Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Showcase


Channel Catalog


Channel Description:

Witajcie w moim kosmetycznym świecie !!! Mam nadzieje, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie :))

older | 1 | .... | 11 | 12 | (Page 13) | 14 | 15 | .... | 31 | newer

    0 0

    Moje powieki są dość wymagające. Jeszcze żaden cień nie utrzymał się na nich bez dobrej bazy. Jak otrzymałam propozycje przetestowania kosmetyków marki Lily Lolo i jeszcze na dodatek sama mogłam wybrać co chce wypróbować, to od razu wiedziałam, że będzie to ta baza pod cienie.


    Od producenta:

    Naturalna baza pod cienie o kremowej konsystencji, której główne zadania, oprócz przedłużenia trwałości cieni, to wyrównanie kolorytu skóry powiek oraz tuszowanie cieni pod oczami
      • stworzona z myślą o przedłużeniu trwałości cieni o sypkiej konsystencji; cienie się nie rolują i nie ważą
      • skóra powiek jest doskonale przygotowana pod makijaż
      • baza cielista wyrównuje koloryt skóry powiek i sprawia, że kolor nakładanych cieni jest ujednolicony
      • baza żółta tuszuje cienie wokół oczu i sprawa, że cienie trzymają się dłużej
      • obie bazy można ze sobą mieszać
      • odpowiednia dla wegan


    Baza znajduje się w plastikowym, okrągłym pudełeczku z przezroczystą klapką. Na początku klapka ta otwierała się dość ciężko. Aktualnie już się trochę wyrobiła i nie mam z nią żadnych problemów. Baza składa się z dwóch części, każda o innym kolorze. Jedna jest żółtawa, druga beżowa. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, bo dzięki temu można lepiej  wyrównać koloryt powieki. Dodatkowo baza ta może też pełnić funkcję korektora - żółtawa połówka fajnie tuszuje cienie wokół oczu. Pod względem konsystencji baza ta jest dość tłusta, ponieważ zawiera wosk pszczeli w składzie. Dlatego dedykowana jest w szczególności pod cienie o sypkiej konsystencji. Chociaż ja używałam ją też ze zwykłymi cieniami.


    Baza ta dobrze sprawdza się u mnie jako korektor. Tą żółtawą stosuję pod oczy, a tą drugą na inne miejsca, które wymagają zakrycia. Mam nawet wrażenie jakby pozytywnie wpływała na moją skórę wokół oczu. Może to dlatego, że ma w składzie m.in. olej jojoba i arganowy. To jest właśnie główne zastosowanie u mnie tej bazy. Niestety na moich powiekach się ona nie sprawdziła pod cienie. Na początku myślałam, że może źle ją aplikuje i używam. Dlatego wypróbowałam ją na wiele sposobów. Na początku trzymałam się wskazówek danych mi przez Panią Aleksandrę (przedstawicielkę marki). Czyli aplikowałam ją na powiekę opuszkami palców, a następnie przypudrowywałam pudrem matującym. Potem poszukałam informacji jak aplikują ją inne osoby. Zaczęłam mieszać obie bazy razem, zamiast pudru przypudrowywałam je cielistym cieniem mineralnym, próbowałam aplikować pędzlem zamiast palcem, albo używałam bazę i bezpośrednio na nią właściwy cień. Zawsze efekt był ten sam. Już po około 3 godzinach cienie miałam zrolowane na powiece. Jest mi smutno, że nie całkiem się u mnie sprawdziła, ponieważ fajnie byłoby mieć taką naturalną bazę pod cienie. Tak przy okazji chciałam wspomnieć, że jako produkt naturalny należy ją zużyć w ciągu 6 miesięcy.


    Chciałabym Wam jeszcze pokazać jak prezentuje się na niej cień w różnych sytuacjach. Najpierw sam cień (1). Jeżeli aplikowałam cienie bezpośrednio na bazę, to ładnie podbijała ich kolor (2). Natomiast jeśli na bazę użyłam jeszcze cielisty cień (3) lub puder matujący (4), to kolory cieni robiły się mdłe i słabo napigmentowane.

    Pojemność: 2g

    Cena: 45,90 zł

    Dostępność: sklep internetowy polskiego dystrybutora kosmetyków Lily Lolo: costasy.pl

    Skład: Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Argania Spinosa Kernel Oil, Mica, Tocopherol, May Contain [+/- CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77491, CI 77492, CI 77499 (Iron Oxides)]

    Słyszałyście o tej bazie ???
    A może miałyście ją ???
    Jak się u Was sprawdziła ???

    0 0

    Bardzo lubię wszelkiego rodzaju błyskotki. Także te, które zdobią opakowania kosmetyków, dlatego będąc w Douglasie zawsze wypatruję czy mają akurat w ofercie nowe produkty Vivian Gray. Opakowania tych kosmetyków prezentują się bardzo elegancko i mają dodatkowo różne cekiny. Ostatnio natknęłam się na dwa fajne mydła w płynie do rąk: red crystals oraz black squares.

     
    Opakowania tych kosmetyków są plastikowe, ale bardzo solidnie wykonane. Zaopatrzone są w pompkę i przyozdobione błyskotkami. Jedno jest w czerwonym opakowaniu, drugie w czarnym. Będą pasować do wystroju mojej łazienki, ponieważ utrzymana jest ona w neutralnych, beżowych kolorach. Można dobrać do niej różne dodatki.




    Ich składy nie są jakieś powalające. Zawierają: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Chloride, Parfum, Tetrasodium EDTA, Polyquaternium-7, Citric Acid,Benzoic Acid, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citronellol, Limonene, Linalool. Jednak jak zużyję ich zawartość to przeleję tam coś innego. Tak robię w przypadku innego opakowania Vivian Gray. Pochodzi ono z linii grey crystals. Jest koloru szarego. Oryginalnie był w nim balsam do ciała. Gdy się skończył zostawiłam to opakowanie i aktualnie stoi w łazience na umywalce, a ja przelewam do niego mydła w płynie. Mam go już od długiego czasu i zrobiło się nieco zbyt poniszczone. Najwyższy czas zastąpić je jakimś nowym.


    Kosmetyki te to świetny łazienkowy gadżet. Są też fajne na prezent. W skład linii wchodzą mydła, balsamy i żele pod prysznic. Ceny wahają się od 19,90 zł do 39,90 zł. Te mydła w płynie do rąk kosztowały 34,90 zł, ale kupiłam je na promocji i zapłaciłam 29,90 zł za sztukę. Znalazłam też informację, że kosmetyki te dostępne są też w Drogeriach Hebe. Muszę kiedyś to sprawdzić. Od pewnego czasu mam Hebe w okolicy, ale na razie byłam tam tylko raz, bo nie jest mi do niej po drodze.


    Co sądzicie o tych kosmetykach ???
    Podobają Wam się takie opakowania ???

    0 0

    Tym razem mój wybór padł na to serum. Chciałam mieć porównanie do Flavo-C. Zapewne wypróbuję też inne tego typu kosmetyki z witaminą C. Linia produktów Synchrovit jest mi nieznana. Wcześniej nie słyszałam o tym kosmetyku. Gdy zaczęło mi się już kończyć Flavo-C poszłam do apteki i zapytałam jakie serum z witaminą C mają w ofercie. Pani opowiedziała mi o tym produkcie. Zaciekawił mnie on na tyle, że postanowiłam go wypróbować.


    Informacje od producenta:
    W laboratoriach Synchroline, po dogłębnych i ukierunkowanych badaniach, powstało SYNCHROVIT C, serum przeciw zmarszczkom o natychmiastowym działaniu, które dzięki współdziałaniu witaminy C, cynku i SOD (enzymu dysmutazy ponadtlenkowej) jest w stanie dać rezultaty widoczne już po kilku zastosowaniach, nadając skórze promienistość, blask i godną pozazdroszczenia teksturę.

