqua, Canola Oil, Cetearyl Ethylhexanoate, Illite, Octyldodecanol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Glycerin, Cetyl Alcohol, Hydrogenated Coco-Glycerides, Caesalpinia Spinosa Gum, Dimethicone, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Titanium Dioxide, Panthenol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1, 3-Diol, Diazolidinyl Urea, Parfum, Citric Acid, Cl 42090.

    0 0

    Jak ja nie cierpię jesieni. Dni robią się coraz krótsze i jest coraz zimniej. Zaczyna się ten okres roku, w którym wychodzę do pracy jak jest ciemno i wracam z pracy jak jest ciemno. Dodatkowo dziś rano był przymrozek. Lubię sobie ten czas umilać przyjemnymi kąpielami. Dlatego zaczęłam poszukiwać jesiennych umilaczy kąpieli. I tak ostatnio w łazience "wyczaiłam" ten olejek do kąpieli piżmo i jaśmin z Bielendy. Kupiła go moja mama. Byłam bardzo ciekawa jak będzie działał, zwłaszcza, że opis producenta brzmi bardzo kusząco.

    Od producenta:
    Zawiera naturalny afrodyzjak Johimbina.
    Rozpieść ciało i uwolnij zmysły w niezwykłym olejku miłości. Pobudzający kolor i wyrafinowany zapach odpręża, rozluźnia napięcie nerwowe, likwiduje stres, pobudza mikro-krążenie krwi, dodaje energii, przywraca siły witalne, poprawia samopoczucie i dodaje entuzjazmu. Kąpiel w Olejku Afrodyzjak wprowadzi Cię w romantyczny nastój. Innowacyjna formuła olejku oraz bogactwo składników aktywnych delikatnie natłuszcza, nawilża i wygładza skórę, przywraca jej niezwykłą miękkość i jedwabistość - ciało emanuje świeżością, namiętnością i erotyzmem. Zapach długo utrzymuje się na skórze.
    Stosowanie: wlać pod strumień bieżącej wody lub bezpośrednio na gąbkę podczas kąpieli pod prysznicem.


    Opakowanie: zwykła, prostaplastikowa butelka. Plusem jej jest to, że jest przezroczysta i dzięki temu widać ile olejku jeszcze zostało. Za minus uznaje brak dozownika, bo im będzie zawartości mniej, tym będzie gorzej ją wydobyć. Nie da się jej też ustawić do góry dnem. Jeśli chodzi o walory wizualne, to kolorystyka opakowania bardzo mi się podoba.

    Konsystencja: jest to żel o takiej średniej gęstości - to znaczy nie za gęsty, ale też nie za rzadki.

    Zapach:ładny i przyjemny, ale mało wyczuwalny. Już nawet w butelce jest słaby, to jakim cudem ma być wyczuwalny w trakcie kąpieli  ??? A tym bardziej utrzymywać się potem jeszcze na skórze ??? Jakby był mocniejszy, to pewnie faktycznie by odprężał, wprawiał w dobry nastrój, tym samym likwidując nieco stres. Może by wprowadzał też w romantyczny nastrój. Jednak, aby było czuć jakiś zapach w trakcie kąpieli, to trzeba było by wlać chyba pół opakowania lub nawet może i całe jego opakowanie na raz.

    Działanie: używałam go na dwa sposoby:
    • wlewałam pod strumień bieżącej wody do wanny - niestety producent nie napisał nic o tym ile olejku zaleca użyć, gdy się go używa w ten sposób. Ja go testowałam na nakrętki. Z moich obserwacji wynika, że już dwie jego nakrętki wystarczą, aby utworzyła się dość duża piana. Ale jest to za mało, aby dało się czuć jego zapach i, aby zaczął działać na skórę. Trzeba wlać go dużo więcej. Przez to jest mało wydajny, a i tak nie daje tych opisywanych przez producenta nawilżających efektów.
    • bezpośrednio na gąbkę podczas kąpieli - dobrze się pieni i myje skórę. W ten sposób używa się go bardziej wydajnie. Niestety nadal nie nawilża ani nie natłuszcza skóry. Moja skóra taka jak była przed kąpielą, taka jest i po. Wychodzi na to, że przynajmniej nie wysusza skóry. Nie podrażnił jej też, ani nie uczulił. Jest to jeden z tych kosmetyków, które mają piękny opis producenta, ale niestety nic z tego nie zaobserwowałam u siebie. A szkoda, bo byłam ciekawa jak to będzie, gdy po jego użyciu moje ciało będzie emanować namiętnością i romantyzmem ;))
    Pojemność: 400 ml

