Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Showcase


Channel Catalog


Channel Description:

Witajcie w moim kosmetycznym świecie !!! Mam nadzieje, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie :))

older | 1 | .... | 15 | 16 | (Page 17) | 18 | 19 | .... | 31 | newer

    0 0
  • 07/05/14--01:52: Dziś jestem na ...
  • ... wakacyjnym spotkaniu blogerek z Podkarpacia w Rzeszowie.
    Fajnie, że Kasia (Malowana Słońcem) postanowiła takie spotkanie zorganizować.
    Już nie mogę się doczekać :))



    0 0

    Czyli dziś będzie mowa o dezodorantach z kryształu marki Alva. Najpierw miałam wersję z atomizerem, jednak źle mi się jej używało. Gdy tamten dezodorant mi się skończył następny wzięłam już w formie roll-on. Skusiłam się na produkt, który posiada kryształy składające się z ałunów, ponieważ byłam ciekawa jak będzie działał dezodorant, który nie zawiera substancji konserwujących, syntetycznych substancji zapachowych, czy związków chloru. Zaciekawił mnie również dlatego, że jest to produkt naturalny i organiczny, a także posiada certyfikat Ecocert.


    Wybrałam wersję Intensiv, która ma pojemność 50 ml i kosztuje 29,90 zł. Gdy go zamawiałam, to mąż też zechciał, aby mu taki dezodorant kupić. Zaskoczył mnie tym bardzo. Oczywiście było to pozytywne zaskoczenie. Zamówiłam mu wersję dla mężczyzn, która ma pojemność 50 ml i kosztuje 31,90 zł. Oba kupiłam w sklepie internetowym Skarbiec Natury. Jesteśmy zadowoleni ze swoich dezodorantów, dlatego pomyślałam, że przy okazji pisania o moich kosmetycznych skarbach w tej kategorii, wspomnę też nieco o tym co polubił mój mąż. Na początku wspomnę może jeszcze, że oboje z mężem nie mamy problemów z nadmiernym poceniem, dlatego skuteczny jest w naszym przypadku dezodorant. Nie potrzebujemy aż tak bardzo używać antyperspirantów.


    Informacje od producenta:
    Minerały zawarte w dezodorancie chronią ciało przed przykrym zapachem. Dezodorant zapewnia perfekcyjną ochronę i delikatne działanie na skórę. Znakomite dopasowanie do skóry, długie działanie oraz wysoka skuteczność pozwalają zakwalifikować ten dezodorant do absolutnych faworytów. Zawarte w dezodorancie kryształy składają się z ałunów - tak zwanych soli aluminiowych. Ałuny tego rodzaju znajdują zastosowanie nawet w medycynie. Polecany do wszystkich rodzajów skóry.


    Oba dezodoranty mają konsystencje płynną, która sprawia wrażenie mętnego płynu. Mój jest bezzapachowy, co mi osobiście pasuje, bo dzięki temu "nie gryzie" się z perfumami. Dezodorant mojego męża ma taki typowo męski zapach. Ale nie jest on mocny i nachalny. Podoba nam się w tych dezodorantach to, że są bardzo delikatne - nie podrażniają skóry, nie powodują pieczenia (nawet jak mój używam na skórę świeżo po depilacji). Świetnie neutralizują zapach potu, a ich działanie jest długotrwałe. Dodatkowo nie brudzą ubrań. Za to uwielbiam je najbardziej, bo miałam już wiele dezodorantów, które zostawiały okropne ślady na tkaninach, a co gorsza nie dało się ich sprać przez co niszczyły ubrania. Kolejny ich plus to wydajność - powinny wystarczyć na około rok użytkowania. Dobre w nich też jest to, że nie są pozaklejane etykietami dookoła. W jednym miejscu postawiona jest szpara, przez która widać ile dezodorantu jeszcze zostało.


    Używałyście dezodorantów na bazie ałunu ???
    Jak się u Was sprawdziły ???

    0 0

    Jak już wiecie 5 lipca byłam na spotkaniu blogerek w Rzeszowie. Miało ono miejsce w restauracji "Konfitura". Mieści się ona na ulicy Słowackiego. Niby jest to w centrum, niby wiele razy tamtędy przechodziłam, ale nie zwróciłam uwagi, że tam taka restauracja jest. Dzięki temu spotkaniu odkryłam nowe miejsce na mapie Rzeszowa. Wystrój restauracji jest bardzo ładny, ciekawie pomyślany i bardzo klimatyczny. Karta zawiera interesujące napoje, jak na przykład z arbuza. Ja skusiłam się jednak na koktajl truskawkowy.


    Organizatorką spotkania była Kasia z bloga Malowana Słońcem. Wszystko świetnie przygotowała. Na godzinę 14 powoli schodziły się uczestniczki, a w między czasie przeglądałyśmy menu i rozmawiałyśmy na różne tematy.


    Na spotkaniu miałyśmy kilku gości. Najpierw Pani Regina - przedstawicielka marki Ziaja, która to marka jest znana zapewne każdemu. Porozmawiałyśmy z nią o firmie i o ulubionych kosmetykach marki. Pani Regina opowiadała nam dodatkowo jeszcze o analizie kolorystycznej. A następnie przedstawiła nowości, które dostałyśmy do przetestowania. Był tam m.in. krem BB, który zaczęłam już nawet używać.

    Potem zjawili się dwaj panowie, którzy stworzyli nową markę kosmetyczną na rynku. Opowiadali jak zrodził się pomysł, do jej powstania - otóż na ćwiczeniach w laboratorium. Firma funkcjonuje od  marca tego roku. Nosi nazwę Proastiq. Jest to firma z podkarpacia (a dokładnie z Sokołowa Małopolskiego) produkująca dermokosmetyki dla skóry zmęczonej i zestresowanej, których głównym składnikiem jest Astaksantyna. To najsilniejszy znany nauce antyoksydant wystepujący w naturze, produkowany przez algi. Aktualnie w sprzedaży mają krem na dzień i na noc. Trwają prace nad kremem pod oczy. Mi się do testów trafił krem do twarzy na dzień. Jestem bardzo ciekawa efektów jego działania.


    Na koniec gość specjalny, czyli właścicielka i założycielka szkoły wizażu i stylizacji "Maguillage Art" - Aleksandra Bożek. Opowiedziała nam o swoim autorskim programie, o zajęciach w szkole i o analizie kolorystycznej. Niestety nie zrobiłam żadnych zdjęć z tej częsci spotkania.

    Ze spotkania wyszłam bogatsza o nowe informacje. Nie tylko te od firm kosmetycznych, ale też od dziewczyn, bo polecałyśmy sobie różne kosmetyki. Szkoda, że nie zrobiłam więcej zdjęć. Pisząc tego posta posiłkowałam się kilkoma zdjęciami od Eli z bloga "Młoda mama w świecie mody".
    Na spotkaniu bawiłam się świetnie i mam nadzieję, że będą jeszcze kolejne takie spotkania. Upominki otrzymane na spotkaniu pokażę Wam w następnym poście.