    Źródło: ulotka dołączona do opakowania


    Serum dostajemy w małej, plastikowej fiolce o pomarańczowym zabarwieniu. Jest ona na tyle przezroczysta, że widać ile produktu się w niej znajduje. Dlatego pojemnik ten powinien być chroniony od światła, przechowywany w chłodnym i suchym miejscu. Innowacyjne w tym opakowaniu jest to, że zostało zaprojektowane tak, że witamina C w postaci proszku znajduje się w białej nakrętce. Reszta składników serum ma postać płynną i znajduje się na dnie fiolki. Gdy zaczynamy przekręcać nakrętkę, to zostaje przerwana membrana zbiorniczka i witamina C wysypuje się do roztworu serum. Wtedy należy wstrząsnąć przez kilka minut do całkowitego rozpuszczenia witaminy C. Następnie odkręcić zakrętkę, nakręcić dołączony wkraplacz i serum jest już przygorowane do użytku. Gotowy produkt ma postać płynną o mętnym wyglądzie. Z tej fiolki wydobywa się wygodnie dzięki wkraplaczowi. Należy je aplikować na twarz i na szyję. Ja używam je raz dziennie (wieczorem).


    Serum stwarza troszkę problemy w trakcie rozprowadzania go po skórze - przez to, że zbyt szybko się wchłania. Dlatego trzeba robić to błyskawicznie. Nie zostawia tłustego filmu na skórze, ale za to daje uczucie przesuszonej i "ściągniętej skóry". Dlatego potem stosuję jeszcze krem nawilżający. Czasem pojawia się lekkie uczucie pieczenia. Co przewiduje producent w dołączonej ulotce pisząc, że jest to spowodowane kwasowością witaminy C. Na szczęście uczucie to szybko mija. Troszkę drażni mnie zapach tego specyfiku. Ciężko mi go opisać, ale to coś jakby taki apteczko-słodki zapach.

    Podoba mi się w tym serum to jak dobrze wpływa na poszarzałą i zmęczoną skórę. Co prawda nie rozjaśniło większych przebarwień. Jednak za to skóra wygląda na zdrowszą i rozświetloną, pory są znacznie zmniejszone. Poza tym spłyciło te drobniejsze zmarszczki. Z większymi nie mam na razie problemu, dlatego pozostaje mi mieć nadzieję, że faktycznie działa prewencyjnie przeciw zmarszczkom.

    Serum ma pojemność 5 ml i należy je zużyć w ciągu 10 dni. Udało mi się zużyć je całe i zmieścić się w tym terminie. Mimo dobrego działania, to uważam ten produkt za nieekonomiczny. Dziesięciodniowa kuracja kosztuje ok. 32 zł. Dostępna jest też opcja kupienia 6-ciu flakoników po 5 ml za cenę ok. 160 zł.

    Skład: Aqua, Ascorbic Acid, PEG-14 Dimethicone, PEG-8, Propylene Glycol, Zinc Lactate, Lecithin, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Superoxide Dismutase, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Benzyl PCA, Alcohol, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Parfum.

    Co sądzicie o tym produkcie ???
    Może stosowałyście to serum ???

    0 0

    Miałam już kilka kosmetyków z różnych linii zapachowych Farmony. Każda z nich ma ciekawe aromaty. Aktualnie używam cukrowego peelingu z serii korzenne pierniczki z lukrem. Dostałam go na spotkaniu blogerek jeszcze w miesiącach letnich. Trzymałam nieużywany aż do tej pory, ponieważ piernikowy zapach bardziej pasuje mi na zimę. 


    Informacje od producenta:
    Wyjątkowy kosmetyk o niezwykle gęstej, aksamitnej konsystencji i wspaniałym, korzennym zapachu został stworzony do mycia i pielęgnacji ciała, dla osób, które dbają o zdrowy wygląd skóry i lubią pozwalać sobie na chwile przyjemności. Specjalnie opracowana, bogata receptura na bazie ekstraktu z miodu i imbiru doskonale nawilża i wygładza ciało, a kryształki cukru trzcinowego usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka, poprawiając dotlenienie i pobudzając skórę do odnowy.


    Peeling znajduje się w plastikowym, zakręcanym słoiczku. Jest on odpowiedni do takiej formy produktu - pozwala bezproblemowo zużyć go w całości. Dodatkowo peeling jest chroniony wewnątrz sreberkiem. Już same etykiety opakowania zachęcają do wypróbowania tego peelingu. Znajduje się na nich wiele lukrowanych pierniczków - co nawiązuje do zapachu tego produktu. Już zaraz po odkręceniu wieczka możemy go wyczuć. Jest to korzenny, piernikowy aromat. W dodatku nie jest on jakiś sztuczny, ani chemiczny. Fajnie umila zimowe kąpiele, gdy unosi się on w całej łazience.


    Swoim kolorem peeling ten też nawiązuje do pierników, ponieważ jest ciemno brązowy. Pod względem konsystencji jest taki w sam raz - ani nie za gęsty, ani za bardzo lejący. Z jego działania peelingującego jestem zadowolona, ponieważ dobrze złuszcza skórę. Nie podrażnia jej przy tym, ponieważ w trakcie rozcierania go cukier rozpuszcza się. Dodatkowo jest to produkt w miarę wydajny. Nieduża jego ilość wystarczy na dobrze wykonany peeling ciała. Nie podoba mi się w tym peelingu to, że po myciu z jego użyciem pozostaje na skórze tłusta warstewka. Ja za tym nie przepadam, bo przez to czuję się dalej brudna. Dodatkowo jego skład też za bardzo nie zachwyca.

    Pojemność: 225g

    Cena: ok 13 zł

    Dostępność: większość drogerii i supermarketów, a także sklep internetowy producenta

    Skład:Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Sucrose, Sodium Chloride, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Petrolatum, Caprylic/Capric Triglyceride, Silica, Propylene Glycol, Zingiber Officinalis (Ginger) Root Extract, Mel Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane), Inulin Lauryl Carbamate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, BHA, Parfum (Fragrance), Benzyl Alcohol, Eugenol, Cinnamal, Caramel Colour E150d, CI 16255, CI 19140.

    Miałyście już ten peeling ??
    Co o nim sądzicie ??

    0 0

    Gdy zużyłam moją pomadkę ochronną, to na początku miałam zamiar kupić nową. W międzyczasie robiłam porządki w moich błyszczykach i dzięki temu przypomniałam sobie, że mam całkiem fajny błyszczyk, który dzięki swoim właściwościom mogę używać teraz zamiast pomadki. Jest to błyszczyk marki Bell z linii Royal Glam.

    Błyszczyk znajduje się w ładnym opakowaniu. Mam go już dość sporo czasu. Na początku trzymałam go w domu z innymi błyszczykami i szminkami. Od dwóch miesięcy noszę go w kosmetyczce w torebce. Jak widać na zdjęciach z opakowania nie zeszła jeszcze farba od codziennego użytkowania. Dalej całkiem nieźle się prezentuje.


    Błyszczyk posiada aplikator w formie gąbki - dobrze mi się go używa. Produkt ma dość gęstą konsystencję, ale mimo to łatwo daje się rozprowadzić po ustach i nie skleja ich. Jednak trzeba uważać, bo lubi zbierać się w załamaniach co niezbyt dobrze się prezentuje. Plus ma u mnie za to, że nie zawiera żadnych brokatowych drobinek. Błyszczyk ma delikatny kolor. Mi to pasuje, bo ja lubię takie kolory. Pod względem trwałości, to trzyma się tak około 3 godziny na ustach (pod warunkiem, że nic nie jem, ani nie piję).

    W skład linii Royal Gram wchodzi 5 odcieni błyszczyków:

    Ja mam kolor numer 063. Jest to taka urocza brzoskwinka. Chociaż na ustach wygląda na różowy.

    Nie wspomniałam jeszcze o najważniejszym. A mianowicie błyszczyk ten dobrze pielęgnuje usta. Nawilża je i chroni przed spierzchnięciem. Dlatego używam go obecnie zamiast pomadki. Dodatkowo nadaje lekkiego koloru. Mój już się kończy i chętnie kupiłabym następny, ale najpierw muszę pozużywać te mazidła co mam.

    Pojemność: 5,5 g

    Cena: ok 14 zł

    Dostępność: drogerie posiadające szafy Bell, m.in Natura, Hebe.

    Miałyście ten błyszczyk ???

