Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Showcase


Channel Catalog


Channel Description:

Witajcie w moim kosmetycznym świecie !!! Mam nadzieje, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie :))

older | 1 | .... | 9 | 10 | (Page 11) | 12 | 13 | .... | 31 | newer

    0 0

    Chociaż under 20 od jakiegoś czasu już nie jestem, jednak mimo to lubię używać niektóre kosmetyki z tej linii. Ostatnio w moje ręce trafił termoaktywny peeling wygładzający.


    Od producenta:
    Efekty działania:
    Specjalistyczny peeling, który doskonale oczyszcza, wygładza i odświeża skórę. Produkt przy aplikacji daje efekt rozgrzania, który wzmacnia działanie kosmetyku. Skuteczność zawdzięcza połączeniu aktywnych substancji przeciwtrądzikowych oraz substancji aktywnie wygładzających.

    Składniki aktywne:
    Czynnik termoaktywny - działa wygładzająca, wzmacnia działanie peelingujące 
    Cząsteczki peelingujące - peelingują i złuszczają naskórek.

    Potwierdzona skuteczność:
    Wygładza 89%
    Sprawia, że skóra staje się jedwabista 81%
    Skutecznie i delikatnie oczyszcza 85%
    Odświeża skórę 93%
    Zmniejsza widoczność porów i niedoskonałości
    *wyniki testów dermatologicznych na skórze z niedoskonałościami


    Chciałabym zacząć od tego, że ciężko jest mi nazwać ten produkt peelingiem. Po pierwsze przez wzgląd na jego konsystencję - wygląda jak biały, gęsty żel, w którym zatopione są niebieskie drobinki peelingujące. A po drugie przez to, że nie złuszcza skóry - tych drobinek jest po prostu zbyt mało, a zarazem są zbyt duże i delikatne. Produkt ten działa raczej jako żel do mycia twarzy. A te niebieskie kuleczki tak właściwie to mi tylko przeszkadzają. Jednak nadal będę nazywać go peelingiem, bo tak określił go producent. 
    Peeling ten używamy tak jak i inne produkty tego typu, czyli na zwilżoną skórę twarzy nanosimy niewielką ilość peelingu, masujemy przez około 1-2 minuty, a następnie spłukujemy wodą. 


    Peeling znajduje się w tubce wykonanej z miękkiego plastiku, która posiada zamykanie typu klips. Z jednej strony taka forma ma ułatwić jego lepsze zużycie. Jednak w przypadku tego peelingu nie sprawdza się to. Jest on dość gęsty, a przez to nieco ciężko wyciska się go. W cale też nie spływa na dól opakowania, co by ułatwiło jego pełne zużycie. Dodatkowo opakowanie jest nieprzezroczyste - przez co nie widać ile produktu w nim jeszcze zostało.


    Mimo tego wszystkiego co do tej pory opisałam odnoście tego peelingu, w ostatecznym podsumowaniu jednak wychodzi na to, że go lubię. Mimo swojej gęstej konsystencji dość dobrze rozprowadza się go na skórze. Posiada termoaktywne działanie, które jest co prawda dość krótkotrwałe, ale za to intensywne. To "ciepełko" na skórze czuć tylko przy pierwszym zetknięciu peelingu ze skórą, z czasem zaczyna zanikać. Jest to ciekawe uczucie i mimo swej krótkotrwałości jest to fajny efekt, który sprawdza się, gdy stosujemy kosmetyk w okresie jesienno-zimowym.

    Pojemność: 75 ml

    Cena: ok 16 zł

    Skład: Propylene Glycol, Zeolite, Triethanolamine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Acrylate/ Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Mannitol, Cellulose Gum, Isohexadecane, Cellulose, Polysorbate 80, Tocopheryl Acetate, Hydroxypropyl Methylcellulose, Parfum (Fragrance), Limonene, HexylCinnamal, Linalool, Benzyl Salicylate, CI 77007.

    Znacie ten termoaktywny peeling ???
    A jeśli nie, to czy kusi on Was ???

    0 0

    Pewnego razu będąc w SuperPharmie trafiłam na taką oto promocję: 

    za zakupy za minimum 35 zł 
    można sobie kupić 
    wodę toaletową United Colors of Benetton  
    za 11,99 zł o pojemności 30 ml
    (cena standardowa to ok 29 zł).

    Do wyboru była wersja damska i męska. Zaciekawiła mnie ta woda toaletowa i postanowiłam skorzystać z takiej okazji. Zwłaszcza, że i tak zamierzałam kilka innych kosmetycznych produktów tam kupić.



    Dzień wcześniej wypróbowałam tester, dzięki któremu mogłam zapoznać się z tym zapachem. Byłam ciekawa czy mi się spodoba i jak długo będzie się utrzymywał. Gdy wieczorem okazało się, że nadal dobrze czuć zapach tej wody toaletowej, postanowiłam ją następnego dnia kupić. Znajduje się ona w szklanym flakoniku z atomizerem. Jest on utrzymany w bardzo wesołej i żywej kolorystyce.


    Kolorystyka ta w pewien sposób oddaje ducha tego zapachu. 
    Jest to zapach z kategorii kwiatowo-owocowej

    Nuty zapachowe są następujące:
    nuta głowy: brzoskwinia, pomarańcza, bergamotka
    nuta serca: frezja, jaśmin, róża
    nuta bazy: paczula, wetiwer, piżmo


    Zaraz po pierwszym "psiknięci" zapach jest zbyt mocny i intensywny. Jednak z czasem zmienia się i staje się przyjemny dla nosa. Opisałabym go jako ciepły i słodki, ale nie za mdły, ani duszący. Może nieco lekko orientalny. Aktualnie przyzwyczaiłam się już do niego na tyle, że go już nie wyczuwam tak bardzo jak kiedyś. Przez to wydawało mi się, że stał się nietrwały. Jednak komentarze od innych osób uświadomiły mi, że zapach tej wody toaletowej długo się utrzymuje.


    Jedyne zaatrzeżenie co do tego produktu mam odnośnie dziwnych mętnych farfocli pływających w środku buteleczki. Skąd się tam wzięły i cop to jest - nie wiem. Tą wodę toaletową możecie też kupić w Rossmannie, gdzie obecnie jest na nią promocja i kosztuje 19,99 zł za 30 ml.

    Znacie może ten zapach ???

    0 0

    Krem pochodzi z linii Professional. Dostałam go na spotkaniu blogerek. Używam go już pewien czas i dalej jest mi ciężko wyrobić sobie o nim jednoznaczną opinię. Opis producenta brzmi bardzo zachęcająco. Z czytanych przeze mnie recenzji tego kremu wynika, że osoby go używające są z niego zadowolone. Jednak ja mam do niego kilka "ale", które powodują, że używam go bardzo nieregularnie.


