Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Showcase


Channel Catalog


Channel Description:

Witajcie w moim kosmetycznym świecie !!! Mam nadzieje, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie :))

older | 1 | .... | 12 | 13 | (Page 14) | 15 | 16 | .... | 31 | newer

    0 0
  • 02/23/14--02:06: Coś dla Was - wyniki
  • Nie ma co się dużo rozpisywać, pora ogłosić wyniki.



    ZESTAW NUMER 1 wędruje do

    Kathy Leonia

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

    ZESTAW NUMER 2 wędruje do:

    reservedbeinspired



    Gratuluję Wam wygranej. Zaraz piszę do Was mail.
    Dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w zabawie :))


    0 0

    Płyn micelarny marki Tołpa, który obecnie stosuję już mi się kończy. Chętnie bym do niego powróciła, ale cięgnie mnie do wypróbowania jeszcze innych. Tak się złożyło, że w paczce kosmetyków, które dostałam niedawno do testów był akurat płyn micelarny. Ucieszyłam się, że znalazł się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Tak mnie jednak coś natchnęło, aby wypróbować go zanim mój micel się skończy. I miałam nosa - niestety ten płyn nie jest dla mnie przeznaczony.


    Obietnice producenta brzmią kusząco:

    Pierwszy na rynku kosmetyków na trądzik płyn micelarny o działaniu antybakteryjnym! Produkt doskonale zmywa makijaż i oczyszcza skórę z zanieczyszczeń. Zalecany dla skóry trądzikowej. Płyn wykazuje działanie łagodzące. Skuteczność zawdzięcza połączeniu aktywnych substancji przeciwtrądzikowych oraz oczyszczających.


    Składniki aktywne

    • Wyciąg z soczewicy - zwęża pory, redukuje produkcję sebum, złuszcza naskórek, odblokowuje pory, rozjaśnia i ujednolica skórę.
    • Salicylan sodowy - jest znanym środkiem delikatnie złuszczającym naskórek.
    • Gliceryna - wykazuje silne działanie nawilżające i zmiękczające naskórek
    • D- pantenol - wykazuje silne działanie łagodzące szczególnie nieprzyjemnych objawów wywołanych czynnikami alergogennymi.




    Pomyślałam sobie - fajnie, że będę go używać. Niestety już dawno żaden kosmetyk nie podrażnił mojej skóry tak, jak ten oto właśnie płyn micelarny. Moją skórę uważam raczej za "pancerną" i mało który kosmetyk powodował u mnie podrażnienie. Aż tu nagle skóra zaczęła mi się robić coraz bardziej zaczerwieniona. Stosowałam go 3 dni i już nigdy więcej nie zamierzam. Nie używałam go do demakijażu oczu, ponieważ producent zaleca omijać te okolice. Przecierałam nim twarz tak jakby to był tonik. Skóra robiła się czerwona i mnie piekła. Aktualnie opanowałam już to podrażnienie, ale z najbardziej zaczerwienionych miejsc zaczyna mi teraz schodzić skóra.

    Podsumowując: Niech uważają na niego osoby, które mają choć minimalną skłonność do podrażnień.

    Pojemność: 200 ml

    Cena: ok 15 zł

    Skład:Aqua, Glycerin, Poloxamer 188, Propylene Glycol, PPG-26-Buteth-26, Panthenol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil,Sodium Salicylate, BHT, Lens Esculenta (Lentil) Seed Extract (wyciąg z soczewicy), Ethylhexylglycerin (konserwant pochodzenia naturalnego), Polyaminopropyl Biguanide (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Parfum.


    Nie wiem teraz jak go zużyć.
    Macie może jakieś pomysły ???

    0 0

    BellaOggi to włoska marka kosmetyczna. Firma produkuje kosmetyki i akcesoria do makijażu, a także lakiery do paznokci i produkty do ich pielęgnacji. W Polsce produkty tej marki dostępne są w Drogeriach Hebe. Dzięki temu, że odezwała się do mnie przedstawicielka tej marki miałam możliwość wypróbować kilka kosmetyków. Opisywałam już lakier do paznokci (TUTAJ). Teraz pora na błyszczyk i maskarę. 


    Błyszczyk 6H Gloss


    Od producenta:
    Formuła produktu łączy w sobie intensywność i długotrwałość pomadki, ze świetlistym połyskiem błyszczyku. Błyszczyk 6H Gloss posiada certyfikowaną sześciogodzinną gwarancję trwałości koloru. 6H Gloss dostępny jest w sześciu odcieniach. Sugerowana cena detaliczna: 13,99 zł.



    Mam go w kolorze numer 3 ONLY ORANGE. Jest to bardzo delikatny kolor, lekko wpadający w pomarańczowy. Daje ładny połysk na ustach. Podoba mi się ten odcień, bo mam błyszczyki raczej różowe. Poza tym lubię takie delikatne kolory. Ale chciałam tu zwrócić uwagę na to, że producent zaznacza, że ten błyszczyk ma w sobie intensywność pomadki. Osoby nastawiające się na intensywny kolor mogą być nieco rozczarowane.



    Nie klei się na ustach. Ma ładne i solidne opakowanie, a także wygodny w użyciu aplikator. Minusa ma za to, że na ustach utrzymuje się około godziny, nawet jak nic nie jem, ani nie piję w tym czasie. Błyszczyki mają taką mniej więcej trwałość, ale daję to na minus, bo producent obiecuje 6 godzin trwałości.  



    Mascara Lush Up & Curve 
    Unoszenie i podkręcanie

    Od producenta:

    Węglowo czarna maskara, w której zastosowano innowacyjnąszczoteczkę - włoski z jednej strony są znacznie dłuższe, dzięki temu rzęsy można łatwo nawinąć na szczoteczkę, otrzymując efekt maksymalnego podkręcenia.Sugerowana cena detaliczna ok. 25 zł/9 ml.




    Podoba mi się szczoteczka tej maskary, ponieważ jest bardzo ciekawie pomyślana. Pierwszy raz mam z taką do czynienia. Z jednej strony ma dłuższe włoski, a z drugiej krótsze. Tymi dłuższymi fajnie się maluje rzęsy na górnej powiece. Te krótsze są do dolnych rzęs w sam raz. 