    0 0

    W dzisiejszym poście chciałabym zaprezentować Wam jak sprawdziły się u mnie podkład mineralny oraz pędzel mini kabuki. Jestem posiadaczką cery mieszanej skłonnej do świecenia, zaskórników, nieraz też zaczerwienionej. Przyzwyczaiłam się już do tego stanu rzeczy i myślałam, że nic nie da się zrobić, aby było nieco lepiej. Od kiedy stosuję kosmetyki mineralne zauważyłam znaczną poprawę stanu mojej cery. Oczywiście nie stało się to od pierwszego użycia, tylko z czasem.


    Na początek zacznę może od podkładu mineralnego. Z podkładami drogeryjnymi miałam tak, że ten najjaśniejszy z dostępnej gamy przeważnie był dla mnie za ciemny. Dlatego też nie wiedziałam na jaki odcień podkładu mineralnego się zdecydować. Z pomocą przyszła mi Pani Aleksandra (przedstawicielka marki), której opisałam mailowo moją cerę. Doradziła mi odcień China Doll - dedokowany dla jasnych i bardzo jasnych karnacji o neutralnym tonie. To był strzał w dziesiątkę. Tak dobrze dobranego podkładu jeszcze nie miałam.


    Podkład znajduje się w opakowaniu z sitkiem. Jest ono charakterystyczne dla tego typu produktów. Dodatkowo sitko schowane jest pod obracaną przykrywką. Ma sypką konsystencje i jest to produkt bezzapachowy. Posiada średnie krycie: ujednolica kolor skóry, ale do zakrycia większych niespodzianek trzeba użyć korektor. Mi najczęściej wystarczy zaaplikować jedną lub dwie cienkie warstwy tego podkładu. Zostawia na skórze takie aksamitne wykończenie. Gdy komuś to nie pasuje, to można go zmatowić dodatkowo pudrem. Zaraz na początku jego używania nie mogłam się przyzwyczaić, że zostawia takie pudrowe wykończenie. Dlatego dodatkowo używałam na niego wody termalnej, aby zniwelować ten efekt. Aktualnie przyzwyczaiłam się już do tego, dopracowałam też jego aplikację i nie potrzebuję już nakładać go na mokro. Coraz częściej nawet nie używam pudru matującego zaraz po aplikacji podkładu, tylko dopiero później przy dokonywaniu poprawek.


    Jestem z tego podkładu bardzo zadowolona, ponieważ jest on lekki, pozwala skórze oddychać, nie obciąża jej, nie podkreśla suchych skórek. Dodatkowo wygląda naturalnie na skórze. Ma fajny skład. Bardzo dobrze wypływa na stan mojej skóry. Przede wszystkim da się zauważyć, że skóra nie męczy się już tak jak pod podkładem płynnym. Dłużej czasu zajmuje jej, aby zaczęła się przetłuszczać w strefie T. Pojawia się mniej zaskórników i pryszczy. Jest to produkt bardzo wydajny. Stosuję go w codziennym makijażu i nie używam go mało. Czytałam kiedyś, że podkładu mineralnego na całą twarz należy nakładać tyle co ziarenko groszku. Dla mnie to za mało i aplikuję go znacznie więcej. Mimo to po prawie dwumiesięcznym używaniu nie ubyło go zbyt wiele z opakowania.

    Pojemność: 10g

    Cena: 72,90 zł

    Dostępność: sklep internetowy polskiego dystrybutora kosmetyków Lily Lolo: costasy.pl

    Skład: Mica (CI77019), Zinc Oxide (CI77497), May Contain: Titanium Dioxide (CI77891), Iron Oxides (CI77491, CI77492, CI77499).


    Do aplikacji kosmetyków mineralnych najlepiej sprawdzają się pędzle typu flat top lub kabuki. Pędzel typu flat top posiadam i z powodzeniem go używam. Jednak nie miałam jeszcze do tej pory pędzla kabuki. Razem z tymi kosmetykami zachciałam też takiego pędzla. Wybrałam młodszego brata pędzla Super Kabuki, czyli Baby Buki. Jest on bardzo malutki. Jego wysokość to 5 cm, a samo włosie ma 3 cm. Ale dzięki temu lepiej nim dotrzeć do trudno dostępnych obszarów twarzy, jak te wokół oczu i nosa. Pędzel ten zaskoczył mnie jakością wykonania. Jego włosie jest bardzo mięciutkie - jest on najmilszy w dotyku z wszystkich pędzli jakie posiadam. Wykonany jest z dobrego gatunkowo włosia syntetycznego. Kosztuje 48,90 zł.


    Używałyście kosmetyków marki Lily Lolo ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0

    Bardzo chciałam wypróbować korektor mineralny, ponieważ zawsze ciekawiło mnie jak to jest możliwe, że produkt w formie sypkiej może być stosowany jako korektor. Jak to się dzieje, że taki proszek może cokolwiek zakryć? Okazuje się, że może, a na dodatek mogłam przekonać się o tym na własnej skórze.


    Mam odcień BLONDIE, ponieważ jest on dedykowany do podkładu China Doll. Jednak uważam, że jest on do tego podkładu nieco za jasny. Pod podkład mogę go używać. Jest wtedy jego fajnym dopełnieniem. Jednak jak chcę użyć go na podkład, to w miejscu użycia tego korektora widać jaśniejszą plamę. Ja używam go na sucho. Jednak można aplikować go też na mokro
    Korektor mimo że ma formę sypką, to nie jest ona sucha. W trakcie wysypywania go na wieczko nie pyli, tylko wypada w takich jakby małych grudkach. Dobrze nabiera się go na pędzel. Bez problemów i równomiernie rozprowadza się po skórze.


    Jest to całkiem niezły produkt. Ma dobre krycie, jest trwały. A przede wszystkim nadaje się na różne partie twarzy. Nie tyko na zakrycie wyprysków, ale można aplikować go też pod oczy. Chociaż ja pod oczy używam go rzadko, bo lepiej sprawdza się u mnie w tej roli cielisty cień mineralny. Korektor ten znajduje się w opakowaniu, które jest miniaturką opakowania podkładu czy pudru. Jego pojemność nie jest wielka, ale jak na korektor to bardzo dużo. Jest też wydajny. Używam go do codziennego makijażu i jak na razie nie widać żadnego zużycia.

    Pojemność: 5g

    Cena: 42,90 zł

    Dostępność: sklep internetowy polskiego dystrybutora kosmetyków Lily Lolo: costasy.pl

    Skład: Kaolin, Zinc Oxide, Titanium Dioxide CI77891, CI77491, CI77492, CI77499.


    Stosuję też mineralny puder sypki. Mam wersję FLAWLESS MATTE, ponieważ ma on właściwości absorbujące sebum. W połączeniu z podkładem mineralnym powoduje, że upływa więcej czasu zanim moja skóra zacznie się świecić. W przypadku poprawek wystarczy użyć bibułkę matującą, zaaplikować nieco tego pudru i już jest od nowa bardzo ładny mat na twarzy. Jest to przydatna właściwość przy mojej przetłuszczającej się strefie T. Dodatkowo to w jaki sposób zaprojektowane jest opakowanie sprzyja temu, aby nosić je ze sobą w torebce. Sitko nie ma dziurek na całej powierzchni, tylko na połowie. Obracana nakładka umożliwia jego zasunięcie tak, że puder nie będzie się wysypywał, nawet jak pudełko obróci się do góry dnem.


    Jest on koloru białego, ale po nałożeniu na twarz staje się niewidoczny. Nie bieli skóry. A efekt matu, który daje wygląda bardzo naturalnie. Próbowałam go też używać na podkłady w płynie. W tym przypadku też całkiem nieźle się spisuje. Producent pisze, że można nim przypudrować bazę pod cienie (zwłaszcza przy przetłuszczających się powiekach). Próbowałam tak robić, ale nie odpowiadał mi efekt jaki uzyskałam, ponieważ cienie nałożone na ten puder tracą na swojej pigmentacji.
    Jest to bardzo dobry i wydajny produkt. Cieszę się, że mogłam go wypróbować. Jednak jak mi się skończy, to raczej nie kupię następnego opakowania. Jego koszt jest zbyt drogi, a w dużo tańszej cenie można mieć np. puder bambusowy, który też dobrze działa (a nawet można powiedzieć, że bardzo podobnie).

    Pojemność: 7 g

    Cena: 72,90 zł

    Dostępność: sklep internetowy polskiego dystrybutora kosmetyków Lily Lolo: costasy.pl

    Skład: Kaolin, Mica, CI77019.