    0 0

    Gentle Day oraz Always 
    (razem na zdjęciu, bo to ten sam rodzaj produktów)


     Coloris
    (nieznana mi marka, dlatego fajnie będzie wypróbować) 


    Femi
    (miałam możliwość już kilka produktów Femi używać, dlatego chętnie wypróbuję i ten)


    Forte Sweden
    (kosmetyki do mycia też się przydadzą)


    Proastiq
    (nowa firma na rynku - dostałam do przetestowania krem do twarzy na dzień)


    Douglas - zaproszenie


    Pilomax
    (kilka produktów do pielęgnacji włosów)


    Cosmetic-Service
    (szukam informacji co to może być. Przypuszczam, że to mydło w kształcie babeczki)


    Allepaznokcie
    (coś dla paznokci też się znalazło)


     Ziaja
    (kremy BB i CC, a także wiele próbek)


    Mary Kay
    (bon upominkowy i próbki)


    0 0

    Już sporo osób przedstawiło swoje ulubione zapachy. Dziś dołączam do nich i ja :))


    Moja kolekcja jest skromna. Nie znam jeszcze wielu zapachów, ale mimo to mam kilka ulubionych. Prefuję zapachy świeże, kwiatowe. W tą kategorię świetnie wpisuje się woda perfumowana DKNY Be Delicious. Uwielbiam ją od pierwszego powąchania. Najbardziej mi pasuje na wiosnę i lato. Jest to zapach przyjemy dla nosa, nie duszący i nienachalny. Dodatkowo buteleczka, w której jest on zamknięty prezentuje się bardzo ładnie. 

    Nuta głowy: magnolia, ogórek, grapefruit
    Nuta serca: zielone jabłko, tuberoza, róża, fiołek, konwalia
    Nuta bazowa: ambra, aromatyczne drzewa


    Inny zapach, do którego uwielbiam powracać latem to Elizabeth Arden Green Tea. Tą wodę perfumowaną określiłabym jako cytrusową, orzeźwiającą, ale zarazem bardzo elegancką.

    Nuta głowy: rabarbar, mięta, skórka pomarańczy, bergamotka, cytryna
    Nuta serca: goździk, jaśmin, zielona herbata
    Nuta bazowa: mech dębowy, piżmo, kminek, seler, biała ambra


    Kolejnym zapachem, który mnie urzekł jest woda toaletowa Hugo Boss Woman (Red). Koleżanka z pracy ją miała i tak spodobał mi się ten zapach, że musiałam ją mieć. Jest to zapach lekki, przyjemny i dziewczęcy.

    Nuta głowy: zielone jabłko, kwiat papai, porzeczka, wodne rośliny, mech
    Nuta serca: jaśmin, biała lilia, irys, nektarynka
    Nuta bazowa: kwiat wanilii, drzewo sandałowe


    Moja najnowsza woda perfumowana to prezent imieninowo-urodzinowy od męża. Jest to Calvin Clein Euphoria. Zapach ten należy do kategorii drzewno-orientalnej. Jest on bardzo zmysłowy i tajemniczy. 

    Nuta głowy: sycylijska bergamotka, brzoskwinia, zielone liście
    Nuta serca: lotos, champaca, orchidea, białe kapryfolium
    Nuta bazowa: drzewo sandałowe, płynna ambra, likier Bailey's


    Na koniec chciałam jeszcze wspomnieć o wodzie perfumowanej sygnowanej przez Katy Perry - Killer Queen. Skończyła mi się już ona, Jednak zostawiłam sobie jej buteleczkę, bo to właśnie ona skłoniła mnie do zakupu tych perfum. Ich zapach jest mocny i duszący, przez co nie do końca wpisuje się w moje gusta. Jednak, gdy już się do niego przyzwyczaiłam, to okazał się świetny w okresie jesienno-zimowym oraz na wieczorne wyjścia. 

    Nuta głowy: Leśne jagody, Ciemna śliwka, Bergamotka
    Nuta serca: Czerwona aksamitna celozja, Naturalny jaśmin Sambac, Tęczowa plumeria
    Nuta bazowa: Kaszmeran, Naturalne serce paczuli, Płynna pralinka


    Znacie te zapachy ???
    Jakie są Wasze ulubione perfumy ???

    0 0

    Shinybox świętuje drugie urodziny. Z tej okazji wydał specjalną jubileuszową edycję pudełka. Znalazło się tutaj 5 pełnowymiarowych produktów, jeden mini produkt oraz prezent dla członkiń VIP. Uważam to pudełko za bardzo udane. Już od kilku miesięcy tak dobrego nie było.


    ORGANIQUE peeling solny do ciała (produkt pełnowymiarowy)
    Bardzo się cieszę, że ten peeling znalazł się w pudełku. Chętnie go wypróbuję. Na razie jednak go jeszcze nie używałam, ponieważ mam aktualnie trzy inne w użyciu. Najpierw muszę je zużyć. Peeling ten ma pojemność 200 g i kosztuje ok. 40 zł.


    SYIS gąbeczka make-up blender edycja limitowana (produkt pełnowymiarowy)
    Fajnie, że została dołączona do pudełka. Jest to moje pierwsza gąbeczka, dlatego nie mam porównania jej z innymi. Na razie rzadko jej używam, ale uważam ją za fajny gadżet. Próbowałam nakładać nią podkład mineralny na sucho. Nie jest źle, jak się do niej bardziej przyzwyczaję, to pewnie będę używać jej częściej. Jej cena to 50 zł

     
    DOVE antyperspirant Invisible Dry Anty-White Marks (produkt pełnowymiarowy)
    Nie używam go. Na razie sobie leży, ponieważ stosuję dezodorant marki Alva oraz antyperspirant z poprzedniego boxa z Rexony. Jego cena to ok. 15 zł za sztukę.


    MARION serum chroniące włosy przed działaniem wysokiej temperatury (produkt pełnowymiarowy)
    O ile zrezygnowałam z używania prostownicy, to jednak suszarki dalej używam. Dlatego serum to jest przydane. Ma ono konsystencję dość gęstego olejku i przyjemny zapach. Co prawda jest to produkt opary na silikonach, ale nie obciąża włosów, nie powoduje szybszego ich przetłuszczania, nieco je nawet wygładza. Kosztuje ok 10 zł za 30 ml.


    MOSQUITERUM spray (produkt pełnowymiarowy)
    Komary uwielbiają mnie gryźć, dlatego spray ten jest mi bardzo przydatny. Jego koszt to ok. 20 zł.


    ETRE BELLE maseczka kolagenowa w kremie (mini produkt)
    Mam aktualnie kilka maseczek do zużycia, dlatego tą dałam siostrze. Pełnowymiarowe opakowanie ma 50 ml pojemności i kosztuje ok 130 zł.


    SYLVECO pomadka odżywcza z peelingiem oraz próbki - prezent dla członkin VIP
    Tej pomadki już od pewnego czasu byłam bardzo ciekawa, dlatego ucieszyłam się z tego, że znalazła się w pudełku. Dobrym pomysłem było też dołączenie próbek kremów i szamponu. O kremach tych na razie tylko dużo czytałam opinii, fajnie jest móc je wypróbować.


    A Wy co sądzicie o czerwcowym ShinyBoxie ???