    Od producenta:
    Idealny preparat do ochrony i pielęgnacji po zabiegu eksfoliacji. Regeneruje, poprawia wygląd i przynosi ulgę podrażnionej skórze. Zastosowany w preparacie nowoczesny, stabilny układ filtrów UVA i UVB nie powoduje efektu bielenia i doskonale chroni przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego –blokuje 96% promieniowania UVB. Krem zawiera probiotyki (Lactobacillus Casei oraz Lactobacillus Acidophilus) i prebiotyki (oligosacharydy), które odbudowują korzystną mikroflorę na powierzchni skóry, przywracając jej naturalną równowagę. Polecany także dla osób z atopowym zapaleniem skóry.

    Krem znajduje się w plastikowym opakowaniu typu air-less. Jest ono bardzo fajnie przemyślane, ponieważ jest nieco przezroczyste, więc widać ile kremu nam jeszcze zostało. Co do pompki nie mam zastrzeżeń - działa sprawnie dozując odpowiednią ilość kremu. Design opakowania jest charakterystyczny dla firmy BANDI - oszczędny, ale zarazem nie brzydki. Na opakowaniu znajduje się tylko nazwa kremu, sposób użycia i data ważności. Resztę informacji trzeba doczytać z kartonika - w tym skład. 


    Krem ten pod względem konsystencji jest nie za rzadki, ani nie za gęsty. Dobrze rozprowadza się go po skórze. Dość szybko się on też wchłania, pozostawiając skórę lekko natłuszczą. Krem ma przyjemny i delikatny zapach. Jest on jakby nieco słodkawy. Nawilża skórę i ją koi. Na tym właściwie kończą się pozytywne efekty, które zaobserwowałam.
    Te negatywne, które zaraz opiszę powodują, że nie za bardzo lubię używać ten krem. Przede wszystkim bieli skórę. Po aplikacji tego kremu skóra jest dziwnie biała i błyszcząca. Co przeczy obietnicom producenta. Ma on kolor lekko beżowy - spodziewałam się, że dzięki temu będzie fajnie się stapiał ze skórą. Jednak okazuje się, że skóra po tym kremie bardzo się świeci. Dodatkowo okropnie uwidacznia wszystkie suche skórki - nawet w tych miejscach, gdzie nie spodziewałabym się, że je mam. Dlatego nie nadaje się on do stosowania pod makijaż. Używam go tylko wieczorami lub w te dni, kiedy wiem, że nie będę się malować. Zaaplikowany na niego podkład wygląda okropnie - z wielką ilością uwidocznionych suchych skórek.

    Pojemność: 50 ml

    Cena: 58 zł



    Miałyście już do czynienia z takim kremem ???

    0 0

    Bardzo lubiana przeze mnie paletka Sleek Oh So Special jest już praktycznie na wykończeniu. Zostały mi z niej jeszcze tylko 4 cienie. Zaczęłam zastanawiać się czy zacząć rozglądać się za jakąś jej zastępczynią, czy kupić znów tą samą. Przeważyła jednak chęć wypróbowania jakiejś innej paletki. Przeglądając posty trafiłam na informacje, że pojawiła się nowa limitowana paleta cieni Natural Glow od BarryM.


    Zawiera ona kolory, w których czuję się najlepiej, czyli  neutralne brązy, beże i szarości. Jednak mimo to nie byłam pewna czy ją kupować. Aż do czasu, gdy natrafiłam na zdjęcia kolorów zaprezentowane przez Idalię. Wtedy to już całkiem przepadłam i zapragnęłam zakupić tą paletkę. Kosztowała ona 31,90 zł + koszty wysyłki. Składa się z 6-ciu cieni (2 matowe, 4 satynowe) oraz różu. Paletka wykonana jest z beżowego kartonu posiadającego magnetyczną klapkę. Wewnątrz znajduje się też lusterko.



    Kolory z paletki prezentują się następująco:


    A Wam podoba się ta paleta ???

    0 0

    Już od dawna czytałam recenzje tego nawilżającego balsamu do ust. Jednak dopiero od niedawna mam okazje poznać go osobiście. Można rzec, że wszyscy mają Carmex, a ostatnio mam go też i ja :)) 
    Najbardziej lubię balsamy w sztyfcie ze względu na wygodę aplikacji. Dlatego co do opakowania nie mam żadnych zastrzeżeń. Dodatkowo posiada ono zabezpieczenie przed otwarciem go przez kogoś ciekawskiego w sklepie.



    Dziwnie mi się używa ten balsam ze względu na mrowienie na ustach, które on powoduje. Dzieje się tak ze względu na użyte składniki, a uczucie mrowienia daje nam znać, że balsam działa. Jednak im dłużej go używam, tym bardziej się do tego przyzwyczajam. Balsam ma żółtawy kolor, ale na ustach jest bezbarwny. Pod względem działania jestem zadowolona z tego produktu. Przede wszystkim nawilża i koi skórę warg. Dzięki temu zabezpiecza przez ich pękaniem czy spierzchnięciem. Świetnie używa mi się go teraz, gdy robi się coraz zimniej. Dobrze też zapewne sprawdzi się zimą.


    Pojemność: 4,25 g

    Cena: ok 9 zł

    Skład: Petrolatum, Lanolin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Candelilla Cera, Benzophenone-3, Ozokerite, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Paraffin, Camphor, Menthol, Salicylic Acid, Aroma, Vanillin. Zawiera Oxybenzone.

    Używałyście już Carmex ???
    Którą wersję polecacie ???

    0 0

    Produkt ten został określony przez producenta jako pobudzające hiszpańskie flamenco z pomarańczą. Brzmi to bardzo ciekawie. Projektant opakowania starał się oddać ducha tego przesłania w kolorystyce, a także rysunku tańczącej kobiety. 
    Natomiast jeśli chodzi o pomarańczę, to jej zdjęcie pojawia się na opakowaniu, a także wyciąg z niej znajduje się w składzie. Jednak nie przekłada się to na zapach tego żelu. Jego zapach określiłabym jako słodko-owocowy, ale nie jest on pomarańczowy. Jest za to bardzo świeży, przyjemny i miły dla nosa.


    Żel ten jest nie za rzadki, ani nie za gęsty. Dobrze się go wydobywa z opakowania i rozprowadza na skórze. Dość dobrze się też pieni i łatwo spłukuje ze skóry. Ma on lekko różowy kolor. Jako żel myjący sprawdza się bardzo dobrze. Oczyszcza skórę. Nie powoduje przy tym uczucia suchości czy ściągnięcia skóry. Natomiast nie zaklasyfikowałabym go jako żel peelingujacy. Co prawda zawiera drobinki peelingujace, ale jest ich zbyt mało, aby były w stanie złuszczyć martwy naskórek. 