    Cena: 17,50 zł

    Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamodopropyl Betaine, Coco Glucoside, Glycerin, Parfum, Corynanthe Yohimbe Bark Extract, Polysorbate - 20, Citric Acid, Dimethylhexyl Syringylidene Malonate, Caprylic/Capric Triglyceride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Limonene, Linalool, CI 17200 (Acid Red 33).

    0 0

    Od producenta:

    Stosowany zewnętrznie na skórę Hydrolat z róży damascena:
    - Działa odświeżająco i aromatycznie.
    -
    Delikatnie nawilża.
    - Działa gojąco, przeciwzapalnie i łagodząco.
    - Posiada działanie antyseptyczne, antybakteryjne i lekko ściągające; polecany jest przy drobnych ranach i poparzeniach oraz w formie okładów na podrażnione i zmęczone powieki.
    - Dzięki antocyjaninom i olejkowi eterycznemu obecnym w płatkach róży - reguluje krążenie i wykazuje działanie wzmacniające wobec naczynek krwionośnych.
    - Wykazuje działanie antyoksydacyjne i przeciwzmarszczkowe, poprawia elastyczność i gładkość skóry.
    Od strony aromaterapeutycznej, zapach różany wykazuje działanie uspokajające, stosowany przed snem łagodzi napięcia, stresy i jest źródłem 'słodkich snów'.
    »Hydrolat z róży damascena polecany jest dla cery suchej, naczynkowej, dojrzałej, wiotkiej, podrażnionej, także tłustej i trądzikowej (w tym z trądzikiem różowatym).

     [Źródło: http://www.biochemiaurody.com/sklep/hydrolatrosedamascena.html]


    Opakowanie: bardzo prosta w wyglądzie plastikowa butelka z dozownikiem ułatwiającym aplikację. Znajduje się na niej naklejka z nazwą producenta, nazwą produktu, datą ważności, składem, pojemnością i sposobem przechowywania produktu.

    Konsystencja: jest to bezbarwny płyn.

    Zapach: producent podaje, że jest to zapach charakterystyczny dla róży damascena, a mianowicie: słodko-miodowy, szlachetny, różany, głęboki. Mimo że zapach ten jest intensywny, to nie jest drażniący. Jest on po prostu piękny. Przypomina mi zapach różańca z drzewa różanego. Jak podaje producent ten zapach bardzo dobrze nadaje się do aromaterapii: po męczącym dniu potrafi poprawić humor.

    Działanie: hydrolatem tym przecieram twarz dwa razy dziennie: rano i wieczorem. Najpierw myję skórę mydłem Aleppo, a potem tonizuję ją tym hydrolatem. Działa odświeżająco i łagodząco, dlatego chętnie używam go jako toniku. Przy takim użyciu jest bardzo wydajny i z powodzeniem wystarczy na dość długo. Nie przesusza przy tym skóry. Jednak nie zauważyłam też, aby ją nawilżał, dlatego po przetarciu nim twarzy aplikuję jeszcze krem. Hydrolat ten można stosować również pod oczy i na powieki - robiąc np. kompres. Raz użyłam go do rozrobienia glinki na maseczkę, ale szkoda mi go tak używać, bo za szybko by mi się skończył. Czasem spryskuję nim trochę poduszkę przed snem, bo świetnie się śpi, gdy w koło czuć jego zapach. Na bazie tego hydrolatu ukręciłam koleżance krem do twarzy - przejął on zapach tego hydrolatu i przyjemnie jej się go używa. Koleżanka ma cerę naczynkową i z powodzeniem stosuje ten hydrolat, bo nie podrażnia jej, ani nie uczula. Producent podaje, że można używać go jeszcze do rozcieńczania szamponów oraz jako mgiełkę do włosów - ja jednak tak go nie stosowałam.