    Ma ładny, czarny kolor. Z trwałością tej maskary różnie bywa. Nie wiem od czego to zależy. Są takie dni, że nie ukruszy mi się ani ciut ciut, ale są też takie momenty, że mam po prostu czarne grudy pod oczami. Poza tym nie wygląda ładnie, gdy rzęsy są pomalowane tylko jedną warstwą tej maskary. Wyglądają na bardzo cieniutkie. Ja jednak na tym pozostaję, ponieważ nie lubię aplikować kilku warstw tuszu.


    Miałyście kosmetyki marki BellaOggi ???

    0 0
  • 02/27/14--10:13: Zużyte w lutym
  • Głównym moim celem na ten miesiąc było zużycie jak największej ilości próbek. Udało mi się to osiągnąć. Znacznie zmniejszyłam ich zapasy. Zostało mi ich już niewiele. Zużyłam 22 próbki. Były to różnego rodzaju kremy do twarzy, peelingi, szampony, odżywki, itp.



    Zużyłam też trochę pełnowymiarowych kosmetyków. Dwa opisywałam ostatnio w poście o moim demakijażu, czyli TOŁPA nawilżający płyn micelarny do mycia twarzy i oczu oraz PHARMACERISłagodny tonik nawilżający z linii A. Pozostałe dwa kosmetyki z tego zdjęcia nie sprawdziły się u mnie za bardzo. Jeden z nich to SORAYA płyn micelarny do demakijazu twarzy i oczu. Nie podoba mi się w nim to, że podczas pocierania o skórę wacikiem nasączonym tym płynem tworzy się coś jakby piana, dlatego męczyłam się z nim tak długo. Ostatecznie zużyłam go do mycia pędzli. Jego pełna recenzja znajduje się TUTAJ. Drugi kosmetyk, który nie sprawdził się u mnie, to opisywany niedawno płyn micelarny o działaniu antybakteryjnym marki UNDER TWENTY. Dlaczego się nie sprawdził napisałam TUTAJ.

    Zużyłam dwa peelingi do ciała. Jeden cukrowy marki FARMONA (recenzja TUTAJ). Ma on fenomenalny piernikowy zapach. Drugi to scrub Salon SPA Collection wersja Japan (recenzja TUTAJ). Ten trochę mniej przypadł mi do gustu, bo zawarte w nim drobinki peelingujące ciężko jest zmyć ze skóry. Zużyłam też dwa opakowania olejku do kąpieli w kapsułkach. Wersję z dodatkiem olejku z drzewa herbacianego chętnie bym jeszcze kiedyś kupiła. A o tych kapsułkach pisałam więcej TUTAJ.

    Postanowiłam wypróbować jak zadziała na mnie tran. Głównie chodzi mi o wspomaganie układu odpornościowego. Kupuję go w formie kapsułek i zażywam od jesieni. Jak do tej pory nie byłam ani raz przeziębiona, nie złapałam też kataru. Oby tak dalej. 

    W tym miesiącu moje stopy miały okazję zostać mocno złuszczone za pomocą maski do stóp na bazie kwasów EpilFeet. Efekty są fajne. Chętnie zakupiłabym jeszcze takie skarpetki złuszczające, jednak ich cena jest za droga. Zainteresowanych odsyłam do recenzji TUTAJ

    W lutym w moim pokoju pachniało słodkim, egzotycznym zapachem przywołującym na myśl egzotyczne wakacje. Było to wosk YANKEE CANDLE o zapachu Pink Dragon Fruit. Jego recenzja znajduje się TUTAJ

    Zużyłam krem do rąk Emolient Linum marki Dermedic (recenzja TUTAJ). Muszę się pożegnać z odżywką do paznokci firmyBiogena Pharma. Nie zostało mi jej już wiele, ale zgęstniała już tak bardzo, że ciężko ją nałożyć na paznokcie.Lubiłam tą odżywkę, bo dobrze się u mnie sprawdziła. Jej recenzja pojawiła się TUTAJ.


    0 0
  • 02/28/14--09:10: Zakupy i paczka w lutym
  • W tym miesiącu kusiło mnie wiele kosmetyków z Biedronki. Jednak przez Biedronkę w mojej okolicy przeszło chyba jakieś tornado, bo wszystkie te kosmetyki, które chciałam kupić zostały wymiecione. Polowałam głównie na maskę do włosów marki Eveline i peeling enzymatyczny z Lirene. Ostatecznie opuściłam Biedronkę tylko ze zmywaczem do paznokci z BeBeauty. Spodobały mi się zmywacze z pompką i w taki się właśnie zaopatrzyłam. Kosztował ok. 5 zł.



    Maskę do włosów ARGAN + KERATIN z Eveline udało mi się kupić w Naturze i to na dodatek na promocji za ok. 19 zł. Przy okazji skusiłam się też na kilka innych promocyjnych kosmetyków, jak na przykład perfumowany peeling do ciała Miss Marine marki Perfecta przeceniony z 19,99 zł na 12,99 zł.


    Inne przecenione kosmetyki, które kupiłam to:
    - Exclusive Cosmetics SPA dla stóp (skarpetki nasączone masłem shea, miętą pieprzową i olejkiem z drzewa herbacianego) oraz SPA dla dłoni (rękawiczki nasączone kwasem hialuronowym, kolagenem i proteinami kaszmiru) przecenione na 10,99 zł z 14,49 zł;
    - KOBO bibułki matujące z pudrem za 7,99 zł zamiast 13,99 zł;
    - Dermika aktywny peeling enzymatyczny z papają i żółtą glinką do cery tłustej i mieszanej za ok. 17 zł.


    W ramach kontynuacji współpracy z BingoSpa mogłam wybrać sobie kolejne kosmetyki do testów. Tym razem postawiłam na kąpiele borowinowe, czyli wybrałam:
    -solankę borowinową z glinką marokańską i mięta;
    - solankę borowinową z maslem Shea i błotem z Morza Martwego;
    - sól borowinową z ekstraktem z ekstraktem z krwawnika.


    0 0

    Gdy byłam na stoisku, w którym dostępne są woski Yankee Candle, to ten skusił mnie swoim zapachem. Pochodzi z owocowej linii - powstał z połączenia truskawki, pomarańczy i limonki. Spodobał mi się, bo jest on bardzo egzotyczny. Jest to słodki zapach pomarańczy, przełamany cierpkością limonki. Niestety tylko tych truskawek tu nie wyczuwam. Ale mimo to jest to ciekawe połączenie zapachów. Pomyślałam sobie, że fajnie będzie go teraz użyć.


