Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Showcase


Channel Catalog


Channel Description:

Witajcie w moim kosmetycznym świecie !!! Mam nadzieje, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie :))

older | 1 | .... | 21 | 22 | (Page 23) | 24 | 25 | .... | 31 | newer

    0 0

    Z serii Argan + Keratin maki Eveline miałam w sumie dwa produkty. Jednym z nich był szampon arganowy 8w1, którego działanie niezbyt mi się podobało. Krótko mówiąc plątał włosy, a dodatkowo po umyciu nim wcale nie wyglądały dobrze. Zużyłam go już dawno i nie myślę już o nim. Za to opisywana dziś maska jest świetna dla moich włosów.

    Ma ona działać kompleksowo. Producent obiecuje działanie 8w1, czyli: 
    1. odbudowa włókna włosa / 2. nawilżenie i wygładzenie / 3. odżywienie i wzmocnienie / 4. intensywna regeneracja / 5.połysk od nasady aż po same końce włosa / 6. miękkie i elastyczne włosy / 7.łatwe rozczesywanie i stylizacja /  8. ochrona przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.


    Maska znajduje się w ładnie prezentującym się opakowaniu. Jest to duży, zakręcany, plastikowy słoik. Łatwo z niego wydobywa się zawartość. Maska ma żółtawy kolor i bardzo przyjemny zapach - taki jakby budyniowy. Mi się on podoba, ale jest bardzo słodki i dość mocny. Nie każdemu przypadnie do gustu, ponieważ dla niektórych może być zbyt mdły. Jej konsystencja jest dość gęsta. Dlatego trochę trudno przez to rozprowadza się ją na włosach. Aby równomiernie się rozłożyła, włosy przeczesuje jeszcze grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami.


    Nie nakładam jej na całe włosy, tylko tak nieco powyżej połowy ich długości. Zalecany czas trzymania maski to od 3 do 5 minut. Ja noszę ją dłużej - przeważnie ok. 30 minut. Maskę tą używam, gdy myje włosy metodą OMO, jako pierwsze O. Czyli nakładam ją na lekko wilgotne włosy przed ich myciem szamponem. Ten sposób najlepiej im służy. Nie lubię jej jako odżywki po umyciu, bo za bardzo obciąża i powoduje duże puszenie włosów. Stosując ją przed myciem, uzyskuje zadowalający efekt. Czyli włosy są bardziej nawilżone, wygładzone, miękkie i sypkie. Utrzymuje włosy w dobrej kondycji. Ułatwia późniejsze ich rozczesywanie.


    Jej skład jest całkiem niezły. Wysoko znajduje się olej arganowy. Ponadto są tam też różne ekstrakty ziołowe (nagietek, łopian, szałwia, chmiel, skrzyp, pokrzywa), masło Shea. Będzie dobra dla włosów lubiących proteiny, ponieważ zawiera hydrolizowaną keratynę i hydrolizowany jedwab. Ale trzeba uważać, bo można sobie nią przeproteinować włosy. Czyli uzyskać sianowate, przesuszone kosmyki. Wydaje mi się, że większość złych opinii o tej masce właśnie stąd się bierze. Dodatkowo nie wszystkie włosy lubią proteiny. Dlatego ja stosuję ją maksymalnie dwa razy w tygodniu. Jest bardzo wydajna - nie trzeba jej dużo aplikować na włosy. W związku z tym długo ją już mam. Z tego co wyczytałam, to przez ten czas producent zdążył zmienić nieco jej skład. Obecnie olej arganowy nie jest już wysoko w składzie, tylko wypadł poza substancje zapachowe.

    Pojemność: 500 ml
    Cena: ok. 24-28 zł
    Skład:Water, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Argania Spinosa Kernel Oil (Olej Arganowy), Ceteareth-20 (substancja myjąca), Ethylhexyl Methoxycinnamate (filtr UV), Propylene Glycol (nawilżacz), Arctium Lappa Root Extract (wyciąg z korzenia łopianu), Calendula Officinalis Flower Extract (wyciąg z nagietka lekarskiego), Citrus Medica Limonum Extract (wyciąg z cytryny), Humulus Lupulus Cone Extract (ekstrakt z chmielu), Hypericum Perforatum Leaf Extract (ekstrakt z dziurawca), Salvia Officinalis Leaf Extract (ekstrakt z szałwii), Saponaria Officinalis Root Extract (ekstrakt z mydlnicy lekarskiej), Hydrolyzed Keratin, Butyrospermum Parkii Butter (masło shea, emolient), Poliquaternium-7 (antystatyk, zmiękcza, prostuje), Panthenol, Equisetum Arvense Leaf Extract (ekstrakt ze skrzypu polnego), Urtica Dioica Leaf Extract (ekstrakt z pokrzywy), Hydrolyzed Silk (proteiny jedwabiu), Butylene Glycol (nawilżacz), Centella Asiatica Leaf Extract (wyciąg z wąkroty azjatyckiej), Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, DMDM Hydantoin, Parfum, Methylchloroisothiasolinone, Methylisothiasolinone, CI 77492 (kolor żółty).

