Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Showcase


Channel Catalog


Channel Description:

Witajcie w moim kosmetycznym świecie !!! Mam nadzieje, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie :))

older | 1 | (Page 2) | 3 | 4 | .... | 31 | newer

    0 0

    Nie wszystkie z tych kosmetyków zużyłam tylko w przeciągu listopada. Niektóre miałam już od dłuższego czasu. Myślę, że nie jest tak źle i taką średnią ilość kosmetyków udało się zdenerwować. Zużycia prezentują się następująco:


    1. ALTERRAszampon nawilżający granat i aloes oraz szampon dla wrażliwej i podrażnionej skóry migdały i jojoba - lubię te szampony i zapewne jeszcze nieraz do nich powrócę.

    2. IWOSTIN - trójaktywny antyperspirant nawilżający - jego  recenzja pojawiła się TUTAJ.

    3. FARMONA - waniliowy scrub do mycia ciała - pisałam o nim TUTAJ.

    4. ZRÓB SOBIE KREM - potrójny kwas hialuronowy 1,5% - mieszałam go z różnymi kremami, maskami na włosy, korundem, itp. Jest to bezbarwny żel. Czytałam na jego temat wiele pozytywnych recenzji, dla mnie jest jednak kosmetykiem bez którego mogę się obejść. Nie wiem czy kupię następne jego opakowanie.

    5. Dr IRENA ERIS - śródziemnomorska jogurtowa maseczka głęboko nawilżająca - możecie poczytać o niej TUTAJ.

    6. ZIAJA - maseczka nawilżająca z glinką zieloną - jej recenzja pojawiła się TUTAJ.

    7. NONI CARE - maseczka do twarzy regenerująco-przeciwzmarszczkowa - pisałam o nie TUTAJ.

    8. BODY CLUB - musująca kula do kąpieli - fajny dodatek do kąpieli. Kula barwi wode na słonecznie żółty kolor, a w trakcie kąpieli w łazience unosi się przyjemny zapach.

    9. BANDI - kilka próbek kremów i serum.

    10. MYDLARNIA U FRANCISZKA - szampon twardy z glinką Ghassoul - nie ma go na zdjęciu, ponieważ jest to szampon w kostce i z każdym użyciem zostawało go coraz mniej. Aż w końcu rozpuścił się cały. Jego recenzję pisałam TUTAJ.

    Dodatkowo po przejrzeniu moich zbiorów kosmetycznych znalazłam sporo przeterminowanych kosmetyków. Przez pewien czas miałam manię kupowania kredek, ale nie byłam w stanie ich potem wszystkich zużyć. Mimo że parę muszę wyrzucić, to jeszcze sporo mi ich zostało. Przeterminowały mi się też dwa cienie i perełki brązujące. Niestety znajduje się tutaj również podkładowa odżywka do paznokci NailTek - nie minął jeszcze termin jej przydatności, ale zgęstniała już tak bardzo, że nie nadaje się do użytku. Pisałam o niej TUTAJ.


    A na koniec jeszcze chciałam Wam napisać o herbacie, którą piłam przez ostatnie dwa tygodnie. Jest przepyszna. Niestety już mi się skończyła. Zapewne kupię następną. Jest to herbata z BIGACTIVE: melisa, herbata oolong i melon.


    [EDIT:] Znalazłam informacje co to jest herbata Oolong, inaczej zwana półfermentowaną, produkowana jest w Chinach i Tajwanie. W Polsce określana jest jako czerwona. Herbaty te są znane ze swego drzewnego aromatu, łagodnego, owocowego smaku. Mają też wyjątkowy zapach. Mówi się, że w imbryku przyjmują postać smoka, stąd nazywa się je "smoczymi herbatami". Herbata Oolong (lub Wulong, ulung) uważana jest za jedną z najlepszych herbat w Chinach.  
    [Źródło: http://www.eherbata.pl/gatunkiherbat/oolong]

    0 0

    Październik był miesiącem, w którym moja kosmetyczka zasiliła się w ogromną ilość nowych kosmetyków. Większości z nich nie zaczęłam nawet jeszcze używać. Dlatego w tym miesiącu kupiłam tylko to, co było mi niezbędne. Kusiła mnie promocja w Rossmannie, ale nie nie uległam jej. Kupiłam tylko dwa produkty:

    • w Naturze skusiłam się na rozświetlacz firmy Essence z limitowanej kolekcji Breaking Dawn Part 2. Kupiłam go głównie dlatego, że nie mam żadnego rozświetlacza i stwierdziłam, że niech będzie to ten pierwszy. Spodobało mi się w nim to, że nie ma błyszczących, jakby brokatowych drobinek - takich jakie miały poprzednie rozświetlacze tej firmy. Ma on śliczny ciepły, złoty odcień. Cena 12,99 zł.
    • skończył się mi antyperspirant z Iwostinu. Kupując nowy kierowałam się tym, aby był bez parabenów, substancji konserwujących, związków chloru, itp. Z pomocą przyszła mi recenzja Marty Figluje odezodorancie z kryształu firmy Alva. Pomyślałam sobie, że skoro w tym miesiącu i tak nie mam dużych zakupów, to skusze się na droższy dezodorant. Wybrałam wersję w sprayu. Zamówiłam go w sklepie internetowym Skarbiec Natury. Kosztował 33,80 zł. W woreczku znajdują się próbki, które dostałam do zamowienia.
    Jeśli chodzi o moje zakupy kosmetyczne, to by było na tyle. Dostałam jeszcze przesyłke z kosmetykami od Pharmacerisu z serii N. Są to kosmetyki do cery naczynkowej, dlatego przekazałam je mamie do testów. Zastanawiała się kiedyś nad zakupem kremu do twarzy z tej serii, ale w aptece nie mieli próbek, a teraz będzie mieć okazje go wypróbować i jeszcze parę innych kosmetyków:

    - PURI-CAPELLING delikatny peeling enzymatyczny do twarzy 50 ml
    - PURI-CAPILIQUE łagodny tonik wzmacniajacy naczynka do twarzy 200 ml
    - PURI-CAPILIUM żel myjacy kojący zaczerwienienia do twarzy 200 ml
    - VITA-CAPILARIL krem nawilżająco-wzmacniający do twarzy SPF 20 - 50 ml

    Na koniec chciałam Wam jeszcze wspomnieć o akcji, o której dowiedziałam się od becomingbeauty.


     Co możemy zrobić?
     
    przelać pieniędze (w takiej sytuacji każda suma pieniędzy jest warta, więc nie będzie rozliczana kwota, jaką przelejecie, ale chęci i to, że chcecie pomóc!) 
    Po szczegóły, nr konta itp piszcie na maila: xhopefulx@gmail.com, czy na numer gg: 4116584
    osobiście zakupić niektóre z produktów i przesłać je do becomingbeauty, w ten sposób będziecie mogli sami poczuć, jak to jest i jak wielką radość to daje! ;).
    rozprzestrzeniać tę informację na swoich blogach, stronach internetowych, tak aby jak najwięcej osób mogło dowiedzieć się o tej akcji i nas wesprzeć
    zapraszać do udziału również rodzinę, przyjaciół, znajomych niekoniecznie związanych z blogosferą
    - jeśli macie również jakieś inne sugestie lub pomysły... piszcie do becomingbeauty.

    0 0

    W dzisiejszym poście poszukuję jesiennego umilacza kąpieli w postaci żelu pod prysznic. Kupiłam go przypadkiem, bo byłam akurat w Rossmannie, a żel ten był na promocji. Byłam ciekawa jego zapachu, no i oczywiście działania. Było ich kilka do wyboru, a najbardziej zaciekawił mnie ten o zapachu pomarańczy i granatu.



