Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Showcase


Channel Catalog


Channel Description:

Witajcie w moim kosmetycznym świecie !!! Mam nadzieje, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie :))

older | 1 | .... | 19 | 20 | (Page 21) | 22 | 23 | .... | 31 | newer

    0 0

    Przeważnie używam cieni do powiek w formie prasowanej lub sypkiej. Ten jest w postaci kredki. Dlatego w jego opisie będę się posługiwać tym określeniem, bo tak będzie prościej. Produkt ten jest solidnie wykonany z dobrej jakości plastiku i drewna. Nie powiem się zniszczyć, ani popękać. Kredka ta jest bardzo miękka. Dzięki temu łatwo się ją nanosi na powiekę, a także rozciera. Tworzy cieniutką warstewkę, nie zastyga na "skorupę". Producent podaje, że nie wymaga stosowania bazy. Ja jednak się z tym nie zgodzę, ponieważ na moich powiekach bez bazy zaraz się roluje. Gdy ją używam, to tylko z bazą pod cienie. Wtedy jest trwała.


    Cienie te dostępne są w wielu kolorach - 15 odcieni. Także jest w czym wybierać. Ja mam kredkę o numerze O-13 złoty ecru. Podoba mi się w niej to, że ładnie się błyszczy. Jest to lekko perłowy odcień złota. Daje efekt delikatnego, świetlistego makijażu. Jednak kolor ten jest zbyt połyskliwy do stosowania na całą powiekę w makijażu dziennym. Ale taki kolor właśnie chciałam, ponieważ świetnie sprawdza się do rozświetlania kącików i na linię wodną oka. Tak właśnie ją używam. 


    Kupując tą kredkę wspiera się Inicjatywę 2H. Kosztuje 16,90 zł. Dostępna jest w sklepie internatowym producenta, a także w drogeriach, których lista znajduje się TUTAJ.

    Mieliście cienie w kredce ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0

    Na początku chciałam wspomnieć, że będę opisywać jak sprawdził się przy moim typie skóry, czyli mieszanej. Zaklasyfikowałabym go jako podkład średnio kryjący. Mniejsze niedoskonałości zakrywa bez problemu i ładnie wyrównuje koloryt skóry. Na większe trzeba użyć jeszcze korektora. Ładnie stapia się ze skórą i daje krycie bez efektu maski. Nie ciemnieje w trakcie dnia. Dobrze się go rozprowadza, nie tworzy smug. Nie aplikuję go palcami, bo nie lubię tak nakładać podkładów, tylko pędzlami.


    Znajduje się w szklanej butelce, która jest dobrze wykonana. Posiada pompkę, która sprawnie dozuje podkład i solidną nakrętkę, która jeszcze mi nie popękała mimo noszenia go w kosmetyczce. Jedynie napisy za każdym dotknięciem opakowania zaczynają się coraz bardziej ścierać. Na razie są jeszcze widoczne, ale za jakiś czas ich już nie będzie.


    Podkład ten jest trwały, nie znika ze skóry w ciągu dnia. Ścierałam go nadmiernie tylko wtedy, gdy miałam katar i okolica nosa miała częsty kontakt z chusteczkami. W utrzymaniu jego trwałości przeszkadza też to, że często podpieram głowę rękami. Gdybym tego nie robiła wytrzymałby dłużej na skórze. Podkład ma fajną konsystencje - nie jest zbyt lejący, ani zbyt gęsty. Jest bardzo lekki. Nie trzeba go mieszać przed użyciem. Nałożony na skórę lekko się świeci, ale po przypudrowaniu wygląda dobrze. Daje to efekt matu przez parę godzin. Potem niezbędne jest użycie bibułki matującej w strefie T, ale to normalne przy moim typie cery.


    Do wyboru jest 5 odcieni. Ja wybrałam najjaśniejszy, czyli 01 jasna porcelana. Ma on ładny odcień wpadający delikatnie w beż - na żółte tony. Jest dość jasny, ale niestety dla mnie teraz jest nieco za ciemny. Dlatego używam go mieszając z podkładem Pierre Rene, który jest bardzo jasny. Ale jak tylko zrobi się nieco cieplej i troszkę opali mnie słońce, to kolor ten będzie w sam raz. Jak widzicie na zdjęciu daje naturalne, świeże wykończenie. 

    Wśród składników podkładu producent wyróżnia skwalan. Jest to substancja aktywna w postaci bezbarwnego i bezzapachowego olejku pozyskiwanego z oliwy z oliwek, która ma za zadanie poprawić kondycję skóry. Dodatkowo w składzie znajduje się też D-panthenol, witaminy C i E, które odpowiadają za pielęgnację i poprawę elastyczności skóry. Są to dobre składniki, które występują tak pośrodku listy wszystkich składników. Dobrze, że nie na samym końcu. Jednak chciałam jeszcze wspomnieć, że jednym ze składników występującym zaraz na początku składu jest parafina (Paraffinum Liquidum). Ma ona działanie komedogenne i są osoby, które jej nie tolerują. Mnie jak na razie podkład ten nie zapchał - nie mam po jego używaniu wysypu pryszczy, ani większej ilości zaskórników. Ale będę obserwować czy to się nie zmieni.

    Pojemność: 30 ml

    Cena: ok. 29 zł

    Dostępność: sklep internatowy producenta, a także w drogerie, których lista znajduje się TUTAJ.

    Skład:Aqua, Cycopentasiloxane, Titanium Dioxide, Paraffinum Liquidum, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Polybutene, Glycerin, Propylene Glycol, Lauryl PEG/PPG-18/18 Methicone, Sodium Chloride, Caprylic/Capric Triglyceride, Hydrogenated Polydecene, Squalane, Panthenol, Magnesium Sulfate, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Disodium EDTA Polyglyceryl-3 Diisostearate Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, CI77492, CI77491, CI77499.

    Używałyście go ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0
  • 03/28/15--05:05: Ulubieńcy marca 2015r.
  • Prezentuję te kosmetyki w ulubieńcach marca, ale tak właściwie to lubię je już od stycznia. Kupiłam je w świątecznym zestawie, które był dostępny w Drogerii Natura w grudniu. W skład zestawu wchodziły: Hyaluron 3D Elixir, Hyaluron 3D Milk, Hyaluron 3D Cream. W końcu nadeszła pora, aby je opisać. Są to kosmetyki, które mają mieć działanie silnie nawilżające i ujędrniające. Dedykowane są osobom ze skórą suchą i wrażliwą. Ja mam cerę mieszaną, która jest ostatnio nieco wrażliwa, ale u mnie też się dobrze sprawdzają.


    Kosmetyki z linii Hyaluron 3D zawierają:.

    HYACARE® FILLER CL - usieciowany kwas hialuronowy, który zaaplikowany na powierzchnię skóry stanowi idealny wypełniacz zmarszczek, lokuje się wzdłuż ich przebiegu po czym niczym „magnez wilgoci” przyciąga wodę z głębszych warstw dermy i „wypycha” skórę ku górze.

    EPIDERMIST 4.0 - morski egzopolisacharyd odpowiedzialny za tzw. hydro-pamięć. Hydro pamięć inicjuje mechanizm pompowania wody z rezerwuarów leżących w głębi skóry.

    CRISTALHYAL - wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy, który ze względu na swój rozmiar nie penetruje w głąb skóry, ale przylega do niej tworząc jednolity film który ogranicza odparowywanie wody z powierzchni naskórka.


    Ich opakowania prezentują się bardzo estetycznie i są solidnie wykonane. Utrzymane są w niebiesko-szarej kolorystyce. Mleczko do demakijazu oraz eliksir znajdują się w bardzo higienicznych opakowaniach zaopatrzonych w pompki. Tylko krem znajduje się w zakręcanym słoiczku. Jedynie małe zastrzeżenie mam do pompki dozującej mleczko, która wydobywa go w niewielkich ilościach. Aby dało się nim dobrze oczyścić skórę potrzebuję 3-4 pompki. Wtedy mam ilość, którą inne kosmetyki tego typu dają przy jednym naciśnięciu pompki.
    Ich formuły są bardzo lekkie i kremowo-żelowe. Przyjemnie się je używa. Krem i eliksir szybko się wchłaniają i nie rolują się. A przy tym dobrze nawilżają skórę. Zaczęłam używać je zimą i sprawdziły się. Mleczko do demakijażu dobrze oczyszcza skórę z resztek makijażu i sebum. Kosmetyki te mają delikatne i przyjemne zapachy. Są bardzo wydajne i nie trzeba ich dużo na raz aplikować. Używam je od stycznia i powinny mi wystarczyć jeszcze na cały kwiecień. Od otwarcia należy je zużyć w przeciągu 12 miesięcy.