    0 0
  • 01/26/14--04:33: BIOELIXIRE - Argan Oil Serum
  • Gdy pojawiły się pierwsze wzmianki o tym serum zaciekawiło mnie ono. Producent obiecująco rozpisuje się o nim, że: "Olejek Arganowy jest produktem regeneracyjnym, nawilżającym, chroniącym włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Nadaje połysk, likwiduje matowość. Zapobiega rozdwajaniu się włosów i nadaje im miękkość. Wzbogacony o lejek jojoba i słonecznikowy".


    Nie rozumiem tylko czemu produkt przeznaczony do pielęgnacji włosów (z każdej strony opakowania widnieje napis FOR HAIR) zawiera informację, że: "Działa przeciwstarzeniowo, powstrzymuje wolne rodniki, nawilża i napina skórę". Dlatego zaczęłam się zastanawiać czy tak ma działać na skórę głowy ??? Jednak w opisie sposobu jego użycia znajduje się informacja, że należy go nakładać szczególnie na końce włosów.


    Produkt znajduje się w małej buteleczce. Jest ona przezroczysta i widać ile jej zawartości jeszcze zostało. Przeszkadza mi w niej brak dozownika. Przez to ciężko jest wydobyć odpowiednią ilość produktu, bo wylewa się je dość sporym jak na tak małą buteleczkę otworem. Wydobywa mi się go się za dużo, albo za mało. Serum ma złocisto-brązowy kolor. Jego zapach jest przyjemny, dość słodki.


    Serum to najlepiej się u mnie sprawdza na wilgotne włosy (chociaż można je też stosować na suche włosy).  Nie nakładam go przy skórze głowy, tylko tak od połowy długości włosów lub tylko na same ich końce. Sprawia, że włosy są śliskie gładkie, nie plączą się i dobrze się je rozczesuje. Jednak nie jest to działanie zapewniane przez wychwalany wcześniej olej arganowy, tylko przez silikony. Owszem oleje znajdują się w składzie, ale nie na jego początku, tylko pod koniec i to w dodatku po substancjach zapachowych.


    Podsumowując: Lubię je stosować do stylizacji włosów, ponieważ nie obciąża ich, nie wpływa na przyśpieszenie ich przetłuszczania i ogranicza puszenie się. Jest bardzo wydajne i niedrogie. Jednak nie jest to produkt, który będzie działał odżywczo i regenerująco.

    Pojemność: 20 ml

    Cena: ok 9 zł

    Dostępność: stacjonarnie można je dostać np. w SuperPharm.

    Skład: Cyclopentasiloxane (silikon),Dimethicone (silikon), Dimethiconol (silikon), Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum (Fragrance), Linalool, Limonene, Argania Spinosa Kernel Oil (Olej Arganowy), Benzophenone 3, Simmondsia Chinensis Oil (olej z jojoby), C.I. 26100 (Red n°17), C.I. 47000 (Yellow n°11), Butylene Glycol, Heliantus Annuus Seed Extract (ekstrakt z nasion słonecznika), C.I. 61565 (GREEN 6).

    Używałyście to serum ???
    Jak się u Was sprawdziło ???

    0 0
  • 01/28/14--10:38: Zużycia grudzień/styczeń
  • W grudniu nie pojawił się post ze zużyciami, ponieważ uzbierało mi się ich zbyt mało. Poza tym końcem roku nie miałam na to czasu. Uznałam, że lepiej będzie połączyć zużycia z tych dwóch miesięcy razem. Okazało się, że nowy rok rozpoczęłam chęcią zrobienia przeglądu w kosmetykach. Zabrałam się za dokończenie tych rozpoczętych, a strojących gdzieś po kątach. Dokładając do tego bieżące zużycie uzbierało się tego całkiem sporo.


    1.ZIAJA MED kuracja dermatologiczna AZS natłuszczająca emulsja do ciała i krem kojąco nawilżający do twarzy - bardzo fajnie używało mi się tych kosmetyków. Jeśli miałabym któryś z nich jeszcze kiedyś kupić to byłaby to ta emulsja do ciała. Krem do twarzy nie był zły, ale aktualnie używam taki, który okazuje się być lepszy. Recenzja obu tych kosmetyków znajduje się TUTAJ.

    2. Zużyłam dwa szampony:
    - GARNIER Goodbye Damage - sprawdził się u mnie, ale nie do codziennej pielęgnacji. Musiałam robić przerwy w jego używaniu. Pisałam o nim TUTAJ.
    - BINGOSPA szampon borowinowy i 7 ziół - myłam nim pędzle. Nie polubiłam myć nim włosów - opisałam to TUTAJ.
    A także jeden produkt, którym myłam włosy, mimo że ma inne przeznaczenie. Jest to FACELLE płyn do higieny intymnej, o którym pisałam TUTAJ.

    3.  ORIGINAL SOURCEżel pod prysznic - lubię żele tej firmy i od czasu do czasu jakiś kupuję. Nie pisałam jego recenzji, ponieważ pojawiło się ich wiele. A poza tym od żelu oczekuję, że będzie oczyszczał skórę i nie podrażniał jej. Ten to robi, więc co tu więcej pisać.

    4. OLEJ LNIANY - to mój wielki wyczyn - wypiłam butlę oleju lnianego. Zajęło mi to 3 miesiące. Akurat wyrobiłam się na styk z jego terminem ważności. Zamierzam kupić kolejny, ale czekam na dostawę, bo wszystkie były wykupione.




    5. OLEJ ARGANOWY - zapewne jeszcze kiedyś go kupię, bo sprawdza się u mnie znakomicie. Pisałam o nim TUTAJ.

    6. BINGOSPA mandarynkowa kąpiel do skórek i paznokci - przyjemny w użyciu gazet. Fajnie było go wypróbować. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    7. MOLLON PRO nawilżający olejek do skórek i paznokci - bardzo fajny produkt. Pisałam o nim TUTAJ.

    8. SYNESIS eliksir pod oczy - nie sprawdził się u mnie, a szkoda, bo czytałam na jego temat wiele pozytywnych recenzji. Ostatecznie zużyłam go do smarowania nóg. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    9. Kiedyś nie używałam tego typu kosmetyków, a ostatnio zużyłam aż dwa. Mowa o serum z witaminą C:
    - AURIGA Flavo-C serum - zapewne do niego jeszcze powrócę. Więcej na jego temat rozpisałam się TUTAJ.
    - SYNCHROVIT skoncentrowane serum liposomowe z witaminą C, SOD i cynkiem - kupiłam go, aby mieć lepsze porównanie jak działają tego typu produkty. Też się u mnie sprawdziło, ale pod względem ekonomicznym jest mniej opłacalne niż Flavo-C. Pisałam o nim TUTAJ.

    10. AMOUAGEżel pod oczy - jest to produkt nieznanej mi firmy, który trafił do mnie w wyniku wymiany kosmetyków. Ma on śliczne opakowanie - takie czarno-złote. Jednak nie zauważyłam, aby miał jakieś działanie (ani dobre, ani złe). Dlatego zaginął gdzieś w czeluściach moich zbiorów kosmetycznych i robiąc w tym miesiącu porządki postanowiłam go w końcu wyrzucić.

    11. EVELINE zmywacz do paznokci - dobrze się sprawdził do zmywania lakierów. A dodatkowo był to pierwszy zmywacz z pompką, który miałam. Spodobało mi się to rozwiązanie, dlatego teraz będę takie zmywacze kupować.


    12. FLOS LEK Dr Stopa balsam do zmęczonych stóp i nóg - nie zauważyłam, aby miał na mnie jakiekolwiek działanie, dlatego tak długo nie mogłam go zużyć. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    13.EVELINE wygładzająco-nawilżający eliksir do rąk i paznokci - w październiku pojawił się post, w którym opisałam kremy do rąk, które stosowałam. Akurat zużyłam ostatni z nich. Przydałoby się teraz zaprezentować jakimi kremami je zastąpiłam. Na razie jednak odsyłam do tamtej recenzji, bo wspominam tam o tym kremie marki Eveline.


    Udało mi się zużyć też wodę toaletową i nieco kolorówki.