    Od producenta:
    Spraw, by kąpiel stała się niezapomnianym doznaniem i zaczaruj swoje zmysły orzeźwiającym owocowym zapachem pomarańczy i owocu granatu. Specjalne połączenie ekstraktu z pomarańczy i granatu delikatnie oczyszcza skórę, a przyjazne dla skóry lipidy doskonale nawilżają i przywracają ciału naturalną równowagę. Podaruj sobie chwilę przyjemności każdego dnia. Produkt przebadany dermatologicznie, pH przyjazne dla skóry.







     Moja opinia:
    Żel ten znajduje się w przezroczystej, plastikowej butelce. Widać w niej dokładnie ile żelu jeszcze zostało, a gdy produkt zaczyna już się kończyć, można postawić ją do góry dnem, aby lepiej wydobyć to, co jeszcze zostało. Jego konsystencja jest taka w sam raz - nie jest za rzadka, ani też za gęsta. Przypomina mi ona trochę kisiel. Żel jest koloru pomarańczowego. Ma przepiękny zapach. Bardzo dobrze czuć w nim tę pomarańczową nutkę. Nie jest to jakaś chemiczna pomarańcza, tylko wydaje się tak jakby soczysta pomarańczka leżała gdzieś niedaleko i kusiła, aby ją zjeść. Zapach ten unosi się w łazience w trakcie kąpieli. Niestety na skórze się już nie utrzymuje. Pod względem działania spisuje się poprawnie. Spełnia swoje podstawowe zadanie jakim jest oczyszczanie skóry. Dobrze się pieni. Nie nawilża skóry, ale przy tym także jej nie wysusza. Świetnie nadaje się na jesiennego umilacza kąpieli :))

    Pojemność: 200 ml

    Cena: standardowa 5,99 zł, ja kupiłam go na promocji za 3,19 zł.

    Skład: AQUA, SODIUM LAURETH SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, GLYCERIN, SODIUM CHLORIDE, GLYCERYL OLEATE, COCOGLUCOSIDE, CITRIC ACID, PARFUM, LIMONENE, SODIUM BENZOATE, HEXYL CINNAMAL, PHENOXYETHANOL, POTASSIUM SORBATE, BENZOPHENONE-4, LINALOOL, BUTYLPHENYL, METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, CITRUS AURANPIONAL, CITRONELLOL, CITRUS AURANTIUM DULCIS PEEL EXTRACT, PUNICA GRANATUM FRUIT EXTRACT, CI 47005, CI 16035.

    0 0

    A może by tak poszukać jesiennego umilacza do smarowania rąk ??? Dzięki BingoSpa mam okazję wypróbować balsam kokosowy do dłoni.

    Od producenta:
    Balsam kokosowy BingoSpa do dłoni posiada przyjemną, lekką konsystencję i zniewalający kokosowy zapach. Dokładnie nawilża i głęboko odżywia skórę, wzmacnia jej warstwę lipidową. Sprawia, że skóra dłoni na długo zachowa gładkość i delikatność. Balsam BingoSpa wchłania się szybko i równomiernie, wzmacnia osłonę lipidową skóry, ogranicza utratę wody własnej z naskórka. Chroni skórę dłoni przed negatywnym wpływem detergentów i innych czynników środowiskowych podrażniających i wysuszających skórę.

    Opakowanie: przezroczysty, plastikowy słoiczek zakręcany czarną nakrętką. Opakowanie utrzymane jest w bardzo prostej kolorystyce. Znajduje się na nim naklejka z nazwą produktu, opisem sposobu używania balsamu, jego składem, datą ważności. Moim zdaniem opakowanie to jest niezbyt praktyczne. Najlepiej nadaje się do używania w domu, gdy stoi w jednej pozycji. Do torebki się nie nadaje. Wystarczy, że będzie ułożone chwile bokiem, to potem przy otwieraniu trzeba uważać, aby nie wysypać jego zawartości. Plusem opakowania jest to, że bez problemu da się z niego wydobyć balsam, ale ja wolałabym go w tubce. Niestety na początku opakowanie nie jest zabezpieczone folią.

    Konsystencja: pierwszy raz mam do czynienia z kosmetykiem o takiej konsystencji. Niby jest to konsystencja kremowa, ale jest ona niejednolita, nieaksamitna - mi przypomina troszkę jakby ubitą na twardo pianę. Konsystencja jest raczej dość gęsta, ale za razem bardzo lekka. Balsam ten łatwo daje się rozsmarować na skórze.

    Zapach: mi się on nie podoba. Producent przegiął trochę z tą obietnicą zniewalającego kokosowego zapachu. Uwielbiam zapach kokosa i kosmetyki, które go mają. Zapach tego kremu niestety nie ma nic wspólnego z zapachem kokosa. Wąchały go również moje koleżanki z pracy i też tak samo uważają. Dla mnie jest zbyt słodki i trudno mi określić co mi on przypomina - troszkę jakby zapach waniliowy. Zapach ten jest bardzo mocny - utrzymuje się na dłoniach nawet godzinę po posmarowaniu. Moim koleżankom lubiącym mocne, słodkie zapachy bardzo się on podoba.

    Działanie: balsam ten szybko się wchłania i już chwilę po posmarowaniu nim rąk mogę dalej przekładać papiery w pracy, bo wiem, że nie zostawię na nich śladów kremu. Zostawia na skórze taki delikatny film - w przypadku tego kremu odpowiada mi on, bo dzięki temu mam wrażenie, że dłonie są dobrze nawilżone. Z upływem czasu film ten zaczyna powoli zanikać. Skóra staje się miękka, gładka i mniej przesuszona. Na początku wydawać się mogło, że balsam ten jest z grupy balsamów, które po pewnym czasie zaczynają zanikać i znów trzeba smarować ręce nimi. Jednak po dłuższym stosowaniu - tak ponad tydzień - zauważyłam, że nawet po umyciu rąk czuć jeszcze efekty działania tego balsamu. Dla ich poprawienia smaruję ręce jeszcze troszkę tym balsamem. Używam go dość często, używają go też koleżanki z pracy, a mino to nie widać, aby go dużo ubyło. Pod tym względem jest bardzo wydajny. Wystarczy użyć niewielką jego ilość.

    Pojemność: 100g

    Cena: ok 10 zł

    Dostępność: w mojej okolicy nie widziałam nigdzie kosmetyków tej firmy w sklepach stacjonarnych. Można je kupić np. na stronie producenta: www.bingosklep.com.

    Skład:AQUA, ELAESIS GUINEENSIS, PETROLATUM, CETYL ALCOHOL, PROPYLENE GLYCOL, PARAFFINUM LIQUIDUM, GLYCERIL MONOSTEARATE SE, CETEARETH - 18, PARAFFINUM, CELLULOSE GUM, METHYLPARABEN, ETHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, DMDM-HYDANTOIN, BUTTLHYDROXYTOLUEN, SODIUM BENZOATE, CIRTIC ACID, PARFUM.

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    Dziękuję firmie BingoSpa za udostępnienie mi tego produktu do przetestowania. Pragnę zaznaczyć, że fakt otrzymania kosmetyku za darmo w żaden sposób nie wpłynął na obiektywność mojej recenzji.