    0 0

    A skład linii STOP CELLULIT wchodzi kilka kosmetyków:

    (Źródło: http://sklep.eris.pl/lirene/pl/)

    Ja używam trzech z nich: 

     antycellulitowy peeling myjący
    antycellulitowy żel pod prysznic
    antycellulitowa maska do ciała


    Pierwszą cechą, która mi się w nich bardzo podoba to ich zapach. Jest on przyjemny, cytrusowy, nieco jakby wpadający w pomarańczowy. Nie wyczuwam w nim żadnych chemicznych naleciałości. Kosmetyki te znajdują się też w wygodnych i poręcznych opakowaniach. Dobrze wydobywa się z nich zawartość. Opakowania peelingu i żelu pod prysznic są półprzezroczyste dzięki czemu widać ile ich zawartości jeszcze zostało. Bez problemu da się je postawić, tak aby ich zawartość spływała na dół. A w razie potrzeby można je rozciąć. Opakowania tych kosmetyków mają rzucający się w oczy, energizujący pomarańczowy kolor. Taki kolor ma też żel pod prysznic i peeling. Tylko maska do ciała jest koloru białego.

    Kosmetyki te zawierają 5 składników aktywnych:

    - złotą algę
    - kofeinę
    - L-karnitynę
    - eskulinę
    - centellę azjatycką


    Peeling myjący ma dość grube i ostre drobinki. Dobrze złuszcza martwy naskórek. Skóra po jego użyciu jest gładka i miła w dotyku. Jest na tyle rzadki, że dobrze wydobywa się go z opakowania, a zarazem na tyle gęsty, że nie spływa z dłoni. Zawiera dużo drobin peelingujacych, które nie rozpuszczają się w wodzie. W związku z tym powstaje tutaj jedyne zastarzezenie jakie do niego mam. Po prostu  nieco ciężko jest mi go zmyć ze skóry. Najlepiej używać go pod prysznicem. W wannie mam problem, aby dobrze spłukać ze skóry te drobinki, bo spłukując jedne nanoszę na skórę następne.

    Żel pod prysznic robi po prostu to, co ma robić, czyli oczyszcza skórę. Spełnia zatem swoje podstawowe zadanie. Zatopione są w nim małe, niebieskie drobinki, które tak właściwie niczego nie robią. Nawet producent nie wspomina nic po co one tam właściwie są. Nie czuć ich na skórze podczas używania tego żelu. Jego główne zalety są takie, że jest wydajny i dobrze sie pieni. 


    Kremową maskę do ciała nie używam według zaleceń producenta. Na saszetce napisane jest, aby użyć ją całą na raz. Nanieść ją grubą warestwa, pozostawić na 15-20 minut, następnie pozostały preparat wmasować w skórę. Ja używam tą maskę tak jakby to był balsam do ciała. Używam jej niewielką ilość, ponieważ jest tak gęsta i treściwa jak masło do ciała. Ale da się nią posmarowac dość sporą powierzchnię skóry. Użyłam ją już 5 razy na same uda. Wystarczy mi jeszcze na raz, może dwa.

    Podsumowując: Przyjemnie używa mi się tego trio do oczyszczania i pielęgnacji skóry. Mają wygodne w użyciu opakowania i przyjemny zapach. Zapewne wspomagają walkę z cellulitem, jednak należy pamietać, że same kosmetyki niczego nie załatwią. Trzeba ich stosowanie połączyć z ćwiczeniami, masażami, dietą, itp.

    Używałyście kosmetyków z linii Stop Cellulit od Lirene ???
    Jak się u Was sprawdziły ???

    0 0

    Tak się składa, że mam tylko trzy róże do policzków i wszystkie są moimi ulubieńcami. Kiedyś marzy mi się mieć róż MAC Well Dressed. Bardzo podoba mi się jego kolor. Czytałam też o nim wiele pozytywnych recenzji. Jednak na razie zapraszam na prezentacje róży, które aktualnie posiadam :))


    SEPHORA nawilżający róż do policzków
    Mam go w kolorze numer8 - Rose Petal. Jest to róż matowy. Nie ma drobinek, nie jest też perłowy. Jeśli chodzi o kolor, to jest to taki słodki, cukierkowy róż. Nałożony na skórę wygląda bardzo naturalnie i świeżo. Ma delikatny kolor i na mojej jasnej karnacji wygląda dobrze. Ciężko przesadzić i nałożyć go za dużo. Świetnie da się stopniować jego nasycenie. Jest bardzo trwały - trzyma się cały dzień, nie trzeba nic poprawiać. Dzięki temu jest bardzo wydajny. Jego pojemność to 3,2g.


    CATRICE (limitowana kolekcjaNymphelia Unbeleaf'able)
    Jest to mozaikowy, wypiekany róż. Wygląda na brązowo-rudy, dlatego na początku obawiałam się, że może być za ciemny jak na moją jasną karnację. Jednak nie ma co sugerować się jego wyglądem, po nałożeniu na skórę okazuje się, że jest on morelowy. Jest to odcień ciepły. Ma delikatny kolor, ale mimo to trzeba uważać, aby nie przesadzić przy jego nakładaniu. Jego trwałość jest dobra - wytrzymuje spokojnie cały dzień na twarzy. Na skórze wygląda bardzo naturalnie. Uwielbiam go używać teraz latem, bo daje efekt skóry muśniętej słońcem, takiego zdrowego rumieńca. Jego pojemność to 6,3g. 


    FRESHMINERALS
    Jego opakowanie wygląda przeuroczo. Jest ono nieduże i bardzo poręczne. Jednak mimo to mieści w sobie lusterko i aplikator. Patrząc na niego może się wydawać, że będzie to taki róż o delikatnym odcieniu, którego pewnie będzie trzeba użyć kilku warstw, aby było go w ogóle wiać. Okazuje się jednak, że róż ten jest bardzo dobrze napigmentowany i trzeba uważać przy jego aplikacji, bo można narobić sobie nim zbyt mocnych plam. Najlepiej jest zebrać jego nadmiar z pędzla. Posiadam odcień o nazwie Hong Kong. Ma on śliczny, ciepły kolor. Dobrze się w nim czuje na twarzy. Jest go niedużo, bo tylko 5g. Jednak jest ogromnie wydajny i bardzo trwały.


    Róże te na skórze prezentują się następująco:


    A Wy ile macie róży do policzków ???
    Jakie są Wasze ulubione ???

    0 0
  • 07/25/14--05:51: NOWOŚĆ !!! ZIAJA krem BB
  • Z kosmetyków, które otrzymałam na spotkaniu blogerek w Rzeszowie najbardziej zaciekawiły mnie kremy BB i CC, które są nowością marki Ziaja. Zresztą nie tylko mnie one zainteresowały. Po komentarzach widziałam, że część z Was również. Od razu zabrałam się więc za ich testowanie. W dzisiejszym wpisie skupie się na kremach BB. O kemie CC będzie osobny post.

    Krem BB ma stanowić "nowoczesne połączenie kompleksowej pielęgnacji z działaniem korygującym niedoskonałości skóry. Jest uniwersalnym rozwiązaniem na szybką poprawę wyglądu skóry. Skutecznie zastępuje fluid. Dba o prawidłowe nawilżenie, ochronę i regenerację. Ma lekką konsystencje, łatwo się rozprowadza i natychmiast wtapia w skórę".