    Podsumowując: żel ten dobrze oczyszcza skórę. Jednak osoby szukające mocnego zdzieraka będą nim rozczarowane.

    Pojemność: 150 ml

    Cena: ok 15 zł

    Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Acrylates Copolymer, Alcohol Denat., Triethanolamine, PPG-26-Buteth-26, Coco-Glucoside, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, PEG-18 Glyceryl Oleate / Cocoate, PEG-120 Methyl Glucose Trioleate, Sodium Salicylate, Synthetic Wax, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Extract, Ethylhexylglycerin, Sorbitol, Lens esculenta (Lentil) Seed Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Panthenol, Nelumbium Speciosum Flower Extract, Nymphaea Alba (Water Lily) Root Extract, Bambusa Vulgaris (Bamboo) Leaf/Stem Extract, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, Parfum, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, CI 16255:1, CI 42090:2, CI 17200, CI 16035, CI 19140, CI 14720:1.

    Znacie ten żel do twarzy ???
    Macie o nim podobne zdanie ???

    0 0

    Kremów do pielęgnacji rąk mam przeważnie kilka. Każdy trzymam w innym miejscu. Jedne lepiej mi się używa na co dzień, inne tylko na noc. Chciałabym Wam pokazać te, które używałam w ostatnim czasie - zanim się skończą i porozcinam opakowania.


    FARMONA
     Herbal Care 
    aloesowy krem regenerujący do rąk i paznokci

    Najlepiej sprawdza się on do używania na co dzień w pracy, gdy zaraz po posmarowaniu rąk muszę zabrać się za papierkową robotę. Szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy na skórze, dzięki czemu nie pobrudzi papieru. Lekko nawilża skórę. Ale w przypadku regeneracji bardzo suchej skóry nie sprawdzi się, bo okaże się za słaby. Ma on delikatny i nienachalny zapach - chociaż nie uznałabym go za ładny. Ujdzie, ale znam kremy dużo ładniej pachnące. Jego wadą jest trudno zamykające się opakowanie. Krem znajduje się w tubce zamykanej na klips, który ciężko jest domknąć. Aby to zrobić muszę nim uderzyć o coś twardego - najczęściej jest to blat biurka. 

    Pojemność/cena: 100 ml kosztuje ok. 6 zł

    Skład: Aqua / Water, Ethylhexyl Stearate, Cetearyl Alcohol, Polysorbate 60, Paraffinum Liquidum, Urea, Glycerin, Aloe Barbadiensis Leaf Extract, Propylene Glycol, Helianthus Annus (Synflower) Seed Oil, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Dimethicone, Cera Alba (Beeswax), Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea)Butter, Saccharomyces/Silicon Ferment, Saccharomyces/Magnesium Ferment, Saccharomyces/Copper Ferment, Saccharomyces/Zinc Ferment, Saccharomyces/Iron Ferment,Inulin, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Potassium Sorbate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Parfum, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool.

    SYLVECO 
    regenerujący krem do rąk 
    ziołowa pielęgnacja

    Używam go w ciągu dnia w domu. Wchłania się on tak średnio - ani nie szybko, ani też nie za długo. Krem znajduje się w wygodnej w użyciu tubce - łatwo się ją otwiera i zamyka. Jego działanie jest w miarę w porządku. Nawilża skórę, ale jakiegoś szału nie robi. Na plus zasługuje jego skład, który zawiera wiele ekstraktów roślinnych, m.in. z rumianku, brzozy białej, aloesu. Jedyne zastrzeżenia co do tego kremu mam w kwestii jego zapachu. Jest on mocny, intensywny i bardzo dziwnie ziołowy. Nie podoba mi się on. Z tego też powodu nie używam go w pracy, bo ten zapach roznosi się po całym pomieszczeniu.

    Pojemność/cena:
    - sam krem 75 ml kosztuje ok 19 zł
    - regenerująca kuracja do rąk, czyli 75 ml kremu + rękawiczki kosztuje ok 23 zł

    Skład: Woda,  Olej sojowy,  Olej z pestek winogron,  Stearynian glicerolu,  Alkohol cetylowy,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Olej arganowy,  Masło karite (Shea),  Olej ze słodkich migdałów,  Ekstrakt z rumianku,  Betulina,  Wosk pszczeli,  Olej rokitnikowy,  Ekstrakt z aloesu,  Lupeol,  Olejek rumiankowy,  Kwas oleanolowy,  Kwas betulinowy 


    EVELINE 
    aksamitne dłonie 
    wygładzająco-nawilżający eliksir do rąk i paznokci

    Krem ten używam na noc ze względu na jego treściwą konsystencję i bardzo długi czas wchłaniania. Pamiętam jak użyłam go pierwszy raz. Krem ten zostawił na skórze tłustą otoczkę, która powodowała, że nic w rękach nie mogłam utrzymać - wszystko mi się wyślizgiwało. Dlatego smaruję nim dłonie na wieczór jak już wiem, że nic nie będę robiła. To jest jego główny minus. Tak poza tym to ma wiele plusów. Ma przepiękny zapach - delikatny, nieco słodkawy. Ciesze się, że długo czuć go na dłoniach. Dobrze nawilża skórę. Nie mam żadnych problemów z jego opakowaniem.

    Pojemność/cena: 100 ml kosztuje ok. 6 zł

    Skład: Aqua / Water, Glycerin, Urea, Glycine Soya Oil, Cetyl Alcohol, Cacpylic / Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Sodium Polyacrylate, Ceteareth-20, Dimethicone, Betaine, Hydrolyzed Collagen / Hydrolyzed Elastin, Citrus Medica Limonum (Lemon) Juice, Algae Extract, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract, Prunus Avium (Sweet Cherry) Fruit Extract, Rosa Canina Seed Extract, Aloe Barbadiensis Leaf Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Extract, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol / Methylparben / Butylparben / Ethylparben / Propylparben, Parfum, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal, Citronellol, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone.

    Używałyście może któryś z tych kremów???

    0 0
  • 10/28/13--11:26: "W NASTROJU" NORMAMAT
  • Zapewne natknęłyście się już na takie posty u innych blogerek. Jak widzicie ja również biorę udział w tym konkursie. Cieszę się, że zostałam zaproszona do zabawy, ponieważ lubię testować nowe kosmetyki. A dodatkowo ta nowa seria Dr Ireny Eris jest przeznaczona do pielęgnacji cery mieszanej, która miejscowo przetłuszcza się i miejscowo ma skłonność do przesuszania - czyli jest to typ skóry, który ja posiadam. 


    Do przetestowania otrzymałam krem-nektar nawilżająco-matujący na dzień z SPF 20 NORMAMAT. Używam go około miesiąca i mogę przekazać moje pierwsze wrażenia na jego temat.