    0 0



    Od producenta:
    Krem przeznaczony do codziennej pielęgnacji zmęczonych nóg. Szczególnie polecany dla osób z problemami naczynkowymi. Zawarty w nim ekstrakt z kasztanowca uszczelnia ścianki naczyń włosowych, zmniejszajac ich kruchość. Ekstrakt z lnu uelastycznia skórę, witamina F zapobiega wysuszeniu i pękaniu naskórka, a alantoina łagodzi podrażnienia. Regularne stosowanie łagodzi obrzęki i przynosi ulgę zmęczonym nogom. Krem bardzo dobrze się wchłania, a dzięki zawartości mentolu daje uczucie przyjemnego chłodu i świeżości.











    Moja opinia:
    Krem znajduje się w miękkiej, plastikowej tubce. Łatwo daje się go z niej wycisnąć. Bez problemu się ją też otwiera. Konsystencja kremu jest taka średnio-gęsta. Dobrze się go rozsmarowuje. Krem szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustawego filmu. Jego zapach niezbyt mi się podoba, bo jest zbyt chemiczny. Jednak ostatecznie wytrzymać się go da. Na szczęście po rozsmarowaniu na skórze już go nie czuć. Pod względem działania krem spisuje się całkiem nieźle. Muszę przyznać, że jestem z niego zadowolona. Faktycznie przynosi ulgę zmęczonym stopom. Nie wiem jakim sposobem on to robi, ponieważ poprzedni krem kasztanowiec (z Green Pharmacy - recenzja tutaj), który używałam dawał uczucie chłodu, i to właśnie ten chłodek tak fajnie koił zbolałe stopy. W przypadku kremu z Barwy właściwości chłodzących nie zaobserwowałam. Za to nawilża skórę i sprawia, że staje się ona miękka i elastyczna. Nie wiem czy działa na problemy naczyniowe, ponieważ jeszcze takich problemów nie mam. Krem ten nie podrażnił mnie, ani nie uczulił. Firma Barwa znajduje się na wizażowej liście firm nie zaangażowanych w testy na zwierzętach.

    Pojemność: 75 ml

    Cena: jest bardzo tani - kosztuje ok 3-4 zł

    Dostępność: weszłam w posiadanie tego kremu niespodziewanie. Był wśród kosmetyków, które dostałyśmy na spotkaniu blogerek. Gdzie go kupić nie wiem. Jest raczej trudno dostępny.

    Skład:Aqua, Paraffium Liquidum, Cetearyl Alcohol (and) Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, C12-15 Alkyl Benzoate, Glyceryl Stearate (and) PEG-100 Stearate, Dimethicone, Glycerin, Propylene Glycol, Propylene Glycol (and) Aesculus Hippocastanum Seeds Extract, Aqua (and) Propylene Glycol (and) Linum Usitatissimum Seed Extract, Lanolin, Linoleic Acid (and) Linolenic Acid, Menthol, Allantoin, Phenoxyethanol (and) Methylparaben (and) Ethylparaben, (and) Propylparaben (and) Butylparaben, Imidazolidinyl Urea, Parfum, Citric Acid.

    0 0
  • 12/08/12--01:54: ulubiony misiak :))
  • Musiałam Wam pokazać to zdjęcie, bo kota, który by tak lubi maskotki jeszcze nie mieliśmy. Ma trzy - najbardziej lubi tą na zdjęciu. Nosi je po całym domu, bawi się mini, nieraz nawet z nimi śpi. Ostatnio udało mi się uchwycić go na zdjęciu z ulubionym misiakiem.


    Urósł znacznie od czasu, gdy pokazywałam Wam pierwsze zdjęcia z nim - tutaj. Jego kontakty z dużym kotem polepszyły się - liżą się nawzajem i bawią się. Jednak jego ulubionym zajęciem nadal jest gryzienie i drapanie rąk. Aż wstyd z takimi rękami potem wśród ludzi się pokazać. Dodatkowo ma okropny nawyk wskakiwania do doniczek i wygrzebywania z nich ziemi. Jak coś nabroi, to potem patrzy na nas tymi swoimi słodkimi kocimi oczkami.


    0 0




    Od producenta:
    Każda skóra zasługuje na indywidualną pielęgnację. Krem do rąk Alterra został opracowany specjalnie do zniszczonej skóry dłoni. Połączenie substancji czynnych z oleju z pestek granatu*, ekstraktu z aloesu* i masla shea pielęgnuje zniszczone i suche dłonie z aksamitną delikatnością. Krem do rąk Alterra szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze warstewki tłuszczu.
    * z kontrolowanej biologicznie uprawy
    Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.


    Opakowanie: miękka tubka, z której łatwo jest wycisnąć krem. Jest ono wygodne i poręczne, dlatego noszę go na co dzień w torebce. Utrzymane jest w przyjemnej dla oka kolorystyce.


    Konsystencja: bogata, dość gęsta. Mimo to dobrze się rozsmarowuje i szybko się wchłania. Ręce nie kleją się po nim. Krem jest koloru białego.

    Zapach:krem ten ma taki swój specyficzny zapach - jakby owocowy. Jest on bardzo mocny - jak smaruję nim ręce, to unosi się on po całym pomieszczeniu i nie raz jak ktoś przyszedł to pytał: co tu u tak ładnie pachnie?. Mi bardzo podoba się jego zapach. Niestety na skórze już się nie utrzymuje. 






    Działanie:przede wszystkim krem ten jest bardzo wydajny. Wystarczy zaaplikować jego niewielką ilość - używam go od października i jeszcze się nie kończy. Producent zaleca go dla bardzo suchej skóry, jednak moim zdaniem nie zawsze sprawdzi się w tym przypadku. Jak było cieplej, to był dla mnie odpowiedni i nawilżał dłonie w sam raz. Stawały się one gładkie i miękkie. Aktualnie na to zimno, które nastało, trochę nie daje sobie rady - w kilku miejscach przesuszyła mi się skóra. Dodatkowo po umyciu rąk dalej trzeba go użyć, bo nie czuć jego działania już. Znalazłam opinie, że niektórzy go nie lubią, bo zostawia taką tłustą, jakby silikonową warstwę na skórze. Dla mnie ta warstewka jest prawie nie wyczuwalna. Powiedziałabym nawet, że jej nie ma. Miałam kremy, które zostawiały na rękach większy film, który był zdecydowanie za mocny.

    Cena: standardowa to 7,99 zł, ja kupiłam go na promocji za 5,59 zł

    Pojemność: 75 ml

    Dostępność: Rossmann

    Skład: Demineralisiertes Wasser, Sojaoel*, pflanzliches Glycerin, Weingeist*, Fettalkohol, Olivenoel*, Cellulose, Glycerinfettsaeureester, Disteloel*, Granatapfelkernoel*, Xanthan, Sheabutter*, Aloe Vera Extrakt*, Beerenwachs, Granatapfelextrakt*, Ginkoextrakt, Jojobaoel*, Sonnenblumenoel, Vitamin E, Vitamin C, Mischung aetherischer Oele.
    *z kontrolowanej biologicznie uprawy

    0 0

    Akcja trwała trzy tygodnie: od 18.11.2012 r. do 09.12.2012 r. Szkoda, że tak krótko. Z jednej strony fajnie było poszukiwać jesiennego umilacza. Teraz pewnie przerzucę się na poszukiwania zimowego umilacza. A z drugiej strony nie zdążyłam w trakcie jej trwania znaleźć umilaczy w niektórych kategoriach w tym czasie. Dlatego znajdują się tutaj dwa kosmetyki opisywane jeszcze przed trwaniem jej akcji. Postanowiłam zaliczyć je do jesiennych umilaczy, ponieważ jeden z nich używam aż do tej pory, a drugi z chęcią bym ponownie użyła.