    Jak wygląda ich działanie najlepiej przedstawię odnosząc się do tego co producent o nich napisał:

    - wyrównuje koloryt skóry i podkreśla jej naturalny odcień

    Kremy te występują w dwóch odcieniach: odcień naturalny oraz odcień opalony, brzoskwiniowy. Niestety tak się składa, że ten jaśniejszy z nich (czyli odcień naturalny) jest dla mnie za ciemny. Jestem typowym bladziochem. Co prawda aktualnie nieco opaliło mnie słońce, jednak to i tak za mało, aby krem ten pasował do mnie swoim odcieniem. Trochę mnie to dziwi, ponieważ Ziaja jest to polska firma, która powinna wiedzieć jakie odcienie skóry mają Polki. Przydałby się jeszcze trzeci odcień, który byłby jaśniejszy od tych dwóch. Odcień opalony jest tak ciemny dla mnie, że będzie pasował do kogoś bardzo mocno opalonego.


    -ukrywa przebarwienia, zaczerwienienia i rozszerzone pory

    Jest to krem o bardzo lekkiej konsystencji. To właśnie jest jego głównym plusem. Jest on z rodzaju kremów, które fajnie można na szybko zaaplikować na twarz latem. Jadnak tak się składa, że nie ma on dobrego krycia. Wyrównuje nieco koloryt skóry, ale nie zakrywa większych przebarwień czy innych niespodzianek.

    - działa matująco oraz redukuje błyszczenie skóry

    Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Nie ma on działania matującego. Już zaraz po jego nałożeniu skóra bardzo się błyszczy. Nie jest to ten rodzaj zdrowego i fajnego blasku. Tylko wygląda to tak jakbym miała już podkład zbyt długo na skórze i czas najwyższy byłoby go zmatowić. Dlatego zaraz po nałożeniu go na skórę od razu używam pudru.

    - chroni przed promieniowaniem UV i foto-starzeniem

    Tak, bo ma filtr SPF15.


    Krem do skóry tłustej i mieszanej oprócz tego ma za zadanie dodatkowo jeszcze normalizować wydzielanie sebum, wygładzać nierówności potrądzikowe naskórka, łagodzić oznaki zmęczenia, zapewniać skórze zdrowy wygląd. Używałam właśnie ten krem, ponieważ mam skórę mieszaną. Jakoś nie zauważyłam u mnie żadnego z tych efektów.

    Krem do skóry normalnej, suchej i wrażliwej ma dodatkowo nawilżać, uelastyczniać, łagodzić podrażnienia, oraz pozostawiać skórę rozświetloną, wypielęgnowaną i promienną. Tego nie miałam bardzo jak sprawdzić, ponieważ mam ten krem w odcieniu opalonym i jest on znacznie za ciemny jak dla mnie.

    Cena ok. 10 zł za 50 ml

    Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że rozczarował mnie krem BB od Ziaji. Jego zaletą jest to, że jest bardzo lekki. Dzięki temu łatwo i dobrze się rozprowadza po skórze. Nie robi smug i plam. Fajny do stosowania latem. Niestety ma małą gamę kolorystyczną (bo tylko dwa odcienie), a jaśniejszy jego wariant jest dla mnie zbyt ciemny. Wpada też nieco w zbyt pomarańczowe tony. Mimo wszystko cieszę się, że mogłam wypróbować te kremy BB.

    A Wy mieliście okazje wypróbować te kremy BB ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0
  • 07/29/14--00:59: Moje pierwsze hybrydy
  • Na spotkaniu blogerek w Rzeszowie dostałam między innymi zaproszenie do Douglasa na zabieg pielęgnacyjny na dłonie + hydrydy. Wybrałam się tam wczoraj. Zapraszam Was na prezentację efektów :))


    Zajęła się mną przesympatyczna Pani Agnieszka. Najpierw zaprezentowała jakie kolory są do wyboru. Zdecydowałam się na mocny, neonowy róż połączony z odrobiną brokatu. Podoba mi się to połączenie. Świetnie pasuje na lato i wakacje. 

    Lakier różowy jest z firmy MISTERO, a jego kolor to Watermelon Aqua Fresca
    Lakier brokatowy jest z OPI, nosi nazwę My Favorite Ornament


    Na koniec była pielęgnacja dłoni, czyli zabieg parafinowy. Najpierw złuszczanie wykonane peelingiem Talasso-Scrub marki Collstar. Następnie nałożenie parafiny i czekanie w specjalnych rękawiczkach. Szkoda, że nie zapytałam pani Agnieszki jaki krem do rąk użyła, bo potem przez cały dzień pięknie pachniały mi dłonie. Jego zapach utrzymał się aż do wieczora. Ale powróćmy do zdjęć paznokci. Tak prezentują się moje hybrydy :))






    Miałyście już lakier hybrydowy na paznokciach ???
    Jak długo się Wam utrzymywał ???

    0 0

    Przedstawiłam Wam ostatnio moje ulubione róże do policzków. Pomyślałam sobie, że w kolejnej odsłonie kosmetycznych skarbów można by zaprezentować coś z mini powiązanego. W notesie mam spis tematów do tej serii postów. Jest tam też przewidziany wpis o bronzerze i rozświetlaczu. 


    ESSENCE Rozświetlający puder do twarzy 
    z limitowanej kolekcji The Twilight Saga Breaking Dawn part 2


    Stosuję go jako rozświetlacz. Spodobał mi się głównie dlatego, że nie ma w sobie wielkich i okropnych drobin brokatu. Ma za to tylko kilka takich złotawych i bardzo delikatnych. Znajduje się w solidnie wykonanym opakowaniu. Mam go już chwile i nie popsuło mi się jeszcze, jedynie dość sporo porysowało. Rozświetlacz ten jest wydajny, nie pyli i nie kruszy się. Ma on ładny, ciepły, złotawy odcień. Ślicznie prezentuje się na skórze. Daje taki lekko satynowy efekt. Ja lubię go też używać jako cień do powiek. Szkoda, że to była limitowana edycja. Ostatnio zaczął mnie jednak kusić puder rozświetlający The Balm Mary-Lou. Na razie powstrzymuję się przed jego zakupem, ponieważ ten z Essence jest wystarczajacy jak na moje potrzeby. Za niewielką cenę jest to bardzo przyzwoity produkt. Ładnie się nakłada, nie robi plam, długo się utrzymuje. 