    Mieliście tą maskę ???
    Jak się u Was sprawdziła ???

    0 0
  • 08/18/15--00:02: ETIAXIL antyperspirant
  • Na początek może wspomnę, że nie mam problemu z intensywnym poceniem się. Jednak, gdy latem temperatury stają się bardzo wysokie, potrzebuje skutecznego antyperspirantu. Rozglądając się za takowym przypomniałam sobie, że czytałam nieraz recenzje Etiaxilu. Dodatkowo akurat była na niego promocja, więc postanowiłam go wypróbować. Mam wersję w czerwonym opakowaniu przeznaczoną do skóry normalnej.


    Znajduje się w opakowaniu typu roll-on. Jest ono bardzo malutkie w porównaniu z innymi produktami tego typu. Jednak jest bardzo wydajny. Głownie dlatego, że nie używa się go codziennie - a nawet nie powinno się. Po aplikacji działa przez kilka dni. Na początku wystarczy użyć go 2-3 razy w tygodniu. Aplikuje się go na noc (przed snem) na oczyszczoną i dokładnie osuszoną skórę pod pachami. Nie wolno stosować go na podrażniony naskórek (na przykład po depilacji), ponieważ istnieje duże ryzyko wystąpienia podrażnienia objawiającego się czerwonymi, piekącymi i swędzącymi plamami w miejscu jego zastosowania. Gdy już pocenie się unormuje wystarczy stosować go 1-2 razy w tygodniu.


    Pod względem działania jest niezwykle skuteczny. Stosowany systematycznie eliminuje potliwość. Pod pachami jest suchutko. To znaczy, że spełnia swoje zadanie. Dodatkowo nie zostawia białych śladów na ubraniach, a także nie odbarwia ich. Jest bezzapachowy. To jest moje pierwsze opakowanie tego antyperspirantu. Używam go od maja. Znalazłam informacje, że powinien wystarczyć na około pół roku.


    Niestety w moim przypadku podczas stosowania Etiaxilu zaobserwowałam też pewne jego wady, które stawiają pod znakiem zapytania moje dalsze jego stosowanie. Otóż antyperspirant ten bardzo podrażnia moją skórę pod pachami. Używam go przestrzegając wszelkich środków ostrożności. Nigdy zaraz po kąpieli, nigdy też zaraz po depilacji. Mimo to bardzo często mam po nim zaczerwienioną i piekącą skórę. Robi się ona bardzo przesuszona i zaczyna się łuszczyć. Odczuwam nieprzyjemne pieczenie i szczypanie. Nie jest tak za każdym razem, gdy go używam. Jednak muszę robić przerwy w jego stosowaniu. Trwają one około tygodnia. Takie podrażnienie ustępuje dopiero po około 2 dniach. Taki sam antyperspirant używa też mój mąż i on nie zauważył żadnego nieprzyjemnego działania. Jak widać każdy inaczej reaguje na dany produkt. Ja na razie kupiłam sobie inny antyperspirant, a ten pewnie oddam mężowi, aby zużył do końca.

    Pojemność: 12,5 ml
    Cena: bez promocji jest wysoka, bo ok. 50 zł. Ja kupiłam za 23,99 zł.
    Dostępność: drogerie, apteki
    Skład: Alcohol Denat, Aluminium Chloride, PEG-12 Dimethicone.


    Mieliście antyperspirant Etiaxil ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0

    Kupiłam go po tym jak zaczął podrażniać mnie antyperspirant Etiaxil. Częste pieczenie i zaczerwienienie skóry po jego użyciu było nieprzyjemne i zniechęciło mnie do jego używania. Dezodorant marki NaturVital zainteresował mnie ze względu na swój skład, ponieważ nie zawiera aluminium, alkoholu, parabenów i PEG. Przeznaczony jest do skóry wrażliwej. Zaczęłam go stosować na podrażnioną skórę i nie pogorszył jej stanu. Za to przyniósł trochę ukojenia, ponieważ jest znacznie delikatniejszy niż Etiaxil. Zaskoczyło mnie w nim to, że zawiera w składzie olejek z drzewa herbacianego. Ma on działanie antyseptyczne i grzybobójcze. 