    Moje nominacje są następujące:
    • płyn lub żel do kąpieli:

    Wellness & Beauty - kremowy żel pod prysznic pomarańcza i owoc granatu

     

    • peeling lub scrub:

    FARMONA Tutti Frutti Brzoskwinia i Mango cukrowy peeling do ciała

     

    • kosmetyk do smarowania ciała (balsam, masło, olejki):

    FEMI - olejek antycellulitowy

     

    • aromatyczne mydełko, kula lub sól do kąpieli:

    DermaSel SPA sól z Morza Martwego Lawendowa Kąpiel


    Liczę na to, że Malina wymyśli kolejną ciekawą akcję.

    *********************

    Niedawno dołączyłam również do Malinowego Klubu. W ramach testowania z Maliną będę mieć okazję wypróbowania następujących kosmetyków:

    - Tołpa mydło borowinowe
    - Lirene maseczka samo-wchłaniająca z proteinami ze słodkich migdałów
    - Joanna balsam do ciała z zieloną herbatą do skory normalnej i wrażliwej
    - Hegron żel mocny
    - a to żółte w tle to jest torba ekologiczna, którą dorzuciła Malina :)

    0 0


    Od producenta: 
    Maska do twarzy BingoSpa zawiera 4% czystego oleju sojowego oraz ekstrakt algowo-roślinny. Olej sojowy BingoSpa zawiera 15% nasyconych kwasów tłuszczowych, kwas linolowy, olejowy, palmitynowy, bogaty jest również w witaminę E i naturalną lecytynę. Olej sojowy jest doskonałym emolientem odbudowującym naturalną barierę ochronną skóry oraz dzięki zawartości kwasu linolowego, przywraca skórze właściwy poziom nawilżenia. Olej sojowy jest dobrze wchłaniany przez skórę, chroni ją przed utratą wilgoci. Kompleks roślinno-algowy wspomaga regeneracyjne i ujędrniające działanie maski BingoSpa. Maska BingoSpa ze 100% olejem sojowym polecana jest dla skóry tłustej, mieszanej, ze skłonnościami do łojotoku, zanieczyszczonej i wrażliwej.
    Sposób użycia: nanieść maskę BingoSpa na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu omijając okolice oczu. Pozostawić na ok. 15 minut, po czym zmyć letnią wodą.


    Opakowanie: przezroczysty, plastikowy słoiczek zakręcany czarną nakrętką. Niestety produkt nie jest na początku zabezpieczony folią. Znajduje się na nim naklejka z nazwą produktu, opisem sposobu używania maski, jej składem, datą ważności. Lubię, gdy maski są w tego typu opakowaniach. Nie lubię wyciskać ich z tubki.

    Konsystencja:pierwszy raz mam do czynienia z maską o takiej konsystencji. Niby jest ona żelowa, ale wygląda tak trochę kremowo. Maskęłatwo daje się wydobyć z opakowania i zaaplikować na twarz. Nie spływa ze skóry. Delikatnie zasycha, ale nie tworzy twardej skorupy. Mimo że w opakowaniu widać, że maska jest koloru białego, to na twarzy robi się przezroczysta. Łatwo daje się zmyć - ja najbardziej lubię używać do tego celu gąbeczki.

    Zapach:delikatny, dość przyjemny. Nie wyczuwam w nim żadnych szczególnie wybijających się nut zapachowych. Czuć go tylko w opakowaniu. Po aplikacji na skórę już nie.

    Działanie: maska ta trafiła do mnie w niezbyt nieodpowiednim czasie do jej stosowania. Już wyjaśniam dlaczego. Po pierwsze zaraz po nałożeniu daje uczucie ogromnego chłodu na twarzy. Ja odczuwam to tak jakbym miała twarz obłożoną lodem. Producent zaleca trzymać ją przez 15 minut. Akurat teraz jak robi się coraz zimniej, to niezbyt przyjemnie jej się używa. Pod tym względem nadawałaby się idealnie na lato, gdy potrzebuję nieraz takiego ochłodzenia. Zwłaszcza po czasie spędzonym na słońcu. Po drugie moja skóra potrzebuje teraz większego nawilżenia niż zapewnia go ta maska. Przywracała by mojej skórze odpowiedni poziom nawilżenia, ale latem. Obecnie to nie wystarcza. A tak poza tym, to maska ta nie podrażniła mnie, ani nie uczuliła. Podczas trzymania jej na twarzy nie ma uczucia szczypania skóry. A po zmyciu nie ma uczucia ściągnięcia skóry. Nie zostawia też tłustego filmu na skórze. Jest to produkt bardzo wydajny - niewielka jej ilość wystarcza na twarz i szyję.

    Waga: 120g

    Cena: 12 zł

    Dostępność: w mojej okolicy nie widziałam nigdzie kosmetyków tej firmy w sklepach stacjonarnych. Można je kupić np. na stronie producenta: www.bingosklep.com.

    Skład INCI: Aqua [woda], Glycerin [gliceryna], Glycine Soja (Soybean) Oil [olej sojowy], TEA [emulgator, składnik umożliwiający powstanie emulsji], Acrylates/Steareth-20 Mathacrylate Copolymer [substancja żelująca], Propylene Glycol [rozczynnik nadający kosmetykowi pożądaną konsystencję emulsji], Aqua [ponownie ???], Echinacea Angustifolia Extract [jeżówka wąskolistna], Centella Asiatica Extract [wąkrota azjatycka], Fucus Vesiculosus Extract [alga występująca w chłodnych strefach Oceanu Spokojnego i Atlantyckiego, w Morzach Północnym i Bałtyckim], Trigonella Foenum-Graecum Extract [kozieradka pospolita], Carbomer [zagęstnik, zwiększa lepkość preparatu], Propylene Glycol [ponownie ???], Parfum, DMDM-Hydantoin [substancja konserwująca], Methylchloroisothiazolinone [substancja konserwująca], Methylisothiazolinone [substancja konserwująca], Ethylparaben, Methylparaben, Propylpraben.

    0 0
  • 12/15/12--00:47: BIOCHEMIA URODY - olej monoi
  • Dzisiejszy post jest bardzo wyjątkowy - i to nawet aż z dwóch powodów. Po pierwsze jest to 300-setny post opublikowany na blogu. Brzmi nieźle :)) Taka okrągła liczba już ich się nazbierała. Drugi powód wyjątkowości tego posta jest taki, że dokonałam kosmetycznego odkrycia tego roku. Jest nim olej monoi, który stał się moim wielkim ulubieńcem. Żałuje, że wcześniej nie zaczęłam próbować różnych półproduktów, bo można niezłe perełki znaleźć.

     
    Od producenta: 
    MONOI- to unikalny, tradycyjny olej wywodzący się z rejonów wyspy Tahiti, produkowany ręcznie od zamierzchłych czasów przez ludy Polinezji, według ściśle określonej procedury. Monoi, w starym języku Tahitańskim, oznacza "perfumowany olej". Jest to produkt, który łączy w sobie właściwości pielęgnacyjne z wyjątkowym zapachem egzotycznych kwiatów.
    Olej MONOI stanowi połączenie dwóch, naturalnych składników:
    - ekstraktu z kwiatów Gardenii tahitańskiej, o egzotycznym zapachu oraz
    - bazowego oleju kokosowego, tłoczonego na zimno z kopry, czyli suszonej na słońcu pulpy owocu palmy kokosowej.
    Więcej informacji znajdziecie na stronie www.biochemiaurody.com.

     
    Opakowanie: olej przychodzi do nas w plastikowym przyciemnionym opakowaniu - takim jak na pierwszym zdjęciu. Na początku jest ono zabezpieczone taką twardą tekturką - nie wiem dokładnie co to jest, ale na pewno nie folia. Moja część oleju znajduje się w innym opakowaniu - tym białym ze zdjęcia obok. Jak widać olej już mi się kończy.