    Pojemność: 200 ml  (ja mam pół z tego)

    Cena: 16,90 zł

    Skład: Rosa Damascena (Bulgarian Rose) Flower Water + Konserwant ECOCERT: Gluconolactone (1.1%); Sodium Benzoate (0.4%); Calcium Gluconate (0.015%).

    0 0

    Poszukiwania umilacza jesiennych kąpieli trwają nadal. Dziś postanowiłam napisać moje przemyślenia dokonane po używaniu peelingu cukrowego z Farmony.


    Od producenta:
    Oszałamiająca radość życia! Tak pachnie szczęście! Cukrowy peeling do ciała Tutti Frutti zawiera fitoendorfiny z owoców noni - cząsteczki szczęścia, które wprowadzają w doskonały nastrój, stymulują pozytywną energię, radość i chęć do działania. Dzięki zawartości masła karite i czerwonych kapsułek z witaminą E głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Kryształki cukru usuwają martwy naskórek i idealnie wygładzają ciało, a owoce noni rosnące na bajecznych, przepełnionych słońcem wyspach Polinezji zwiększają wydzielanie endorfin, pozwalając cieszyć się wspaniałym nastrojem i pełnią szczęścia. Cukrowy peeling myje, delikatnie natłuszcza i odżywia skórę, dzięki czemu nie jest konieczne używanie balsamu.

    Opakowanie: plastikowy zakręcany pojemnik utrzymany w kolorystyce czerwono-pomarańczowej. Pod spodem opakowania znajduje się data ważności peelingu. Produkt zabezpieczony jest folią na początku.

    Konsystencja: bardzo gęsta papka koloru pomarańczowego. Jest to gruboziarnisty peeling.

    Zapach: mocny, egzotyczny, orzeźwiający, owocowy zapach, który długo utrzymuje się w łazience, na skórze jednak niestety już nie. Zgodzę się z producentem, że stymuluje pozytywną energię i wprowadza w dobry nastrój. Fajnie się go używa w czasie kąpieli w te długie, ciemne, jesienne wieczory. Dodam jeszcze, że zapach tego peelingu cukrowego jest identyczny z zapachem soli do kąpieli brzoskwinia i mango tej firmy - jej recenzję pisałam TUTAJ.

    Działanie: peeling ten ze złuszczaniem skóry radzi sobie dobrze. Posiada dość dużo drobinek cukru i dzięki temu można również wykonać przyjemny masaż skóry. Peeling nie podrażnia skóry, a to w sumie dlatego, że w trakcie mycia zaczyna rozpuszczać się w wodzie. Jeśli chodzi o obietnicę producenta, że nawilża skórę, to mogę się z tym zgodzić, ale nie do końca. Po jego użyciu skóra nie jest wysuszona i nie muszę od razu sięgać po balsam do ciała. Jednak pozostawia na skórze taką tłustą warstewkę. Jest to zapewne wspomniane przez producenta działanie nawilżające, ale nie czuję się dobrze z tą warstewką na skórze. Czuję się tak jakbym była dalej brudna i na dodatek jeszcze czymś oblepiona. No szkoda, że tak działa, bo ze względu na jego przepiękny zapach, chętnie bym używała go dłużej i może skusiła się na kolejne opakowanie. Na minus można jeszcze zaliczyć jego wydajność - trzeba go dużo użyć. Pod względem działania bardzo przypomina mi używany jakiś czas temu oliwkowy peeling solny pod prysznic tej firmy (jego recenzja - klik).

    Pojemność: 300 g

    Cena: 16,00 zł

    Dostępność: drogerie, sklepy internetowe

    Skład INCI:Sugar, Sodium Chloride, Isopropyl Myristate, Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Cera Alba, Glyceryl Dibehenate, Tribehenin, Glyceryl Behenate, Parfum, Butyrospermum Parkii, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, PEG-4, Glycerin, Agar, Alginic Acid, Polysorbate-20, Tocopheryl Acetate, Isobutylparaben, CI 73360, Morinda Citrifolia Fruit Extract, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, CI 19140, CI 16255, BHA.
    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
    Dziękuję Pani Beacie z Agencji Werner i Wspólnicy za udostępnienie mi tego produktu do przetestowania. Pragnę zaznaczyć, że fakt otrzymania kosmetyku za darmo w żaden sposób nie wpłynął na obiektywność mojej recenzji.