    Szkoda tylko, że w trakcie topienia go w kominku traci ten swój cytrusowy zapach. Zaczyna się wtedy robić bardzo ciężki i trudny do wytrzymania. Bardziej zaczynam w nim wtedy wyczuwać jakieś korzenne aromaty. Na ten wosk już się raczej nie skuszę, ale miłościom ciężkich, owocowych zapachów powinien się spodobać.

    Miałyście ten wosk ???
    Co sądzicie o tym zapachu ???

    0 0

    Mam akurat zapotrzebowanie na kilka kosmetyków. Pomyślałam sobie, że może by kupić je z Biochemii Urody. Już dawno nic tam nie zamawiałam.


    Tym razem zamówiłam:
    - hydrolat truskawkowy (edycja limitowana) 125 ml - 22,90 zł
    - krem łagodzący z lukrecją  26,50 zł
    - płyn micelarny do demakijażu 16,80 zł
    - serum antyoksydacyjne flavo+15EF 25,50 zł



    Wcześniej z Biochemi Urody używałam:


    0 0
  • 03/06/14--10:15: O peelingu i dwóch mydłach
  • Nie mam ostatnio weny do pisania postów. Dopadła mnie jakaś niemoc twórcza. Nie wiem czy to ta pogoda tak na mnie wpływa? Szabo, buro, ponuro i deszczowo. Chodzę jak zombie - nawet znajomych przechodzących koło mnie nie zauważam. Za napisanie tego posta zabierałam się trzy dni. Gdyby nie blog, to pewnie bym się do niczego nie zmobilizowała - tylko bym spała. A tak się złożyło, że jakiś czas temu dostałam paczkę z kilkoma kosmetykami do testów. Opisałam już większość z nich. Zostały mi trzy ostatnie:

    - BARWA peeling drobnoziarnisty do skóry z niedoskonałościami
    - BARWA mydło Barwy Harmonii wersja Green Oliwe
    - BARWA MISS mydło aloes i gliceryna




    Peeling znajduje się w opakowaniu, które ma formę dwóch saszetek. Producent podaje, aby zawartość jednej całej saszetki nałożyć na twarz, szyję i dekolt. Mi jednak wystarczyło, gdy użyłam na raz pół saszetki. Czyli w sumie miałam go na 4 użycia. Jest to peeling drobnoziarnisty. Drobinki osadzone są w żelu, co wpływa na to, że ocierają się o skórę delikatnie i nie podrażniają jej. Ale przy tym dobrze radzą sobie ze złuszczaniem martwego naskórka. Peeling ma soczyście pomarańczowy kolor i cytrusowy zapach. Fajnie było go wypróbować. Stanowił odskocznie od używania korundu.

    Pojemność: 2 x 5 ml
    Cena: ok. 4 zł
    Skład: Aqua, Polyethylene, Urea, Glycerin, Caprylic/Capric Glyceride, Sulfur, PEG-30 Castor Oil, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Propylene Glycol, Triethanolamine, Ethylhexylglycerin, Xanthan Gum, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Synthetic Wax, Citric Acid, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, Parfum, Limonene, Acid Red 18 Al Lake, CI 15985




    Mydło oliwkowe powstało w oparciu o recepturę, której tradycja sięga 1949 roku. Główne jego składniki to: ekstrakt z oliwek, masło Shea i witamina E. Mydło ma postać dużej kostki o zielonym zabarwieniu. Jest ona dość nieporęczna, dlatego lepiej mi jest ją używać, gdy przecięłam ją na pół. Pod względem zapachowym niczym specjalnym się nie wyróżnia. Ma typowo mydlany zapach. Mocno się pieni. Dobrze oczyszcza skórę, a przy tym nie podrażnia, ani nie wysusza jej. Używam go jako taką odmianę w pielęgnacji, ponieważ najczęściej do tej pory sięgałam po żele. Zdarza mi się też myć nim pędzle. Jest bardzo wydajne. Taka duża kostka na długo wystarczy. Producent podaje, że mydło nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego i nie było testowane na zwierzętach.

    Pojemność: 200g
    Cena: ok. 8 zł
    Skład: Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Aqua, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Parfum, Palm Acid, Palm Kernel Acid, Sodium Chloride, Tetrasodium EDTA, Etidronic Acid, Tocopheryl Acetate, Olea Europaea Extract, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Coumarin, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Linalool, Silica, CI 11680, CI 77499


    Mydło to zawiera ekstrakt z aloesu i glicerynę. Producent informuje, że zostało stworzone na bazie roślinnej bez barwników i składników pochodzenia zwierzęcego. Używam do mycia rąk. Ma ono formę standardowej kostki o białym kolorze. Jego zapach jest delikatny i dość przyjemny, ale też taki typowo mydlany. Dobrze się pieni. Radzi sobie z oczyszczaniem skóry.

    Pojemność: 100g
    Cena: ok. 2 zl
    Skład: Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Aqua, Parfum, Glycerin, Palm Acid, Palm Kernel Acid, Sodium Chloride, Tetrasodium EDTA, Etidronic Acid,Aloe Barbarianis Leaf Juice, Glyceryl Stearate, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Alpha-Isomelthyl Ionone.


    Używałyście któregoś z tych kosmetyków ???

    0 0
  • 03/09/14--03:16: Katy Perry - Killer Queen
  • Do tej wody perfumowanej przyciągnęła mnie buteleczka. Jej design jest bardzo ciekawy. Przypomina swym kształtem berło. Zdecydowanie wyróżnia się na półce. Jednak nigdy nie kupuję perfum kierując się tylko ładnie prezentującym się opakowaniem. Dlatego udałam się do drogerii, aby wypróbować ich tester. 


    Nuty zapachowe:
    Nuta głowy: Leśne jagody, Ciemna śliwka, Bergamotka
    Nuta serca: Czerwona aksamitna celozja, Naturalny jaśmin Sambac, Tęczowa plumeria
    Nuta Bazowa: Kaszmeran, Naturalne serce paczuli, Płynna pralinka



    Na początku zapach odstraszył mnie od tych perfum. Jest on ostry i duszący. Jak dla mnie zbyt ciężki. Nie gustuję w takich zapachach. Jednak wieczorem okazało się, że jest on bardzo trwały. Po całym dniu dalej było go czuć na skórze. Dodatkowo w między czasie stał się mniej duszący i bardziej słodki. 

    Przez kilka dni cały czas nie dawała mi spokoju ta woda perfumowana. Z jednaj jakiś składnik, który sprawia, że to trochę nie mój zapach i nie do końca mi się on podoba. Z drugiej strony przyciągające wzrok opakowanie. Szalę przeważyła nadarzająca się promocja - zamiast 102 zł, zapłaciłam 79 zł za 30 ml - i kupiłam je. 