    Krem znajduje się w bardzo ładnym i estetycznie wykonanym opakowaniu typu air-less. Lubię je, ponieważ posiada wygodną w użyciu pompkę, a zarazem jest higieniczne. Krem jest koloru białego. Ma bardzo lekką konsystencję, która szybko się wchłania. Dobrze się go aplikuje. Nie roluje się na skórze. Mimo że opakowanie zawiera tylko 30 ml kremu, to okazuje się on być bardzo wydajny. Jedna pompka w zupełności wystarczy na posmarowanie całej twarzy i szyi.


    Krem posiada śliczny i delikatny zapach. Jest on jakby nieco kwiatowy i troszkę słodkawy. Pod względem działania krem spisuje się całkiem nieźle. Dobrze nawilża skórę, nie pozostawiając przy tym nieprzyjemnego, tłustego filmu. Delikatnie też matowi skórę. Nieźle sprawdza się pod podkład. Jestem ciekawa co się będzie działo po dłuższym jego używaniu. Pierwsze wrażenia wypadają bardzo obiecująco.


     .....................................................................................

    W skład serii Normamat wchodzą jeszcze:
    -  nawilżający sebo-normalizujący krem na noc
    - sferyczny peeling oczyszczający

    Co sądzicie o tej nowej serii kosmetyków Dr Ireny Eris ???

    0 0
  • 10/29/13--10:13: Zużyte w październiku
  • Kolejny miesiąc upłynął - pora więc na prezentację zużytych kosmetyków. Jestem w miarę zadowolona z tego co udało mi się zużyć. Żałuję tylko, że nie zabrałam się za wykończenie próbek, bo wciąż sporo mi ich zalega.


    1. LIRENE owocowe żele pod prysznic rajski granat oraz soczyste winogrona - bardzo fajne żele, o których pisałam TUTAJ.

    2.L'OREAL oczyszczający płyn micelarny - dobry micel, który fajnie mi się używało. Jego recenzja znajduje się TUTAJ.



    3. BINGOSPA maska do twarzy ze 100% olejem sojowym - nie zachwyciła mnie ona na tyle, aby skusić się na nią ponownie. Pisałam o niej TUTAJ.

    4. L'Biotica BIOVAX intensywnie regenerująca maseczka keratyna + jedwab - na początku nie byłam z niej zadowolona, ponieważ nie widziałam żadnych efektów jej działania. Ostatecznie jednak ją polubiłam, gdyż po dłuższym używaniu zaczęła fajnie wpływać na moje włosy. Nie pisałam na razie jej recenzji.

    5. To niepozornie wyglądające opakowanie pozostało mi z szamponu wzmacniającego włosy z tataraku. Polubiłam go używać. Jeśli ktoś jest chętny przeczytać jego recenzje, to zapraszam TUTAJ.

    6. AVA LABORATORIUM serum maska intensywnie rozjaśniająca przebarwienia - jest to bardzo dobry produkt, do którego jeszcze kiedyś chętnie powrócę. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.


    7. CLEANIC Professional chusteczki nawilżające do peelingu - gdy zaczęłam je używać byłam trochę przerażona mocą ich złuszczania skóry. W recenzji wspomniałam, że raczej nie kupię kolejnego opakowania. Jednak po dłuższym ich używaniu bardzo je polubiłam i kolejne opakowanie zostało już zakupione. O chusteczkach tych więcej pisałam TUTAJ.

    8. NEOVIDERM emulsja do skóry - produkt ten sprawdził się u mnie w wielu różnych sytuacjach. Wszystko opisałam TUTAJ.

    9. L'BIOTICA BIOVAX serum wzmacniające A + E - to już kolejna buteleczka tego serum, którą zużyłam. Sprawdza się ono bardzo dobrze na moich włosach. Jeśli ktoś jest chętny poczytać o nim wiecej, to jego recenzja znajduje się TUTAJ.

    10. HIMALAYA krem antyseptyczny - jestem bardzo zadowolona z tego kremu, świetnie się u mnie sprawdza. Jestem w trakcie używania kolejnego opakowania. Nie pisałam jeszcze jego recenzji, ale zabieram się za nią.


    0 0
  • 10/31/13--13:51: Zakupy z października cz. I
  • W ostatnim czasie moje zakupy były bardzo minimalne. Aż tak się złożyło, że  we wrześniu nie kupiłam nic kosmetycznego. Za to w październiku nadrobiłam to sobie. Do tego stopnia, że trzeba będzie post zakupowy podzielić na dwie części. Dziś zapraszam na pierwszą :)) Będzie tutaj kolorówka i coś do zdobienia paznokci. No to zaczynamy :))



    Na sam początek może zacznę od cieni do powiek. Chwaliłam się Wam już, że kupiłam paletkę Natural Glow BarryM - prezentowałam jej zdjęcia już na blogu. Jednak skusiłam się też na jeszcze dwa inne cienie z Catrice. Zaprzątały mi one głowę już od pewnego czasu, a teraz tak się złożyło, że w hebe można je było nabyć na 40% zniżce. Na razie kupiłam dwa, ale coś czuję, że za jakiś czas skusze się jeszcze na kilka. Kosztują 16,99 zł za sztukę.


    Nie wiem też co mi w tym miesiącu odbiło, że postanowiłam zaopatrzyć się aż w 4 pomadki do ust. Dwie z MySecret numer 2 oraz 3 (11, 99 zł za szt.). A także dwa masełka do ust Revlon Colorburst numer 015 oraz 045. Ich standardowa cena to 39,99 zł, ale skorzystałam z promocji -40% w hebe i kuliłam każdą 16 zł taniej. Ciekawią mnie jeszcze te nowe błyszczyki z Pierre Rene, ale na razie cały czas powtarzam sobie, że już dość - to mi powinno na jakiś czas wystarczyć.


    Gdy przeglądałam ostatnią limitkę z Essence moją uwagę przykuły naklejane ozdoby na paznokcie (4,99 zł). I to one wylądowały w koszyku, a nie kosmetyki z limitki. Skusiłam się też na nowość w ofercie Lirene IDEALE GLAM&MATT duo effect fluid matująco-rozświetlający odcień 01 jasny (29,99 zł). Zaciekawiła mnie ostatnio woda perfumowana Katy Perry Killer Queen. Robiłam do niej kilka podejść, aż w końcu kupiłam ją na promocji w Naturze za 79 zł.

    Wkrótce postaram się zamieścić resztę moich zakupów. Będą to kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. Jednak mam problem ze zrobieniem zdjeć - gdy wracam do domu jest już za ciemno. Rozważam zakup lampy pierścieniowej, bo w takich warunkach nie da się robić zdjęć.