    Mleczko do demakijażu ma pojemność 200 ml, kosztuje 33 zł
    Krem nawilżający ma pojemność 50 ml, kosztuje 70 zł
    Eliksir ma pojemność 30 ml, kosztuje 72 zł
    Za cały zestaw zapłaciłam ok. 140 zł.

    Znacie te kosmetyki ???
    Jacy są Wasi ulubieńcy w tym miesiącu ???

    0 0

    W marcu zużyłam kilka bardzo fajnych kosmetyków. Ale także przyłożyłam się do wykończenia takich, których działanie mi się nie spodobało, aby nie zalegały już więcej na półkach. Zrobiłam też takie małe wiosenne porządki, po których wyrzucam trochę przeterminowanych kosmetyków.


    1. SYLVECO lipowy płyn micelarny - to było drugie opakowanie tego micela, które zużyłam. Aktualnie używam inny - z BingoSpa. Ale bardzo lubię ten z Sylveco i jeszcze kiedyś go kupię. Jego recenzja znajduje się TUTAJ.

    2. BIOCHEMIA URODY hydrolat lipowy - stosowałam go głównie do rozrabiania peeligu enzymatycznego, który był też z BU. Ale czasem też przecierałam nim twarz, jak tonikiem. Wykazywał działanie łagodzące, fajnie odświeżał i niwelował uczucie "ściągnięcia" skóry. Miał intensywny ziołowy zapach - jak ziołowa herbata.

    3. BIOCHEMIA URODY peeling enzymatyczny - lubiłam ten peeling. Zwłaszcza, że od pewnego czasu peelingi ziarniste mnie podrażniają. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    4. AURIGA Flavo-C serum - to już trzecia buteleczka tego serum, którą zużyłam. Lubię je za jego działanie, które opisałam TUTAJ. Jednak moja skóra się do niego za bardzo przyzwyczaiła i nie działa na mnie już tak jak kiedyś. Dlatego na pewien czas robię sobie od niego przerwę.

    5. ZIAJA Ulga peeling enzymatyczny - peeling ten zrobił olbrzymią masakrę na mojej skórze twarzy. Użyłam go trzy razy i już nigdy więcej. Opisałam to wszystko TUTAJ. W zużyciach pojawia się wykończony do samego końca, aż nawet rozcięty, ponieważ nie chciałam, aby się zmarnował. Dlatego zrobiłam nim peeling enzymatyczny nogom. Tam skóra jest bardziej odporna i efekt był całkiem spoko.

    6. VICHY Normaderm Hyaluspot - był to punktowy preparat zwalczający miejscowe niedoskonałości.  Nieco zbyt długo zalegał w mojej kosmetyczce, dlatego nawet nie rozcinałam go, aby wydobyć go do samego końca. Zużyłam tyle ile dałam rade i czas się z nim pożegnać. Gdyby ktoś był ciekawy jego recenzji, to zamieściłam ją TUTAJ.

    7. HIMALAYA krem kojąco-osłaniający - bardzo fajny krem, a do tego tani. Zużyłam kilka jego opakowań. Na razie robię sobie przerwę w jego używaniu i nie kupuję następnych. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.


    8. PANTENE PRO-V szampon ochrona koloru i blask - szampon jak szampon. Oczyszczał włosy i w sumie był nawet dość dobry. Nie pisałam jego recenzji, bo nie było się o czym więcej o nim rozpisywać.

    9. APART mydło w płynie - miałam wersję olive and buriti. Miało całkiem przyjemny zapach i dobrze oczyszczało skórę.

    10. DOVE kremowy płyn myjący - miałam wersję o zapachu ogórka i zielonej herbaty. Jak dla mnie to pachniało jak każde inne mydło - nic specjalnego. Dobrze się nim myło, nie wysuszało skóry.

    11. FARMONA Sweet Secret kokosowy mus do ciała - pod względem właściwości nawilżających szału nie robił. Ale miał genialnie piękny zapach - taki słodko kokosowy. Najlepsze w nim było to, że był to aromat niezwykle mocny. Nie tylko długo utrzymywał się na skórze, ale jego zapach unosił się po całym domu. 

    12. BINGOSPA solanka borowinowa z arniką i eukaliptusem - świetny produkt. Lubię używać takie solanki. Więcej na jej temat pisałam TUTAJ.  

    13. NOREL krem-żel ujędrniający biust, szyja, dekolt -  sama bym tego produktu raczej nie kupiła. Trafił do mnie w ShinyBoxie, więc postanowiłam go wypróbować. Okazał się świetnym kosmetykiem, ale rzadko używałam go zgodnie z przeznaczeniem. Bardzo lubiłam smarować nim ręce, a także nogi po depilacji. Świetnie nawilżał skórę.

    14. PROPODIA peeling zmiękczający do stóp - bardzo fajny i skuteczny produkt. Niestety zabrakło mi systematyczności w jego używaniu. Dlatego nie pisałam jego recenzji. Używałam go, gdy sobie o nim przypomniałam. Ale mimo to dało się zauważyć efekty jego działania. 

    15. SCHWARZKOPF Gliss Kur natychmiastowa terapia włosów - taka tubka wystarczyła mi na dwa użycia. Nie działa naprawczo na zniszczone włosy, ale za to fajnie je nawilża. 

    W tym miesiącu zainspirowały mnie dwa filmiki dotyczące zrobienia porządków w kosmetykach. Pierwszy  z nich nagrała Agnieszka (nissiax83). Nosi on tytuł: Minimalizm kosmetyczny - proces pozbywania się zbędnych kosmetyków. Zrobiłam, tak jak to opisała Agnieszka. Przejrzałam moje kosmetyki kolorowe i zadałam sobie pytania:
    - czy kolor nadal jest ładny ???
    - dlaczego go kupiłam ???
    - kiedy ostatni raz go używałam ???
    - czy będę nadal używać ???
    - czy kupiłabym go dzisiaj ???
    - w jakim jest stanie ???
    Drugi filmik nagrała Baby Jane Hudsnon. Pokazała w nim jak zrobiła czystkę kosmetyczną. Postanowiłam zrobić to samo z moimi kosmetykami.


    A jak tam Wasze zużycia w tym miesiącu ???

    0 0
  • 04/02/15--00:32: Zakupy kosmetyczne z marca
  • Okazuje się, że trochę poszalałam. Ale przez ostatnie miesiące moje zakupy były bardzo minimalistyczne. Dodatkowo w marcu zrobiłam wiosenny przegląd kosmetyczki, po którym trochę kosmetyków musiałam wyrzucić. Doszły też bieżące zużycia. Przejrzałam także jakie kosmetyki w najbliższym czasie mi się skończą. Dlatego zakupy wyszły mi większe.


    Skorzystałam z promocji -10% na dzień kobiet i zamówiłam kilka produktów marki Zoeva:
    - dwie paletki, które zaczęłam już używać i jestem nimi oczarowana: paleta Golden Rose i Mixed Metals (ok. 64 zł za paletę),
    - potrzebowałam dodatkowego pędzla do podkładu, dlatego wybrałam ten o numerze 104 (ok. 53 zł)
    - pomadka w kredce w kolorze Second Chance (ok. 25 zł).


    Dwa kosmetyki ze Starej Mydlarni (niestety tutaj nie było żadnych promocji):
    - tonik do twarzy imbir i trawa cytrynowa (26,90 zł)
    - maska do włosów z olejkiem arganowym i keratyną (45,90 zł).


    Chciałam wypróbować kolejne kosmetyki marki Sylveco, dlatego kupiłam:
    - lekki krem nagietkowy (26,99 zł)
    - arnikowe mleczko oczyszczające (16,99 zł)
    Kolejny raz natomiast kupiłam lipowy płyn micelarny (15 zł).
    Koleżanka, która pracuje w salonie kosmetycznym pomogła mi kupić krem do twarzy na naczynka z rutyną i witaminą C marki Bielenda Professional (42 zł).

    A jak tam Wasze zakupy w marcu ???

    0 0
  • 04/04/15--01:34: Wesołego Alleluja !!!


  • 0 0

    Do takiej pomadki z peelingiem podchodziłam dość sceptycznie. No bo niby jak można razem połączyć te dwie funkcje? Mogłam przekonać się o tym, gdy w jednym ze ShinyBoxów znalazłam właśnie tą pomadkę. Pomyślałam, że będzie to dobra okazja, aby ją wypróbować.