    Zakupu nie żałuję, bo mimo wszystko perfumy te mają w sobie coś, co sprawia, że im dłużej je używam, tym bardziej je lubię. Zapach ten nadaje się na wieczorowe wyjście, a także spasował mi w okresie jesienno-zimowym.

    Znacie ten zapach ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0

    Krem ten pochodzi z linii E, która przeznaczona jest do pielęgnacji skóry suchej i bardzo suchej ze wskazaniem na skórę wrażliwą, skłonną do łuszczenia i podrażnień. Przy mojej mieszanej skórze też z powodzeniem go używam. Główne składniki w nim zawarte to olej canola, witamina E, skwalan, proteiny jedwabiu. Cieszę się, że dostałam go w paczce z kosmetykami od Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris, bo pewnie sama bym go nie kupiła. A to dlatego, że do tej pory moim sprawdzonym kremem do twarzy do stosowania w okresie jesienno-zimowym był inny krem z Pharmacerisu. Pochodził z serii A - był to multilipodowy krem odżywczy do twarzy.


    Krem znajduje się w tubce wykonanej z miękkiego plastiku. Na początku dobrze się go z niej wyciskało. Jednak teraz, gdy krem zaczyna mi się kończyć, musiałam przeciąć tą tubkę, aby wydobyć jego pozostałości. Pharmaceris ma opakowania typu air-less - szkoda, że w tym kremie nie zostało takie zastosowane. Design opakowania jest bardzo prosty. Znajdują się na nim różne informacje, jednak skład umieszczony jest tylko na kartoniku, w który zapakowany jest ten krem.


    Jest koloru białego. Ma treściwą, gęstą i tłustą konsystencje, ale nie jest to krem bardzo ciężki. Dobrze się go rozprowadza po skórze, dość szybko się też wchłania. Nie pozostawia lepkiej warstwy. Jest to mój ulubieniec zimowy. Trochę dziwnie mi się teraz o tym pisze, gdy zrobiło się tak ładnie i ciepło. Jednak zima w tym roku przecież była, a ja w tym okresie nie miałam problemu z suchymi skórkami na twarzy. Krem ten dostarcza mojej skórze odpowiedni poziom nawilżenia. Dzięki czemu jest ona miękka i elastyczna. Jest też bardzo wydajny. Wystarczy użyć jego niewielką ilość. Ja stosuję go od grudnia i po rozcięciu opakowania okazuje się, że powinien mi jeszcze na trochę wystarczyć. 

    Pojemność: 50 ml

    Cena: ok 36 zł

    Skład: Aqua, Decyl Oleate, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Cetearyl Ethylhexanoate, Cyclopentasiloxane, Canola (Canola) Oil, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Squalane, Cyclohexasiloxane, Polyglyceryl-4 Isostearate, Magnesium Sulfate, Hydrogenated Castor Oil, Panthenol, Polysilicone-11, Propylene Glycol, Allantoin, Isohexadecane, Sodium Lauroyl Lactylate, Hydrolyzed Silk, Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Glycyrrhetinic Acid, Polysorbate 20, Ethylhexylglycerin, Polysorbate 80, Ceramide 3, Cholesterol, Ceramide 6-II, Phytosphingosine, Xanthan Gum, Carbomer, Ceramide 1, Methylparaben, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide, Propylparaben, Parfum.


    Używałyście ten krem  ??
    A może miałyście jego wersję na dzień ??

    0 0

    Wszystko zaczęło się od tego, że jakiś czas temu dostałam próbki tego kremu. Ich działanie spodobało mi się na tyle, że postanowiłam zakupić pełnowymiarową wersję. Ma ona postać aluminiowej, zakręcanej na korek tubki. Tubka ta jest nieco twarda, przez co ciężko wydobywa mi się z niej krem. Znajduje się na niej etykietka z informacjami o kremie, która jest zrobiona z szarego papieru. Tubka ta za to jest bardzo trwała. Noszę ją w kosmetyczce w torebce i jak do tej pory opakowanie nie uległo uszkodzeniu.


    Jeśli chodzi o krem, to jest bardzo gęsty. Rozsmarowuje się troszkę topornie. Pomaga tu to, że staje się miększy pod wpływem ciepła dłoni. Mimo bardzo treściwej konsystencji nie wchłania się długo. Na skórze przez pewien czas utrzymuje się delikatny film, ale dość szybko zanika i nie jest on jakiś nieprzyjemny. Krem nie klei rąk, dlatego można go z powodzeniem używać w pracy, np. przy papierkowej robocie. Świetnie się sprawdza zimą. Pozostawia skórę odpowiednio nawilżoną i odżywioną. Uważam go za wydajny. Jest to aktualnie jedyny krem do rąk, który posiadam, dlatego kremuję nim dłonie dość często. Używam go od stycznia, a to co mi jeszcze pozostało szacuje, że powinno mi wystarczyć do końca marca.


    Krem ten występuje w kilku wariantach zapachowych: Trawa Cytrynowa, Passiflora, Pomarańcza, Porzeczka, Wanilia, Zielona Herbata. Ja mam teraz wersję zielona herbata. Bardzo mi się podoba ten zapach, ponieważ jest świeży i bardzo przyjemny dla nosa. Nie czuć w nim żadnych chemicznych zapaszków. Gdy kupowałam ten krem, to zastanawiałam się też nad pomarańczowym, bo też mi się spodobał. Ładny jest też zapach passiflora.


    Pojemność: 70 ml

    Cena: 22 zł

    Dostępność: trzeba go szukać w sklepie internetowym lub na stoikach marki.

    Skład: Aqua, Shea Butter, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Glycerin, Avocado Oil, Urea, Parfum, D-panthenol, Acrylamide/Sodium Acrylate Copolymer, Trideceth-6, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Phenoxyethanol, Polyaminopropyl Biguanide, Ethylexylglycerin, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Geraniol.

    Używałyście tego kremu ???

    0 0

    Jestem wielką fanką wszelkich dodatków do kąpieli. Takie umilacze są mi potrzebne zwłaszcza wieczorem po długim, ciężkim dniu. Dlatego dzięki kontynuacji współpracy z marką BingoSpa, zdecydowałam się wypróbować solanki borowinowe. Jest do wyboru kilka wersji. Ja wybrałam dwie: 
    - z masłem Shea i błotem z Morza Martwego oraz
    - z glinka marokańską i miętą.