    0 0

    Zapraszam na prezentację drugiej części zakupów, które poczyniłam w październiku. Tym razem będą to kosmetyki pielęgnacyjne.


    Skończyły mi się chusteczki peelingujące Cleanic Professional. Spodobało mi się ich działanie, dlatego kupiłam kolejne opakowanie (6,99 zł). Będąc w Naturze zaciekawiły mnie dwa rodzaje plastrów. Jedne stosuje się na czoło i brodę, drugie natomiast na nos. Kosztowały 4,99 zł za sztukę. W SuperPharmie skusiłam się na serum  FLAVO-C. Zamierzałam się do jego zakupu już od dawna. Jako że skończyło mi się serum z Ava Labolatorium, a na dodatek to było na promocji więc je kupiłam. Kosztowało 60,89 zł.



    W Hebe na promocji kupiłam intensywnie regenerujący szampon L'biotica Biovax wersję naturalne oleje za 14,99 zł. Do zakupów w SP dorzuciłam też olejek pod prysznic firmy Eucerin. Był na promocji, ale ceny nie pamiętam, bo paragon wyrzuciłam. Prezentowałam Wam niedawno kremy do rak, które aktualnie używam. Będą mi się one powoli kończyć, dlatego zakupiłam nowy. Tym razem firmy The Secret Soap Store wersję zielona herbata. Miałam kilka próbek tych kremów, dlatego zdecydowałam się na pełnowymiarowe opakowanie. Kosztowało 21 zł. Przy okazji skusiłam się też na kulę do kąpieli o zapachu pomarańczy za 9,90 zł. To już było by wszystko co w tym miesiącu kupiłam. Jednak nie jest to koniec kosmetyków, które do mnie trafiły. Kontynuuję współpracę z BingoSpa. Tym razem wybrałam do testów silnie złuszczający preparat do stóp z 50% z kwasami AHA, olej ze słodkich migdałów oraz olej z kiełków pszenicy.


    0 0
  • 11/05/13--08:08: Aleppo - mydło perfumujące
  • To już ostatni kosmetyk, który otrzymałam od Pachnącej Krainy do przetestowania. Jest to mydło perfumujące Aleppo, które zawiera olej palmowy i piżmo. Sprzedawane jest ono w kartoniku. Potem należy trzymać je w mydelniczce. Mydło ma postać dość dużej kostki. Jest ona niewygodna w użyciu, dlatego podzieliłam ją na cztery mniejsze kawałki. Na razie używam jednego z nich - reszta czeka na swoją kolej. 



    Mydło dość dobrze się pieni. Nie ma problemów, aby je spłukać. Ma ono dość mocny i intensywny zapach. Jest on cudowny, aromatyczny i bardzo orientalny. Mydło troszkę perfumuje skórę, ale u mnie jego zapach nie utrzymuje się długo. Ta wersja mydła powinna spodobać się osobom, którym nie pasuje zapach standardowego mydła Aleppo.


    Używam go:
    - do codziennego mycia twarzy - nic tak nie oczyszcza skóry jak mydło Aleppo. Po jego użyciu skóra jest tak czysta, że aż piszczy. Wcześniejsze mydło Aleppo, które kupiłam jakiś czas temu, miało za duży % oleju laurowego - co powodowało, że potrafiło mi przesuszyć skórę. Z tym mydłem nie ma już tego. Jednak niestety na pakowaniu nie jest podany jego skład i nie wiem jakie ma ono składniki i ich proporcje.
    - do mycia ciała - też się dobrze sprawdza - podobnie jak w przypadku skóry twarzy.
    - jako szampon do włosów - w ten sposób stosuję je dość rzadko. Głównie przez to, że trudno się je rozprowadza na włosach. A po wymyciu włosy robią się szorstkie i tępe w dotyku. Niezbędna jest jakaś odżywka - potem wszystko jest w porządku. 


    Dostępność: moje mydło pochodzi ze sklepu internetowego Pachnąca Kraina. Aktualnie nie mogę tam wypatrzeć tej wersji mydła. Jest inne podobne - z piżmem, szafranem i olejem sandałowym.

    Pojemność/cena: 160 +/- 5 g za ok 45 zł

    Używałyście już mydło Aleppo ???

    0 0

    Masełko to trafiło do mnie na jednym ze spotkań blogerek. Różnego rodzaju balsamów i maseł do ciała mam wiele, dlatego musiało poczekać na swoją kolej. Inne wersje zapachowe tego produktu to:
    - opuncja i biała herbata,
    - liczi i arbuz,
    - karite i olej babassu,
    - acerola i cherry berry,
    - truskawka i poziomka,
    - wanilia i czekolada.


    Od producenta:
    Masło o bogatej konsystencji i przyjemnym intensywnym zapachu marakui polecane do codziennej pielęgnacji skory przesuszonej, odwodnionej oraz normalnej skłonnej do okresowego spadku nawilżenia. W skład preparatu wchodzą m.in.:
    - ekstrakt z mango
    - masło shea
    - olej słonecznikowy
    - olej z nasion babassu
    - oliwa z oliwek.



    Masło to znajduje się w dużym, plastikowym, zakręcanym słoiku. Jest on dość poręczny w użyciu. W jego wnętrzu znajduje się dodatkowe zabezpieczenie w postaci plastikowej wkładki. Design opakowania jest minimalistyczny, a zarazem bardzo ładny i przyjemny dla oka. Konsystencje tego produktu opisałabym jako treściwą i dość gęstą. Jednak mimo tegołatwo daje się wydobyć go z opakowania. Bez problemu też rozsmarowuje się go po skórze. Dość długo się wchłania, ale nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Jego właściwości pielęgnacyjne określiłabym jako dobre. Chociaż jak tak patrzę na jego skład, to niestety wszystkie wymienione przez producenta najlepsze składniki występują w połowie składu lub na jego końcu po substancjach zapachowych. 


    Najbardziej spodobał mi się w tym kosmetyku jego zapach. Jest wprost niesamowity i obłędnie owocowy. Może nieco lekko słodkawy. Utrzymuje się dość długo na skórze. Fajnie używa mi się go w te jesienne, ponure, deszczowe wieczory.

    Pojemność: 240 ml

    Cena: ok. 23 zł

    Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Parfum, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Propylene Glycol, Mangifera Indica Fruit Extract, Methylparaben, Propylparaben, CI 14720

    Używałyście to masełko do ciała ???
    A  może inne jego warianty zapachowe ???

    0 0

    W przypadku tego kremu obietnice producenta pięknie brzmią. Jednak niestety nie jestem zadowolona z jego działania. Nie sprawdził się u mnie do suchej skóry stóp.