    0 0

    Malina swoją kolejną akcją strzeliła i tym razem w 10-tkę :)) Po październikowej akcji maseczkowej dla twarzy przyszła pora na chwilę relaksu dla ciała. Jeszcze zanim Malina ogłosiła tę akcję, ja już zaczęłam szukać jesiennych umilaczy kąpieli. Malina trochę rozszerzyła zakres poszukiwań i w sumie postanowiłam przyłączyć się do niej. A teraz parę informacji o tej akcji:


    Jakie kosmetyki mam na myśli?
    Miedzy innymi: płyny, żele i kule do kąpieli, peelingi i scruby, masła, balsamy, mleczka, oleje i olejki, sole do kąpieli i inne.
    Jednym słowem wszystkie kosmetyki do kąpieli, mycia i pielęgnacji ciała, które ujęły Was pięknym zapachem i stały się dla Was JESIENNYM UMILACZEM.

    Czas trwania: trzy tygodnie od 18.11 - 9.12 tego roku:)

    Celem akcji jest:
    - poczuć się jak w raju, dając sobie chwilę relaksu w długie jesienne wieczory,
    - zadbanie o swoje ciało bez wyrzutów sumienia,
    - poprawienie kondycji swojego ciała,
    - znalezienie kosmetyku odpowiedniego dla siebie,
    - uśmiech dla Twoich bliskich.

    Zasady akcji:
    1. Umieścić zasady akcji w poście na swoim blogu i napisz kto Cię zaprosił.
    2. Zaproś do akcji 5 osób.
    3. Umieść baner w bocznym pasku z linkiem do inicjatora akcji MALINY.
    4. W czasie trwania akcji zamieść jak najwięcej recenzji ww. aromatycznych kosmetyków,
    5. Wybierz spośród nich 4 zapachowe hity po jednym z każdej grupy:
      - płyn lub żel do kąpieli,
      - peeling lub scrub,
      - kosmetyk do smarowania ciała (balsam, masło, olejki, itp.)
      - aromatyczne mydełko, kulę lub sól do kąpieli,
       i opublikuj post z listą Twoich aromatycznych hitów.

    UWAGA: Jeśli podczas trwania akcji nie znajdziecie swojego umilacza, to lista hitów może zawierać nazwę kosmetyku już wcześniej przez Was opisywanego. Warunek jest jednak taki, aby w czasie akcji poszukiwać:)

    Podsumowanie akcji i NAGRODY:
    1. Opublikuj post podsumowujący z listą 4 zapachowych hitów wraz z linkami do ich recenzji. 
    2. Wyślij link tego posta na mail MALINY do 12 grudnia.
    3. Nagrody za udział otrzymają tylko te dziewczyny, które spełnią ww. zasady uczestnictwa.
    4. Nie zabraknie też kosmetyków dla najbardziej aktywnych w komentarzach pod aromatycznym
    i postami:) 
     

    Do zabawy zapraszam oczywiście wszystkich chętnych :))

    0 0

    Róż ten otrzymałam od Glamourki89 do przetestowania. Za co Ci bardzo dziękuję :)) Zobowiązałam się napisać jego recenzję i tak oto dziś pojawia się ona na blogu. Cieszę się, że mogłam go wypróbować, bo firma freshMinerals jest mi nie znana.


    Znalazłam o niej troszkę informacji i okazuje się, że jest to firma z USA. Kosmetyki tej firmy:
    • nie zawierają wypełniaczy, chemicznych substancji, sztucznych barwników i konserwantów;
    • nie powodują reakcji uczuleniowych;
    • są bezzapachowe, beztłuszczowe, wodoodporne i nie zawierają talku;
    Składniki freshMinerals™ mają również właściwości pielęgnacyjne i lecznicze np. witamina E zapobiega starzeniu się skóry, a tlenek boru działa antybakteryjnie. Dzięki minerałom i naturalnym pigmentom makijaż freshMinerals™ pozwala skórze oddychać, nie blokuje porów, działa łagodząco i stanowi doskonałą ochronę przeciwsłoneczną SPF20. Są szczególnie polecane przez dermatologów i kosmetyczki po inwazyjnych zabiegach, przy problemach alergicznych skóry, trądziku młodzieńczym i różowatym.