    Konsystencja: kremowa masa tłuszczowa o białym kolorze. Po podgrzaniu przyjmuje postać płynnego, lekko żółtego oleju.


    Zapach: jest dość mocny. Bardzo mi się on podoba. Producent pisze o nim, że jest to "egzotyczny zapach kwiatów tahitańskiej gardenii, z nutą kokosową w tle".

    Działanie: stosowałam go na trzy sposoby:
    •  jako maskę do włosów - podgrzewałam jego porcję, aby przybrał postać płynną, rozprowadzałam go na suche włosy, zawijałam je w foliowy czapek i trzymałam na włosach około godziny. Następnie myłam włosy szamponem. Producent podaje, że można go stosować również na końcówki włosów i zostawić bez spłukiwania. U mnie ten sposób się nie sprawdził - włosy wyglądały po nim jakby były przetłuszczone. Dlatego wolę go zmyć. Olej spisuje się na moich włosach świetnie. Odpowiednio zregenerował moje przesuszone włosy. Stały się one teraz bardziej nawilżone. A także są takie sypkie i miękkie w dotyku. Moje włosy znoszą również bardzo dobrze olej kokosowy - tak się składa, że olej monoi ma go też w swoim składzie.
    • bezpośrednio na skóręjako balsam - w tym przypadku nie trzeba podgrzewać tego oleju, ponieważ nawet gdy ma konsystencję stałą również da się go zaaplikować na skórę - topi się przy kontakcie z ciepłem skóry. Olej monoi świetnie nawilża skórę, ale dość długo się wchłania. Producent podaje opcję, że można go mieszać również z balsamem do ciała lub kremem do twarzy. Ja tego nie próbowałam, bo wolę sam olej monoi, który dodatkowo służy jako delikatne perfumy w kremie, ponieważ jego zapach utrzymuje się jeszcze przez pewien czas na skórze.
    • jako dwufazowy nawilżacz - w tym przypadku stosuje się go z wybranym żelem hialuronowym. Tak się złożyło, że akurat mam taki żel, wiec postanowiłam wypróbować i ten sposób. Na oczyszczoną skórę twarzy wsmarowuję trochę oleju monoi, czekam kilka minut, a następnie aplikuję warstwę żelu hialuronowego - dobrze wszystko wmasowuję i wklepuje w skórę. Takiego poziomu nawilżania mojej skórze nie dostarczył jeszcze żaden krem, który do tej pory stosowałam. Sam olej monoi bardzo długo się wchłania, a z żelem to po prostu błyskawicznie. Po paru chwilach mogę nakładać na nie podkład, ponieważ świetnie nadaje się pod makijaż. Dodatkowo strefa T wolniej mi się przetłuszcza, a policzki są mniej przesuszone, bo dostarczam im odpowiedni poziom nawilżenia.
    Podsumowując: nie wiedząc czy się u mnie sprawdzi kupiłam go na pół. Olej monoi nie podrażnił mnie, ani nie uczulił. Stal się on jednym z moich ulubionych olei i zapewne zakupię następne jego opakowanie - tym razem całe. Olej ten jest też dobry pod tym względem, że może być stosowany na całe ciało, także okolice oczu, szyję, dekolt czy włosy.

    Pojemność: 50 ml - ja mam pół z tego

    Cena: 12,60 zł

    Skład:Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Tiare (Gardenia Tahitensis) Flower Extract.

    0 0


    Od producenta:
    2-fazowy drobnoziarnisty peeling cukrowy do rąk Sensique o zapachu pomarańczy delikatnie złuszcza zrogowaciały naskórek odsłaniając młode warstwy skóry. Kompleks pielęgnacyjny na bazie oleju ze słodkich migdałów, bogaty w witaminy i posiadający właściwości promieniochronne, masło shea oraz witaminy A działa kojąco, pilęgnacyjno i ochronnie. Polecany zwłaszcza do skóry dojrzałej, przesuszonej i zniszczonej działaniem detergentów.


    Opakowanie: plastikowa, przezroczysta butelka. Doskonale widać w niej ile produktu jeszcze zostało, a także czy został dobrze zmieszany. Opakowanie posiada zamknięcie, które jest wygodne w użyciu i dobrze wydobywa się przez nie peeling. Jednak ma ona też swoje wady - butelka jest sztywna i ciężko się ją naciska, aby szybciej wydobyć peeling

     


    Konsystencja: jest to kosmetyk dwu fazowy. Składa się z kryształków cukru, które osadzają się na dnie butelki, oraz fazy płynnej. Przed użyciem należy je wymieszać. Dość długą chwile zajmuje zanim się zmieszają. Na zdjęciu obok przedstawiony jest peeling już po zmieszaniu.

    Zapach: ma prześliczny pomarańczowy zapach. Jest on bardzo aromatyczny, nie jakiś chemiczny.














    Działanie: kosmetyk ten ma dość prosty skład. Wysoko znajduje się w nim olej z migdałów. Peeling ten dobrze złuszcza naskórek, ale jest przy tym zarazem delikatny dla skóry. Pozostawia dłonie dobrze złuszczone, ale nie podrażnione. Po zmyciu nie ma uczucia suchej skóry, ponieważ produkt ten pozostawia na skórze tłustawą warstewkę. Skóra jest wtedy nawilżona i ukojona. Nie trzeba od razu sięgać po krem do rąk. Jednak warstewka ta dość szybko się wchłania i gdy zaczyna zanikać, to po jakimś czasie trzeba jednak posmarować dłonie. Po wylaniu produktu na dłonie wydaje się, że tych drobinek cukru jest zbyt mało. Jest to mylne wrażenie, ponieważ podczas rozcierania okazuje się, że jest to wystarczająca ilość. Dodatkowo jest to kosmetyk bardzo wydajny, ponieważ wystarczy użyć jego niewielką ilość, aby złuszczył skórę. Peeling ten wpłynął bardzo pozytywnie na kondycje moich dłoni. Do wyboru są jeszcze inne jego zapachy: limonki oraz czekolady. Chętnie bym je również wypróbowała.

    Pojemność: 100 ml

    Cena: standardowa to 9,99 zł, ale na promocji można go kupić za 6,99 zł.

    Dostępność: Drogerie Natura

    Skład: Sucrose, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cyclopentasiloxane, Isopropyl Myristate, Butyrospermum Parkii Butter, Retinol, Citrus Sinesis (Orange) Oil, CI 47000, Parfum.

    0 0

    Od producenta:
    Jak działa: formula maseczki opracowana została z myślą o skórze potrzebującej ukojenia oraz łagodniejszego, ale skutecznego działania pielęgnującego. Proteiny ze słodkich migdałów wraz z innymi składnikami stymulują wzrost energii w komórkach, dzięki czemu usuwają oznaki zmęczenia i stresu, przywracają skórze witalność i blask. Twarz jest optymalnie nawilżona, odzyskuje świeżość i aksamitną gładkość.
    Jak stosować: raz lub dwa razy w tygodniu nałożyć maseczkę na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu i pozostawić do wchłonięcia. Nadmiar nie wchłoniętej maseczki usunąć płatkiem kosmetycznym.