    Od producenta:
    Krem odżywczy, idealny do suchej i szorstkiej skóry stóp, zawiera naturalne składniki aktywne, które wnikają głęboko w skórę przywracając stopom przyjemna miękkość i gładkość. Ekstrakt z liści oliwnych intensywnie i głęboko odżywia oraz poprawia elastyczność skory, pozostawiając ja aksamitnie gładką i miłą w dotyku. Biokompleks roślinny doskonale nawilża skórę, poprawiając jej sprężystość i chroniąc przed przesuszeniem. Alantoina regeneruje i przyspiesza gojenie mikrouszkodzeń naskórka oraz zapobiega powstawaniu podrażnień.


    Krem znajduje się w plastikowej tubce zamykanej na klips. Nie ma żadnych problemów z jego otwieraniem czy zamykaniem. A miałam takie w przypadku kremu do rąk tej firmy. Szata graficzna kremu utrzymana jest w zielono-brązowej kolorystyce. Znajduje się tu też rysunek zielonych oliwek. Zapach kremu jest dziwny - taki niby oliwkowy, ale też chemiczny. Tak średnio mi się od podoba. Konsystencja kremu jest dość lekka.Łatwo się go rozsmarowuje i błyskawicznie się wchłania. Dlatego też nie radzi sobie z suchą skórą. Zaraz po aplikacji mam jeszcze wrażenie, że coś nawilża skórę. Jednak jak się wchłonie skóra robi się tak samo sucha jak była. Jest bardzo wydajny - używałabym go jeszcze długo. Jednak nie jestem z niego zadowolona i chciałam podśpieszyć jego zużywanie, dlatego zaczęłam smarować nim też dłonie, czy używać go jak balsam do ciała. 


    Cena: ok. 7 zł

    Pojemność: 100 ml

    Skład: Aqua, Ethylhexyl Stearate, Cetraryl Alcohol, Polysorbate 60, Paraffinum Liquidum, Urea, Glycerin, Hydrolized Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Olea Europea (Olive) Leaf Extract, Propylene Glycool, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Dimethicone, Cera Alba (Beeswax), Cetyl Alcohol, Lanolin, Allantoin, Inulin, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Parfum.

    0 0

    Niedawno Lirene wprowadziło na rynek nową serię Youngy 20+. Są to kosmetyki przeznaczone dla osób pomiędzy 20 a 30 rokiem życia, czyli odpowiednie dla mnie. Mam okazje używać kilka kosmetyków z tej linii. Do tej pory napisałam o płynie micelarnym z tańczącymi drobinkami, a także o żelu myjąco-peelingującym do twarzy. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami wrażeniami na temat kremo-żelu z witaminowymi drobinkami, który używam już od pewnego czasu.

    Od producenta:
    Kremo-żel z witaminowymi drobinkami do twarzy i pod oczy zachwyca skutecznością działania i zaskakuje innowacyjną konsystencją. Wyselekcjonowane składniki stanowią niezwykłe połączenie egzotycznej dawki energii oraz owocowej uczty dla zmysłów. Unikalna formuła produktu: połączenie kremu i żelu sprawia, że jest on wyjątkowo lekki i delikatny. Idealnie się rozprowadza, uwalniając witaminę E, zamkniętą w zielonych drobinkach. Zawarty w produkcie wyciąg z bambusa, lotosu i lilii wodnej regeneruje skórę i długotrwale ją nawilża. Karoten pochłania promieniowanie UV, stanowiąc efektywną ochronę dla skóry. Gliceryna silnie nawilża, w wyraźny sposób poprawiając sprężystość naskórka, a mikrogąbeczki pozostawiają skórę matową.




    Produkt znajduje się w plastikowym słoiczku. W środku zabezpieczony jest sreberkiem. Dodatkowo znajduje się w zafoliowanym kartoniku. Kolorystyka opakowania jest pomarańczowa ze złotymi akcentami. Pojawiają się tu tańczące postacie oraz orientalne ornamenty. Wszystko to zapewne zawiązuje do hasła jakim opisany jest ten krem: Indyjska harmonia dla zmysłów z mango. Dodatkowo wewnątrz kartonika znajduje się cytat z mądrości wschodu: Szczęście to nie to co posiadasz, lecz to czym potrafisz się cieszyć.


    Konsystencje tego produktu określiłabym bardziej jako kremową niż żelową. Trochę dziwi mnie ta nazwa kremo-żel. Dla mnie prezentuje się on jak krem. Jest on koloru jasno żółtego. Ma lekką konsystencję, dlatego łatwo się rozsmarowuje na skórze i szybko wchłania. Pod tym względnem dobrze nadaje się pod makijaż. Zawarte są w nim zielone drobinki, które podczas aplikacji kremu rozcierają się na skórze. Producent podaje, że zawierają one witaminę E. Jest ich na tyle dużo, że właściwie za każdym użyciem kremu wydobywa się kilka z nich. Krem ma bardzo owocowo-słodki zapach. Mi się on podoba. Jest bardzo przyjemny dla nosa. Dodatkowo taki bardzo energetyzujący.

    Krem spełnia swoje zadanie. Nadaje się do codziennego stosowania dla osób ze skórą bez problemów. Nie zrobił mi żadnej krzywdy, ani mnie nie rozczarował. Jednak nie widzę w jego działaniu żadnego efektu "wow", który skłoniłby mnie do zakupu kolejnego opakowania. Skóra po aplikacji tego kremu jest nawilżona, gładka i ładnie rozświetlona. Niestety ten efekt jest dla mnie nieco zbyt słaby i zbyt krótkotrwały jak na obecną porę roku. Lepiej sprawdzi się jako lekki krem na lato. Dla osób z suchą skórą może okazać się zbyt słabo nawilżający. Dlatego mój krem powędruje po rodzinie. Ja na teraz potrzebuję czegoś bardziej nawilżającego skórę. Dodatkowo jego skład jakoś specjalnie mnie nie zachwyca.

    Pojemność: 50 ml

    Cena: ok 20 zł

    Dostepność: drogerie

    Skład: Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Isopropyl Palmitate, Cyclopentasiloxane, PEG-20 Methyl Glucose Sesquistearate, Cyclohexasiloxane, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Dimethicone, PEG-70 Mango Glycerides, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Methyl Glucose Sesquistearate, acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Lactose, Tocopheryl Acetate, Glycine Soja (Soybean) Oil, Ethylhexylglycerin, Lonicera Caprifolium Flower Extract, Microcrystalline Cellulose, Propylene Glycol, Disodium EDTA, Lonicera Japonica Flower Extract, Sorbitol, Panthenol, Daucus Carota Sativa (Carrot) Extract, Beta - Carotene, Nymphea Alba (Water Lily) Root Extract, Nelumbium Speciosum Flower Extract, Bambusa Vulgaris (Bamboo) Leaf/ Steam Extract, Tocopherol, Phenoxyethanol, Parfum, Limonene, Cl77289


    Używałyście ten krem lub inny produkt z serii Youngy20+ ???