    IKOS Ziemia Egipska


    Jest to palona glinka nadająca skórze naturalny wygląd opalenizny słonecznej. Znajduje się w plastikowym opakowaniu, które jest bardzo eleganckie, a przy tym też trwale. Ziemia egipska dostępna jest w dwóch wersjach: jaśniejszej i ciemniejszej. Ja wybrałam tą jaśniejszą "Naturelle", jako że jestem posiadaczką jasnej karnacji. W opakowaniu wygląda ona na bardzo ciemną, ale odcień ten okazał się dla mnie w sam raz. Bardzo ładnie wtapia się w skórę, a jej kolor to ciepła, brzoskwiniowa-morela. Jest to kosmetyk mocno sprasowany, dlatego ciężko przesadzić i nałożyć jej zbyt dużo na raz. Bardzo łatwo jest stopniować jej nakładanie. Po nałożeniu kolejnych warstw nie pojawiają się plamy, a efekt nadal jest bardzo naturalny. Ziemię egipską można używać na dwa sposoby: na całą twarz, szyję i dekolt lub w roli bronzera nakładając ją jedynie pod kośćmi policzkowymi. Ja aplikowałam ją na oba te sposoby. Jednak częściej służy mi jako bronzer. Ziemia Egipska jest bardzo trwała i wydajna - mam ją już dwa lata i na razie nie widać na niej dużych śladów zużycia.Można ją kupić w dwóch pojemnościach: 7g oraz 13g. Ja wybrałam mniejszą. Ziemia egipska to nie jest tani kosmetyk (za moją zapłaciłam 69 zł), ale moim zdaniem warto wydać na nią te pieniądze. Biorąc pod uwagę jej wydajność te 7g wystarczy mi chyba do końca życia ;P

    A Wy macie swoje ulubione rozświetlacze i bronzery ???

    0 0
  • 07/31/14--01:10: WYPOCZYNEK
  • Kochani!

    Szykuje się na wyjazd. Mam listę rzeczy, które trzeba spakować. Trochę muszę dokupić. A potem ogarnąć to wszystko. Finał tego będzie taki, że na około 12 dni znikam z blogsfery. Jedziemy z mężem i znajomymi na zasłużony wypoczynek. Już nie mogę się doczekać :)) Będzie to wypoczynek bez pochłaniaczy czasu takich jak Internet, telefon. Dlatego przez ten czas nie będą się pojawiały nowe posty. Mam nadzieje wrócić wypoczęta z nowymi pomysłami na wpisy.

     (Źródło: http://www.tapetus.pl/)

    Życzę Wam udanych wakacji :))
    Do usłyszenia niebawem :))


    0 0

    Wypoczynek był mi wskazany. Jednak po powrocie nieco się rozleniwiłam i trudno jest mi się wbić w standardowy rytm blogowania. Na dodatek mam jeszcze remont w pokoju, czyli dużo kucia, malowania, a przede wszystkim sprzątania. Dlatego wpis pojawia się dopiero teraz. Przeglądaliśmy zdjęcia z wyjazdu i chciałabym Wam kilka z nich zaprezentować. Spędziłam te ostatnie dni w Chorwacji. Kąpałam się w Morzu Adriatyckim i opaliło mnie śródziemnomorskie słońce. Pojechaliśmy tam na dwa samochody. Początek był nieciekawy. Podróż trwała długo, przez to mieliśmy problemy, aby znaleźć miejsce na nocleg, przypaliliśmy sprzęgło w jednym aucie, wbił nam się gwoźdź w oponę, a na następny dzień od rana była burza. Potem na szczęście było już tylko lepiej. Dużo plażowaliśmy, pozwiedzaliśmy też trochę. Wróciliśmy opaleni i bogatsi o nowe doświadczenia.

    Tak wyglądała nasza plaża. Dość kamienista i trzeba było uważać na jeżowce. Jednak udało nam się znaleźć miejsce bardzo fajne do plażowania. Widoki były piękne. Dodatkowo mieliśmy tylko około 100 metrów do plaży od naszego noclegu.


    Woda była bardzo ciepła i czysta.



    Wybraliśmy się też w rejs do parku Kornati. W pewnym momencie zrobiło się zamieszanie na statku. Okazało się, że pojawiły się delfiny. Widzieliśmy je pływające w wodzie, ale nie udało się zrobić im zdjęcia.


    Przy okazji chciałabym jeszcze wspomnieć o moich hybrydach na paznokciach. Mają już nieco ponad dwa tygodnie i trzymają się świetnie. Nigdzie nie odprysnęły, ani nie pościerały się na końcówkach. Jedynie widać odrost na na paznokciach. Na razie nie mam czasu zabrać się za zmianę lakieru, ale by pasowało, bo to już nie wygląda ładnie.



    0 0

    W pudełku tym znajduje się 5 pełnowymiarowych produktów. To zasługuje na plusa. Jednak, gdy je otrzymałam, to zdziwiłam się co ono takie lekkie jest ??? Okazuje się, że nie zawsze pełnowymiarowe produkty są duże. Ta edycja nosi nazwę Summer Story i ma stać się nieodłącznym kompanem naszego wypoczynku. Faktycznie jeden z tych produktów przydał mi się po opalaniu. Jednak ogólnie uważam to pudełko za słabe.


    BINGOSPA chłodzący żel po opalaniu z aloesem
    Ten produkt najlepiej wpisuje się w ton tej edycji pudełka. Dodatkowo z wszystkich tych kosmetyków ten żel okazał się najlepszy i najbardziej potrzebny. Będąc w Chorwacji słońce opaliło nas bardzo mocno już od pierwszego dnia. Żel ten przynosił ukojenie dla rozpalonej skóry. Dawał natychmiastowy efekt chłodu na skórze, a dodatkowo ją pielęgnował. Łatwo się go rozprowadza  i szybko się wchłania. Jego minusem może być mocny mentolowy zapach. Pojemność / cena: 100 ml za ok./ 24 zł.

    ETRE BELLE cień do powiek w postaci kredki
    Drugim kosmetykiem, który ratuje to pudełko jest ta oto właśnie kredka. Trafiła mi się w kolorze numer 05. Jest to ładny, jasny róż. Mi on się podoba. Łatwo się ją aplikuje i jest trwała. Pojemność / cena: 1,7 g za 59 zł.

    YASUMI ampułka pielęgnacyjna
    Mam wersję Eye Pouch, która ma wzmacniać naczynka, rozświetlać i działać przeciw-obrzękowo. Ampułka ta ma 3 ml pojemności. Kosztuje ok. 13 zł. Fajnie było ją wypróbować, ale ciężko jest zaobserwować jej efekty działania. Co mnie pozytywnie w niej zaskoczyło to fakt, że taka malutka ampułka, a ma pipetkę.


    GLAZEL lakier winylowy do paznokci
    Mam odcień 606, czyli koral wpadający nieco w pomarańcz. Nie używałam go jeszcze. Mam na paznokciach dalej moje hybrydy. Będę używać go później. Pojemność / cena: 10 ml za 25 zł.

    VENITA Pomadka ochronna z filtrem UV SPF 6
    W lipcowym pudełku znalazł się również jeden z trzech rozlosowanych kosmetyków. Ja dostałam akurat ten, który najmniej mi pasuje. Najbardziej ucieszyłabym się z płatków pod oczy marki Dermo Pharma. Jednak jak już dostałam pomadkę, to jednak wolałabym tą z FlosLeku. Pomadce marki Venita nie mam nic do zarzucenia. Jednak preferuję bardziej tamte marki kosmetyczne. Pojemność / cena: 4g za ok. 6 zł.

    ANFANI nierafinowane, organiczne masło shea - produkt rozlosowano wśród osób należących do klubu VIP. Masło Shea zawsze się przyda. Bardzo je lubię. Spodziewałam się tylko, że będzie w nieco większym opakowaniu. Z tego wydobywa się go z trudem.