    Opakowanie: wygląda przeuroczo. Jest nieduże i bardzo poręczne. Jego średnica to 5 cm. Składa się z kilku poziomów: na pierwszym mamy róż, a pod nim jest schowany aplikator oraz lusterko. Niestety opakowanie to jest kiepskiej jakości. Nie noszę go ze sobą w kosmetyczce, tylko trzymam w domu w pudełku z innymi kosmetykami, a mimo to porysowało już się. 


    Konsystencja: jest to róż w kamieniu. 

    Zapach: jest to produkt bezzapachowy.

    Działanie: muszę przyznać, że róż ten mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Gdy tak na niego patrzyłam myślałam sobie, że będzie to taki róż o delikatnym odcieniu, którego pewnie będzie trzeba użyć kilku warstw, aby było go w ogóle wiać. Po pierwszej aplikacji okazało się jednak, że róż ten jest bardzo dobrze napigmentowany i trzeba uważać przy jego aplikacji. Gdy go się zabierze za dużo, może być zbyt mocny na twarzy. Jak już się z nim oswoiłam, to potrafię zaaplikować odpowiednią jego ilość. Posiadam odcień o nazwie Hong Kong. Ma on śliczny, ciepły kolor. Dobrze się w nim czuje na twarzy. Jest go niedużo, bo tylko 5g. Jednak jest ogromnie wydajny - jedno pociągniecie pędzla po różu i to wystarczy na aplikację na policzek. Przy okazji dodam, że nie używam tego aplikatora, który jest dołączony do produktu, ponieważ jest on mały i wątpliwej jakości. Używam pędzla do różu firmy Maestro numer 170 rozmiar 22. Róż jest bardzo trwały - jak nałożę go koło godziny 6.45 to do 16 jest jeszcze na swoim miejscu na twarzy i nadal jest tak samo intensywny. Potem - po powrocie do domu - zmywam makijaż. Jednak myślę, że jakbym go nie zmywała to róż i do wieczora by się trzymał. Kosmetyki tej firmy nie są u nas za bardzo dostępne. Trzeba szukać ich na stronie producenta. Ale jak na nią się klika, to pisze tam, że wersja polska coming soon. A to znaczy, że mogą być i u nas dostępne.

    Cena: na stronie brytyjskiej cena tego różu wynosi £15.00

    Skład:MICA, BISMUTH OXYCHLORIDE, MICRONIZED TITANIUM DIOXIDE, MICRINIZED ZINC OXIDE, ZINC STEARATE, DIMETHICONE, BORON NITRIDE, SILICA, VITAMINE E, MAY CONTAIN: IRON OXIDES, TITANIUM DIOXIDE, CARMINE.

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

    A tak przy okazji dla zainteresowanych podaje linka do recenzji, w której opisuję pozostałe używane przeze mnie róże do policzków: Moje róże do policzków.

    0 0

    W poszukiwaniu jesiennych umilaczy kąpieli, postanowiłam wypróbować mydełka. Tak się akurat złożyło, że na spotkaniu lubelskich blogerek otrzymałam do wypróbowania kilka testerów mydełek firmy The Secret Soap Store. Na razie używam dwa z nich.

    mydło luksusowe ARGAN&GOATS


    Od producenta:
    Mydło regenerująco-łagodzące na bazie roślinnej z dodatkiem olejku argonowego i protein mleka koziego. Ma właściwości silnie nawilżające, odżywcze i uelastyczniające skórę. Łagodzi podrażnienia, oczyszcza i rozświetla skórę. Polecane do każdego typu skóry.

    Opakowanie: ja otrzymałam tester. Zapakowany był on w foliowy woreczek z naklejką, na której znajdują się takie informacje jak nazwa mydła, jego właściwości i producent.