    14. UNITED COLORS OF BENETTON woda toaletowa - bardzo ładny i przyjemny dla nosa zapach. O tej wodzie toaletowej pisałam TUTAJ.

    15. PAESE róż do policzków - uwielbiam jego nazwę "Różane Omdlenie". Jest to taki słodki, cukierkowy róż - bardzo lubię takie kolory. Niestety już mi się przeterminował. Ale widać, że go bardzo lubiłam, bo dobiłam po środku dna. Prezentację tego odcienia możecie zobaczyć TUTAJ.

    16.ARTDECO baza pod cienie - jedna z lepszych baz jakie miałam. sprawdza się na moich powiekach świetnie, dlatego po zużyciu tej, kupiłam już kolejną. Jej recenzje znajdziecie TUTAJ.

    17. WIBOmaskara pogrubiająca stymulująca wzrost rzęs - lubię tę maskarę. To już kolejne opakowanie, które miałam. Pisałam o niej TUTAJ.

    18. BELL Royal Glam trwały błyszczyk do ust z aloesem - pisałam o nim niedawno TUTAJ. Skończył mi się, ale pewnie jeszcze kiedyś go kupię.

    To już wszystko co zużyłam przez te dwa miesiące. 
    Na luty postanowiłam sobie za cel pozużywać jak najwięcej próbek.

    0 0
  • 01/30/14--09:18: Zakupy ze stycznia
  • Od pewnego czasu nie szaleję na zakupach, dlatego nie ma tego dużo.


    Potrzebny mi był krem, który mogłabym stosować miejscowo na wypryski. Wyskoczyło mi kilka takich bolących na brodzie. Próbowałam na nie używać Vichy Normaderm HYALUSPOT, ale nie działał. Dlatego postanowiłam wypróbować Effaclar Duo. Akurat był na promocji w SuperPharmie i kosztował 43,19 zł. Przy okazji kupiłam tran w kapsułkach za 9,99 zł. W Douglasie nabyłam bazę pod cienie marki ARTDECO za 36,90 zł. A w Biedronce zaopatrzyłam się w chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym (ok. 5 zł). Oprócz tego kupiłam jeszcze dwa mydła w płynie do rąk Vivian Gray, które prezentowałam Wam już TUTAJ.


    Z niekosmetycznymi rzeczami właściwie też nie poszalałam. Nie kupiłam nic na wyprzedażach. Poza wyprzedażami też nie. Ostatnio zrobiłam się bardzo krytyczna w stosunku do tych wszystkich ubrań i butów. Albo uważam, że dana rzecz była za droga lub złej jakości. Skusiłam się za to na dwie bransoletki od Goti z walentynkowej edycji.

    0 0

    Posiadam odcień numer 15. Jest to taka średnia zieleń.


    Lakier ten pochodzi z serii Gel Effect. Ma ona dawać żelowy efekt na paznokciach bez użycia specjalnych lamp. Musze przyznać, że coś w tym jest. Lakier ma takie kremowe wykończenie, które wygląda jakby był żelowy. 




    Lakier ma szeroki, płaski pędzelek. Na początku wydawał  mi się za duży. Myślałam, że ciężko będzie mi się nim posługiwać. Okazuje się jednak, że wygodnie się mi go używa i bez problemów maluje nim paznokcie. Lakier jest dość gęsty, ale mimo to nie sprawia problemów z równomierną aplikacją go. Już jedna jego warstwa wystarczy, aby dobrze pokryć paznokcie (beż żadnych prześwitów). Pasuje mi to, bo nie lubię nakładać kilku warstw dla osiągnięcia ładnego efektu. A dodatkowo dzięki temu lakier szybko wysycha. Bez problemu trzyma się na moich paznokciach 3-4 dni (bez żadnych odprysków). Co jest całkiem niezłym wynikiem. 


    Jestem zadowolona z tego lakieru. Dostałam go w ramach współpracy do testów. Chętnie dokupiłabym jeszcze inne kolory. Niestety ciężko jest z jego dostępnością. Niektóre kosmetyki marki Bella Oggi można kupić w sklepie internetowym www.panakotasklep.pl, jednak akurat tego lakieru tam nie ma. Dostępny jest ponoć w wybranych Drogeriach Hebe.

    Pojemność: 10 ml

    Cena: ok. 17 zł



    0 0

    Ostatnio jest dość głośno o tych "skarpetkach złuszczających". Chociaż tak właściwie produkt ten przez producenta został określony jako maska do stóp. Jednak mi jest prościej określać go jako skarpetki. Mają one za zadanie usuwać zrogowaciały naskórek, eliminować modzele i popękane piety, poprawiać zapach stóp oraz wygładzać je. Wydaje się to być ciekawe rozwiązanie. Zwłaszcza, że zabieg z użyciem tych skarpetek można wykonać samemu w domu. Bardzo się ciesze, że odezwała się do mnie Pani Martyna i zaproponowała mi ich przetestowanie. W końcu zabrałam się za opisanie moich wrażeń z użycia tych skarpetek. Czekałam tylko aż przestanie mi się skóra łuszczyć, aby zobaczyć końcowy efekt.


    Od producenta:
    Z powodu ciągłego nacisku martwe komórki skóry kumulują się na podeszwie stóp, a naturalny proces ich złuszczania nie funkcjonuje. EpilFeet działa przez zmiękczenie nagromadzonych modzeli, dostając się pomiędzy martwe komórki i poluzowując „klej”, który trzyma je razem. Rozpoczyna tym samym naturalny proces złuszczania skóry. Dotyczy to jedynie nagromadzonych martwych komórek skóry i nie wpływa na żywe komórki. EpilFeet zawiera staranny dobór enzymów i kwasów, aby cząsteczki mogły przeniknąć do odpowiedniej warstwy i wywołać złuszczanie martwych komórek skóry.



    SPOSÓB UŻYCIA:
    • najpierw trzeba umyć i osuszyć stopy. Najlepsze efekty uzyskamy po kąpieli, gdy naskórek będzie rozmiękczony. Należy pamiętać, aby zmyć lakier z paznokci. 
    • maski znajdują się w szczelnie zamkniętej saszetce. Jest ich dwie - wiadomo na każdą stopę. Są wykonane z solidnego worka. Wypełniony jest on płynem. Po wyjęciu należy je przeciąć wzdłuż narysowanych linii.Powstaje otwór, przez który wkładamy stopy. Za pomocą dołączonych tasiemek klejących dopasowujemy je. 
    • czas ich aplikacji zależy od kondycji skóry i może to być od 90 do 120 minut
    • dla lepszych efektów i komfortu producent zaleca założyć na wierzch skarpety. 
    • po upływie wskazanego czasu należy zdjąć maski ze stóp i zmyć pozostałości produktu ciepłą wodą. Naskórek powinien się zacząć złuszczać po 3 do 5 dni.

    MOJE WRAŻENIA:

    Maski trzymałam na stopach maksymalną ilość czasu. Chciałam, aby efekt był silniejszy. Nikt nie wspominał, że te worki są tak zimne. Przy wsuwaniu do nich stóp czułam się tak jakbym stanęła bosą nogą na śniegu. Dlatego postanowiłam skorzystać z zalecenia producenta i założyć jeszcze na wierzch skarpety, aby było mi cieplej. Tak poza tym zabieg ten był bardzo przyjemny. Nic mnie nie bolało, nie piekło, ani nie szczypało. Potem wyczekiwałam efektów. Pierwsza skóra zaczęła się złuszczać na trzeci dzień po zabiegu. Jednak był to dość słaby efekt. Skóra łuszczyła się w kilku miejscach, ale tylko troszkę. Byłam tym rozczarowana, bo te największe zrogowacenia pozostawały bez zmian. Jednak na piąty dzień po zabiegu skóra zaczęła schodzić wielkimi, grubymi płatami. Ilość złuszczonej skóry była ogromna. Z jednaj strony to super, bo wreszcie widać było efekty działania tej maski. Z drugiej strony trwało to 12 dni. Zważywszy na to, że producent zaleca powtarzać ten zabieg co miesiąc, oznacza to chodzenie wiele dni z liniejącą skórą. 
    Chciałam jeszcze dodać, że jako posiadaczka stóp w rozmiarze 36 nie miałam problemów ze zmieszczeniem ich w tych skarpetkach. Były one na mnie nawet nieco za duże. Jednak osoby o większych rozmiarach stóp pisały, że ledwo mieściły się. Dlatego należy rozważyć zakup męskiej wersji tych skarpetek, bo są one większe.
     