    A Wy co sądzicie o lipcowym ShinyBoxie ???

    0 0
  • 08/20/14--21:53: CLARENA - Hyaluron 3D Elixir
  • O kosmetykach firmy Clarena czytałam wiele pozytywnych opinii. Jednak tak sie złożyło, że nie miałam zbyt wielkiej styczności z nimi. Dlatego chętnie skorzystałam z okazji wypróbowania kremu z nowej linii Clareny - Hyaluron 3D. Zawiera ona kosmetyki w skład, których wchodzą 3 rodzaje kwasu hialuronowego. Cała linia to:

    - Ultra-nawilżające mleczko do demakijażu z 3 rodzajami kwasu hialuronowego
    - Ultra-nawilżająca maseczka z 3 rodzajami kwasu hialuronowego
    - Ultra-nawilżający tonik z 3 rodzajami kwasu hialuronowego
    - Ultra-nawilżający koktajl z 3 rodzajami kwasu hialuronowego
    - Ultra-nawilżający koncentrat z 3 rodzajami kwasu hialuronowego
    - Ultra-nawilżający krem z 3 rodzajami kwasu hialuronowego
    - Ultra-nawilżający eliksir z 3 rodzajami kwasu hialuronowego

    Mogłam wybrać do testów któryś z tych kosmetyków. Najbardziej zaciekawił mnie Ultra-nawilżający eliksir z 3 rodzajami kwasu hialuronowego.


    Od producenta:
    Zaawansowana technologicznie formuła nawilżająca z efektem 3D! EKSTREMALNIE NAWILŻAJĄCY eliksir przeznaczony do intensywnej kuracji skóry suchej, przesuszonej, łuszczącej się, dojrzałej. Tajemnicą skuteczności preparatu jest połączenie siły działania cząsteczek kwasu hialuronowego o różnej wielkości i zdolnościach penetracyjnych. Efektem stosowania jest maksymalne i długotrwałe nawilżenie, napięcie oraz wygładzenie skóry.

    HYACARE® FILLER CL - usieciowany kwas hialuronowy, który zaaplikowany na powierzchnię skóry stanowi idealny wypełniacz zmarszczek, lokuje się wzdłuż ich przebiegu po czym niczym „magnez wilgoci” przyciąga wodę z głębszych warstw dermy i „wypycha” skórę ku górze.

    EPIDERMIST 4.0 - morski egzopolisacharyd odpowiedzialny za tzw. hydro-pamięć. Hydro pamięć inicjuje mechanizm pompowania wody z rezerwuarów leżących w głębi skóry.

    CRISTALHYAL - wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy, który ze względu na swój rozmiar nie penetruje w głąb skóry, ale przylega do niej tworząc jednolity film który ogranicza odparowywanie wody z powierzchni naskórka.


    Produkt znajduje się w szklanym opakowaniu z pompką. Lubię takie rozwiązania, ponieważ dzięki temu używa się go wygodnie, jest to też bardzo higieniczne. Samo opakowanie prezentuje się estetycznie i jest solidnie wykonane. Utrzymane jest w niebiesko-szarej kolorystyce. Dzięki temu, że jest przezroczyste widać ile kremu jeszcze w nim zostało.


    Produkt ten ma bardzo lekką, kremowo-żelową konsystencje. Jest koloru lekko niebieskawego. Dzięki takiej konsystencji jest bardzo wydajny. Już jedna pompka wystarczy, aby posmarować nim twarz. Ja jednak aplikuję dwie, ponieważ smaruję nim jeszcze szyję i dekolt. Zapach ma delikatny, ale mimo wszystko wyczuwalny. Jest on bardzo przyjemny. Zaraz po rozsmarowaniu daje efekt lekkiego chłodu na skórze. Jednak jest to krótkotrwale uczucie i dość przyjemne.
    Eliksir ten przeznaczony jest do stosowania na wieczór. Chociaż ja stosowałam go nieraz też na dzień, bo dobrze nadaje się pod makijaż. Używam go miesiąc i przez ten czas zdążyłam już zaobserwować pierwsze efekty jego działania. Przede wszystkim świetnie nawilża skórę. Moja skóra po pobycie w Chorwacji jest mocno opalona, a przez to przesuszona. Dzięki temu kremowi jest gładka, sprężysta, nie pojawiły się nigdzie suche skórki. Jest bardzo delikatny, nie podrażnił mnie, ani nie uczulił. Dobrze się go rozprowadza na skórze, szybko się wchłania, nie pozostawia klejącej warstwy i nie roluje się


    Podsumowując: jestem zadowolona z działania tego kremu. Dobrze się u mnie sprawdza. Przeznaczony jest do skóry suchej, przesuszonej, łuszczocej się. Ale ja z powodzeniem używam go do mojej mieszanej cery. Moje opakowanie dość szybko się kończy, bo po prostu nadużywam tego kremu - tak jestem z niego zadowolona. Jego opakowanie, piękny zapach i działanie sprawiaja, że czuję się jakbym używałam produktu luksusowego. Jedyny jego minus, to dość spora cena w stosunku do jego pojemności: 72 zł za 30 ml

    SkładAqua, Glycerin, Propylene Glycol, Caprylic/Capric triglyceride, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Stearic Acid, Ethylhexyl Cocoate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Butylene Glycol, Laminaria Hyperborea Extract, Panthenol, Saccharide Isomerate, Hydrolyzed Silk, Sodium Hyaluronate, Ethylhexyl Stearate, Sodium Hyaluronate Crosspolymer, Polyglyceryl-4 Diisostearate/Polyhydroxystearate/Sebacate, Sodium Isostearate, Alcohol, Acrylates/C 10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Xantan Gum, Hydroxyethylcellulose, Inulin Lauryl Carbamate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum , 2-(4-Tert.Butylbenzyl) Propanal, Alpha Iso-Methylionone, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxymethylpentyl 3-Cyclohexene Carbaldehyde, Limonene, Linalool, CI 42090.

    Co sądzicie o tej nowej linii Clareny ???
    Miałyście okazje używać któregoś z tych kosmetyków ???

    0 0


    Moim brwiom jeszcze dużo brakuje do efektu jaki chciałabym uzyskać. Wciąż nad nimi pracuję i coraz lepiej wprawiam się w ich malowanie. Produkty do podkreślania brwi to dla mnie stosunkowa nowość, ponieważ MUFE Aqua Brow mam od grudnia zeszłego roku, a MaybellineColor Tattoo od kwietnia tego roku. Jednak udało mi się wybrać takie, które polubiłam używać i chętnie stosuję w codziennym makijażu. Wiedziałam, na które się zdecydować, ponieważ kupiłam je po przeczytaniu wielu recenzji. Teraz ja chciałabym je polecić osobom, które poszukują tego typu produktów.