    0 0

    Krem ten kupiłam po serii nieszczęśliwych wypadków, które mi się jakiś czas temu przytrafiły. Najpierw upadłam biegnąc na autobus (skończyło się to ubitym kolanem i pokaleczoną na betonie dłonią), potem zamykając drzwi uderzyłam ręką o ścianę (niby nie było to jakieś mocne uderzenie, ale skórę miałam rozciętą), a co by jeszcze nie było mało podrapał mnie na dodatek kot. Dlatego w moje ręce trafił krem kojąco-osłaniający z Himalaya Herbal Healthcare. Upatrzyłam go w SuperPharmie. Napisano na nim, że jest pomocny w leczeniu zranień, skaleczeń, drobnych oparzeń, dlatego postanowiłam go wypróbować. Zużyłam już jedno jego opakowania. Jestem w trakcie używania następnego.
     

    Krem znajduje się w małej, zakręcanej tubce. Łatwo daje się go z niej wycisnąć. Pod względem konsystencji krem jest bardzo gęsty. Jednak nie ma żadnego problemu z jego aplikacją na skórę - dobrze i łatwo się daje rozprowadzić. Ma on jasno brązowy kolor i charakterystyczny zapach.
    Zaczęłam go stosować na różne zadrapania, skaleczenia i zranienia na rękach. Znacznie przyspieszał ich gojenie. Potem rozszerzyłam jego zastosowanie również i na twarz. Krem ten aplikuję głównie punktowo. Jednak zdarza się, że wyprysków pojawi się więcej - wtedy smaruję nim np. całe czoło czy brodę.  Przyśpiesza wysuszanie zmian ropnych, a przy tym nie przesusza skóry. Pozostawia ją miękką w dotyku, a także uspokojoną i lekko matową. Bardzo szybko się wchłania - nie zostawia tłustego filmu na skórze. Mimo swojej małej objętości, jest bardzo wydajny.

    Podsumowując: krem ten ma swoich zwolenników jak i osoby, u których nie działał dobrze. Można mieć zastrzeżenia co do jego składu, bo jest tu parafina, parabeny, itp. Dla mnie jest to krem pomocny w wielu sytuacjach. Jestem zadowolona z jego działania. Świetnie goi drobne skaleczenia, zranienia, zadrapania, wypryski. Najlepiej o jego działaniu przekonać się samemu. Jest on bardzo tani - nic na tym nie tracimy.

    Cena: ok 5 zł (na promocji można go kupić za 3,99 zł)

    Pojemność: 20g

    Dostępność: jest dość dobrze dostępny. Ja jeden krem kupiłam w SuperPharmie, drugi w Naturze.

    Skład: /składniki aktywne/ Indian Aloe (Aloe Vera), Five-leaved Chaste Tree (Vitex Negundo), Almond (Prunus Amygdalus), Indian Madder (Rubia Cordifolia), Borax Anhydrous (Tankana), Zinc Calx (Yashad Bhasma).
    /składniki pozostałe/ Aqua, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate SE, Cetyl Palmitate, Liquid Paraffin, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Polyoxylated Alcohol, Dimethicone, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Fragrance, Methylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Propylparaben.

    Znacie ten krem ???
    Próbowałyście go ???

    0 0

    Od ostatniej prezentacji moich włosów w sierpniu sporo się zmieniło. Przede wszystkim zdecydowałam się ściąć włosy. Fryzjerka trzy razy pytała się mnie czy jestem tego pewna. Byłam zdecydowana i nie żałuję. Lepiej się czuje z krótszymi włosami. Długie mi przeszkadzały, dlatego cały czas wiązałam je w kucyka. Do tej pory zostało mi po tym odciśnięcie na włosach, które nie chce się rozprostować. Włosy nabrały objętości i wyglądają dużo lepiej. Dodatkowo odświeżyłam też kolor. Tym razem wypróbowałam farbę Garnier Olia. Jednak o farbowaniu będzie następnym razem.


    Przykładam się bardziej pielęgnacji włosow. Zakupiłam olej lniany, którego staram się pić dwie łyżki dziennie. A na włosy nakładam "glutek" z siemienia lnianego. Ciekawe jakie będą efekty. Na razie zauważyłam, że włosy są bardziej gładkie niż były kiedyś. Nie puszą się już tak. Chciałabym, aby pojawiło się jak najwięcej babyhair'ów, aby włosy zrobiły się bardziej gęste.

    0 0

    Kupiłam ją parę miesięcy temu. O farbach do włosów Garnier OLIA zrobiło się głośno, zaciekawiły mnie one, dlatego postanowiłam wypróbować je również i ja. Wybrałam odcień 6.0, czyli jasny brąz. Moja farba do włosów przeleżała sobie chwilkę, ale nadeszła pora wreszcie ją użyć. Producent pisze o niej, że:

    Pierwsza trwała farba do włosów z zawartością 60% olejków
    Maksymalnie nasycony kolor
    Do 100% pokrycia siwych włosów
    Zdrowiej wyglądające włosy
    Optymalny komfort skóry głowy

    Farby do włosów GarnierOlia to przełomowa linia, przy jej tworzeniu zastosowano 21 patentów. Olejki wnikają w głąb włosa a także pielęgnują na zewnątrz. Dzięki temu mamy maksymalnie nasycony kolor, a siwe włosy są pokryte w 100%.


    Zawartość opakowania:
    • tubka kremu utleniającego 60g
    • tubka z kremem koloryzującym 60g
    • maskę do włosów Jedwabista Miękkość i Blask 40 ml
    • para rękawiczek
    • instrukcja obsługi

    Przygotowanie farby i koloryzacja:
    Należy wymieszać krem utleniający z kremem koloryzującym. Powstaje z tego 120 ml emulsji, która wystarcza, aby pofarbować włosy półdługie. Nie bawiłam się w farbowanie włosów w domu. Byłam zapisana na ścięcie włosów, więc wykorzystałam to, aby przy okazji zafarbować je u fryzjerki. Postępując zgodnie z instrukcją nałożyła mi farbę na suche włosy i pozostawiła ją na 30 minut. W między czasie lekko moczyła włosy wykonując masaż, aby rozdzielić zlepioną farbę. Po spłukaniu farby zastosowała dołączoną odżywkę.


    Efekty i wrażenia po koloryzacji:
    - dobrze pokrywa odrosty i pojawiające się gdzieniegdzie siwawe włosy.
    - do wyboru jest spora gama odcieni brązu. 
    - wiedziałam, że nie uzyskam bardzo jasnego brązu na włosach, bo po poprzednim farbowaniu wyszedł mi ciemny brąz. Jednak rozjaśniłam nieco ten kolor. Ja uzyskałam ten trzeci wariant kolorystyczny. Tylko niestety ciężko jest mi go dobrze oddać na zdjęciach. 
     