    Znajduje się w opakowaniu klasycznym jak na pomadki. Wykonane jest ono z dobrej jakości plastiku. Noszę tą pomadkę często ze sobą w torebce i jak na razie nigdzie nie popękała, ani nie popsuła się. Opakowania tej marki przeważnie mi się podobają. Jednak to stanowi wyjątek. Dziwnie wygląda ta biało-żółta kolorystyka. Jeśli chodzi o jego zwartość, czyli pomadkę, to jest ona jasno brązowego koloru. Ma delikatny, ale specyficzny zapach wosku pszczelego. Mi on nie przeszkadza ani nie zniechęca do używania tej pomadki. Jak dla mnie jest on bardzo słabo wyczuwalny. 


    Pomadka ta ma bardzo prosty i dobry skład: Olej sojowy,Wosk pszczeli,  Cukier trzcinowy,  Lanolina,  Olej z wiesiołka,  Wosk carnauba,  Masło kakaowe,  Masło karite (Shea),  Betulina,  Olejek z gorzkich migdałów. Należy ją zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia.
     
    Za właściwości peelingujące odpowiada znajdujący się w niej cukier trzcinowy. Trzeba uważać, bo drobinki cukru zostają na skórze i są na niej widoczne. Z czasem zaczynają się rozpuszczać i znikają. Jednak bez korzystania z lusterka pomadki tej nie nakładam na usta. Z czasem cukier zaczyna się topić i jego część zjadam. Nadaje on słodki smak pomadce. Dla niektórych pewną niedogodnością może być to, że cukier drapie po skórze przy smarowaniu, a do tego dość tępa i zbita konsystencja sprawia, że pomadkę trudno się rozprowadza. Ale dla mnie wszystko to jest na plus. Dzięki temu pomadka jest wydajna i fajnie jest nią wykonać masaż ust. Wszystkie te małe niedogodności związane z jej używaniem, rekompensuje jej działanie. Pomadka ta genialnie pielęgnuje usta.Nawilża je, odżywia i peelinguje. Sprawdziła się świetnie w okresie zimowym. Skutecznie usuwa suche skórki z warg i zapobiega powstawaniu nowych. Dzięki temu na przykład szminki, które używam ładnie się prezentują, ponieważ usta nie są spierzchnięte, popękane, ani przesuszone.


    Pojemność: 4,6 g

    Cena: ok. 10 zł

    Skład: Glycine Soya Oil, Cera Alba, Sucrose, Lanolin, Oenothera Biennis Oil, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Theobroma Cacao Seed Butter, Butyrospermum Parkii Seed Butter, Betulin, Prunus Amygdalus Amara Oil.

    Używaliście tą pomadkę ???
    Co o niej sądzicie ???

    0 0

    Olejek znajduje się w małej, plastikowej butelce. Ma ona bardzo ładną i przyjemną dla oka szatę graficzną. Te biało-niebiesko-zielone paski razem z pomarańczowym odcieniem olejku wyglądają bardzo energetyzująco. Współgra to wszystko z jego zapachem, który jest bardzo przyjemny i kuszący. Trudno go dokładnie opisać. Zapach jest trochę słodkawy, ale za razem jakby cytrusowo-świeży. Ale to mi się w nim podoba. Ma bardzo ciekawą konsystencje. Niby typową jak na olejek, czyli tłustą i płynną. Jednak nie ma się co obawiać, ponieważ zaskoczył mnie tym, że szybko się wchłania. Nie pozostaje po nim tłusta i lepka warstwa na skórze. Jest bardzo lekki, o ile można takie określenie użyć odnośnie olejku.


    Można stosować go na wiele sposobów:
    - nakładać na sucha skórę całego ciała i masować aż do całkowitego wchłonięcia.
    - nakładać po kąpieli na mokrą i rozgrzaną skórę. 
    - wzbogacać nim swój ulubiony balsam do ciała dodając do niego kilka kropli olejku. 
    - wykonywać masaż ciała wykorzystując do tego ten olejek. 
    - czytałam, że niektóre osoby stosują go też do olejowania włosów. Nie byłabym sobą gdybym i ja tego nie wypróbowała. Jednak to nie dla mnie. Tutaj się nie sprawdził. Skończyłam z pokołtunionymi włosami nie wyglądającymi ładnie. 

    Ten olejek stosuje tylko do ciała. Według obietnic producenta ma ujędrnić, modelować i napinać skórę, zmniejszać obrzęki, pomagać zredukować cellulit. Nie wszystko to zaobserwowałam u siebie. Zresztą chyba nikt nie spodziewa się cudów po stosowaniu samego olejku. Lubię w nim to, że świetnie nawilża i odżywia skórę i to na długi czas. Nie tylko do momentu wchłonięcia, jak to jest w przypadku niektórych balsamów. Przy regularnym stosowaniu olejek ten jest świetny do pielęgnacji skóry, która staje się miękka i przyjemna w dotyku.

    Ma bardzo fajny skład. Zawiera dużo olejków:
    • Olejek perilla - przyśpiesza produkcję kolagenu i elastyny prowadząc do ujędrnienia i uelastycznienia skóry, nadaje zdrowy wygląd.
    • Olejek grapefruitowy - redukuje celluit, poprawia napięcie i jędrność skóry, rozjaśnia blizny i rozstępy.
    • Olejek makadamia - poprawia sprężystość, wygładza nadmiernie wysuszoną skórę, odżywia, reguluje proces rogowacenia naskórka
    • Olejek migdałowy - głęboko nawilża i wygładza, wzmacnia barierę lipidową naskórka.
    • Olejek winogronowy - działa przeciwobrzękowo, spowalnia procesy starzenia się skóry
    • Pieprz Cayenne/Chili - rozgrzewa skórę, poprawia mikrokrążenie podskórne, przyśpiesza walkę z celluitem. Uwaga! Ze względu na zawartość tego składnika po aplikacji olejku należy dokładnie umyć dłonie i zachować ostrożność w kontakcie z oczami i śluzówką. Przechowywać poza zasięgiem dzieci.

    Na mnie pieprz Chili nie działa rozgrzewająco - nie zaobserwowałam tego efektu. Nawet nie czuję żadnego mrowienia na skórze jak co niektórzy. Nie zmienia to faktu, że polubiłam używać olejek Super Slim. Szkoda, że to tylko taka mała buteleczka. Ale za to olejek jest wydajny i wystarcza na długo. Ale należy go zużyć w przeciągu 6-ciu miesięcy. Podsumowując moje dzisiejsze rozważania - mogę go polecić :))


    Pojemność: 100 ml

    Cena: ok. 30 zł (na szczęście często są na niego promocje)

    Skład:Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Algae Extract, Plankton Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Crithmum Maritimum Extract, Perilla Ocymoides Seed Oil, Citrus grandis (Grapefruit) Peel Oil, Tocopheryl Acetate, Capsicum Frutescens Fruit Extract, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, BHA, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene.

    Stosowaliście ten olejek ???
    Co sądzicie o olejkach firmy Evree ???

    0 0

    Na szczęście nie mam dużo kosmetyków, w których pod różnymi względami coś mi nie pasuje do tego stopnia, że nie lubię ich używać. Ostatni tego typu post pojawił się na blogu w styczniu. Ale od tego czasu uzbierałam trójkę kolejnych kosmetyków, które mi podpadły.

    EVELINE
    ARGAN + KERATIN
    arganowy szampon 8w1


    Historia związana z tym szamponem jest taka, że najpierw kupiłam maskę do włosów z tej linii argonowej marki Eveline. Maska jest świetna i dobrze sprawdza się na moich włosach. Pomyślałam sobie, że fajnie było by używać inne kosmetyki z tej samej serii, dlatego dokupiłam jeszcze szampon. Ja nie oczekuję od szamponu żadnych cudów. Mógłby to być normalny szampon dobrze oczyszczający włosy i to już by mi wystarczyło. Niestety on taki nie jest. Po pierwsze ma bardzo gęstą konsystencje. Po wyciśnięciu mamy na ręce coś co przypomina budyń ugotowany na zbyt małej ilości mleka. Ciężko go nałożyć na włosy i potem je myć. Po drugie okropnie plącze włosy, mimo że ja zawsze czeszę je przed myciem. Nie pomaga nawet użycie odżywki. Kończę ze skołtunionymi włosami. Jak już przez to przebrnę, to po myciu włosy wcale nie wyglądają dobrze. Sterczą na wszystkie strony i mam problem z ich ułożeniem. W krótkim czasie wyglądają na przetłuszczone. Dodatkowo szampon ten kosztuje ok. 13 zł za 150 ml pojemności. Są dostepne dużo lepsze i tańsze szampony.