    Posiadam MUFE Aqua Brow w odcieniu 15, który jest jasnym, ciepłym brązem. Na stronie internetowej Sephory kolor ten jest określony jako blond. Mi jednak czasem wydaje się, że wygląda na brwiach nieco rudo. Długo zastanawiałam się nad wyborem odcienia, będąc w Sephorze doradziłam się jeszcze ekspedientki, a i tak ten odcień wydaje mi się być nieco za jasny dla mnie. W sam raz byłby pewnie numer 20. Aqua Brow ma konsystencje żelową, nie tłustą i jest mocno napigmentowany. Można nim domalować pojedyncze włoski, co wygląda bardzo naturalnie. Pojemność / cena: 7ml za 95 zł. Mi udało się go kupić na promocji za 66,75 zł.


    Maybelline Color Tattoo w odcieniu 40 Permanent Taupe to tak właściwie cień do powiek. Wiele osób używa go jednak do podkreślania brwi. Co i ja też robię. Jest to popielaty, chłodny brąz. Na skórze wygląda na nieco ciemniejszy niż jest w opakowaniu. Mi taki kolor akurat pasuje. Konsystencje ma taką jak kremowy eyeliner. Jest bardziej suchy w dotyku i mniej plastyczny niż Aqua Brow. Czasem potrafi się nieestetycznie osadzić na włoskach i trzeba się nieco napracować, aby dobrze wyglądał. Jednak mimo wszystko jestem z niego zadowolona. Pojemność / cena: 4 ml za ok. 25 zł. Ja kupiłam na promocji za 12 zł.


    Trzeba nakładać je w małej ilości, ocierając wpierw pędzel z ich nadmiaru. Inaczej osiągniemy efekt przerysowania. Moje początki ich używania nie były łatwe, ale z czasem nabrałam coraz większej wprawy. Do ich aplikacji używam zamiennie dwóch pędzli: Sephora numer 15 oraz Zoeva numer 317. Są one bardzo cieniutkie i precyzyjne. Świetnie się je używa.

    A Wy macie swoje sprawdzone produkty do podkreślania brwi?

    0 0
  • 08/25/14--07:27: Hybrydy po raz drugi
  • Ze względu na spore odrosty nastał najwyższy czas, aby zmienić lakier na paznokciach. Kolejny raz zdecydowałam się na hybrydy. Bardzo długo te poprzednie mi się utrzymywały - prawie trzy tygodnie. Odkruszyły się na dwóch paznokciach, ale to stało się dopiero tuż przed tym jak szłam je zmienić. Dodatkowo w Douglasie trafiłam na promocje. Dzięki czemu zapłaciłam 49 zł. Chciałabym Wam zaprezentować jakie tym razem wybrałam kolory. Od razu spodobał mi się ten różowy. Pani Agnieszka (która i tym razem robiła mi paznokcie) doradziła, aby zestawić go z pomarańczowym. Są to już bardziej  stonowane kolory. Jednak fajne w nich jest to, że zawierają małe, delikatne drobinki. Niestety mój aparat nie uchwycił ich.


    Użyte produkty:
    lakier różowy OPI GelColor - My address is "Hollywood"
    lakier pomarańczowy OPI GelColor - Are we there yet?
    baza i top - gelish z Harmony

    Co sądzicie o tych kolorach?

    0 0
  • 08/27/14--09:03: NOWOŚĆ !!! ZIAJA krem CC
  • Na spotkaniu blogerek w Rzeszowie otrzymałam kilka nowości z oferty marki Ziaja. Jakiś czas temu pisałam Wam moje wrażenia z używania kremów BB (TUTAJ). Dziś przyszła pora na recenzję kremu CC. Producent opisuje o jego działaniu, że:

    - wyrównuje koloryt skóry i podkreśla jej naturalny odcień 
    - zmniejsza widoczność rozszerzonych naczynek 
    - ukrywa zaczerwienienia, przebarwienia i nierówności naskórka
    - nawilża, uelastycznia oraz łagodzi podrażnienia 
    - pozostawia skórę rozświetloną, wypielęgnowaną i promienną 


    Krem znajduje się w tubce. Wyciska się go z niej bez problemu. Dodatkowo ma ona otwarcie typu klips, które bardziej preferuję niż, gdy tubka jest zakręcana. Opakowanie posiada minimalistyczny design, ale wygląda bardzo ładnie i estetycznie. Znajdują się na nim wszystkie potrzebne informacje.


    Krem ma przyjemny i delikatny zapach. Jego konsystencja jest bardzo lekka. Łatwo i równomiernie się go rozprowadza po skórze. Nie tworzy przy tym smug. Co mnie zdziwiło to fakt, że ten krem jest koloru białego. Nie zawiera w sobie barwników ani podkładu, które miałyby wyrównać koloryt skóry. Po rozprowadzeniu przybiera lekko beżowy odcień, dzięki czemu wtapia i dopasowuje się nieco do koloru skóry. Jednak jest to za mało, aby wyrównał koloryt. Dodatkowo krem nie zakrywa niedoskonałości na skórze i źle współpracuje z korektorem - roluje się na nim. Ma on zakrywać zaczerwieniania i naczynka. Nie mam z nimi akurat problemu, dlatego ciężko mi to ocenić. Za to zauważyłam, że krem ten ma lekkie właściwości nawilżające.


    Pozostawia na skórze efekt rozświetlenia. Jednak nie do końca wygląda to ładnie. Próbowała go moja siostra, która ma skórę normalną. Mówiła, że czuła się w nim tak, jakby świeciła się jak żarówka. Ja mam skórę mieszaną, więc do jej błyszczenia jestem przyzwyczajona. Po użyciu tego kremu błyszczy mi się jednak nie tylko strefa T, ale również i policzki. Nie rozumiem skąd na wizażu wzięła się o nim opinia, że jest matowy. Dlatego nie czuję się komfortowo w tym kremie, gdy używam go solo. Jednak znalazłam dla niego odpowiednie zastosowanie. Mieszam go z podkładem, który jest dla mnie nieco za ciemny. Dzięki temu podkład lepiej dopasowuje się do mojej skóry. Krem ma pojemność 50 ml i kosztuje ok. 10 zł.

    A Wy mieliście okazje wypróbować ten krem CC ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0


    Cienie do powiek przez długi czas pałętały mi się luzem w pudełku, w którym trzymam moją całą kolorówkę. Aż pewnego dnia zrobiłam z nimi porządek. Depotowałam je z opakowań i przeniosłam do paletki magnetycznej z Inglota. Od tej pory większość swoich ulubionych cieni mam zebrane razem. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Cienie trochę się osypują po każdym użyciu i po pewnym czasie zbiera się sporo pyłu w paletce. Nie lubię, gdy jest ona taka brudna. Jednak wymycie jej nie stanowi żadnego problemu. Wyciągam z niej cienie, myję ją w wodzie, wycieram, a potem na nowo układam cienie.