    Zaletą tego dezodorantu jest to, że nie brudzi ubrań. Na ciemnych nie zostawia białych śladów, a na jasnych - żółtawych zacieków. Na tym jego pozytywne strony się kończą. Niestety jego działanie jest bardzo słabe. Nie chroni ani przed poceniem, ani przed intensywnym zapachem. Sprawdza się u mnie w niezbyt wymagające dni, czyli takie kiedy nie jest zbyt gorąco, a ja nie wykonuję żadnego większego wysiłku fizycznego. W pozostałych przypadkach kończę z plamami od potu - a nie mam problemów z nadmierną potliwością. Dodatkowo ma on bardzo mocny i  intensywny zapach. Nie jest on zbyt przyjemny - taki typowo antyprspirantowy tylko, że znacznie mocniejszy. O dziwo nie wyczuwa się w nim zapachu olejku z drzewa herbacianego. A jest on przecież mocny i charakterystyczny do rozpoznania. Na dodatek długo się utrzymuje ten zapach po aplikacji. Gryzie się przez to z moimi perfumami.


    Pojemność: 50 ml
    Cena: ok. 10 zł
    Dostępność: drogerie
    Skład:Aqua, Glycerin, Triethyl Citrate, Cetearyl Olivate, Cetearyl Alcohol, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Sorbital Olivate, Ethylhexylglycerin, Carbomer, Parfum, (Fragnance) Citronellol, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Buthylphenyl Methylpropional, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.


    Mieliście ten dezodorant ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0
  • 08/26/15--00:02: Ulubieńcy sierpnia 2015r.
  • Sierpień się już kończy. Zaczęłam się zastanawiać jakie kosmetyki w tym miesiącu używało mi się najprzyjemniej i po które najchętniej sięgałam. Wykrystalizowała mi się trójka ulubieńców. Tak się składa, że dwoje z nich opisywałam już na blogu. Dlatego tylko tak krótko o nich wspomnę, odsyłając do właściwego postu, gdzie więcej się o nich rozpisałam.


     SCHWARZKOPF Schauma Beauty Oil
    (olejek upiększający do włosów)


    Ma on piękny zapach, który utrzymuje się jeszcze przez pewien czas na włosach. Lubię, gdy później da się go jeszcze wyczuć. Jednak nie zapach jest tutaj najważniejszy, ale działanie. Świetnie dyscyplinuje moje farbowane i suche włosy, a także sprawia, że stają się bardziej miękkie i gładkie. Dodatkowo jest bardzo wydajny i na fajny skład. Więcej na jego temat napisałam TUTAJ.


    ZOEVA Lip Crayon
    (pomadka w kredce)


    To moja pierwsza pomadka w formie kredki, którą używam. Lubię produkty marki Zoeva, ten też mnie nie zawiódł. Mam ją w kolorze Second Chance, który jest stonowanym jasnym różem. Jest to delikatny kolor nadający się do dziennych makijaży. Ale równocześnie jest mocno napigmentowany i dość trwały. Pełna recenzja tej pomadki w kredce znajduje się TUTAJ


    NOREL 
    Hialuronowy krem aktywnie nawilżający


    Krem ten trafił do mnie w lipcowym ShinyBxie. Co prawda jest to miniaturka o pojemności 25 ml, ale wystarczyła mi już na miesiąc używania - i nadal się jeszcze nie skończyła. Lubię ten krem za intensywny poziom nawilżania. Skóra po jego używaniu staje się aksamitnie gładka, miękka i elastyczna. W tak duże upały jakie były w sierpniu i częste przebywanie w klimatyzowanych poniszczeniach skóra bardzo szybko traci wilgoć, robi się szorstka i łuszczy się. Dzięki temu kremowi nie miałam z tym problemów. Pełnowymiarowe opakowanie ma pojemność 50 ml i kosztuje 49 zł. Marka Norel nie jest mi obca, ponieważ miałam okazje wypróbować kilka ich kosmetyków. Aktualnie używam jeszcze ich peeling enzymatyczny, który jest bardzo skuteczny i dobrze się u mnie sprawdza. 


    Mieliście któryś z tych kosmetyków ???
    Jak prezentują się Wasi ulubieńcy w tym miesiącu ???

    0 0

    TERMIN:
     21 sierpnia 2015 r.

     GODZINA:
     12.00 w samo południe

     MIEJSCE:
     METAFORMA Cafe, Kraków, ul. Powiśle 11


    TEMAT:Pielęgnacja skóry i włosów po lecie.
    Opalona skóra to wspaniała pamiątka po wakacjach, a dla wielu oznaka udanego urlopu. Niestety kiedy przyjrzymy się takiej skórze i włosom z bliska okazuje się, że nie są one w najlepszej kondycji. Potrzebują odpowiedniej pielęgnacji, aby poradzić sobie między innymi z przesuszonym naskórkiem czy przebarwianiami.