    SYOSS
    Strong Hold
    lakier do włosów

    Ma on nadawać bardzo mocne utrwalenie - nawet na 48 godzin!!! Aż tyle to mi nie trzeba. Wystarczy żeby dzień roboczy wytrzymał. Nie potrzebuję nawet dużego utrwalenia włosów, bo ja lakier używam tylko do zdyscyplinowania odstających na wszystkie strony małych odrastających włosków. Uwidaczniają się one zwłaszcza, gdy mam włosy związane w kucyk. Do tej pory używałam lakierów Wella i sprawdzały się. Wystarczało jedno pryśnięcie i problem z niesfornymi baby hair był rozwiązany. Jednak ostatnio zachciałam wypróbować jakiś inny lakier. Trafiło akurat na Syoss. Przypuszczam, że problem z tym lakierem jest taki, że ma on być łatwy do wyczesania. Dlatego wystarczyło, że nałożyłam czapkę, a po jej ściągnięciu włosy sterczały na wszystkie strony. Teraz robi się już cieplej, ale jak rano wychodzę z domu, to potrzeba nieraz założyć na chwilę kaptur. Już samo to wykrusza lakier z włosów. Jest bardzo nietrwały. Aby utrwalić nim włosy skutecznie i na dłużej muszę psikać go w dużych ilościach, ale wtedy mam skorupę na włosach, która nie wygląda ładnie.


    THE SECRET SOAP STORE
    kozie mleko do kąpieli 
    pomarańcza

    Lubię różne dodatki do kąpieli. Używałam już kilka kosmyków TSSS i sprawdziły się. Dlatego kupiłam i tą sól. Kosmetyk ten zbiera pozytywne opinie, dlatego był to kolejny powód, aby go wypróbować. Wybrałam wersję zapachową "pomarańcza". Niestety nie lubię używać tego produktu. Ma nieładny zapach. Jest on bardzo chemiczny, sztuczny i wcale nie przypomina pomarańczowego aromatu. Po rozpuszczeniu nadaje wodzie taki mleczny kolor i wytwarza się dużo piany. Po kąpieli z dodatkiem tej soli skóra jest dziwnie śliska. Ciężko to opisać, ale wrażenia mi się nie spodobały. Dodatkowo jest to drogi produkt, bo opakowanie wielkości 500 ml kosztuje 27 zł. Ja na szczęście dostałam tą sól, gdy wymieniałam punkty na nagrody i dopłaciłam tylko 1 grosz.

    Mieliście któryś z tych kosmetyków ??? 
    Jak się u Was sprawdziły ???

    0 0

    Produkt ten pochodzi z linii CLEANOLOGY. Przeznaczony jest do demakijażu wrażliwej skóry pod oczami i na powiekach. Na opakowaniu widnieje też informacja, że jest odpowiedni dla osób noszących szkła kontaktowe. Płynów dwu fazowych nie używam zbyt często. Jednak, gdy trafia się okazja, aby jakiś wypróbować, to chętnie korzystam. Ten otrzymałam do przetestowania od Pań Erisek.


    Płyn ten znajduje się w niedużym plastikowym, zakręcanym opakowaniu. Ładnie i estetycznie się ono prezentuje. Jest bezbarwne, dzięki temu widać ile zawartości w nim jeszcze pozostało. Dozuje się go po prostu wylewając z opakowania. Wydobywa się odpowiednia jego ilość, nie rozlewa się za dużo. Jako, że jest to produkt dwu fazowy przed użyciem należy go wstrząsnąć, aby zmieszać obie fazy. Płyn przybiera wtedy ładny, jasno niebieski kolor. Fazy te dobrze się łączą i nie rozwarstwiają się zaraz po zmieszaniu. Jest to produkt bezzapachowy.


    Płyn bazuje na wyciągach z bambusa, lotosu i lilii wodnej. Jest bardzo łagodny. W działaniu jest delikatny i nie podrażnia skóry oczu. Jednak za razem jest skuteczny. W trakcie demakijażu nie trzeba nim mocno trzeć skóry. Wystarczy potrzymać kilka minut na powiece zmoczony płynem wacik, a potem delikatnie przesunąć - rozpuszczony makijaż dobrze schodzi. Zmywa tusze, czarną kredkę, czy też mocny makijaż. A przy tym nie rozciera tych rozpuszczonych resztek po skórze. Skóra po demakijażu jest oczyszczona, miękka i lekko nawilżona. Jednak pozostawia tłustą warstewkę. Jest to cecha płynów dwu fazowych, przez którą tak rzadko ich używam.


    Pojemność: 100 ml

    Cena: ok. 40 zł

    Dostępność: sklep Eris, Sephora, Douglas

    Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Hydrogenated Polydecene, Sodium Chloride, Isopropyl Isostearate, Butylene Glycol, 1,2-Hexanediol, Isopropyl Palmitate, Decyl Glucoside, Glycerin, Disodium EDTA, Propylene Glycol, Sorbitol, Panthenol, Nymphaea Alba (Water Lily) Root Extract, Nelumbium Speciosum (Nelumbo Nucifera) Flower Extract, Bambusa Vulgaris (Bamboo) Leaf/Stem Extract, Polyaminopropyl Biguanide, CI 61565.


    Używaliście go ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0

    Moja skóra stóp nie jest zbyt wymagająca. Nie przesusza się za bardzo. Złuszczam ją na bieżąco, aby nie gromadziło się zbyt dużo zrogowaceń. Kremy do stóp stosuję regularnie przez cały rok. Aktualnie używam dwa od Lirene. Jeden z nich nosi nazwę "Stop szorstkości", drugi natomiast - "Stop pękającym piętom". Oba znajdują się w małych, plastikowych tubkach zamykanych na zatrzask. Dobrze się je z nich dozuje.  


    Krem "Stop pękającym piętom" potrzebuje trochę czasu, aby się wchłonąć. Ma gęstą i treściwą konsystencje. Przypomina bardziej maść niż krem. Nie jest typowo biały, tylko lekko mętny. Ma przyjemny i delikatny zapach. Z powodu jego gęstości, trzeba bardziej przyłożyć się do jego rozsmarowania. A także pozostawia na skórze tłustawy film. Mi to jednak nie przeszkadza, bo stosuję go na noc i zakładam bawełniane skarpety. Nigdy nie miałam problemów z pękającymi piętami, dlatego trudno mi ocenić jak działa w tej dziedzinie. Dla mnie to dobry, mocno nawilżający krem. Efekt ten utrzymuje się nie tylko zaraz po aplikacji, ale na dłużej.


    Krem "Stop szorstkości" jest bardzo lekki. Łatwo i bez problemu się go rozsmarowuje. Szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstewki na skórze. Ale ja i tak używam go na noc, a potem jeszcze zakładam bawełniane skarpetki. Jest to produkt bezzapachowy. Ma zupełnie inną konsystencje niż krem "Stop pękającym piętom" - jest biały i typowo kremowy. W swoim składzie zawiera 20% mocznika (urea). Z działania tego kremu również jestem zadowolona. Krem ten dobrze nawilża skórę. Gdybym miała wybrać, który z nich bardziej lubię używać, to trudno byłoby mi się zdecydować, ponieważ lubię oba. Po ich użyciu widać, że skóra jest miękka i odżywiona.


    Pojemność obu kremów: 75 ml

    Cena:
    - krem "Stop pękającym piętom" 15,99 zł
    - krem "Stop szorstkości" 12,99 zł

    Skład:
    - krem "Stop pękającym piętom":
    Aqua, Hydroxyethyl Urea,PEG-100 Stearate, Cyclopenasiloxane, Dimethicone, Isopropyl Palmitate, Betaine, Glycerin, Cetyl Alcohol, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glyceryl Sterate, Sodium Polyacrylate, Polysilicone-11, Cyclohexasiloxane, Triacetin, Urea, Ammonium Lactate, Ethanoloamine, BHA, Diethanolamine, Methylparaben, Phenoxyethanol, Diazolidinyl Urea, Butylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Parfum, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citronellol.

    - krem "Stop szorstkości:
    Aqua (Water), Urea, Parafinum Liquidum (Mineral Oil), C12-15 Alkyl Benzoate, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Glycerin, Cetyl Alcohol, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Triacetin, Diazolidnyl Urea, Methylparaben.