    Moja opinia:
    Znajduje się ona w saszetce o pojemności 10 ml. Maseczka ma postać kremową. Jest koloru białego. Dobrze się ją rozprowadza po skórze. Nie spływa. Z czasem wchłania się. Nie trzeba jej spłukiwać. Ma bardzo przyjemny i delikatny zapach. Jest on taki troszkę słodkawy. Maseczka przeznaczona jest do każdego typu cery. Opakowanie wystarcza na jedno bogate pokrycie twarzy, szyi i dekoltu, ale ja podzieliłam ją na dwa użycia. Już po ok 15 minutach spora część maski się wchłonęła. Reszcie wniknięcie w skórę zajęło jeszcze tak ok 1,5 godziny. Ewentualny jej nadmiar można zetrzeć wacikiem. Po jej użyciu moja skóra jest dobrze nawilżona i odżywiona. Maseczka przez ten czas nie zasycha, nie tworzy twardej skorupy na twarzy, ani nie powoduje pieczenia skóry. Kosztuje ok. 2,50 zł.

    Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Isopropyl Palmitate, Dimethicone, PEG-20 Methyl Glucose Sesquistearate, Glyceryl Polyacrylate, Methyl Gluceth-20, Methyl Glucose Sesquistearate, Ceteareth-20, Tocopheryl Acetate, Ethoxydiglycol, Ascorbyl Teraisopalmitate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Peopylene Glycol, Butylene Glycol, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Protein, Arnica Montana (Arnica) Flower Extract, Lactic acid, Glucose, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, 1,2-Hexanediol, Methylparaben, Phenoxyethanol, Diazolidinyl Urea, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Sodium Benzoate, Potssium Sorbate, Benzic Acid, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol.

    Maseczkę tą otrzymałam od Maliny w ramach testowania kosmetyków w Malinowym Klubie. Ciesze się, że miałam możliwość ją wypróbować :))

    0 0


    Od producenta:
    Intensywnie dzialające serum przeznaczone dla skóry o nierównej pignentacji:
    - wybiela przebarwienia,
    - redukuje piegi i plamy posłoneczne,
    - zmniejsza ich intensywność i wielkość,
    - wyrownuje koloryt skóry.
    Zawiera wybielający kompleks ActiWhite o innowacyjnym mechanizmie działania ograniczającym syntezę melaniny i proces pigmentacji. Będąc inhibitorem tyrozynazy hamuje wytwarzanie barwnika melaniny w skórze. Serum zawiera dodatkowo Witaminę C w nanosferach i ekstrakt z morwy czarnej rozjaśniajace cerę oraz dzialajace przeciwstarzeniowo. Przy regularnym stosowaniu poprawia ogólny wygląd skóry, rozjaśnia ją, nawilża, delikatnie napinai wygładza. Może być używane przez osoby nie tolerujące hydrochinonu.


    Opakowanie: solidne, szklane opakowanie z pompką. Pozwala na higieniczną aplikacje produktu. Pompką tą można dozować odpowiednią ilość serum, którą chce się wydobyć. Nie zacięła mi się jeszcze ani razu. W opakowaniu tym dodatkowo widać ile serum jeszcze zostało. Utrzymane jest ono w bardzo prostej kolorystyce.


    Konsystencja: serum ma postać kremowej samowchłaniajacej się maseczki. Ma lekką konsystencję. Jest koloru białego. Wchłania się bardzo szybko. Nie zostawia tłustego filmu na skórze. Nie roluje się. Za to lekko nawilża skórę.

    Zapach: jest bardzo przyjemny i delikatny. Myślę, że powinien przypaść do gustu wielu osobom.






    Działanie: serum pochodzi z serii White Skin - jest to seria wybielająca. Zgodnie z zaleceniami producenta należy je stosować 3 razy w tygodniu. Kupiłam je końcem maja, zaczęłam używać w czerwcu. Aplikowałam je na noc. Wiedziałam, że nie należy spodziewać się od razu dużych efektów. Jednak po miesiącu używania nie zaobserwowałam u mnie zbyt dużego działania rozjaśniającego przebarwienia. Określiłabym to tak, że serum troszkę zadziałało, ale wystarczyło, że wyszłam na zewnątrz i od razu było po efektach - głownie przez przebywanie na słońcu. A ja na słońcu nie przebywałam długo - tylko tyle ile musiałam, np. gdy gdzieś jechałam. Odstawiłam je więc. Powróciłam do niego w listopadzie. Aktualnie używając go, widzę większe efekty jego działania. Koloryt skóry ujednolica się i staje się jaśniejszy. Skóra nabrała ładnego odcienia. Przebarwienia zaczynają się robić coraz mniej widoczne, jak np. piegi na nosie, których nabawiam się latem od słońca. Serum nie podrażniło mnie, ani nie uczuliło. Jest bardzo wydajne. Producent zaleca trzymać je z dala od światła, ciepła i wilgoci. Dodatkowo firma Ava Laboratotium znajduje się na wizażowej liście firm nie zaangażowanych w testy na zwierzętach.

    Pojemność: 30 ml

    Cena: ok 30 zł, ja za moje zapłaciłam 26,39 zł

    Skład:Aqua, Vitis Vinifera Oil, Hydroxyethyl Acrylate, Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 60, Morus Nigra (Mulberry) Extract, Glycerin, Sucrose Dilaurate, Polysorbate 20, Pisum Sativum (Pea) Extract, Sodium Ascorbyl Phosphate, PEG- 40 Hydrogenated Castor Oil, Dimethicone, Sodium Dehydroacetate, Cymbopogon Schoenanthus, Xanthan Gum, EDTA.

    0 0
  • 12/23/12--02:02: Świątecznie :)
  • Zostałam otagowana przez wiolkaa93 do TAGu Magiczne Święta:

    Zasady:

    Po prostu umieść powyższy obrazek w swojej notce oraz napisz, co zrobisz w tym roku, aby te święta były jeszcze bardziej magiczne! Chodzi o to, aby oderwać swoje myślenie o świętach od przystrojonych witryn sklepowych, okazyjnych promocji, czy jarmarków świątecznych i pomyśleć, co możesz dać od siebie, aby magia świąt wypłynęła prosto z serducha, zamiast z telewizora i reklam Coca-Coli. :) Nie muszą to być wielkie zamierzenia, może w tym roku upieczesz pierwsze w swoim życiu pierniczki? Może naszpikujesz pomarańcze goździkami, aby ich aromat wypełniał cały dom? A może wraz z bliską osobą w spokoju ubierzesz choinkę i zatrzymasz się na chwilę, aby porozmawiać z nią dłużej i wypić ciepłe kakao? Pełna dowolność dozwolona! :)
    Kiedy już podzielisz się swoimi pomysłami, otaguj kolejnych pięć osób :)


     W tym roku moje święta będą na pewno bardziej magiczne. Jednym z powodów jest to, że jestem na stażu w wiejskiej szkole i nie mam teraz czasu, aby jeździć do miasta. Omijają mnie te wszystkie świąteczne wystawy, które co roku psuły mi Święta, bo pojawiają się bardzo szybko i zanim Święta jeszcze nadeszły, ja miałam już nimi przesyt. Aktualnie mam od tego spokój. Dodatkowo w tym roku ubieranie choinki było bardziej wyjątkowe niż zwykle, ponieważ ubierałam ją razem z mężem. Nie chodzi mi tu oto, że mi nigdy nie pomagał, ale o to, że jeszcze krótko jestem mężatką i to właściwie będą nasze pierwsze takie wspólne Święta. Nie mogłabym nie wspomnieć, że w tym roku również Miluś pomagał nam ubierać choinkę, a tak właściwie to przeszkadzać w jej ubieraniu. Mały bardzo lubi na nią wchodzić i na nic się zdaje odganianie go, bo ledwo się odwrócimy, a on z powrotem jest już na choince. Dlatego w tym roku kupiliśmy nie dość, że mniejszą choinkę, to na dodatek nietłukące bańki. Nie było innego wyjścia. Przywiązaliśmy ją też do ściany - w razie jakby ją przewrócił. Zdjecie z ubierania choinki:





    Do zabawy taguje:
    Malinę http://testykosmetyczne.blogspot.com/
    Małą0727 http://mala0727.blogspot.com/
    Maxcom http://gosika90.blogspot.com/


    Przy okazji chciałabym życzyć
    by Wam wszystko pasowało,
    by kłopotów było mało,
    byście zawsze byli zdrowi,
    by problemy były z głowy,
    by się wiodło znakomicie,
    by wesołe było życie !!!