    PRZEBIEG SPOTKANIA:

    Najpierw panie z gabinetu kosmetycznego i solarium "Dotyk Lata" opowiadały o tym jak nawilżać skórę, a także o pielęgnacji dłoni i stóp. Rozpoczęły od kosmetyków, które możemy przygotować sami w domu z posiadanych przez nas składników. Głównie poruszały temat maseczek i peelingów domowej roboty, a także olejów, które możemy użyć. Później przeszły do omawiania profesjonalnych kosmetyków, które warto stosować po lecie, aby zapewnić regenerację i odżywienie skóry. 


    Wspominały też o odżywce IBX System. Są to produkty wzmacniające paznokcie od środka. Dzięki zastosowaniu nowoczesnej technologii polimerów, wnikają do płytki i naprawiają rozwarstwienia, pęknięcia, rysy, ślady po ściąganiu żeli czy hybrydy. Zabieg ten nie jest dostępny do użytku domowego, tylko w salonach kosmetycznych. Po skończonej dyskusji Panie zapraszały chętne osoby do wykonania naprawy paznokci tą odżywką.


    Następnie było spotkanie z fryzjerką panią Barbarą Żurek. Opowiadała ona jak zadbać o włosy po lecie. Skupiła się głównie na regeneracji włosów po działaniu promieni UV, kąpieli w słonej i chlorowanej wodzie. A także co robić, gdy włosy są suche, matowe, łamliwe i trudno je układać. Jakie maski i odżywki stosować. Ponadto wspominała o tym jak aplikować suche szampony oraz  kiedy przychodzi pora, aby udać się na podcięcie końcówek.


    Później za sprawą Pani z salonu "Ginger Med SPA" znów powróciłyśmy do pielęgnacji ciała. Tym razem jednak były poruszane inne tematy. Pani skupiła się na rozmowie o przebarwieniach posłonecznych (jak powstają, jak sobie z nimi radzić), a także o filtrach fizycznych i chemicznych (czym się różnią, jak działają i jak je stosować). Powrócił także temat olejów w pielęgnacji skóry. 


    Na koniec głos zabrały przedstawicielki marki The Secret Soap Store. To właśnie za ich sprawą spotkanie to się odbyło. Pani Danuta zaprosiła wszystkich gości i zorganizowała całą tą oprawę. Panie opowiadały o najpopularniejszych i najczęściej kupowanych kosmetykach marki, o nowych liniach zapachowych, o stosowanych składnikach, a także o tym co przyciąga klientów do tej marki.


    Przez całe spotkanie zajadałyśmy się smakołykami serwowanymi przez Metaforma Cafe. A było co próbować: tarta z malinami, tarta z warzywami, różne kanapki, lemoniada i kawa do picia.


    Warto jeszcze wspomnieć o tej kawiarni, ponieważ jest to bardzo ciekawe miejsce. Posiada swój specyficzny klimat. Można tu smacznie zjeść, miło spędzić czas, a przy okazji obcować z designerskimi przedmiotami. Jest też druga Metaforma, czyli sklep. Można tam kupić wszystkie prezentowane tutaj przedmioty. Przyglądając się wnętrzu można zauważyć, że każdy stół jest inny, każde krzesło i lampa też. Dużo uwagi przyciąga domek dla lalek, który jest wykonany przez projektantkę. Fajne są znajdujące się w nim mebelki i ubranka. Ale to nie wszystko. W kawiarni tej można kupić biżuterię, a także książki dla dzieci.


     Upominki ze spotkania:




    Bardzo miło spędziłam ten czas. 
    Dziękuję za zaproszenie. 
    Mam nadzieję, że będą jeszcze kolejne takie spotkania :))

    0 0


    1. CAREX antybakteryjny żel do rąk Aloe Vera - noszę taki żel ze sobą zawsze w torebce. Jest to przydatny produkt i często po niego sięgam.

    2. OCEANIA Aromatic żel pod prysznic - żel, który jest tani i ma sporą pojemność, bo 500 ml. Zużyłam zapach wanilia i rabarbar. Był on przyjemny dla nosa, taki lekko słodkawy. Jednak teraz używam inny z tych żeli - o zapachu trawa cytrynowa - i ten bardziej mi się podoba, ponieważ jest bardzo świeży i energizujący.

    3. PILOMAX odżywka do włosów zniszczonych, normalnych i grubych - odżywka ta zawierała w składzie keratynę, skrzyp polny i pantenol. Stosowałam ją jako odżywkę po umyciu włosów. Nakładałam ją tak na ok. 3-5 minut, potem spłukiwałam. Jest to bardzo lekka odżywka, które fajnie dyscyplinowała włosy po umyciu. Nadawała im gładkości i miękkości.