    Mieliście te kremy ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0
  • 04/26/15--02:09: Ulubieńcy kwietnia 2015r.
  • Moi ulubieńcy z tego miesiąca trafią też zapewne na listę ulubieńców roku. Mowa oczywiście o paletach marki Zoeva, które używam od marca i zdążyłam przez ten czas dobrze się już z nimi zapoznać. Posiadam dwie palety: Golden Rose oraz Mixed Metals. Z marką tą pierwszy raz miałam do czynienia, gdy w tamtym roku kupiłam sobie zestaw pędzli do makijażu oczu. Pędzle te są świetnej jakości, dlatego też zdecydowałam się na zakup palet. 


    Palety te są cienkie, poręczne i nie zajmują dużo miejsca. Mają bardzo ładne szaty graficzne. Bardzo mi się podobają ich zdobienia. W paletach znajduje się 10 cieni do powiek o pojemności 1,5 g każdy. Udało mi się kupić je na promocji za ok. 64 zł za paletę. Cienie są niesamowicie napigmentowane. Po aplikacji na powiekę nie tracą nic na wyrazistości. Cienie są trwałe, nie osypują się. Dobrze się ze sobą łączą i blendują. Palety nie mają w sobie lusterka. Mi to nie przeszkadza, bo nawet, gdy miałam palety z lusterkiem, to nigdy z niego nie korzystałam. Paletki wykonane są z kartonu, dlatego są bardziej podatne na zniszczenie i trzeba na nie bardziej uważać.


    Paletka Golden Rose ma 3 satynowe maty (beżowy, szary i bardzo ciemny brąz), reszta to cienie błyszczące i perłowe. Nie są to takie tandetne perły, ale odpowiednio wyważone, dzięki czemu makijaż zachowuje klasę. Kolorystyka tej palety jest bardzo spójna. Są tu kolory wpadające w tony miedziane, różowe i brązowe. Ja świetnie czuję się w takiej kolorystyce i używam tą paletę do codziennego makijażu. Ta kolorystyka jest bardzo trafiona i nie ma tutaj cienia, którego nie używałabym. Miałam już inne palety, np. ze Sleeka czy aktualnie mam też Naked 3, gdzie używam nie wszystkich cieni.


    Mixed Metals używam jako paletę uzupełniającą, gdy w makijażu trzeba dołożyć akcent kolorystyczny. Całego makijażu dziennego na niej nie opieram, ponieważ te kolory pasują bardziej do makijażu wieczorowego. Cienie są metaliczne, mocno perłowe. Tylko jeden jest matowy - Onyx - jest to mocna, wyrazista czerń. Kolory są zgaszone, ale zarazem mają bardzo oryginalne odcienie. Przywodzą mi na myśl jesień. W palecie mamy: dwa odcienie srebra (Platinium i Aluminium), brąz o metalicznym wykończeniu (Rusty Steel), odcień pomiędzy morskim a niebieskim (Ore Stone), rudy (Cooper Plate), zieleń (Bronce), beż (Warm Silver), ciekawy odcień pomiędzy brązem a fioletem (Alloy), świetny odcień złota (Neo Brass). 

    Mieliście palety Zoeva ???
    Co o nich sadzicie ???

    0 0
  • 04/28/15--11:01: Zużyte w kwietniu
  • Nie ma co się rozpisywać i tworzyć długie wstępy. Od razu przechodzę do zużyć:


    • CLARENAHyaluron 3D Elixir, Hyaluron 3D Milk, Hyaluron 3D Cream - trzej moi ulubieńcy marca. Skoro kosmetyki te trafiły do takiego posta to znaczy, że sprawdziły się bardzo dobrze.Więcej na ich temat pisałam TUTAJ.
    • BIODERMA Sebium Pore Refiner - był to preparat, który miał za zadanie zwężać pory skóry. Na początku bardzo go lubiłam. Po dłuższym używaniu okazało się, że ma też swoje wady. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.


    • BINGOSPA kąpiel mleczna SPA - fajnie było wypróbować ten umilacz kąpieli, ale nie powalił mnie on swoim działaniem. Więcej pisałam o tym produkcie TUTAJ.
    • LIRENEżele pod prysznic - do zdjęcia wybrałam tylko jednego przedstawiciela tych żeli, chociaż zużyłam je trzy. Bardzo fajne żele, a mój ulubiony to "Różany ogród". Ich recenzja pojawiła się TUTAJ.
    • PERFECTA Miss Marine perfumowany peeling do ciała - jak dla mnie miał zbyt małe drobinki i był zbyt słabym zdzierakiem, ale zużyłam go. Jego pełna recenzja jest TUTAJ.


    • BINGOSPA płyn micelarny - kosmetyk o składzie bogatym w liczne ekstrakty. Dało się nim zmyć makijaż, ale lepiej sprawdzał się jako tonik. Na początku byłam z niego zadowolona (opisałam to TUTAJ). Jednak pod koniec używania (gdy zostało go już około 1/6 opakowania) zaczął podrażniać mnie w oczy. Dlatego nie jestem skłonna, kupić kolejnego opakowania. Aktualnie używam inny - wreszcie wypróbuję Biodermę.
    • BIOCHEMIA URODY olejek myjący - wybrałam wersję drzewko herbaciane. Był to świetny produkt, z którego jestem bardzo zadowolona. Jeszcze kiedyś do niego powrócę. Ale najpierw chciałabym wypróbować jego drugą wersję - pomarańczową. Recenzja olejku pojawiła się TUTAJ.


    • TSSS kozie mleko do kąpieli - jakoś w końcu zużyłam ten produkt, ale nie byłam zadowolona z jego działania. Trafił na listę kosmetyków, które się u mnie nie sprawdziły, o których pisałam TUTAJ.
    • BEAUTY FORMULAS bibułki matujące - dobre bibułki, które lubiłam używać. Było to moje drugie opakowanie tych bibulek. Ich recenzja pojawiła się TUTAJ.
    • PHENOME rozgrzewający krem do stóp - wiele pozytywnych opinii czytałam o kosmetykach tej marki, dlatego postanowiłam wypróbować trzy kosmetyki z ich oferty. Kupiłam je na nadarzającej się promocji. Ten krem był jedynym z nich, który wywarł na mnie w miarę pozytywne wrażenie. Co mnie w nim urzekło to jego zapach. Był on cytrusowy, ale zarazem jakby nieco słodki. Wyczuwalny był też delikatny akcent ziołowy. Szkoda mi go było zużywać tylko na stopy. Stosowałam go też jako krem do rąk, bo uwielbiam czuć jego zapach. Mógłby lepiej nawilżać i odżywiać skórę, zwłaszcza, że jest to krem dość drogi. Dostępny jest tylko w jednej pojemności: 100 ml, która kosztuje 79 zł. Efektu rozgrzewającego nie odczułam.
    • L'BIOTICA BIOVAX serum wzmacniające A + E do włosów - genialny produkt, po który sięgam już od paru lat. Trudno mi zliczyć ile ich zużyłam.
    • JOANNA SENSUAL krem do depilacji nóg - na co dzień używam depilatora, ale od czasu do czasu sięgam też po jakiś krem do depilacji.

    A jak tam Wasze zużycia w tym miesiącu ???

    0 0

     Zaczęłam od promocji -40% na kosmetyki do makijażu w Drogerii Natura.

    Kupiłam:
    - KOBO puder sypki transparentny 101 Translucent (23,99 zł - 9,60 zł)
    - KOBO cień do powiek w odcieniu 205 Golden Rose (17,99 zł - 7,20 zł)
    - KOBO korektor Ultimate Cover Stick 101 Nude (14,99 zł - 6,00 zł)


    Byłam też na zakupach w HEBE:
    - Purederm kolagenowa maseczka pod oczy 30 płatków (wzięłam dwie po 7,99 zł każda)
    - przy zakupie maseczki kolagenowej dodawana była głęboko oczyszczająca maseczka Peel-off Zielona Herbata za 1 grosz
    - na promocji były też maseczki do twarzy w formie płatu firmy Oriental Scents (3,99 zł), dlatego skusiłam się na cztery: maseczkę antystresową, maseczkę odżywczo-regenerującą, maseczkę z koenzymem Q10, maseczkę oczyszczająco-odświeżającą.
    - L'Biotica złuszczająca maska do stóp (15,99 zł)


    W Super Pharm zaopatrzyłam się w:
    - Bioderma płyn micelarny Sensibio (2 sztuki za 69,99 zł)
    - Etiaxil antyperspirant roll-on (23,99 zł)


    Postawiłam też na gabinetową pielęgnację w domu.
    W hurtowni kosmetycznej kupiłam:
    - Norel peeling enzymatyczny (39 zł)
    - Bielenda Professional maska algowa do twarzy z cynkiem (38 zł)
    - Bielenda Professional serum na naczynka (32 zł)
    - miseczka silikonowa (19 zł)
    - szpatułka do masek (15 zł)
    - do tego dostałam dwie próbki kremów do twarzy

    A jak tam Wasze zakupy w tym miesiącu ???