    Producent podaje, że:
    Borowina jest masą organiczną powstałą z roślin na skutek procesów humifikacji (próchnienia) pod wpływem bakterii tlenowych i beztlenowych w środowisku obfitującym w wodę. Borowina nie tylko leczy, ale również wspaniale pielęgnuje skórę. Przeciwdziała przedwczesnemu starzeniu się skóry i zapewnia zachowanie pięknego wyglądu na długie lata. Poprawia jędrność skóry, która staje się napięta i gładka.


    Solanki znajdują się w dość sporym, plastikowym słoiczku. Zakręcany jest on nakrętką, a w środku dodatkowo zabezpieczony plastikową nakładką. Mimo, że posiadane przeze mnie solanki mają inne dodatkowe składniki, to są takiego samego koloru. Mają postać proszku o pomarańczowym zabarwieniu. Różnią się zapachem. Solanka z masłem Shea i błotem z Morza Martwego ma delikatny, nieco błotny zapach. Mimo tej swojej błotnistości nie jest on brzydki. Solanka z glinką i miętą ma mocny, mentolowy aromat. Rozpuszczone w wodzie barwią ją na nieco pomarańczowawy kolor, ich zapach jest też wtedy odczuwalny. Kryształki nie rozpuszczają się same - trzeba im pomóc i wymieszać je z wodą. Wtedy rozpuszczają sie całkowicie. Nie tworzą piany.


    Stosowanie:
    • Do kąpieli solankowych: do wanny wsypać 2 płaskie nakrętki solanki BingoSpa. Zaleca się 2-3 kąpiele w tygodniu.
    • Do masażu: w naczyniu wymieszać solankę BingoSpa z wodą i oliwą z oliwek, aby uzyskać konsystencję rzadkiej pasty. Nałożyć na ciało i delikatnie masować. Po skończeniu spłukać wodą.
    • Do kąpieli stóp: do naczynia z wodą wsypać 1 nakrętkę solanki BingoSpa, dokładnie wymieszać, moczyć stopy przez co najmniej 15 minut, po skończeniu osuszyć.

    Trochę nie pasuje mi to, że producent zaleca wsypać dwie nakrętki solanki na jedną kąpiel. Ja jednak wsypuję jedną. Za szybko by mi się one skończyły. Taka solanka ma 600g pojemności, co wystarczy na 7-8 nakrętek. Poza tym jak nasypię solanki aż tak dużo, to nie rozpuszcza się do końca, tylko zostaje z niej pomarańczowy osad, który unosi się na wodzie.

    Działanie:
     
    Z działania solanek jestem bardzo zadowolona. Właściwie to nie spodziewałam się po nich niczego specjalnego. Myślałam, że to pewnie taki kolejny dodatek do kąpieli, który jedynie nada kolor wodzie i ewentualnie jakiś zapach w łazience podczas kąpieli, a obietnice producenta są na wyrost. Okazuje się jednak, że odkąd je używam pierwszy raz w życiu wiem, co to znaczy wyjść z kąpieli i czuć się świeżo. Do tej pory, gdy widziałam opis na jakimś żelu czy mydle, który mówił, że dany produkt odświeża to myślałam, że tu chodzi o to, że skoro jestem czysta to znaczy, że mam się czuć świeżo. Jednak to nie to. Po kąpieli w tych solankach czuję się tak świeżo i tak lekko jakbym miała zaraz odlecieć. To jest niesamowite. Nie zdarzyło mi się, abym wyszła z takiej kąpieli i miała przesuszoną czy podrażnioną skórę. Jest wręcz na odwrót, a dodatkowo czuję się bardzo odprężona. Solanki borowinowe spodobały mi się na tyle, że zapewne zaopatrzę się jeszcze w kolejne.

    Pojemność: 600g

    Cena: 14 zł


    Skład
    • solanka borowinowa z masłem Shea i błotem z Morza Martwego:
    Sodium Chloride, Sodium Hydrogen Carbonate, Fertilizer Urea, Magnesium Sulfate, Bog Moss Extract (ekstrakt z torfu), Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Dead Sea Mud Water, Alcohol, Lawender Extract, CI 20285, Magnessium Stearate.
    • solanka borowinowa z glinka marokańską i miętą:
    Sodium Chloride, Sodium Hydrogen Carbonate, Fertilizer Urea, Magnesium Sulfate, Bog Moss Extract (ekstrakt z torfu), Alcohol Denat., Menthol, Moroccan Lava Clay (glinka Ghassoul), CI 20285.


    Próbowałyście już kąpieli solankowych ???

    0 0

    W ostatniej paczce z kosmetykami od Pań Erisek znalazły się takie oto dwa kosmetyki do kąpieli: migdałowe mleczko i miodowy nektar. Nazwy mają bardzo ciekawe, ale zaklasyfikować je można po prostu jako żele do mycia ciała. Znajdują się w charakterystycznych dla tej marki butelkach. Podoba mi się ich żółciutki kolor - będą rzucać się w oczy na sklepowej czy też łazienkowej półce. 


    Pod względem zapachowym są podobne. Oba mają charakterystyczne mleczno-słodkie tony. Różni je to, że w miodowym nektarze wyczuwam pomarańczowy aromat, a w migdałowym mleczku ciężko jest określić do czego podobny jest ten zapach. Czasem wydaje mi się, że jest jakby kokosowy. Właściwie to nie wiem skąd wzięło się w nazwie słowo "migdałowe", ponieważ poza obrazkiem migdałów na etykiecie, to w składzie nie ma nic migdałowego. Gdybym miała wybierać, który zapach bardziej mi się podoba, to zdecydowanie wybrałabym miodowy nektar. Jego zapach jest mocniejszy i bardziej wyczuwalny. Jednak oba nie są na tyle mocne, aby unosiły się po całej łazience. Nie utrzymują się też na skórze.


    Żele te mają ciekawą konsystencje - są kremowe. To tak jakby się myć mleczkiem, tylko takim nieco rozwodnionym. Pienią się tak średnio, ale mi to nie przeszkadza. Lepszą pianę można uzyskać używając do mycia gąbki. Są bardzo wydajne. Nie dość, że nie trzeba używać ich wiele na raz, to na dodatek znajdują się w dość sporych opakowaniach.