    4. SYLVECO lekki krem nagietkowy - bardzo lubię kosmetyki tej marki. Świetnie się u mnie sprawdzają, a dodatkowo mają bardzo naturalne składy. Krem ten pojawił się w jednej z odsłon z moimi ulubieńcami miesiąca, gdzie więcej napisałam na jego temat (TUTAJ).

    5. SYLVECO odżywcza pomadka z peelingiem - nawilża, odżywia i peelinguje usta. Świetny produkt. Więcej na temat tej pomadki napisałam TUTAJ.

    6. MARION oczyszczająca pianka do mycia twarzy - pianka ta należy do produktów delikatnie oczyszczających skórę. Ja ją stosowałam rano zaraz po przebudzeniu, do odświeżenia skóry po nocy. Makijażu nią nie zmywałam. W trakcie jej użytkowania miałam problemy z pompką. Pełna jej recenzja pojawiła się TUTAJ.

    7. IWOSTIN Rosacin łagodzący żel-krem oczyszczający - żel-krem ten jest skuteczny w działaniu, czyli dobrze oczyszcza, a zarazem bardzo delikatny dla skóry. Bardzo go polubiłam używać. Trafił nawet do postu z moimi ulubieńcami, o których pisałam TUTAJ.


    8. AVON Femme - jeśli już kupuję jakieś kosmetyki z Avonu, są to wody perfumowane. Zapach Femme bardzo mi się spodobał. Urzekł mnie od pierwszego powąchania testera z katalogu. Jest to przyjemny i świeży zapach. Należy do kategorii kwiatowo-owocowo-piżmowej. Nie jest on bardzo trwały, bo nie trzyma się cały dzień. Ale lubię go za to, ze jest bardzo kobiecy.

    9. PIERRE RENE podkład kryjący Skin Balance - jest to świetny i niedrogi podkład. W jego gamie kolorystycznej są odcienie w sam raz dla bladziochów. Przez długi czas używało mi się go bardzo dobrze, aż pewnego dnia nic z pompki nie leci. Nie mogłam uwierzyć, że zużyłam podkład cały do końca. Rzadko mi się to zdarza - przeważnie wyrzucam je z powodu upływu terminu ważności. Aż musiałam odkleić znajdującą się na nim naklejkę, aby przekonać się, że udało mi się zużyć cały podkład. Zainteresowanych tym podkładem odsyłam do jego recenzji TUTAJ.


    W między czasie zużywałam też próbki, które dostałam. Były tu nie tylko kremy, ale też serum i podkłady.

    A jak wyglądają Wasze zużycia w tym miesiącu ???

    0 0

    Moje zakupy sierpniowe są bardzo malutkie. Kupiłam trzy kosmetyki w Starej Mydlarni. Chciałam kupić tylko jakiś olej, ale na miejscu okazało się, że mają akurat promocje na różne kosmetyki. Dlatego do zakupów dorzuciłam jeszcze dwie rzeczy. W sumie kupiłam:
    - olej z pestek winogron (55,90 zł)
    - Alepia maska z błotem z Morza Martwego (19,99 zł)
    - ECO Receptura by Stara Mydlarnia odżywcza maska do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych (35,90 zł).


    Do testów od marki Bodetko Lash otrzymałam serum do rzęs. Już zaczęłam je testować. Byłam go bardzo ciekawa, ponieważ Maxineczka je polecała. Ciekawa jestem jak u mnie się sprawdzi.


    Ostatnia cześć zakupów to boxy, a wśród nich Sierpniowy ShinyBox, który zawiera:
    - MOKOSH olej lniany kosmetyczny
    - YASUMI maseczka regenerująca na noc
    - SYLVECO lipowy płyn micelarny
    - ORIENTAL TOUCH balsam regenerujący do suchej skóry rąk, skórek i paznokci
    - SILCARE lakier do paznokci
    - SILVERTATTO zestaw tatuaży ozdobnych
    - SKIN 79 krem BB (próbka)


    Skusiłam się też na box "Inspired by", ponieważ w sierpniu zostały przecenione. Wybrałam pudełko przygotowane przez Charlize Mystery - jego zawartość spodobała mi się najbardziej:
    - SKIN 79 VIP Gold Super Plus BB Cream
    - BIODERMA płyn micelarny Sensibio H2O
    - książka "Nie mam się w co ubrać" autorstwa Charlize Mystery
    - BALNEO KOSMETYKI żel do mycia twarzy
    - ANATOMICALS żel pod prysznic
    - 4 PORY ROKU serum do rąk i paznokci
    - 4 PORY ROKU odżywka 5 w 1


     A ja tam Wasze zakupy z sierpnia ???