    0 0

    Born Pretty Store znów zaproponowało mi czy chciałabym przetestować kilka nowych produktów z ich oferty. Zaciekawiła mnie paleta 12 błyszczyków.


    Przychodzą one zapakowane w plastikowe pudełko. Jest przezroczyste od wierzchu, więc doskonale widać zawartość. Każdy błyszczyk ma w nim miejsce w swojej przegródce. Dzięki temu znajdują się one w określonym miejscu, a nie porozrzucane luzem. Podoba mi się takie rozwiązanie, dlatego błyszczykicały czas w nim trzymam.


    W palecie tej znajdują się kolory od bardzo jasnych do ciemnych róży, a także kilka pojedynczych odcieni, jak czerwony, pomarańczowy, fioletowy. W większości odcienie te podobają mi się, ponieważ wpisują się w kolorystykę, którą lubię. Jedynie te najciemniejsze tylko próbowałam, ale nie używam, bo źle się czuję w takich kolorach na ustach. A jeśli chodzi o pomarańczowy, to nie używam go samego, bo to nie moja kolorystyka. Fajnie za to sprawdza się do mieszania z jasnym różowym. Powstaje wtedy ciekawy odcień różowo-pomarańczowy. Mój ulubiony błyszczyk z tej palety to numer 4. Po niego najczęściej sięgam. Odcienie numer 2, 5 oraz 8 są do siebie bardzo zbliżone. Są prawie identyczne, niewiele się od siebie różnią.

    Błyszczyki są bardzo malutkie. Znajdują się w plastikowych opakowaniach z wygodnym aplikatorem. Nie jest nigdzie napisane ile mają pojemności. Ale to będzie około 2-3 ml. Natomiast cała taka paleta waży 210 g.


    Jeśli chodzi o ich jakość, to jestem nimi bardzo pozytywnie zaskoczona. Dają na ustach mocny i intensywny kolor. Nie są to błyszczyki z rodzaju, że zostawiają tylko delikatną poświatę. Nie posiadają w sobie żadnych drobinek. Tworzą na ustach taką błyszczącą taflę. Mi ten efekt bardzo się podoba. Żaden z nich nie jest matowy. Ich trwałość nie jest jakaś powalająca - taka standardowa jak na błyszczyki. Gdy nic nie jem, ani nie piję, to wytrzymują na ustach do 3 godzin. Dobre w nich jest to, że równomiernie się ścierają. Nie zostają po nich resztki, np w kącikach ust.


    Cena: $18.86

    Dostępność: w sklepie Born Pretty Store

    Kod rabatowy na zakupy: DTG10

    Co sądzicie o takiej palecie błyszczyków ???
    Który kolor Wam się najbardziej podoba ???

    0 0

    Od pewnego czasu uczę się robić maski algowe. Dlatego w moich ostatnich zakupach kosmetycznych pojawiła się miseczka i szpatułka do tego rodzaju masek. Otrzymałam też ofertę od przedstawicielki marki medbeauty, aby przetestować dwa kosmetyki z ich oferty:
    - maskę algową nawilżającą: Chitosan Modeling Algae
    Produkty, te służą do wykonywania zabiegów w gabinetach kosmetycznych. Ale można też kupić mniejsze pojemności na własny użytek. Chciałabym przedstawić Wam jak wyglądała pielęgnacja twarzy, którą przeprowadziłam w domu. Otrzymane ampułki wystarczyły mi na dwa użycia, a saszetki z maską algową na cztery.


    Najpierw należy wykonać demakijaż, aby usunąć kolorowe kosmetyki (jeśli był wykonany makijaż) i inne zanieczyszczenia z twarzy. Następnie nanieść zawartość ampułki na skórę i przez chwilę delikatnie masować. Po upływie 2-5 minut zmyć dokładnie wodą. 

    Efekty:
    Ampułka z kwasami owocowymi ma za zadanie delikatnie złuścić naskórek, odświeżyć, nawilżyć, usuwać przebarwienia i rozjaśniać skórę. Przeznaczona jest do każdego rodzaju skóry, szczególnie dla skóry suchej i skłonnej do powstawania przebarwień.  

    Przeciwwskazania do jej zastosowania to m.in. uczulenie na preparaty zawierające kwasy AHA, rozszerzone i popękane naczynka, stany zapalne skóry, łuszczyca. Nie aplikować na skórę, na której są skaleczenia oraz małe ranki, ponieważ będzie to bardzo piekło. 

    Główne składniki zastosowane w tej ampułce to kwasy AHA (kwas mlekowy 8,5% oraz kwas cytrynowy 4% o pH około 3).


    W gabinetach kosmetycznych stosuje się te ampułki:
    * po/lub przed zabiegiem mikrodermabrazji
    * do zabiegów pielęgnacyjnych:
    - przed aplikacją masek algowych, biocelulozowych, shakerowych, hydrożelowych
    - przed masażem twarzy, szyi i dekoltu
    * jako delikatny peeling przed zabiegami pielęgnacyjnymi

    INCI: Aqua, Glycerin, Lactic Acid, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Polysorbate 80, Parfum, CI 19140

    Pojemność: 3 ml

    Cena: 8,90 zł


    Teraz można nałożyć maskę algową. Przygotowuje się ją w ten sposób, że około 15-30g (około 50 ml) preparatu wymieszać z 3-4 miarkami wody (miarka to 20 ml) w temperaturze pokojowej lub z aktywatorem do alg, do uzyskania gładkiej, jednolitej masy. Następnie nałożyć na całą twarz wraz z powiekami i ustami, pozostawiając wolne otwory nosowe. Po upływie 15-20 minut zdjąć maskę w całości. Na koniec zaaplikować odpowiedni tonik i krem pielęgnacyjny. Użycie toniku jest ważne, aby przywrócić skórze właściwy poziom pH. Kwasy obniżą go do około 3 pH, a skóra powinna powrócić do 5,5 pH.


    Z nałożoną maska algową będziemy wyglądać tak jak ta pani  na zdjeciu. Jednak przyrządzić ją i nałożyć nie jest tak prosto. Po zmieszaniu proszku z wodą mikstura ta zaczyna zaraz zastygać. Trzeba ją szybko wymieszać i od razu nakładać na twarz. Jako że maskę nakładałam sobie sama, to ominęłam okolice oczu, bo potem miałabym problem, aby ją ściągnąć. Także osobom, które mają klaustrofobię nie nakłada się maski na oczy, bo będzie im ciężko wyleżeć te 20 minut. Pierwsze maski algowe, które robiłam zupełnie mi nie wyszły. Nakładałam je zbyt wolno i przed zaschnięciem zdołałam nałożyć tylko na pół twarzy. Na resztę twarzy i szyję musiałam dorobić kolejną porcję. Aktualnie wychodzą mi już całkiem nieźle. Dlatego najlepiej udać się do kosmetyczki, aby mieć dobrze wykonaną maskę algową. Samemu w domu można jej dużo zmarnować. Ale za to maskę taką bardzo fajnie się ściąga. Odchodzi w postaci wielkiego płatu, potem tylko trzeba domyć pozostałe resztki, które mogą osadzić się na skórze lub włosach.


     Główne składniki zawarte w masce Chitosan Medeling Algae:
    - ziemia okrzemkowa (Diatomaceous Earth) - powstaje z pancerzyków obumarłych jednokomórkowych mikroalg (okrzemek). Dostarcza krzem o wysokim stopniu przyswajalności, który przeciwdziała wiotczeniu skóry, przyspiesza proces gojenia, zmniejsza przepuszczalność naczyń krwionośnych. W połączeniu z wodą daje reakcję cieplną, dzięki temu pod maską wytwarza się odpowiedni mikroklimat, zwiększający przenikalność pozostałych aktywnych składników.
    - alginat - otrzymywany z alg morskich (głównie alg brązowych), posiada właściwości nawilżające i ochronne.
    - chitosan - zmiękcza i wygładza, działa nawilżająco (tworzy na powierzchni naskórka hydrofilowy film, zatrzymujący wodę).