    Jeśli chodzi o ich działanie, to oczyszczają skórę, a przy okazji nie wysuszają jej. Podoba mi się to, ponieważ po kąpieli skóra nie jest ściągnięta i nie woła, aby od razu posmarować się balsamem. Szkoda tylko, że zapach (parfum) znajduje się tak wysoko w składzie, a ekstrakty za nim. Jest ich w kosmetyku przez to mało i nie mają szansy zadziałać.

    Pojemność: 400 ml

    Cena: ok. 13 zł

    Skład:

    • migdałowe mleczko:
    Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Disodium Lauryl Sulphosuccinate, Sodium Cocoyl Isethionate (sól sodowa kwasów tłuszczowych pochodzących z oleju kokosowego), Corn (Zea Mays) Starch (skrobia kukurydziana), Cetearyl Alcohol, Lauramidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Cocamide DEA, Parfum, Glycerin, Hydrogenated Castor Oil, Olea Europaea Extract,Cocos Nucifera Extract, PEG-150 Pentaerylthirtyl Tetrastearate, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Xanthan Gum, Citric Acid, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Titanium Dioxide, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.

    • miodowy nektar:
    Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Disodium Lauryl Sulphosuccinate, Sodium Cocoyl Isethionate (sól sodowa kwasów tłuszczowych pochodzących z oleju kokosowego), Corn (Zea Mays) Starch (skrobia kukurydziana), Cetearyl Alcohol, Lauramidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Cocamide DEA, Parfum, Glycerin, Hydrogenated Castor Oil, Olea Europaea Extract, Hydrolyzed Getatin and Mel, PEG-150 Pentaerylthirtyl Tetrastearate, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Xanthan Gum, Citric Acid, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Titanium Dioxide, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citral, Cinnamyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Limonene,CI 15985, CI 19140.


    Miałyście może któryś z tych żeli do mycia ciała ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0

    Od pewnego czasu stwierdziłam, że potrzeba mi jeszcze kilku pędzli do makijażu oczu. Po wielu namysłach i rozważaniach kupiłam zestaw marki Zoeva. Czytałam recenzje, że są dobre jakościowo i praca nimi jest bardzo fajna. Postanowiłam więc je wypróbować, bo dobrych pędzli nigdy za dużo.



    Pędzle zostały wykonane z włókniny syntetycznej, włosia kozy, kuca pony lub mieszanek. Trzonki mają drewniane. Są nieco krótsze niż posiadane przeze mnie pędzle, co mi bardzo pasuje.


    W skład zestawu wchodzą:

    - Concealer Buffer 142 - Pędzel do nakładania korektora. Miękkie i delikatne włosie, nie podrażnia skóry i może być stosowane w okolicach oczu. Z powodzeniem może być używany do nakładania cieni na górną i dolną powiekę. Długość rączki 14,5 cm, włosia 1,5 cm, średnica 1,4 cm. (TAKLON)

    - Luxe Defined Crease 224 - Pędzel pomaga rozetrzeć cień w zagięciach powiek, jak i kącikach oka. Odpowiednia długość i kształt, pozwala na wykonanie precyzyjnego makijażu oka. Doskonale wspomaga tworzenie makijażu typu Smoky Eye. Długość rączki 14,6 cm, włosia 1,7 cm. (WŁOSIE NATURALNE I SYNTETYCZNE)

    - Smudger 226 - Pędzel przeznaczony jest do wykonywania makijażu typu „Smokey Eye”. Owalny, spłaszczony pędzelek o delikatnym, miękkim włosiu służy do rozprowadzania i rozcierania cieni. Długość rączki 16 cm, włosia 0,8 cm. (TAKLON)

    - Luxe Soft Definer 227 - Pędzel przeznaczony jest do rozcierania i mieszania zarówno cieni, jak i pigmentów. Odpowiednia długość i kształt pędzla, pozwala na wykonanie precyzyjnego makijażu oka. Doskonała miękkość i elastyczna włosia sprawia, że nie podrażnia ono delikatnej skóry powiek. Długość rączki 14,5 cm, włosia 1,2 cm. (WŁOSIE KOZY)

    - Crease 228 - Pędzel przeznaczony jest do wykonywania makijażu oka. Umożliwi roztarcie, mieszanie, łączenie ze sobą kolorów, jak i aplikację cieni w załamaniach. Bardzo miękkie włosie ułożono w okrągłej skuwce i przycięto na kształt wydłużonej kulki. Długość rączki 14,5 cm, włosia 1,8 cm, średnica włosia 0,8 cm. (KOZA)

    - Luxe Pencil 230 - Pędzel do cieniowania, aplikowania i mieszania cieni. Doskonale wspomaga tworzenie makijażu typu „Smokey Eye”. Długość rączki 15,5 cm, włosia 0,9 cm, średnica włosia 0,5 cm. (WŁOSIE KUCA PONY)

    - Petit Crease 231 - Pędzel do cieniowania. Długość rączki 14,5 cm, włosia 1,5 cm, średnica włosia 0,7 cm. (WŁOSIE KOZY)

    - Luxe Smoky Shader 234 - Pędzel przeznaczony jest do wykonywania makijażu typu „Smokey Eye”. Owalny, spłaszczony pędzelek o delikatnym, miękkim włosiu służy do rozprowadzania i rozcierania cieni. Długość rączki 14,3 cm, włosia 1 cm. (WŁOSIE KOZY)

    - Detail Shader 237 - Pędzel przeznaczony jest do aplikacji cieni. Niewielkie wymiary i mocno zbite włosie umożliwiają wykonanie profesjonalnego makijażu. Główka pędzla o lekko okrojonym kształcie został umieszczona w spłaszczonej skuwce. Długość rączki 15,3 cm, włosia 0,7 cm. (KOZA)

    - Fine Liner 315 - Pędzel przeznaczony jest do malowania kreski na powiece. Odpowiedni kształt umożliwia stworzenie linii o różnej długości i grubości. Główka została wykonana z miękkich i elastycznych włókien syntetycznych. Długość rączki 15,7 cm, włosia 0,5 cm, średnica 0,2. (NYLON)

    - Wing Liner 317 - Pędzel przeznaczony jest do nakładania eyelinera w żelu i kremie. Skośnie ścięta główka umożliwia wykonanie kreski o różnej długości, grubości i szerokości. Długość rączki 15,3 cm, włosia 0,4 cm - 0,8 cm. (NYLON)

    - Brow Line 322 - Pędzel do brwi. Umożliwia wykonanie zewnętrznej linii, jak również aplikację cieni. Długość rączki 16 cm, włosia 0,3 - 0,6 cm. (TAKLON)


    Dodatkowo do zestawu pędzli dołączona jest kosmetyczka. Jest to mój świeżutki zakup, który wczoraj do mnie dotarł. Ciekawa jestem jak mi się będzie je użytkowało.