    A na koniec jeszcze mała zagadka: Gdzie jest koteczek ???

    0 0
  • 12/27/12--00:23: Świąteczne paznokcie
  • Nie jest to może jakieś skomplikowane zdobienie. Niestety nie mam do tego talentu. Postawiłam na proste zdobienie, które powstało z pomalowania paznokci niebieskim lakierem numer 309 z Inglota oraz lakierem Jolly Jewels numer 102 z Golden Rose

    Efekt jest następujący:


    0 0


    Od producenta:
    Mandarynkowa kąpiel BingoSpa dogłębnie zmiękcza zrogowaciały naskórek wokół paznokci ułatwiając przeprowadzenie kolejnych etapów manicure. Proteiny jedwabiu intensywnie nawilżają, uelastyczniają i wzmacniają płytkę paznokcia czyniąc go jednocześnie podatnym na zabiegi. Regularne stosowanie kąpieli BingoSpa zapewnia paznokciom zdrowy wygląd i wspaniały połysk.

    Moja opinia: 
    Preparat  znajduje się w plastikowym, przezroczystawym słoiczku dodatkowo zabezpieczonym nakładką. Posiada on naklejkę z nazwą produktu, pojemnością, sposobem użycia, składem i datą ważności.Jest to pomarańczowy proszek, który rozpuszcza się w wodzie. Po rozpuszczeniu woda przyjmuje intensywnie pomarańczowy kolor. Od razu po otwarciu opakowania czuć śliczny mandarynkowo-pomarańczowy zapach. Jest on bardzo ładny i przyjemny. Po rozpuszczeniu preparatu w wodzie zapach słabnie. Aby przygotować miksturę należy rozpuścić 1 łyżeczkę preparatu w 100 ml ciepłej wody. Następnie moczyć paznokcie przez ok. 5 minut. Zaraz po wyjęciu z tej mikstury skórki stają się miękkie - w sam raz do odsuwania - paznokcie też lekko się błyszczą. Efekt ten jest niestety krótkotrwały - u mnie utrzymywał się tylko do czasu wyschnięcia palców. Po dłuższym stosowaniu nie zauważyłam efektów pielęgnacyjnych: preparat ten nie wzmocnił paznokci, ani w jakiś inny sposób pozytywnie wpłynął na ich kondycję. Za to jest bardzo wydajny i wystarczy na długo. Mandarynkową kąpiel dla skórek i paznokci mogłabym określić jako taki przyjemny w użyciu gadżet.

    Waga: 300 g

    Cena:14 zł

    Dostępność: w mojej okolicy nie widziałam nigdzie kosmetyków tej firmy w sklepach stacjonarnych. Można je kupić np. na stronie producenta: www.bingosklep.com

    Skład: Sodium Hydrogen Carbonate, Sodium Chloride, Fertilizer Urea, Sodium Lauryl Sulfate, Cocoamide DEA, Hydrolyzed Silk, Parfum, Aqua, CI I 5985.

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    Dziękuję firmie BingoSpa za udostępnienie mi tego produktu do przetestowania. Pragnę zaznaczyć, że fakt otrzymania kosmetyku za darmo w żaden sposób nie wpłynął na obiektywność mojej recenzji.

    0 0
  • 12/29/12--01:32: Zużycia grudniowe


  • 1. DERMASEL SPA - sól kąpielowa z Morza Martwego - kupiłam ją jakiś czas temu w Drogerii Natura na przecenie za 5,99 zł. Jej pojemność to 500g. Producent zaleca, aby rozpuścić cale opakowanie soli w wodzie, ale ja podzieliłam ją na trzy użycia. Lubię sobie co jakiś czas użyć taką sól, ponieważ ma w składzie tylko Maris Sal, czyli sól z Morza Martwego.

    2. LIRENE - krem chłodzący do modelowania ciała oraz serum ujędrniające do biustu - tak się złożyło, że recenzje tych kosmetyków napisałam w jednym poście, razem się też zużyły - ich recenzja znajduje się TUTAJ.

    3. FARMONA - Tutti Frutti cukrowy peeling do ciała brzoskwinia i mango - uwielbiałam jego zapach. Jeśli chodzi o jego działanie to już mniej - jego recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

    4. FEMI - olejek antycellulitowy - miał świetny zapach i dobrze nawilżał skórę. Niestety jego cena jest za wysoka jak na możliwości finansowe mojego portfela. Dlatego cieszę się, że miałam możliwość, aby go wypróbować. Jego recenzja znajduje się TUTAJ.

    5. BIELENDA - olejek do kąpieli afrodyzjak piżmo i jaśmin - pisałam o nim TUTAJ.


    6. BARWA MISS - pielęgnacyjny krem do nóg z ekstraktem z kasztanowca - jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    7. LIRENE -City Matt fluid matująco-wygładzający - pisałam o nim TUTAJ.

    8. BIOCHEMIA URODY - olej monoi - na zdjeciu nie ma oryginalnego opakowania, w którym znajduje się ten olej. W tym opakowaniu trzymałam moją część oleju. Za jakiś czas zapewne kupię go ponownie. Jego recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

    9. ORIFLAME - perfumowana woda toaletowa Volare Magnolia - kupiłam ją w ciemno, bo koleżanka mi ją polecała. Jako, że mamy zbliżone gusta zapachowe, to skusiłam się na nią. I nie zawiodłam się, bo bardzo podoba mi się ten zapach. Miałam ją ok. 1,5 roku.

    10. BANDI - krem odżywczo-nawilżający - dobrze się spisywał przez te zimowe dni. Myślałam, że skończy się końcem listopada, ale miałam go jeszcze przez pierwszy tydzień grudnia. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    11. ALTERRA - odżywka nawilżająca granat i aloes - szampon z tej serii bardzo przypadł mi do gustu. Jednak ta odżywka już nie. Dlatego to malutkie opakowanie, bo zaledwie 50 ml nie mogłam zużyć przez długi czas. W tym miesiącu jednak postanowiłam wykończyć je i już mieć z tą odżywką spokój.

    12. ZRÓB SOBIE KREM - olej z pachnotki - miałam go dwie buteleczki po 15 ml każda. Pierwszą zużyłam głównie na twarz - na początku podobało mi się jej działanie, ale po wypróbowaniu oleju tamanu wolałam go bardziej. Drugą buteleczkę oleju z pachnotki zużyłam głównie na włosy i tu sprawdził całkiem nieźle.

    13. LIRENE - maseczka samowchłaniająca z protein ze słodkich migdałów - jej recenzja pojawiła się TUTAJ.

    14. BIOSILK - jedwab - służył moim włosom dobrze i jestem z niego zadowolona. Ta mała buteleczka jest niezmiernie wydajna, ponieważ wystarczy użyć niewielką kropelkę jedwabiu na całe włosy.

    15. BENTLEY ORGANIC - żel pod prysznic - ta próbeczka nie zrobiła na mnie dużego wrażenia - takiego, że skusiłaby mnie na zakup pełnowymiarowego produktu.