    Efekty po zastosowaniu maski algowej:
    - optymalne nawilżenie
    - poprawa kondycji skóry
    - wyciszenie skóry podrażnionej
    - przywrócenie odpowiedniej elastycznosci i i sprężystości skórze

    INCI:Diatomaceous Earth (Sodium Diatomeae), Calcium Sulfate, Algin, Tetrasodium Pyrophosphate, Chitosan, Magnesium Oxide.

    Pojemność: 36 g (100 ml)

    Cena: 11,99 zł


    Dostępność:
    - kosmetyki przeznaczone do gabinetów kosmetycznych na stronie: sklep.imagecentrum.pl
    - mniejsze pojemności dla detalistów na stronie: detal.imagecentrum.pl

    Byliście kiedyś na zabiegu z maską algową ???

    0 0

    Ostatnio nagromadziło mi się sporo zajęć, z tego powodu mam mniej czasu na blogowanie. Dlatego też długo zbierałam się do opisania spotkania w biurze Douglas, w którym miałam okazję uczestniczyć. Odbyło się ono 8 maja w Rzeszowie. Brało w nim udział kilka blogerek, a o kosmetykach opowiadały nam przedstawicielki marki Douglas. Na spotkanie zostałam zaproszona przez Anię z bloga Balbina Ogryzek. Bardzo chętnie wzięłam w nim udział.




    Na początku pani Natalia (Regionalny Ekspert ds. Pielęgnacji) przedstawiła nam jedną z marek partnerskich Douglas - szwajcarską firmę ARTEMIS. Marka ta opatrzona jest "szwajcarskim krzyżem" co oznacza, że kosmetyki te w 100% opracowane i wyprodukowane są w Szwajcarii. Charakteryzuje je brak parabenów, olejów parafinowych, substancji zapachowych. Zawierają górską szwajcarską wodę źródlaną, wyciągi z naturalnych olejków oraz mają hipoalergiczne formuły. Główne składniki w nich zawarte to szarotka alpejska, lilia wodna i glukan (aminokwas pozyskiwany z owsa). 


    Pani Natalia dawała nam te kosmetyki po kolei do "pomacania". Mnie najbardziej zaciekawiły kapsułki Wrinkle Lift Capsule, które mają w składzie mnóstwo odżywczych składników. Niestety trudno je kupić, ponieważ ledwo się pojawiają w sklepie, to się zaraz rozchodzą.


    Następnie pani Natalia przeszła do pielęgnacyjnej marki własnej Douglas, czyli Douglas Home Spa. Wcześniej nie zrwacałam na te kosmetyki uwagi. Okazuje się jednak, że są bardzo ciekawe. W ofercie jest kilka linii zapachowych: 
    - Harmony of Ayurveda - zapach kwiatowy-orientalny-zmysłowy z nutą: pomarańczy, brzoskwini, mango, nasion kakaowca.
    - Spirit of Asia - zapach kwiatowy-cytrusowy-delikatnie świeży z nutą: zielonej herbaty, cytryny, jaśminu.
    - Beauty of Hawaii - zapach kwiatowy-owocowy-pachnący latem z nutą: grapefruita, gorzkiej pomarańczy, mięty.
    W skład kazdej linii wchpdzą kremy, balsamy, olejki do ciała, żele i pianki pod prysznic.


    Miałam też okazje przyjrzeć się z słynnym szczoteczkom do czyszczenia twarzy Foreo oraz Philips Visa Pure. Najbardziej zaciekawiła mnie Foreo w wersji mini. 


    Druga cześć dotyczyła kolorówki - Douglas Make-up. Opowiadała nam o nich pani Kinga (makijażysta regionalny marki). Kosmetyki te to nowość w ofercie marki. Ich oferta jest bardzo szeroka - jest w czym wybierać. Po kolei oglądałyśmy wszystkie te nowości.


    Mnie bardzo zaciekawiło kilka z nich. Na początku fluid: Fluide Veloirs Supreme 12h Foundation. Ma on kremową konsystencje, daje w miarę dobre krycie, a przy tym jest bardzo lekki. Pierwsze wrażenie zrobił na mnie bardzo pozytywne.


    Kolejny produkt to Aquarelle Powder, czyli połączenie pudru w trzech różnych tonacjach, które można stosować oddzielnie lub ze sobą mieszać. Tym ciemniejszym można zrobić cieniowanie twarzy, a dwoma jaśniejszymi rozświetlić skórę. Dodatkowo bardzo uroczo się on prezentuje. 


    Uwagę wszystkich przykuły dość dziwnie wyglądające róże do policzków - Cream Blush. Ich opakowania mają bardzo futurystyczny wygląd. Ma to umożliwić precyzyjniejsze i łatwiejsze nakładanie. Mają kremową konsystencje. Można stosować je jako róż, ale także na usta jako pomadkę.


    Na koniec miałyśmy możliwość dowiedzieć się więcej na temat innowacyjnej metody doboru podkładu - Douglas Color Expert. Usługa ta pozwala określić odcień naszej skóry oraz dobrać odpowiedni podkład. Dzięki mobilnemu urządzeniu pomiarowemu w kilka minut zostaje wygenerowany Color Code. Działa to bardzo prosto. Robi się trzy pomiary: na czole, policzku i szyi. Mój kod to W303. Urządzenie skonfigurowane jest z tabletem, który po wpisaniu kodu pokazuje dostępne w danej perfumerii produkty, które będą dla nas odpowiednie. Można też ściągnąć aplikację na telefon i sprawdzać dostępność kosmetyków online. Usługa ta jest darmowa.


    Cały ten wieczór spędziłam bardzo miło w świetnym towarzystwie i atmosferze. Otrzymałyśmy też mały upominek ze spotkania.


    Mieliście okazje używać kosmetyków marki własnej Douglas ???
    Co o ich sądzicie ???

    0 0

    Piankę tą kupiłam przypadkowo. Skończyła mi się pianka z Pharmacerisu i  chciałam wypróbować jakąś inną. Udałam się do drogerii Sekrety Urody - tam poprosiłam panią ekspedientkę, aby pokazała mi dostępne pianki do mycia twarzy. Zaciekawiła mnie akurat ta firmy Marion. Wpisuje się ona w mój typ skóry, ponieważ przeznaczona jest do cery normalnej i mieszanej (ja mam mieszaną). Dodatkowo była bardzo tania - za 165 ml zapłaciłam 8,90 zł


    Pierwsze wrażenia z używania tej pianki mam bardzo pozytywne. Ma bardzo przyjemną konsystencje. Dlatego lubię stosować pianki do mycia twarzy. W dotyku ze skórą daje uczucie takiej miękkości. Do tego dobrze się rozprowadza na skórze, a potem łatwo spłukuje. Podoba mi się jej zapach, bo jest przyjemny i delikatny. Nie podrażnia skóry. Nie pozostaje po niej też uczucie ściągnięcia. Nie używam jej do zmywania  makijażu, bo jest za bardzo delikatna na to. Stosuję ją do oczyszczania twarzy rano z sebum nagromadzonego po nocy. A także czasem w ciągu dnia, gdy potrzebuję odświeżyć twarz. Jest bardzo wydajna. Używam ją od lutego, a przez ten czas bardzo mało ubyło jej w opakowaniu.


    W opisie jej działania producent trochę pofantazjował. Jest to produkt do delikatnego oczyszczania skóry. Dlatego nie rozumiem skąd się tam znalazła informacja, że pianka ta wygładza skórę i złuszcza martwy naskórek. Takie zadanie ma spełniać na przykład peeling czy kwasy owocowe. Jak taka pianka ma to robić - nie wiem. Ja tego na sobie nie zaobserwowałam. Dodatkowo zaciekawił mnie jeden z jej składników. A mianowicie ekstrakt z piany morskiej - ciekawe jak się go pozyskuje? Poza tym pierwszy raz o czymś takim słyszę. Pozostałe składniki zawarte w tej piance są już mi znane: ekstrakt z kawioru, prowitamina B5, gliceryna, allantoina czy też pantenol.