    A Wy miałyście już pędzle tej firmy ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0
  • 03/23/14--01:08: Zakładka wymiankowa powraca
  • Zrobiło się tak wiosennie i ładnie. Jakoś tak naszło mnie wczoraj na porządki. Zaczęłam od ubrań, skończyłam na kosmetykach. Przydały mi się bardzo organizery z Biedronki, które niedawno kupiłam. Dzięki nim uporządkowałam moją kolorówkę. Przy okazji znalazło się kilka kosmetyków, które mało używam, a może się jeszcze komuś przydadzą. 

    Dlatego zapraszam do zakładki  

     WYMIENIĘ / SPRZEDAM

    0 0
  • 03/24/14--09:59: Organizer z Biedronki
  • Za organizerami na kosmetyki zaczęłam rozglądać się już od pewnego czasu. Te, na które trafiałam przeważnie były za duże, albo za małe, albo za drogie. Nigdy bym nie przypuszczała, że takie organizery będą dostępne w Biedronce. Dlatego jak tylko dowiedziałam się, że można je kupić, to od razu postanowiłam się w nie zaopatrzyć. Jednak po dotarciu na miejsce okazało się, że zostały 4 ostatnie sztuki. Na szczęście był wśród nich ten, na którym mi najbardziej zależało.


    Potrzebny był mi ten wyposażony w 16 przegródek, w tym 12 ułożonych kaskadowo. Kosztował 9,90 zł. Umieściłam w nim wszystkie moje błyszczyki i szminki. Wreszcie bez problemu mogę znaleźć tą, którą mi akurat potrzeba. Przy okazji zmieściły się tam też cienie do powiek.



    Rozmiarem pasuje w sam raz do pudełka, w którym trzymam swoją kolorówkę. Tak się składa, że pudełko to mam też z Biedronki. Kupiłam je już jakiś czas temu. Niestety do tej pory panował tu bałagan. Kosmetyki leżały na kupkach. Aby znaleźć ten, który akurat potrzebowałam musiałam trochę poszperać w tym pudełku, robiąc przy okazji jeszcze większy bałagan. Teraz panuje tutaj porządek.


    Od pewnego czasu staram się nie kupować dodatkowej kolorówki. Skupiam się na zużywaniu tego co mam. Kupuję, to co mi potrzeba. Dzięki temu znacznie ograniczyłam jej ilość. Aktualnie cała moja kolorówka mieści się w pudełku o rozmiarach 26 cm x 35cm. Jest to ilość wystarczająca jak na moje potrzeby.


    Uważacie, że to dużo kosmetyków czy mało ???
    Jak Wy przechowujecie swoją kolorówkę ???

    0 0

    Jako posiadaczka cery mieszanej potrzebuję w ciągu dnia nieco zebrać z niej nadmiar sebum. W tym celu korzystam z bibułek matujących. Opisywałam już jak sprawdziły się u mnie bibułki z Wibo oraz Beauty Formulas (TUTAJ). Ostatnio zaczęłam używać jeszcze innej firmy - z KOBO. Skusiłam się na nie, ponieważ były na promocji, a dodatkowo są to bibułki z pudrem, a takich jeszcze nie miałam. 

     
    Znajdują się w opakowaniu typowym jak dla bibułek matujących. Jest to mały, prostokątny kartonik. Niby prezentuje się on ładnie, mieści się do kosmetyczki i nie zajmuje dużo miejsca. Jednak mam problem z jego zamykaniem i otwieraniem przez niedopracowaną wypustkę. Przez to muszę nieraz mocniej szarpnąć, a w związku z czym opakowanie to podarło mi się w kilku miejscach. Kolejny problem to otwór, którym wyciąga się bibułki. Jest on trochę za wąski, przez co bibułki wychodzą pogięte. Czasem nawet zdarza mi się wyjąć ich kilka na raz.
     


    Bibułki mają kształt prostokąta. Są dość grube w porównaniu na przykład z tymi z Wibo. Dzięki czemu jedna wystarczy mi na zmatowienie całej twarzy. Pod tym względem są bardziej wydajne. Do pudru zawartego w tych bibułkach mam mocno ambiwalentny stosunek. Z jednaj strony jest to bardzo fajne rozwiązanie, ponieważ bibułka nie tylko zbiera nadmiar sebum, ale również przypudrowuje twarz. Nie należy nimi pocierać twarzy, tylko przykładać je do skóry. Takie rozwiązanie nie niszczy makijażu. Nie trzeba już nosić ze sobą dodatkowo pudru w torebce. Poza tym tak się złożyło, że puder nie odcina mi się kolorem od skóry. Ładnie się dopasowuje. Jednak osoby z ciemniejszą karnacją mogą mieć z nim problem, ponieważ nie jest on transparentny, tylko bardzo jasny.

    Nie podoba mi się natomiast to, że podczas wyciągania bibułki z opakowania unosi się wielka chmura pudru w koło. Osiada na opakowaniu i na mnie. Kończąc zbieranie sebum idę umyć ręce i otrzepać ubranie. Nie lubię tego. Poza tym opakowanie robi się całe ubrudzone odciśniętymi palcami.


    Podsumowując: bibułki te zbierają wiele pozytywnych recenzji. Jednak mi nie do końca one pasują. Ich działanie nie jest złe, bo zbierają nadmiar sebum. Jednak od ich używania odrzuca mnie ta ilość pudru w nich zawarta.

    Pojemność: 50 sztuk

    Cena: ok. 14 zł (ja kupiłam je na promocji za 7,99 zł)

    Skład: Talc, Titanium Dioxide, Kaolin, Iron Oxide.

    Miałyście te bibułki matujące ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0
  • 03/29/14--11:43: LIRENE Glam&Matt
  • Fluid rozświetlająco-matujący bardzo mnie zaciekawił. Zaintrygowało mnie jak uda się połączyć to podwójne działanie. Dlatego kupiłam go niedługo po tym jak stał się dostępny w sklepach, czyli jeszcze w październiku.


    Jak na drogeryjny podkład, to znajduje się on w ślicznie prezentującym się opakowaniu. Wygląda dzięki temu na bardziej ekskluzywny. Buteleczka zaopatrzona jest w pompkę, która dobrze działa. Nie miałam z nią jak dotąd żadnych problemów. No może jedynie zrobić zdjęcia temu podkładowi było ciężko przez to, że w tej srebrzystości pompki wszystko się odbija jak w lustrze.