    16. NEOBIO NATURAL COSMETICS - krem magnolia - próbka ta okazała się być bardzo wydajna, ponieważ wystarczyła na cztery użycia (na twarz i szyję). Jednak choćbym nie wiem jak mało go użyła, to i tak krem ten rolował się na skórze. Nie zachęciło mnie to do zakupu pełnowymiarowego opakowania.

    17.  CALYPSO - gąbeczka celulozowa do demakijażu - jej recenzja jest w przygotowaniu.

    18. THE SECRET SOAP STORE- mydło luksusowe ARGAN&GOATS orazmydło rewitalizujące - PIEPRZ CZARNY Z OLIWKAMI - nie ma ich na zdjęciu, ale też należą do zużyć z tego miesiąca.

    0 0
  • 12/31/12--00:24: Zakupy grudniowe + paczki
  • W tym miesiącu również nie szalałam na zakupach kosmetycznych. Kupiłam właściwie tylko 3 rzeczy, które mnie bardzo ciekawiły. Resztę kosmetyków, które wzbogaciły moje zasoby kosmetyczne stanowią paczki i wymianka. Zacznę od moich zakupów:

    - dwa lakiery z Golden Rose Jolly Jewels numer 102 i 103 za ok 12 zł każdy.
    - Original Source żel pod prysznic Plum&Maple Syrup za ok 6 zł.

    Otrzymałam również przesyłkę od firmy Lirene, Pharmaceris oraz Under20:


    Paczkę od agencji Werner i Wspólnicy:

    - kawowy suflet do ciała słodkie cappuccino i tiramisu
    - kawowy żel peelingujący do mycia ciała słodkie cappuccino i tiramisu

    A także wymianka z Donią:

    - Green Pharmacy szampon pokrzywa zwyczajna
    - Donia dorzuciła też niespodziankę w postaci natychmiastowej terapii włosów ze Schwarzkopf GLISSKUR

    0 0


    Od producenta:
    Zestaw zawiera wszystko, co potrzebne do wykonania naturalnego pudru sypkiego do twarzy na bazie bogatego w krzemionkę ekstraktu otrzymywanego z łodygi bambusa, wzbogaconego luksusowym jedwabiem w proszku oraz łagodzącą, koloidalną mączką owsianą, która przełamuje biel pudru. Puder ma postać puszystego, jasno-beżowego, bardzo drobnego pyłku. Aplikowany na skórę daje transparentne, matowe i jedwabiste wykończenie, bez efektu bielenia skóry. Obecność jedwabiu dodaje pudrowi własności nawilżających oraz zmienia kąt odbicia światła od powierzchni skóry, nadając cerze delikatny blask, zmiękczając rysy skóry oraz zmniejszając widoczność zmarszczek. Dodatek mikronizowanej mączki owsianej, przełamuje biel pudru oraz zwiększa działanie łagodzące podrażnienia i zaczerwienienia. Odpowiedni dla każdego typu i karnacji skóry.

    Skład zestawu: wybrałam wersjęjedwab + owies. Po zamówieniu otrzymujemy produkty potrzebne do zrobienia tego pudru. Są to: puder bambusowy, puder jedwabny, koloidalna mączka owsiana. Wszystkie składniki są oddzielnie zapakowane, trzeba je tylko zmieszać dołączoną bagietką. Nie zajmuje to dużo czasu.

    Opakowanie: do zestawu dołączone jest niebieskie, plastikowe opakowanie z sitkiem i nakładką. Nie wypowiem się na jego temat, ponieważ moją połowę pudru przesypałam do pustego opakowania po pudrze z Vipery.

    Konsystencja: puder ma postać drobnego pyłku. Producent podaje, że ma kolor jasno-beżowy, ale moim zdaniem jest on biały.

    Zapach: jest to produkt bezzapachowy.

    Działanie: mimo że puder ma postać białego proszku, to daje matowe, transparentne wykończenie. Nie zauważyłam, aby nadawał cerze balasku, nawet delikatnego. Za to dopasowuje się do odcienia każdego podkładu jakiego używałam. To ile go trzeba nałożyć zależy od podkładu jaki używamy - czasem trzeba przyprószyć nim twarz bardziej, nieraz wystarczy mniej. Nawet jak użyje się go więcej, to nie bieli skóry. Muszę przyznać, że tego się trochę obawiałam, bo znalazłam takie opinie o pudrze bambusowym. Puder prezentuje się na twarzy bardzo naturalnie. Tak jak podaje producent puder jest niekomedogenny, czyli nie zatyka porów. A także nie wysusza skóry. Puder jest bardzo wydajny - używam go od połowy października i nie widać dużego zużycia. Nie należy on do najtrwalszych produktów, ponieważ na mojej przetłuszczającej się strefie T jak nałożę go koło 6.30 to wytrzymuje tak do około 11. Wtedy muszę dokonać poprawki. Jednak puder ten będzie dobrym rozwiązaniem dla osób, które szukają naturalnych produktów, które nie powodują zapychania.

    Pojemność: 16,5 g - ja mam pół z tego

    Cena:17,80 zł

    Skład:Bambusa Arundinacea Stem Extract, Avena Sativa (Oat) Kernel Flour, Silk Powder

    0 0


    Od producenta:
    Mega Strong jest żelem w sprayu do stylizacji włosów, bardzo mocno utrwalającym uczesanie (do 48 godzin). Za pomocą tego produktu można szybko i na bardzo długo wystylizować każdą fryzurkę. Nie wymaga codziennego mycia włosów i łatwo się z nich wyczesuje. Przeznaczony jest do wszystkich rodzajów włosów. Mega Strong można "nakładać" zarówno na wilgotne włosy, jak i na suche.
     
    Moja opinia:
    Produkt znajduje się w wygodnym w użyciu opakowaniu z rozpylaczem. Działa on bardzo dobrze - nie zaciął mi się jeszcze ani razu. Gdy ustawimy opakowanie pod słońce, to widać ile kosmetyku jeszcze zostało. Opakowanie utrzymane jest w prostej biało-czerwonej kolorystyce. Od razu, gdy je zobaczyłam, to skojarzyłam, że skądś kojarzę ten żel. Okazuje się, że fryzjerka, która czesała mnie do ślubu używa go. Jeśli chodzi o jego zapach, to jest podobny do tego jaki mają lakiery do włosów - z tym, że jego zapach tak "nie dusi", gdy się go rozpyla. Używam go na suche włosy. Na mokre jeszcze nie próbowałam. Stosuje go głównie do tego, aby ujarzmić mój puch na głowie, który powstaje z niesfornych baby herów. Nie używam go codziennie, tylko w tedy, gdy uznam, że włosy potrzebują ujarzmienia. Ponieważ moje włosy źle znoszą wszelkie żele, pianki i lakiery. W moim przypadku produkt ten sprawdził się całkiem nieźle. Dobrze utrwala fryzurę, nie sklejając przy tym włosów, ani nie obciążając ich. Szybko wysycha. Bez problemu potem wyczesuje się go z włosów. Daje bardzo naturalny efekt. Jedyną jego wadą może być to, że najprawdopodobniej przesusza mi trochę włosy. 

    Pojemność: 150 ml

    Cena: ok 10 zł

    Dostępność: właściwie to nie wiem, gdzie go można dostać. Sama jestem tego bardzo ciekawa.

    Skład:ALCOHOL DENAT., VP/VA COPOLYMER, PARFUM, BENZYL SALICYLATE, HEXYL CINNAMAL, LINALOOL.


    Kosmetyk ten otrzymałam od Maliny w ramach testowania kosmetyków w Malinowym Klubie. Ciesze się, że miałam możliwość go wypróbować :))

older | 1 | (Page 2) | 3 | 4 | .... | 31 | newer