    Po około miesiącu używania tej pianki zaczęły się problemy z dozownikiem. Pianka dozuje się dobrze, ale pompka po wciśnięciu pozostaje już w tej pozycji. Trzeba ją kilka razy docisnąć, aby w końcu odskoczyła. Jest to nieco upierdliwe, bo dopóki nie odskoczy, to nie da się zawartości ponownie wydobyć z opakowania. Produkty firmy Marion są słabo dostępne, a pianka ta chyba została już wycofana ze sprzedaży, bo nie znalazłam jej na stronie producenta. Jeśli miałabym podsumować tą piankę to mogę stwierdzić, że jest to dobry i delikatny produkt, który nie zaszkodził mojej skórze. Nie ma też niestety na nią żadnego dodatkowego pozytywnego wpływu poza oczyszczaniem.

    Skład:Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Laurerth-7 Citrate, Glycerin, Methyl Propanediol, Polyquaternium-7, Triethanolamine, Coceth-7 (and) PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether (and) PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Citric Acid, Propylene Glycol (and) Caviar Extract, Sepiolite Extract, Panthenol, Allantoin, Tetrasodium EDTA, Benzyl Alcohol (and) Methylchloroisothiazolinne (and) Methylisothiazolinone, Parfum, CI 422090.

    Stosujecie produkty w formie pianki do mycia twarzy ???

    0 0
  • 05/24/15--02:52: Ulubieńcy maja 2015r.
  • W maju bardzo spodobało mi się działanie dwóch kosmetyków. Może nie jest to wiele ulubieńców, ale za to będą to same perełki. Od pewnego czasu próbuję kosmetyki firmy Sylveco. Z każdym kolejnym, który używam, chcę poznawać następne z ich oferty. W obecnych ulubieńcach chciałabym Wam zaprezentować hibiskusowy tonik oraz lekki krem nagietkowy do twarzy.


    Hibiskusowy tonik do twarzy przeznaczony jest do każdego rodzaju cery. Swoim działaniem ma zapewnić skórze optymalne nawilżenie, nadawać świeżość i ukojenie, a także być jednym z produktów uzupełniających demakijaż. I tak właśnie on działa. Aplikuję go na czystą skórę po przeprowadzonym demakijażu. Bardzo fajnie nawilża - po jego użyciu nie mam potrzeby, aby od razu musieć posmarować twarz kremem. Bardzo dobrze łagodzi podrażnienia - gdy mam skórę lekko zaczerwienioną na przykład po peelingu, to lubię potem użyć ten tonik. Jest mega wydajny. A to wszystko dzięki jego ciekawej konsystencji, która jest lekko żelowa. Powoduje to, że nie używam płatka kosmetycznego do jego aplikacji na skórę. Po prostu wylewam jego niewielką ilość w zagłębienie dłoni, a opuszkami palców drugiej ręki rozprowadzam go po skórze. Główne składniki w nim zawarte to: ekstrakt z hibiskusa oraz aloesu. Tonik ten ma pojemność 150 ml i kosztuje ok. 16 zł.

    Skład:Woda,  Ekstrakt z hibiskusa,  Gliceryna,  Ksylitol,  Panthenol,  Ekstrakt z aloesu,  Glukozyd kokosowy,  Alkohol benzylowy,  Guma ksantanowa,  Kwas fitowy,  Kwas dehydrooctowy.



    Lekki krem nagietkowy przeznaczony jest do pielęgnacji skóry łuszczącej się, skłonnej do infekcji, zaczerwienionej, podrażnionej, szorstkiej. Dlatego sprawdzi się też u osób w przypadku trądziku pospolitego, trądziku różowatego, po przebytych oparzeniach i odmrożeniach. Krem ten bardzo dobrze nawilża skórę, a także przyspiesza jej regenerację. Wszystko to dzięki składnikom aktywnym w nim zawartych: ekstraktowi z nagietka lekarskiego, kory brzozy, aloesu. A także ekstraktowi z mydlnicy lekarskiej, zawierającemu saponiny, ułatwiające wnikanie składników aktywnych w głąb skóry. Krem ma treściwą, ale lekką formułę, delikatny i przyjemny zapach. Dzięki czemu łatwo się rozprowadza po skórze i szybko się wchłania. Nadaje się także do stosowania pod makijaż. Krem znajduje się w higienicznym opakowaniu z pompką. Jego pojemność to 50 ml, kosztuje ok. 29 zł. 

    Skład: Woda,  Olej z pestek winogron,  Olej sojowy,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Masło karite (Shea),  Stearynian glicerolu,  Olej arganowy,  Olej jojoba,  Kwas stearynowy,  Alkohol cetylostearylowy,  Alkohol benzylowy,  Betulina,  Witamina E,  Ekstrakt z aloesu,  Alantoina,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy,  Ekstrakt z nagietka lekarskiego,  Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej,  Lupeol,  Kwas oleanolowy,  Kwas betulinowy. 

     Używaliście któryś z tych kosmetyków ???

    0 0
  • 05/28/15--10:01: Zużycia w maju
  • W tym miesiącu zużyć mam mało. Od początku roku zabrałam się za zużywanie zapasów i otwartych kosmetyków, które plątały się po półkach. Na ich miejsce wprowadziłam nowe kosmetyki, które aktualnie są w trakcie używania. Dlatego zużycia będę mieć przez pewien czas mniejsze.


    1. SHEFOOT złuszczająca maska do stóp - produkt, który ledwo kupiłam zaraz następnego dnia użyłam. Dlatego nie zdążył pojawić się w poście zakupowym. O stopy staram się dbać przez cały rok, ale na wiosnę wprowadziłam mocniejsze złuszczanie. Kupiłam je na promocji w Drogerii Wispol. Ich cena standardowa to 15,99 zł, a ja zapłaciłam 9,99 zł. Skarpetki te użyłam w niedzielę, a w środę zaczęła się mi już złuszczać skóra. Dosyć szybki efekt - to bardzo dobrze.

    2. LIRENE kremy do stóp - jeden z nich nosi nazwę "Stop szorstkości", drugi natomiast - "Stop pękającym piętom". Gdybym miała wybrać, który z nich bardziej lubiłam używać, to trudno byłoby mi się zdecydować, ponieważ oba sprawdziły się. Ich działanie było bardzo zbliżone. Więcej na ich temat napisałam TUTAJ.


    3. Olej arganowy - co jakiś czas sobie taki olej kupuję. Nie lubię go stosować do twarzy, bo zbyt długo się wchłania. Ale za to chętnie sięgam po niego do pielęgnacji włosów. Akurat zużyłam kolejne opakowanie.

    4. EVELINE ARGAN + KERATIN arganowy szampon do włosów 8 w 1 - nie lubiłam go używać. Długo się z nim męczyłam, ale ostatecznie go zużyłam. Nie oczekuję od szamponu żadnych cudów. Mógłby to być zwykły szampon dobrze oczyszczający włosy i to już by mi wystarczyło. Niestety on taki nie był. Po pierwsze miał bardzo gęstą konsystencje. Ciężko go było nałożyć na włosy i potem myć. Po drugie okropnie plątał włosy, mimo że ja zawsze czeszę je przed myciem. Nie pomagało nawet użycie odżywki. Po myciu włosy wcale nie wyglądały dobrze.

    5. ALVA dezodorant z kryształu Intensive - był to produkt organiczny i naturalny, posiadający certyfikat Ecocert. Od pewnego czasu zainteresowałam się takimi dezodorantami. Jesli chodzi o ten z Alvy, to było moje drugie opakowanie. Na początku byłam z niego bardzo zadowolona, sprawdzał się u mnie skutecznie. Jednak, gdy już kończyło mi się to opakowanie, to nagle przestał działać. Zaczęłam czuć się niekomfortowo. Dlatego kupiłam potem całkiem inny. Tym razem postanowiłam wypróbować Etiaxil.


    6. MEDBEAUTY ampułki z kwasami owocowymi AHA oraz maska algowa - z użyciem tych kosmetyków wykonałam kilka zabiegów pielęgnacji skóry w domu. Począwszy od demakijazu, poprzez nałożenie ampułki, a na koniec maska algowa. Wszystkie te etapy opisałam TUTAJ. Jak ma się możliwość, to fajnie jest wykonywać takie zabiegi.

    7. DR IRENA ERIS dwufazowy płyn do demakijażu - tego typu płynów nie używam zbyt często. Na co dzień preferuję płyny micelarne. Jak się jednak nadarza okazja, to mogę je wypróbować. Ten okazał się całkiem niezły. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    A jak tam Wasze zużycia w tym miesiącu ???

older | 1 | .... | 19 | 20 | (Page 21) | 22 | 23 | .... | 31 | newer