    EFEKTY:
    Maska poradziła sobie z suchym, martwym naskórkiem. Zeszły mi grubsze zrogowacenia, które powstały na podbiciu. Głównie te, gdzie najbardziej rozkłada się ciężar ciała, np. od chodzenia w szpilkach. Z pięt zrogowacenia nie poschodziły, ale zrobiły się miększe. Odsłonięta nowa skóra jest miękka i gładka. Trzeba się teraz nią dalej zajmować, aby utrzymać te efekty.
    Cena maski to 99 zł. Jak dla mnie jest to dość sporo. Już miałam ochotę kupić ich więcej, ale cena mnie powstrzymała. Jednak efekty bardzo mi się podobają i jakbym dorwała te skarpetki na jakiejś promocji to chetnie bym się w nie zaopatrzyła. Są one dostępne w salonach kosmetyczne oraz na stronie EpilFeet


    Co sądzicie o takim zabiegu złuszczającym na stopy ???
    Miałyście może tą maskę ???
    Czy wolicie jednak iść do kosmetyczki ???

    0 0
  • 02/06/14--10:41: Mega paczka :))
  • Zadzwonił do mnie dziś kurier z informacją, że ma dla mnie paczkę. Ciekawa byłam co to może być, bo akurat nie spodziewałam się żadnych przesyłek. Okazało się, że to niespodzianka od Pań Erisek. Zostałam szczodrze obdarowana kosmetykami. W dodatku akurat dziś mam imieniny :))

    Jest tu sporo nowości kosmetycznych, m.in. kremy, balsamy, podkłady, tonik. Panie dołożyły też bardzo fajną filcową torebkę z uroczym kotkiem. Piękna jest :))



    0 0

    Na te kapsułki natknęłam się jakiś czas temu w aptece. Wydały mi się ciekawym dodatkiem do kąpieli i postanowiłam je wypróbować. Kupiłam dwie wersje:
    - olejek do kąpieli z drzewa herbacianego z witaminami A i E
    - olejek do kąpieli z witaminami A i E z olejem wiesiołkowym.


    Kapsułki wrzucamy do wanny z ciepłą wodą w celu ich rozpuszczenia. Producent zaleca wrzucenie 1-3. W opakowaniu znajduje się 12 kapsułek co daje minimum 4, a maksimum 12 kąpieli z ich użyciem. Ja używałam po 2-3 kapsułki. Wrzucałam je do wody już w trakcie, gdy zaczynałam napełniać wannę. Po paru minutach one dalej sobie w wodzie pływały w stanie nienaruszonym. Myślałam, że pewnie trzeba będzie je przebić, aby wydobyć ich zawartość. Jednak gdy chwyciłam za kapsułki, to się rozpadły i w miarę dobrze rozpuściły. Z tymi zielonymi nie miałam żadnego problemu, ale te czerwone nie rozpuszczają się do końca, zostawiając resztki czerwonej powłoczki. Za to plusem ich obu jest to, że nie pozostawiają tłustego osadu na wannie.



    Jeśli chodzi o względy zapachowe takiej kąpieli, to zielone kulki zawierają olejek z drzewa herbacianego, który wydziela niezbyt przyjemne aromaty. Osoby wrażliwe na takie ziołowe zapachy powinny używać jedną kulkę do kąpieli, bo wtedy zapach nie jest tak wyczuwalny. Mi ziołowe aromaty tak ogólnie to nie przeszkadzają, ale kąpiel z tymi zielonymi kapsułkami ledwo wytrzymałam. Natomiast te czerwone kapsułki z olejem wiesiołkowym jakiegoś szczególnego zapachu nie posiadają. A przynajmniej ja nic nie wyniuchałam. Jak dla mnie są one praktycznie bezzapachowe. Po rozpuszczeniu kulki barwią wodę - w zależności od tego które użyjemy na zielono lub czerwono.


    Najbardziej zależało mi, aby wypróbować kapsułki z olejkiem z drzewa herbacianego, ponieważ ma on właściwości antyseptyczne i przeciwbakteryjne. Chciałam, aby w trakcie kąpieli olejek ten zadziałał na krostki, które pojawiają mi się na plecach, dekolcie czy pośladkach. I tak też się stało. Po czterech kąpielach skóra się uspokoiła, a wypryski pozmniejszały. Jak mi się jeszcze uda je kupić, to co jakiś czas będę powtarzać taką kąpiel
    Jeśli chodzi o te czerwone kapsułki, to nie zauważyłam, aby jakoś działały na moją skórę. Czytałam recenzje osób, u których fajnie nawilżają skórę, tak że po kąpieli nie trzeba jej już smarować balsamem. Producent pisze o nich, że polecane są do kąpieli kojących wrażliwą skórę, mają działanie regeneracyjne i pielęgnacyjne. Ale jeśli chodzi o mnie, to nic takiego nie zauważyłam. Dlatego nie czuję potrzeby ich ponownego zakupu.

    Pojemność: 12 kapsułek po 3 000 mg

    Cena: ok 6-7 zł

    Dostępność: apteki stacjonarne i internetowe

    Skład:
    • olejek do kąpieli z drzewa herbacianego z witaminami A i E:
    Paraffinum Liquidum, Cetearyl Ethylhexanoate and Isopropyl Myristate, PPG-2 Myristyl Ether Propionate, C12-13 Pareth-3, Gelatin, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Glycerin, Parfum, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamaldehyde, Butylphenyl Methylpropional, Coumarin, Citronellol, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, CI 42051, CI 19140 .

    • olejek do kąpieli z witaminami A i E z olejem wiesiołkowym:
    Paraffinum Liquidum, Cetearyl Ethylhexanoate and Isopropyl Myristate, PPG-2 Myristyl Ether Propionate, C12-13 Pareth-3, Gelatin, Oenothera Biennis Oil, Glycerin, Parfum, Citronellol, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, CI 16255.

    Używałyście olejku do kąpieli w kapsułkach ???
    Co sądzicie o takich kulkach???

    0 0

    Cienie znajdują się w opakowaniach, które są miniaturą tych w jakich są pudry czy podkłady tej marki. Są to plastikowe, zakręcane słoiczki z sitkiem. Dużym ich plusem jest to, że mają obrotową nakładkę chroniącą cienie przed wysypywaniem się.


    Pomimo tego, że są to cienie sypkie nie pylą w trakcie wysypywania ich na nakrętkę, ani w trakcie aplikacji na powiekę. To wszystko dzięki temu, że są nieco mokre i zbierają się w takie jakby grudki. Dzięki temu dobrze przywierają do pędzla i wygodnie się je nakłada na powiekę. 

    Posiadam 3 cienie w kolorach: Cream Soda, Vanilla Shimmer oraz Smoky Brown.



    CREAM SODA to satynowy, kremowo-waniliowy kolor. Polecany jest jako bazowy pod inne cienie. Ja jednak nie lubię go tak stosować, ponieważ cienie nałożone na niego tracą na pigmentacji. Za to sprawdza się u mnie jako korektor do kamuflowania delikatnych fioletowych cieni pod oczami. Wygląda na nieco żółty, ale ładnie stapia się ze skórą.


    VANILLA SHIMMER to beżowo-różowy kolor, wyglądający nieco na ceglasty. Z posiadanych przeze mnie kolorów ten lubię najbardziej. Dobrze sprawdza się w codziennym makijażu nakładany na całą ruchomą powiekę, ponieważ jest to bardzo subtelny odcień.


    SMOKY BROWNtośredni brąz mieniący się na srebrno, co daje bardzo ciekawy efekt. Lubię stosować go do podkreślania załamania powieki. Chociaż ostatnio widziałam parę makijaży wykonanych z użyciem tego cienia na całej powiece i muszę przyznać, że spodobało mi się to.


    Aby wydobyć z nich odpowiednią pigmentację trzeba się trochę napracować. Najlepiej wyglądają, gdy nie rozcieram ich na powiece, tylko wklepuję. Czasem też aplikuję je ma mokro, aby jeszcze lepiej wydobyć z nich kolor. Nie obejdzie się też bez dobrej bazy pod cienie. 