    Cienie, które się tutaj znajdują to:
    1. INGLOT Matte numer 330 - matowy cielisty cień
    2. MIYO odcień Vanilla numer 04  - matowa wanilia 
    3. INGLOT AMC Shine numer 111 - złoty, połyskujący
    4. INGLOT Matte numer 351 -  matowy cielisty cień, troszkę jaśniejszy niż numer 330
    5. KOBO odcień Natural Shine numer 501 - cielisty cień z różowym połyskiem - nie wygląda na taki, dopiero na powiece widać ten połysk
    6. KOBO odcień Golden Rose numer 205 - z tych wszystkich jest to mój ulubiony kolor - śliczny połyskujący róż
    7. ESSENCE cień z limitowanej kolekcji Wild Craft
    8. MIYO odcień Breeze numer 03 - cielisty cień, ale błyszczący
    9. INGLOT Pearl 395 - beżowy, szampański, ma złote wykończenie
    10. ESSENCE to jest ten ciemniejszy cień z paletki do brwi
    11. INGLOT Pearl  407 - ciepły brzoskwiniowy kolor ze złotym połyskiem
    12. L'OREAL z paletki potrójnych cieni - został mi z nich już tylko ten jeden, jasny brąz
    13. SLEEK cień z paletki Oh So Special - piękna, mocna czerń o nazwie Noir
    14. SLEEK cień z paletki Oh So Special - lekko połyskujący, ciemny brąz o nazwie Celabrate


    Pozostałe moje ulubione cienie to:


    15. PIERRE RENE cień numer 145 Coral - piękny brzoskwiniowo-koralowy odcień
    16. PIERRE RENE cień numer 130 Hypnotic - ciemny brąz
    17. L'OREAL color Infaillable numer 004 Forever Pink - połyskujący, jasny róż
    18. MAYBELLINE color Tattoo numer 45 Infinite White - biały, kremowy cień. Lubię go używać jako bazę pod inne cienie. Ładnie wydobywa ich kolor.
    19. CATRICE z limitowanej kolekcji Pure Chrome - świetnie rozświetla kąciki oczu, ale równie pięknie wygląda nałożony na cała ruchoma powiekę.
    20. LILY LOLO mineralne cienie do powiek. O nich napisałam osobną recenzję - TUTAJ.


    Miałyście któryś z tych cieni ???
    A jakie są  Wasze ulubione cienie ???

    0 0

    W lipcu nie pojawił się post ze zużyciami. Nie miałam na to czasu. Pakowałam się na wyjazd i załatwiałam milion spraw z nim związanych. W tym miesiącu mogę się za to na spokojnie zabrać. Wzięłam torbę ze zgromadzonymi zużyciami. Porobiłam zdjęcia. Jednak jak teraz siedzę i opisuję te zużycia, to widzę, że nie wszystkie opakowania są tutaj. Przez remont rzeczy były przenoszone i gdzieś musiało się zapodziać kilka opakowań. Ale to nic. Pamiętam co tutaj jeszcze powinno być.


    SYNESIS perfumowany peeling do dłoni - to był mój pierwszy peeling przeznaczony typowo dla dłoni. Sprawdził się bardzo dobrze, był też wydajny. Więcej na jego temat pisałam TUTAJ.

    FARMONA Lawendowe Ukojenie peeling cukrowy do ciała - jest to peeling dobry pod względem działania. Nie lubiłam w nim jednak parafinowej warstewki, którą pozostawiał na skórze. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    ISANA olejek pod prysznic - kupiłam go już dawno temu do mycia włosów. Wtedy był na niego wielki szał. Do mycia włosów u mnie się nie sprawdził. Potem zaginął gdzieś w czeluściach moich kosmetyków. Odnalazłam go niedawno i zużyłam do mycia ciała.

    ISANA odżywka wygładzająca z olejem Babassu - tej odżywki nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Szkoda, że została wycofana. Ja znalazłam w domu jeszcze jej ostatki.

    RECEPTURY BABCI AGAFII gęsty szampon wzmacniający - lubię ten szampon, bo dobrze się sprawdza do mycia moich włosów. To już było moje drugie opakowanie. Gdyby ktoś był ciekawy, to jego recenzje napisałam TUTAJ.

    DERMEDIC płyn micelarny - dołączony był do majowego ShinyBoxa. Od bardzo dawna chciałam go wypróbować, a teraz nadarzyla się ku temu okazja. Niestety nie radzi sobie ze zmywaniem makijażu - zwłaszcza oczu. Rozpuszcza użyte kosmetyki, ale pozostawia je na skórze robiąc ze mnie pandę. Dlatego szukałam o nim informacji czy oby na pewno jest przeznaczony do demakijażu. Niby jest, ja jednak używałam go jako tonik do tonizowania skóry. Sprawdza się do tego, jednak pozostawia na skórze taką nieco lepką warstewkę. Na pewno nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie. 

    LIRENE kosmetyki z linii Stop Cellulit - z tej linii kosmetyków miałam peeling myjący, żel pod prysznic i maskę do ciała. Na zdjęciu brakuje opakowania po peelingu, które gdzieś mi się zapodziało. Przyjemnie używało mi się tego trio do oczyszczania i pielęgnacji skóry. Ich recenzja pojawiła się TUTAJ.

    EVELINE SpaProfessional Orchidea Bioenergetyzujący żel pod prysznic - spełniał swoje zadanie, czyli oczyszczał skórę. Poza tym nie było w nim nic nadzwyczajnego, dlatego nie pisałam jego osobnej recenzji.

    JOANNA Sensual krem do depilacji - najczęściej używam depilatora. Jednak od czasu do czasu sięgam też po krem do depilacji. Lubię używać te z Joanny.

    Głęboko odżywcze serum olejowe - olej jojoba + olej ryżowy + olej z dzikiej róży. Można je stosować osobno. Ja postanowiłam wykonać serum olejowe. Mieszałam je w proporcji 1:1:1. Do posmarowania twarzy, szyi i dekoltu wystarczyły mi po dwie krople każdego z nich. Aplikowałam je wieczorem na umytą skórę, pod krem. Dzięki temu skóra była bardzo dobrze nawilżona i elastyczna. Im dłużej je stosowałam, tym lepsze widziałam efekty ich działania.

    FLOSLEK wazelina kosmetyczna do ust - wystarczyła mi na bardzo długo. Lubiłam nią natłuszczać wargi na noc. Dzięki temu rano nie były suche i popękane. Jej recenzja pojawiła się TUTAJ.

    CLARENA - kremy do twarzy, do stóp i do rąk - mam je ze Shinyboxa. To były takie małe pojemności (30ml) do wypróbowania. Diamentowy krem liftingujący do twarzy uważam za dobry. Natomiast kremy do rąk i stóp za takie zwyklaki. 

    PHARMACERIS lekki krem głęboko nawilżający do twarzy - jest to dobry krem. Sprawdził się u mnie - jak zresztą większość kosmetyków z Pharmacerisowej linii A. Więcej na jego temat napisałam TUTAJ.

    LA RIVE o zapachu Sweet Rose - zapach dość słodki, ale na tyle delikatny, że mi się podobał. 

    HUGO BOSS Woman Red - koleżanka z pracy ją miała i tak spodobał mi się ten zapach, że musiałam ją mieć i ja. Jest to zapach lekki, przyjemny i dziewczęcy. Buteleczki po tej wodzie toaletowej nie ma na zdjęciu, bo mi się niestety gdzieś zapodziała.

    Oprócz tego zużyłam jeszcze kilka próbek kremów i szamponu.

     A jak tam Wasze zużycia ???

older | 1 | .... | 15 | 16 | (Page 17) | 18 | 19 | .... | 31 | newer