    - dodatkowo zyskałam we włosach złote refleksy, które fajnie wyglądają w słońcu. 
    - uzyskany kolor wygląda bardzo naturalnie. 

    Cena: ok. 20 zł (ja kupiłam moją na promocji za 16,99 zł)

    Używałyście tej farby do włosów ???
    Co o niej sądzicie ???

    0 0
  • 11/21/13--09:24: UNDER TWENTY fluid matujący
  • W jednej z paczek od Pań Erisek znalazłam ten oto fluid. Na początku nie byłam chętna, aby go używać, bo jest to kosmetyk dla osób "under twenty'. Jednak zaciekawiły mnie pojawiające się jego recenzje, z których wyczytałam, że to jednak całkiem fajnie matujący fluid.

    Od producenta:
    Innowacyjna formuła fluidu aksamitnie otula cerę grapefruitową świeżością. Niedoskonałości przestają być widoczne, a skóra staje się naturalnie gładka i matowa.



    Fluid znajduje się w wygodnym opakowaniu z pompką. Szkoda, że nie jest ono chociaż w małym fragmencie przezroczyste, ponieważ nie widać ile jego zawartości nam jeszcze zostało. Fluid ma bardzo ładny i przyjemny zapach. Jest on nieco słodki i owocowy. Wielu osobom kojarzy się on z zapachem grejpfruta - muszę przyznać, że coś w tym jest. W każdym bądź razie bardzo mi się on podoba.


    Fluid po wydobyciu go na rękę wygląda na ciężki i gęsty. Jednak jest to tylko takie złudzenie, bo bardzo łatwo daje się go aplikować. Nie robi smug, ani plam. Jego krycie określiłabym jako średnie. Dla mnie jest ono wystarczające. W miarę potrzeb stosuję do niego jeszcze korektor. Najlepsze w tym fluidzie jest to, że świetnie matowi skórę. Jest ona matowa już zaraz po jego nałożeniu - a jak jeszcze do tego dołożymy puder to jest świetny efekt. Stan zmatowienia utrzymuje się dość długo. U mnie ok. 5 godzin, co w przypadku mojej cery jest świetnym wynikiem.


    Niestety produkt ten ma też kilka minusów. Przede wszystkim ma tylko 3 odcienie: piaskowy, naturalny i beżowy. Ja posiadam odcień numer 2, czyli naturalny. Okazuje się, że zarazem jest on najjaśniejszy z nich. Latem jak się nieco opaliłam, to był dla mnie nawet OK. Jednak aktualnie jest już za ciemny. Dodatkowo niestety z biegiem czasu ciemnieje na skórze. Pod koniec dnia, gdy spojrzę w lustro, wyglądam dziwnie pomarańczowo. 

    Podsumowując: mimo jego minusów lubię ten fluid, za efekt matowienia, który daje. Jednak z powodu jego odcienia mogę go używać wyłącznie latem.

    Pojemność: 30 ml

    Cena: ok 17 zł

    Skład:Aqua, Cyclopentasiloxane, Polymethyl Methacrylate, Cyclohexasiloxane, Glycerin, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Polyglyceryl-4 lsostearate, Nylon-12, Sodium Chloride, Cera Alba (beeswax), Magnesium Sulfate, Tocopheryl Acetate, Isopropyl Titanium Triisostearate, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Methylparaben, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide, Parfum, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Cl 77891, Cl 77492, Cl 77491, Cl 77499, Cl 77489.


    Używałyście go może ???
    Co o nim sadzicie ???

    0 0

    Producent pisze o nim, że:

    Gęsty Szampon Agafii został stworzony na bazie żywicy sosnowej w wodzie z roztopionego lodu. Szampon zawiera 17 ziół syberyjskich, z dodatkiem białego miodu i olejku łopianowego. Połączenie aktywnych składników kompleksowo pielęgnuje włosy. Zawartość stopionej wody lodowej w szamponie zapewnia łagodne mycie. Napar z ziół, białego miodu i łopianu nawilża i odżywia osłabione włosy, wzmacnia i pobudza ich wzrost oraz dodaje im siły.


    Opakowanie tego szamponu to plastikowa butelka zamykana na klips. Używa się go dobrze i wygodnie, dozując odpowiednią ilość produktu. Szampon pochodzi z Rosji, dlatego na opakowaniu doklejona jest naklejka w języku polskim z informacjami o nim. Niestety jest ona nietrwała w połączeniu z wodą (wystarczy dotknąć ją mokrą ręką, a zaraz odchodzi od opakowania). Obecnie został mi z niej tylko malutki fragment z nazwą szamponu.

    Szampon jest lekko żółtego koloru i ma dość gęstą konsystencje. Dla mnie jest on wydajny, ponieważ biorę jego niedużą ilość i rozcieńczam nieco z wodą. Tak używa mi się go najlepiej. Pieni się dość średnio, ale da się go używać. Ma bardzo przyjemny, ziołowy zapach.


    Co do jego działania to jestem z niego zadowolona, bo sprawdził się u mnie. Przede wszystkim dobrze oczyszcza włosy i jest bardzo delikatny dla skalpu. Nie spowodował u mnie żadnego podrażnienia czy uczulenia. Dodatkowo nie plącze włosów. Znalazłam recenzje na jego temat mówiące, że powoduje oklapnięcie i przetłuszczenie włosów. Ja u mnie tego nie zaobserwowałam. Zauważyłam natomiast, że włosy po jego użyciu robią się niezwykle miękkie i bardzo mile w dotyku. Ciężko mi stwierdzić czy wzmacnia i odżywia włosy, ponieważ równocześnie używam inne produkty mające w tym pomóc. 

    Pojemność: 350 ml

    Cena: od ok. 13 do 19 zł

    Dostępność: sklepy internetowe (chociaż mi udało się go kupić w lokalnej aptece)

    Skład: Aqua nivalis, Siberian Herbals Water Complex (Rhodo- dendron Dauricum, Inula Helenium, Atragene Sibirica, Helichrysum Arenarium, Solidago Dahurica, Erodium cicutarium, Pedicularis uralensis, Rubus saxatilis, Urtica Dioica, Saponaria Officinalis, Chamomilla Recutita, Silene Jenisseensis Willd, Rhodiola Rosea, Artemisia Mongolica, Scutellaria Baicalensis, Polygonatum odoratum, Lamium album), Magnesium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Co- camidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Chloride, Mel, Arctium Lappa Seed Oil, Pinus Palustris Wood Tar, Guar Gum, Panthenol, Citric Acid, Parfum, Kathon.

older | 1 | .... | 9 | 10 | (Page 11) | 12 | 13 | .... | 31 | newer