    Fluid ten ma bardzo lekką konsystencje. Bez problemu się go aplikuje. Nie robi smug bez względu na to czy nakładam go placami czy pędzlem. Pod względem krycia zaliczyłabym go do podkładów średniokryjących, ponieważ ładnie wyrównuje koloryt skóry i zakrywa mniejsze niedoskonałości. Na te większe trzeba użyć już korektora. Nie podkreśla suchych skórek.Zapach ma taki nawet dość neutralny, może nieco lekko kwiatowy.



    Wybrałam odcień numer 01. Jest on najjaśniejszy z gamy dostępnych kolorów. Dla mnie jednak okazuje się być trochę za ciemny. Przypasował by mi bardziej latem, gdy słońce przyciemni moją bladolicość. Niestety, ale muszę zarzucić mu też to, że z czasem ciemnieje nieco na skórze. Może osoby o ciemniejszej karnacji tego nie zauważą, ale u mnie to od razu rzuca się to w oczy.


    Ciężko mi było sobie wyobrazić jak można połączyć efekt matu i rozświetlenia. Są to przecież dwa przeciwstawne efekty. Niestety producentowi nie udało się osiągnąć matu. Ja uważam ten podkład za typowo rozświetlający. Zaraz po nałożeniu na twarz dobrze to wygląda. Podkład daje taki zdrowy blask. Niestety z czasem zmienia się to w efekt zbyt dużego przetłuszczenia i żadne zmatowienie bibułkami czy pudrem nie poprawia tego stanu na lepszy. Trzeba byłoby zmyć ten fluid i nałożyć od nowa. Dlatego na dłuższe wyjścia się u mnie nie nadaje. Czuję, że moja skóra się pod nim męczy. Miałam do niego powrócić latem, ale stwierdziłam, że nie będę nim katować skóry. Wiele osób poleca ten fluid do cery suchej. Taką właśnie ma moja mama i jej lepiej przypadł do gustu, dlatego postanowiłam jej go oddać.

    Pojemność: 30 ml

    Cena: ok. 40 zł (ja kupiłam go na promocji za 29,99 zł)

    Używałyście ten fluid ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0
  • 03/30/14--08:55: Zużycia marcowe
  • Od stycznia zabrałam się za zużywanie kosmetyków, których resztki plątały mi się na półkach. Wykończyłam ich dość sporo. Zastąpiłam je nowymi. Dlatego nie spodziewałam się, że w tym miesiącu uda mi skompletować jakieś zużycia. Okazało się jednak, że trochę mi się ich nazbierało. Na sam początek pójdzie piątka kosmetyków, która świetnie się u mnie sprawdziła i zapewne powrócę do nich jeszcze.


    1. BIOCHEMIA URODY masło Shea - cenię je za świetne działanie i ogromną wydajność. Jego pełna recenzja znajduje się TUTAJ.

    2. BINGOSPA olej z kiełków pszenicy - sprawdził się u mnie świetnie. Mimo że miałam małą buteleczkę, bo pojemności 30 ml, to na długo mi wystarczył. Pisałam o nim TUTAJ.

    3. THE SECRET SOAP STORE krem do rąk 20%masła shea - bardzo go polubiłam. Pewnie jeszcze go kupię, ale na razie mam zamiar wypróbować krem do rąk z Isany. Moje ochy i achy o tym kremie opisałam TUTAJ.

    4. PHARMACERIS emolientowy krem odżywczy do twarzy na noc - jest to moje tegoroczne odkrycie w zimowej pielęgnacji twarzy. Więcej pisałam o nim TUTAJ.

    5. SYNESIS - szampon ziołowy - jeden z lepszych szamponów jakie używałam. Dobrze sprawdził się na moich włosach. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.




     Następnie kosmyki dobre, ale nie do końca mi spasowały.

    6. NEUTROGENA nawilżające chusteczki do oczyszczania twarzy - chusteczki jak chusteczki. Działały, ale niczym szczególnym się nie wyróżniały. Dlatego nie pisałam ich recenzji. Używałam ich do oczyszczania twarzy głownie na wyjazdach. W domu sięgałam po nie rzadko.

    7. WIBO bibułki matujące - pisałam o nich TUTAJ.

    8. MARION 60 sekundowa maseczka z olejkiem arganowym - producent przeznacza ją na dwie aplikacje, mi jednak wystarczyła na cztery. Niby coś tam działa, ale nie na tyle dobrze, abym chciała ją jeszcze kupić.

    9.e.l.f. płynny eyeliner - właściwie to byłam z niego zadowolona. Jego recenzja dostępna jest TUTAJ.

    10. KATY PERRY Killer Queen - genialny flakonik skrywający zapach, do którego musiałam się przyzwyczaić. Więcej pisałam o nich TUTAJ.


    0 0
  • 03/31/14--08:28: Zakupy z marca
  • Skończył mi się krem do rąk, dlatego kupiłam nowy. Tym razem postanowiłam wypróbować krem z Isany 5% Urea. Czytałam na jego temat wiele pozytywnych recenzji. Dodatkowo jest on o wiele tańszy niż krem z TSSS. Kosztował 5,49 zł. 

    Za niedługo skończy mi się też płyn micelarny, więc kupiłam już kolejny na zapas. Powróciłam znów do Tołpy. Tym razem wybrałam płyn micelarny do mycia twarzy i oczu skóra wrażliwa i bardzo wrażliwa, za 16,99 zł.

    Z kosmetyków, które mnie zaciekawiły i zachciałam je wypróbować to kupiłam:
    - korektor kryjąco-rozświetlajacy Art Scenic z Eveline za 12,60 zł;
    - bazę pod cienie z Lumene. Chcę ją porównać jak wypadnie na tle bazy z Artdeco. Skusiłam się na nią też ze wglądu na to, że była przeceniona z 29,50 zł na 21,99 zł.
    - miniaturę szamponu do włosów zniszczonych TONI&GUY za 5,39 zł.



    To, że kupiłam organizery z Biedronki to już wiecie, bo pokazywałam nawet na blogu jak wykorzystałam jeden z nich (klik). Każdy kosztował 9,90 zł


    A jak tam Wasze zakupy w tym miesiącu ???

older | 1 | .... | 12 | 13 | (Page 14) | 15 | 16 | .... | 31 | newer