    0 0

    Podkarpackie blogerki miały swoje spotkanie 
    29 sierpnia 2015 r. 
    o godzinie 13.00. 
    Miało miejsce w Rzeszowie. 


    Organizatorki spotkania były Kasia i Mariola. Dziewczyny świetnie sobie poradziły z ogarnięciem tego wszystkiego.


    Spotkanie odbyło się w restauracji Życie Jest Piękne. Znajduje się ona blisko rynku, na ul. Rynek 10. Miejsce to posiada swój charakterystyczny klimat. Swoim wystrojem przenosi w czasy PRL-u. Zresztą zobaczcie sami.


    Spotkanie rozpoczęło się od krótkiego wykładu na temat pielęgnacji stóp, który poprowadził Pan Piotr Bielawski z Centrum Podologicznego w Rzeszowie, które mieści się na ulicy Hetmańskiej 62/4. Rozpoczął od zapoznania nas z terminem "podologia" - to pedicure medyczny, czyli leczenie przypadłości stóp. Z greckiego "podos" to stopy, a "logos" - nauka. Zadaniem podologa jest rozpoznawanie chorób stóp i ich leczenie. Pan Piotr opowiadał o błędach w pielęgnacji, o źle dobranym obuwiu oraz co należy robić, aby to poprawić. W międzyczasie pokazywał nam wiele zdjęć obrazujących tematy, które poruszał. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak ważne jest to, aby dbać o stopy. W ciągu życia sporo chodzimy. Okrążamy ziemię ok. 4,5 raza. Źle zadbane stopy są potem przyczyną wielu chorób. Pan Piotr opowiadał o swojej pracy z wielką pasją. Otrzymałyśmy od niego też prezent - zaproszenie na bezpłatne konsultacje.


    Następny gościem była Pani Magdalena Moskwa z Instytutu kosmetologii, laseroterapii i medycyny estetycznej Strefu Urody. Pracuje tam jako fizjoterapeutka. Krótko opowiedziała nam czym zajmuje się salon, a także przekazała vouchery na zabiegi.


    Ostatnim gościem był Pan Luciano Giraudo - przedstawiciel firmy Basilur. Przekazał nam informacje o firmie, a także o tym co ma w ofercie. Wspaniale opowiadał o różnych aromatach herbat oraz o tym jak prawidłowo parzyć herbatę, aby wydobyć z niej wszystkie właściwości. W międzyczasie delektowałyśmy się tymi smakami, ponieważ Pan Luciano przygotował degustację. Herbaty te mają bardzo mocny i dobrze wyczuwalny zapach, a także wspaniale smakują. Bardzo ładne mają też opakowania, fajnie prezentowały się na przykład te w formie książki.


    Następnie przeszłyśmy do licytacji na rzecz Tomka Kosiora cierpiącego na autyzm dziecięcy. To tak właściwie było głównym celem spotkania. Udało się zebrać ok. 600 zł.


    Po licytacji organizatorki rozdały nam upominki od różnych firm. Dokładnie jakie otrzymałam przedstawię w następnym poście. Potem nastąpił czas na luźne pogawędki i zdjęcia.


    Bardzo miło spędziłam ten czas. 
    Dziękuje za zaproszenie na spotkanie. 
    A na koniec jeszcze zdjęcie uczestników spotkania:

    Część z prezentowanych zdjęć jest autorstwa fotograf Róży Kędzierskiej.

    0 0
  • 09/09/15--07:17: Upominki ze spotkania

  • Ze spotkania blogerek w Rzeszowie przywiozłam ze sobą trochę upominków. Wszystkie one prezentują się następująco:



































    0 0

    Jest to pierwszy kosmetyk marki Orientana, który używam. Kupiłam go z ciekawości. Chciałam wypróbować nowy dla mnie tonik, a przy okazji zapoznać się nieco z tą firmą. Wybrałam wersję imbir i trawa cytrynowa. Można go stosować do pielęgnacji skóry twarzy, szyi i dekoltu. Przeznaczony jest dla skóry mieszanej, czyli takiej jak moja.