    Konsystencja: jest to mydło w kostce koloru białego. Nie wiem ile ma gramów, bo nie jest to podane na opakowaniu, ale kostka ma rozmiary 4 cm x 2,5 cm x 1cm.

    Zapach: zwyczajny - pachnie tak jak wiele innych mydeł w kostce.

    Działanie: na początek najbardziej zaciekawiło mnie mydełko z olejkiem arganowym. Wiele dobrego naczytałam się o tym olejku i pomyślałam sobie, że mydło to może mieć niezłe działanie. Stosuję go i jak na razie nie widzę opisywanych przez producenta efektów. Co prawda mydło to dobrze czyści skórę. Tu nie ma na co narzekać. Dość dobrze się również pieni. Najbardziej rozczarowana jestem tym, że nie ma obiecywanych przez producenta właściwości nawilżających. Po jego użyciu mam wręcz takie uczucie, że jak zaraz się jakimś mazidłem nie posmaruję to się "wścieknę" taką mam suchą skórę. Nie odżywia też, ani nie uelastycznia skóry

    Cena / pojemność: 35 zł za 130g

    Skład:Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Aqua, Glycerin, Palm Acid, Sodium Chloride, Palm Kernel Acid, Tetrasodium EDTA, Tetrasodium Etidronate, Argania Spinosa Kernel Oil, Butyrospermum Parkii (Shea ) Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Olea Europaea Oil, Goat Milk, PPG-5 Ceteth-20, Avocado Oil, Macadamia Oil, Jojoba Oil, Parfum, Linalool, d-Limonene, Hydroxycitronellal.

    Podsumowując: mydełko to nie zostało jesiennym umilaczem kąpieli.


    mydło rewitalizujące - PIEPRZ CZARNY Z OLIWKAMI


    Od producenta:
    Pieprz czarny - popularna przyprawa pochodząca z Indii. Owoc pieprzu zawiera żywicę o ostrym smaku, olejek lotny , piperynę, która nie tylko odpowiada za pikantny smak, ale zwiększa wchłanianie do organizmu selenu, witaminy B i beta-karotenu. Olejki eteryczne są zaś pomocne w leczeniu przeziębienia, kaszlu i bólów mięśniowych.

    Opakowanie: tester zapakowany w foliowy woreczek z naklejką, na której znajdują się takie informacje jak nazwa mydła, jego właściwości i producent. Ma taką samą wielość jak to pierwsze mydełko.

    Konsystencja: jest to mydło w kostce koloru ciemno-brązowego. Zawiera trochę takich czarnych drobinek - zapewne to zmielony pieprz.

    Zapach: bardzo delikatny i przyjemny. Ale nie jest to zapach pieprzu.

    Działanie: z tego mydełka jestem dużo bardziej zadowolona niż z jego poprzednika, bo nie wysusza tak skóry. Powiedziałabym nawet, że lekko ją nawilża i odżywia. Po jego użyciu jest inne uczucie, gdy nie muszę od razu sięgać po balsam do ciała. Poza tym dobrze myje i oczyszcza skórę. Pieni się tak samo jak to poprzednie mydełko - czyli dość dobrze. Próbowałam myć nim skórę twarzy, ale trzeba z tym uważać, bo jeśli piana dostanie się do oka, to strasznie to piecze i pali. Nie wiem właściwie co mam o nim więcej napisać, ponieważ producent nie napisał nic o jego działaniu i nie mam do czego się odnieść.

    Cena / pojemność: 12,99 zł za 110g

    Skład:Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Aqua, Glycerin, Palm Acid, Sodium Chloride, Palm Kernel Acid, Tetrasodium EDTA, Tetrasodium Etidronate, Piper Nigrum, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Olea Europaea Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, PPG-5 Ceteth-20, Avocado Oil, Macadamia Oil, Jojoba Oil, Parfum, Cl.77491, Cl. 77266.

    Podsumowując: mydełko to mogę uznać za jesiennego umilacza kąpieli - nie za zapach, ale za działanie na skórę.