    Pojemność: 2g w 10 ml słoiczku

    Cena: 32,90 zł.

    Dostępność: sklep internetowy polskiego dystrybutora kosmetyków Lily Lolo: costasy.pl

    Cieszę się, że miałam możliwość je wypróbować. Cienie te dostępne są w wielu kolorach - od naturalnych, aż po nasycone. Wypatrzyłam jeszcze kilka innych odcieni, które bardzo mi się podobają.

    A Wy co sądzicie o cieniach mineralnych ???
    Miałyście może już takie ???

    0 0

    Jakiś czas temu otrzymałam do przetestowania dwa balsamy do ciała od Farmony. Wyrobiłam już sobie o nich zdanie i najwyższy czas podzielić się nim z Wami :))


    Balsamy znajdują się w prostych, plastikowych butelkach. Od góry zamykane są one na klapkę, która skrywa dozownik. Są to opakowania wygodne w użytkowaniu. Dzięki temu, że od góry są płaskie można je ustawić do góry dnem, gdy balsam zaczyna się już kończyć. Dodatkowo - mimo że nie są przezroczyste - to jak uniesiemy opakowania pod słońce, to widać ile jeszcze zawartości w nich zostało. Ich design jest prosty, ale ładnie się prezentuje. Na etykietach zawarte są wszystkie podstawowe informacje o tych balsamach. Znajduje się tu m.in. znaczek informujący, że nie zawierają parabenów, olejów mineralnych i barwników.

    Mam dwie wersje tego balsamu: nawilżająco-wygładzającą oraz odżywczo-regenerującą. Zdecydowałam się, aby opisać je w jednym poście, ponieważ nie różnią się bardzo od siebie. Na przykład ich składy są bardzo podobne. Różnią się tylko kilkoma składnikami.


    Nie dostrzegam zbyt wielkiej różnicy w ich konsystencji. Jest ona bardzo lekka, dzięki czemu łatwo się je rozprowadza po skórze i szybko się wchłaniają. Nie zostawiają tłustego filmu, tylko taką delikatną otulającą warstewkę. Wersja odżywczo-regenerująca jest nieco bardziej gęsta i treściwa, ale to tak minimalnie. Ich zapachy są delikatne, przyjemne dla nosa i nienachalne. Dość szybko się ulatniają ze skóry. Różnica jaką w nich wyczuwam jest taka, że zapach wersji nawilżająco-wygładzającej jest nieco intensywniejszy, słodszy i kwiatowy.


    Nie mam suchej skóry, raczej normalną, która po kąpieli wymaga nieco nawilżenia. Balsamy te może i nie są tak mocno nawilżające i treściwe jak masła do ciała. Jednak sprawiają, że skóra jest miękka, nawilżona i odżywiona. Sprawdzą się jako lekkie, szybko wchłaniające się balsamy. Ich wydajność jest dość dobra. Farmona pozytywnie zaskoczyła mnie tymi balsamami. Bardzo przyjemnie mi się je używa :))

    Podsumowując: wersja odżywczo-regenerująca powinna się sprawdzić u osób z suchą skórą, które lubią kosmetyki o bardzo delikatnym zapachu. Wersja nawilżająco-wygładzająca daje nieco mniejsze nawilżenie skóry, dlatego będzie lepsza dla osób z mniej wymagającą skórą, które lubią słodkie, kwiatowe zapachy.

    Pojemność: 250 ml

    Cena: 9 zł

    Dostępność: sklep internetowy producenta (KLIK), drogerie stacjonarne i internetowe

    Skład:
    • Balsam do ciała odżywczo-regenerujący:
    Aqua, Helianthus Annus Seed Oil**, Caprylic/Capric Trigliceryde*, Urea, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Butyrospermum Parkii Butter**, Glycerin**, Glyceryl Stearate*, Oryza Sativia Bran Oil**, Milk Lipids, Ceramide 3, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract**, Avena Sativia Kernel Extract**, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Linulin**, Dimethicone, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethylturate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropane-1,3-Diol, Parfum
    * surowiec zaaprobowany przez ECOCERT
    ** surowiec pochodzenia roślinnego

    • Balsam do ciała nawilżająco-wygładzający:
    Aqua, Helianthus Annus Seed Oil*, Caprylic/Capric Triglyceride*, Glycerin**, Urea, Butyrospermum Parkii Butter**, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate*, Dimethicone, Sodium Hialuronate, Hydrolized Silk, Propylene Glycol, Nelumbo Nucifera Flower Extract**, Innulin**, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglicerin, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, BHA, Parfum
    * surowiec zaaprobowany przez ECOCERT
    ** surowiec pochodzenia roślinnego

    Miałyście okazje wypróbować te balsamy ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0
  • 02/15/14--04:50: COŚ DLA WAS :))
  • Chciałabym podzielić się z Wami kosmetykami. Sama nie dam rady tego wszystkiego zużyć. A tak, to ktoś będzie testował razem ze mną :)) 

    Kosmetyki podzieliłam na dwie grupy:


    - Lirene IDEALE fluid matująco-rozświetlający numer 01 jasny
    - Lirene Body BB dla jasnej karnacji
    - Lirene balsam magia złota na skórze GOLDEN CHARM
    - Lirene odżywczy krem łagodzący do cery naczynkowej
    - Lirene STOP CELLULIT aktywny balsam antycellulitowy

    **********************

    - Lirene IDEALE fluid matująco-rozświetlający numer 02 naturalny
    - Lirene Body BB dla ciemnej karnacji
    - Lirene balsam kuszące rubiny na skórze RUBIN CHARM
    - Lirene regenerująco-nawilżający krem odżywczy do cery suchej
    - Lirene STOP CELLULIT aktywne serum antycellulitowe

    Wystarczy:
    • być publicznym obserwatorem mojego bloga (przez Google Friend Connect) lub fanem na facebooku (podać nick)
    • podać który zestaw wybieracie (numer 1 czy 2)
    • i napisać dlaczego to właśnie ten zestaw
    • podać adres mail do kantaku w razie wygranej

    Zgłoszenia możecie zostawiać pod tym postem, pod wpisem na facebooku od dziś do 21 lutego. Myślę, że tyle czasu wystarczy. Wyniki ogłoszę do 4 dni.

    0 0

    Tym woskiem pachnie u mnie ostatnio w pokoju. Za oknem robi się coraz bardziej wiosennie i pięknie świeci słońce. A mi zamarzył się jakiś słodki, tropikalny aromat. Poszperałam w moich woskach i uległam urokowi tego zapachu. Pasuje mi on akurat na teraz.



    Zaciekawiło mnie też skąd się wzięła nazwa tego wosku. Okazuje się, że Pink Dragon Fruit jest to Smoczy Owoc lub też Pitaja. Jest to owoc wielu gatunków kaktusa. Pochodzi z Meksyku i Ameryki Środkowej, ale obecnie jest też uprawiany w wielu krajach Azji Południowo-Wschodniej. Pitaja kwitnie tylko w nocy, z tego powodu nazywana jest królową nocy lub księżycowym kwiatem. Kwiaty ma duże, białe i pachnące. Natomiast owoc wygląda tak:


    Miałyście ten wosk ???

    0 0
  • 02/19/14--02:50: DERMEDIC Emolient Linum
  • Czyli dziś będzie o regenerującym kremie do rąk, przeznaczonym do skóry suchej i atopowej, który dostałam jakiś czas temu na spotkaniu blogerek.