    Znajduje się on w butelce z atomizerem. Właściwie jest pierwszy tonik, który mam w takiej formie. Stosuje się go na dwa sposoby. Można spryskać nim twarz, szyję i dekolt (omijając okolice oczu) i wklepać go w skórę, lub też można spryskać nim wacik i przetrzeć po skórze. Ja używam go na oba te sposoby - w zależności jak mnie akurat najdzie. Stosuję go rano i wieczorem, a także w razie potrzeby odświeżenia cery. Jeśli chodzi o atomizer, to nie zacina się, działa sprawnie. Rozpyla tonik w postaci delikatnej mgiełki. Jest to bardzo przyjemne uczucie. Nieraz miałam na przykład wody termalne, które tryskały na twarz mocnym, nieprzyjemnym strumieniem. Tonik ten ma piękny zapach. Ja wyczuwam w min głównie trawę cytrynową, ale nutka imbiru też jest leciutko zauważalna. Zapach zaliczyłabym do kategorii orzeźwiających. Mi się on bardzo podoba. Jednak jego cechą jest też to, że jest bardzo mocny i intensywny. Trzeba lubić takie zapachy, bo inaczej będzie on przeszkadzał i nas drażnił.


    Po aplikacji tonik daje na skórze uczucie orzeźwienia i ukojenia. Producent wspomina o tym, że ma nawilżać skórę. Ja to w pewnym sensie zaobserwowałam. Oczywiście nie jest to tak mocne nawilżenie jak gdyby użyło się kremu, ale jak na tonik - jest całkiem w porządku. Najważniejsze, że nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze. Nie daje też uczucia suchości, ani ściągnięcia. Tonik dobrze oczyszcza i tonizuje twarz, a przy tym jest bardzo delikatny - nie powoduje szczypania, ani pieczenia. Uspokaja skórę, która się potem mniej przetłuszcza w strefie T. Warto przyjrzeć się też jego składowi, ponieważ jest bardzo naturalny i zawiera wiele wspaniałych składników:
    Aloes– łagodzi podrażnienia
    Olejek cytrynowy– działa aseptycznie
    Ekstrakt z ogórka – dzięki zawartości cennych soli mineralnych, witamin A, B, C oraz E i kwasów organicznych, enzymów i związków siarki działa przeciwzapalnie, odżywczo i łagodząco
    Ekstrakt z nasion marchwi – intensywnie regeneruje i nawilża
    Olejek z trawy cytrynowej – odświeża i regeneruje
    Olejek Imbirowy– działa przeciwzapalnie


    Pojemność: 100 ml
    Cena: ok. 26 zł
    Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok z liści aloesu), Citrus Medica Limonum Peel Oil (olejek cytrynowy), Cucumis Sativus Fruit Extract (ekstrakt z ogórka), Oramix Ns (glukozyd decylowy – naturalny emolient akceptowany przez ECOCERT), Daucus Carota Sativa Extract (ekstrakt z nasion marchwi), Cymbopogon Schoenanthus Oil (olejek z trawy cytrynowej), Zingiber Officinale Root Oil (olejek imbirowy), Sodium Benzoate (benzoesan sodu - pozyskiwany z jagód), Potassium Sorbate (sorbinian potasu - pozyskiwany z jagód).

    Mieliście ten tonik ???
    Albo inne kosmetyki Orientany ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0

    Najchętniej do demakijażu oczu i ust używam płyn micelarny. Na spotkaniu blogerek w Rzeszowie otrzymałam kilka kosmetyków marki Eveline. Wśród nich był ten płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust. Akurat mój płyn micelarny się skończył, dlatego od razu zaczęłam używać ten nowy. Zaciekawił mnie tym, że według producenta ma on nie pozostawiać tłustej warstwy na skórze.


    Płyn znajduje się w plastikowej, przezroczystej butelce. Zamykana jest ona na klips. Nie ma problemów z jej otwieraniem, a także z dozowaniem płynu. W butelce wyraźnie widać, że jest to płyn dwufazowy. Jest wyraźna granica między niebieską i bezbarwną częścią. Po wstrząśnięciu butelką fazy te łączą się, ale tylko na chwilkę. Bardzo szybko ulegają rozwarstwieniu. Gdy chcę dolać jeszcze trochę płynu na wacik, to znów trzeba nim potrząsnąć. Płyn nie posiada zapachu.


    Jeśli chodzi o jego działanie, to producent wyróżnia 8 punktów:

    1/ skutecznie oczyszcza powieki, rzęsy i usta - śmiało mogę się z tym zgodzić. Nie mam żadnych problemów z usunięciem makijażu. Wystarczy przyłożyć wacik, chwile potrzymać i makijaż ładnie schodzi, bez potrzeby mocnego pocierania po skórze.

    2/ Usuwa wodoodporny makijaż bez pocierania - na ten temat się nie wypowiem, ponieważ nie używam kosmetyków wodoodpornych.

    3/ Intensywnie nawilża skórę -  w pewnym sensie tak, ponieważ pozostawia na skórze tłustą warstewkę. Niestety nie lubię tego w płynach dwu fazowych, dlatego ich nie używam.

    4/ Wygładza i uelastycznia - znajduje się to raczej w spektrum działania kremu do twarzy, a nie płynu do demakijażu.