    0 0
  • 11/25/12--01:44: Seria MAXSLIM od Lirene
  • Jakiś czas temu otrzymałam do wypróbowania kosmetyki z serii MAXSLIM firmy Lirene. Recenzje dwóch z nich ukazały się już na blogu, a mianowicie:

    Dziś przyszła pora na opinię o pozostałych kosmetykach z tej serii.


    SERUM UJĘDRNIAJĄCE DO BIUSTU "Push Up"

    Od producenta:
    SERUM ujędrniające do biustu to innowacyjny preparat do codziennej pielęgnacji delikatnej skóry biustu i dekoltu. Modeluje, ujędrnia i wypełnia biust. Starannie dobrane składniki poprawiające mikrocyrkulację przeciwdziałają wiotczeniu i utracie elastyczności skóry piersi. Zawarty w recepturze olej brzoskwiniowy regeneruje, nawilża i poprawia miękkość skóry, która staje się sprężysta, napięta i ujędrniona. Witamina E oraz ekstrakt z zielonej herbaty zapobiegają starzeniu i wiotczeniu się skóry. 
    Stosowanie: Stosować codziennie rano i wieczorem. Wmasować preparat okrężnymi ruchami w skórę biustu i dekoltu.

    Opakowanie: plastikowa, zielona tubka. Nie jest przezroczysta i nie widać ile kosmetyku jeszcze zostało.

    Konsystencja: nie za gęsta, ani nie za rzadka. Dobrze się rozsmarowuje.

    Zapach: jest to jedyny kosmetyk z tej serii, w którym wyczuwam zapach. Jest on delikatny i przyjemny. Podoba mi się - pachnie jakby cytrusami. Cała reszta kosmetyków tej serii moim zdaniem jest bezzapachowa.

    Działanie: stosuję je dwa razy dziennie: rano i wieczorem. Nawilża i wygładza skórę. Da się to zauważyć już po paru dniach jego używania. Dobrze się rozprowadza i rozsmarowuje na skórze. Szybko się wchłania i nie zostawia żadnej tłustej warstewki na skórze. Jest bardzo wydajne. Nie uczuliło mnie, ani nie podrażniło. Właściwie to jest jego główne działanie, które u mnie zaobserwowałam. Jego recenzja pojawiła się dopiero teraz, bo po 7 dniach stosowania, to jednak za krótko, aby zaobserwować pierwsze efekty. Chciałam lepiej sprawdzić jego działanie. Po tym czasie stosowanie nie zauważyłam, aby skóra była bardziej napięta, biust bardziej wypełniony czy wymodelowany.

    Pojemność: 150 ml

    Cena: ok 15 zł

    KREM CHŁODZĄCY DO MODELOWANIA CIAŁA

    Od producenta:
    Krem chłodzący do modelowania ciała to skoncentrowany preparat o działaniu wyszczuplającym, ujędrniającym i wygładzającym, zapewniający redukcję tkanki tłuszczowej.
    Krem skutecznie wspomaga kuracje wyszczuplające, modeluje i rzeźbi sylwetkę. Unikalne połączenie kofeiny i zielonej herbaty wspomaga właściwości wyszczuplające, usuwając nadmiar wody i toksyn ze skóry. Ekstrakt z owoców pomarańczy gorzkiej bogaty w witaminy i sole mineralne działa pobudzająco i energetyzująco. Chłodzące działanie kremu dodatkowo przyspiesza metabolizm komórkowy.
    Stosowanie: Stosować codziennie rano i wieczorem, najlepiej po użyciu Ujędrniającego Peelingu Myjącego. Rozprowadzić na skórze ze szczególnym uwzględnieniem miejsc z nadmiarem tkanki tłuszczowej.

    Opakowanie: plastikowa zielona tubka. Nie jest przezroczysta i nie widać ile kosmetyku jeszcze zostało. Czyli takie samo jak ma to serum do biustu, tylko większe.

    Konsystencja: nie za gęsta, ani nie za rzadka. Dobrze się rozsmarowuje.

    Zapach: dla mnie jest to kosmetyk bezzapachowy.