    Od producenta:
    • Chroni skórę przed działaniem niekorzystnych czynników zewnętrznych
    • Zmniejsza skłonność do podrażnień
    • Łagodzi mikrourazy naskórka oraz długotrwale nawilża wrażliwą skórę
    • Silnie nawilża i zmiękcza naskórek
    • Uzupełnia barierę lipidową oraz hamuje transepidermalną utratę wody
    • Ma właściwości łagodzące, uśmierzające
    • Wzmacnia regenerację naskórka
    • Podwyższa aktywność enzymatyczną w skórze, pomaga w tworzeniu nowych komórek
    • Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustego filmu


    Krem znajduje się w miękkiej, plastikowej tubce. Na początku dobrze się go z niej wyciska. Aktualnie już mi się kończy i aby wydobyć jego resztki trzeba będzie ją rozciąć. Opakowanie ma bardzo prosty design. Utrzymane jest w biało-niebieskiej kolorystyce. Jedyne zastrzeżenia jakie do niego mam, to takie, że szybko się brudzi to opakowanie. Nie robiłam z nim nic nadzwyczajnego. Trzymałam go w kosmetyczce, którą noszę w torebce. Innym kremom nigdy nic się tam takiego nie zrobiło, a to opakowanie jest coraz bardziej czarne. Dlatego trzymam go teraz w domu, a w torebce mam inny krem. Na tubce znajduje się tyko kilka informacji o kremie. Reszta (wraz ze składem) jest na kartoniku.


    Krem jest koloru białego. Ma dość nietypową konsystencje, bo jest ona gęsta i treściwa, ale nie tłusta. Krem ma bardzo przyjemny i delikatny zapach. Nie zostawia tłustej warstwy na skórze i dość szybko się wchłania. Jest do duży plus, gdy używam go w pracy, bo nic nim nie pobrudzę. Nie wiem jak sprawdzi się u osób z atopowym zapaleniem skóry, bo nie borykam się z tym problemem.Ja skórę na dłoniach mam raczej normalną. Czasem może nieco przesuszoną. Nie zauważyłam, aby ten krem na mnie jakoś działał. Dopóki się nie wchłonie to jeszcze mam wrażenie, że nawilża skórę. Ale po wchłonięciu skóra dalej jest taka sama jak była przed smarowaniem rąk. Dlatego też uważam go za niewydajny, bo muszę często smarować nim ręce i już zaczyna mi się kończyć.

    Pojemność: 100g

    Cena: ok. 20 zł

    Dostepność: apteki stacjonarne i internetowe

    Skład: Aqua, Stearyl Alcohol, Lanolin, Glycerin, Caprylic/Capri Triglyceride, Isopropyl Myristate, Paraffinum Liquidum, Glyceryl Stearate Citrate, Cyclopentasiloxane (and) Dimenthiconol, Linum Usitatissimum Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Dimethicone, Triethanolamine, DMDM Hydantoin (and) Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone, Acrylates/c10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Allantoin, Parfum.

    Miałyście ten krem ???
    Jak się u Was sprawdził ???

    0 0
  • 02/21/14--09:19: Demakijażowo
  • Wypróbowałam już wiele kosmetyków do demakijażu. Mam takie, do których chętnie powracam. Ale również lubię próbować nowe produkty. Kosmetyki, które aktualnie używam do demakijażu i oczyszczania twarzy to:



    TOŁPA nawilżający płyn micelarny do mycia twarzy i oczu 

    Zaczęło się od tego, że kupiłam jego miniaturkę. Spodobało mi się jego działanie i postanowiłam zaopatrzyć się w pełnowymiarowe opakowanie. Załapałam się na promocję w SuperPharmie i za dużą butlę (bo o pojemności 400 ml) zapłaciłam 23.99 zł. Micel ten dobrze radzi sobie z demakijażem twarzy i oczu. Jest przy tym bardzo delikatny. Zapewne kiedyś jeszcze go kupię. Już mi się kończy - powinien wystarczyć do połowy przyszłego tygodnia. Jest bardzo wydajny - używam go od lipca, a mamy już luty.

    Skład:Aqua, Poloxamer 184, Polysorbate 20, Disodium Cocoamphodiacetate, Propylene Glycol, Peat Extract, Sodium Hyaluronate, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Sodium Citrate, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, Methylisothiazolinone.


    PHARMACERIS nawilżający fizjologiczny żel do mycia twarzy i oczu z linii A 
    (dla skóry alergicznej i wrażliwej)

    Żel ten spełnia swoje podstawowe zadanie jakim jest oczyszczanie. Jest łagodny, delikatny i nie powoduje uczucia "ściągniętej skóry". Ja myję nim twarz z użyciem wody. Ale jest też opcja mycia bez użycia wody. Wtedy dozuje się go na dłoń, myje twarz, a nadmiar usuwa płatkiem kosmetycznym. Ja się do tej opcji jakoś przekonać nie mogę. Żel jest bezbarwny i bezzapachowy. W trakcie mycia nie wytwarza piany - mi to nie przeszkadza. Używam go około dwa miesiące i jeszcze mi pół opakowania zostało. Jego pojemność to 190 ml, kosztuje ok. 27 zł.

    Skład: Aqua (Water), Polysorbate 20, Glycerin, Methyl Gluceth-20, PEG-70 Mango Glycerides, Betaine, Panthenol, Hydroxyethylcellulose, Cyclopentasiloxane, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Cyclohexasiloxane, Sodium Carbonate, Allantoin, Disodium EDTA, Quaternium-15.


    PHARMACERIS łagodny tonik nawilżający z linii A
     (dla skóry alergicznej i wrażliwej)

    Używam go po oczyszczeniu twarzy żelem. Jest bardzo łagodny i delikatny (nie podrażnia, skóra nie jest po nim zaczerwieniona). Dobrze oczyszcza i tonizuje twarz, a przy tym nie zostawia lepkiej powłoczki na skórze. Właściwie to nawet lekko ją nawilża. Jest bezbarwny i bezzapachowy. Uważam go za wydajny, ponieważ wystarczy mi na około 2 miesiące używania. Już mi się kończy i podobnie jak płyn micelarny - powinien mi wystarczyć do połowy przyszłego tygodnia. Tonik ten ma pojemność 200 ml, kosztuje ok. 25 zł.

    Skład: Aqua, Glycerin, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Lonicera Caprifolinum (Honeysuckle) Flower Extract, Inulin, Citric Acid, Disodium EDTA, Lonicera Japonica (Honeysuckle) Flower Extract, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Sodium Hyaluronate, Methylisothiazolinone.


    Przy okazji chciałabym wspomnieć o kosmetykach do oczyszczania skóry twarzy, które używa moja mama. Ma ona skórę naczynkową, dlatego przekazałam jej kilka kosmetyków z Pharmacerisowej linii N:


    -żel myjący do twarzy kojący zaczerwienienia (pojemność: 200 ml, cena ok. 26 zł)
    Skład:Aqua, Glycerin, Betaine, Cocamidopropyl Betaine, Disodium Ricinoleamido MEA-Sulfosuccinate, Hydroxyethylcellulose, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Propylene Glycol, Silybum Marianum (Lady's Thistle) Extract, Phenoxyethanol, Parfum.

    - łagodny tonik wzmacniający naczynka (pojemność: 200 ml, cena ok. 26 zł)
    SkładAqua, Methyl Gluceth-20, Glycerin, PPG-26-Buteth-26, Panthenol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Propylene Glycol, Malpighia Punicifolia (acerola) Fruit Extract, Polyaminopropyl Biguanide, Methylisothiazolinone,  Phenoxyethanol, Parfum.

    - delikatny peeling enzymatyczny do twarzy (pojemność: 50 ml, cena: ok.27 zł)
    Skład: Aqua, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Polyacrylamide, 1,2-Hexanediol, C13- -14 Isoparaffin, Laureth-7, Alcohol, Papain, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Ethylhexylglycerin, Lecithin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydroxyethylcellulose, Silica Dimethyl Silylate, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Atelocollagen, Diosmine, Sodium Chondroitin Sulfate, Phenoxyethanol, Parfum.

    Tak się złożyło, że mama niedawno zużyła je wszystkie. Zapytałam ją o opinię na temat tych kosmetyków i powiedziała, że jest z nich zadowolona. Przede wszystkim są delikatne w działaniu i nie podrażniły jej. Nie zmniejszyły już popękanych naczynek, ale przynosiły uczucie ukojenia i świeżości, a także łagodziły podrażnienia. Żel i tonik są bezbarwne, mają bardzo delikatny (nie drażniący) zapach. Peeling enzymatyczny ma dość gęstą, kleistą konsystencje. Są to kosmetyki wydajne. Mamie wystarczyły na około 3 miesiące.

    A Wy jakie kosmetyki do demakijażu polecacie ???

older | 1 | .... | 11 | 12 | (Page 13) | 14 | 15 | .... | 31 | newer