    Działanie: jego chłodzące działanie nie jest zbyt duże. Chłodzi, ale bardzo delikatnie - używam go na chwilę obecną i da się wytrzymać. Krem ten dość szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Po jego użyciu skóra jest wygładzona. Jednak właściwie to całe jego działanie. Dodatkowo nie utrzymuje się długo, bo wystarczy odstawić go na kilka dni, a skóra wraca do stanu sprzed jego używania. Nie posiada właściwości nawilżających - zresztą producent nic takiego w opisie nie obiecuje.

    Pojemność: 200 ml

    Cena: ok 17 zł


    PODSUMOWUJĄC: seria tych kosmetyków ma na celu wspomagać kuracje wyszczuplające, a to znaczy, że należy je stosować przy odpowiednim wysiłku fizycznym i diecie. Same kosmetyki nas nie wyszczuplą. Ja niestety od kiedy przestałam ćwiczyć, to ostatnio nawet nieco mi się przytyło. Najwyższy czas ruszyć siedzenie sprzed komputera i trochę się poruszać. Jesli chodzi o kosmetyki z tej serii, którte najbardziej przypadły mi do gustu, to będą te dwa pierwsze opisywane przeze mnie już chwilę temu. Te dwa z dzisiejszej recenzji nie mają działania, które przekonałoby mnie do ponownego ich zakupu.

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    Dziękuję firmie Lirene za udostępnienie mi tego produktu do przetestowania. Pragnę zaznaczyć, że fakt otrzymania kosmetyku za darmo w żaden sposób nie wpłynął na obiektywność mojej recenzji.

    0 0

    Uporządkować cienie chciałam już od dawna, tylko nie mogłam się za to zabrać. Denerwowało mnie to, że długo muszę szukać tego, którego akurat chcę użyć. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest bałagan w pudelku, w którym przechowuję kolorówkę. Mam tam cienie, kredki, tusze, błyszczyki, itd. - wszystko to razem i często mieszały mi się ze sobą. Zaczęłam od tego, że wyrzuciłam wszystko, to co się w międzyczasie przeterminowało. Potem kredki, tusze i zalotkę umieściłam w kubeczku. Następnie poukładałam błyszczyki ze szminkami w jednym rogu pudełka, a w drugim róże, bronzery i podkłady. W trzecim rogu mam paletki, do których ostatnio dołączyła nowa - zrobiona przeze mnie z powyciąganych z opakowań cieni. Umieściłam je w paletce magnetycznej z Inglota - tej, którą niedawno kupiłam. 

    Z pierwszym cieniem było ciężko, ale jak załapałam o co chodzi, to reszta poszła już szybko. Mam teraz w jednym miejscu cienie, które często używam i nie muszę już żadnego szukać pośród pozostałych kosmetyków. Większość z nich bez problemu przyczepiła się do paletki, tylko z dwoma jest problem: Cartice oraz Oriflame.


    Cienie, które sie tutaj znajdują to:
    1. INGLOT numer 330 - matowy cielisty cień
    2. MIYO odcień Breeze numer 03 - cielisty cień, ale błyszczący
    3. MIYO odcień Vanilla numer 04  - cielisty matowy cień
    4. MIYO odcień Sweet Lulu numer 41 - różowy, lekko wpadający pod fiolet, błyszczący cień
    5. KOBO odcień Natural Shine numer 501 - cielisty cień z różowym połyskiem - nie wygląda na taki, dopiero na powiece widać ten połysk
    6. KOBO odcień Golden Rose numer 205 - z tych wszystkich jest to mój ulubiony kolor - śliczny połyskujący róż
    7.CATRICE odcień C'mon Chameleon numer 410 - cień ten nie współpracuje z paletką - nie przyczepia się do niej. A w trakcie przenoszenia pokruszyl się dość mocno.
    8. L'OREAL z paletki potrójnych cieni - jak widać ten najjaśniejszy lubię z nich najbardziej. Używam go na całą powiekę, ten środkowy do cieniowania, a ten półokrągły jest do brwi.
    9. ORIFLAME Giordani Gold odcień Cashmere Brown - cień ten rownież nie przyczepia sie do paletki
    10. ESSENCE cień z limitowanej kolekcji Wild Craf

    A tutaj pozostałości po cieniach:


(Page 1) | 2 | 3 | .... | 31 | newer