    5/ Chroni i wzmacnia rzęsy - musiałabym zużyć kilka butelek, aby to zaobserwować. Ale ja do wzmocnienia rzęs używam serum i nie sądzę, że płyn do demakijażu coś tutaj wskóra.


    6/ Koi i łagodzi podrażnienia - mogę się z tym zgodzić. Płyn ten jest bardzo delikatny i łagodny. Nie podrażnił skóry, nie przesuszył jej. Nie szczypie też w oczy, powinien on być bezpieczny dla oczu wrażliwych. A dodatkowo jest przeznaczony dla osób noszących szkła kontaktowe.

    7/ Wyrównuje koloryt skóry - nie zauważyłam takiego działania.

    8/ Niweluje oznaki zmęczenia i stresu - jeśli rozpatrywać ten punkt pod względem tego, że  łagodzi podrażnienia, przynosi ulgę i ukojenie dla skóry po całym meczącym dniu - to można uznać, że spełniona jest ta obietnica. Ale powtarza się tutaj to co w punkcie 6.


    Podsumowując: jest to skuteczny płyn do demakijażu oczu i ust. A przy tym bardzo delikatny dla skóry. Jednak przez to, że pozostawia tłustą warstwę (mimo że producent obiecuje, że ma tego nie robić), to nie sięgnę po kolejne opakowanie. Zawiera w składzie wyciąg z bławatka i wyciąg ze świetlika. Jednak są one dość daleko w składzie.

    Pojemność: 150 ml
    Cena: ok. 17 zł
    Skład:Aqua, Isododecane, Cyclomethicone, Isopropyl Myristate, Mineral Oil, Propylene Glycol, Hydroxyethyl Urea, Centaurea Cyanus Flower Extract, Euphrasia Officinalis Extract, Sodium Chloride, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Disodium EDTA, CI 61565.


    Mieliście ten dwufazowy płyn do demakijażu ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0

    Na ostatnim spotkaniu blogerek w Rzeszowie otrzymałam do przetestowania kilka kosmetyków marki Ingrid Cosmetics. Od razu zabrałam się do wypróbowania pudru oraz podkładu. Niestety produkty otrzymałam w bardzo ciemnych odcieniach. Z pudrem sobie poradziłam i go rozjaśniłam. Podkład, który otrzymałam to IDEALUMI NUDE w odcieniu 204 (najciemniejszy z gamy kolorystycznej), który jest stanowczo za ciemny dla mojej bladolicej karnacji. Dlatego skupię się na recenzji pudru.


    Puder jest dla mnie bardzo ważny w utrwalaniu makijażu. Najczęściej sięgam po pudry sypkie. Tym razem mam do czynienia z pudrem w kamieniu. Znajduje się w okrągłym, plastikowym, czarnym opakowaniu z białymi napisami. Prezentuje się dość ładnie, ale plastik jest słabej jakości. W środku opakowanie zawiera lusterko. Pod pudrem znajduje się jeszcze jedna przegródka na puszek do nakładania pudru. Ja z tego puszka przeważnie nie korzystam - puder wolę aplikować pędzlem. Puder ma na swojej powierzchni wytłoczone napisy, co ładnie się prezentuje. Ma on dość mocny zapach. Na szczęście jest on przyjemny, taki kremowy. W swojej konsystencji jest aksamitny i pudrowy. Niestety puder okropnie się sypie. Po każdym użyciu sporo rozlatuje się po opakowaniu i poza nie. Puder ma pojemność 10 g, kosztuje ok. 8 zł.


    Występuje w pięciu odcieniach. Ciekawa jestem tych najjaśniejszych. Producent jednak podarował mi najciemniejszy, czyli ten z numerem 4. 

    Na początku myślałam, że będę go używać do konturowania twarzy. Jednak uzyskany efekt nie podobał mi się. Poza tym ciężko się go nabiera na pędzel, bo gdy chcę strzepać nadmiar, to zbyt dużo go opada i prawie nic nie pozostaje na pędzlu. Pomyślałam jednak, że może uda się coś zrobić, aby go ulepszyć. Zostało mi jeszcze ok 1/3 opakowania sypkiego, transparentnego pudru z Kobo - postanowiłam więc rozkruszyć puder Idealist i zmieszać je razem. Uzyskany produkt spełnia moje oczekiwania - powstał lekko brązowy, sypki puder. Dzięki temu mam znów całe opakowanie pudru.


    Więcej informacji o kosmetykach marki VERONA:

    Mieliście ten puder ???
    Co sądzicie o produktach marki Ingrid Cosmetics ???

    0 0

    Produkty te dostałam na spotkaniu blogerek. W sumie dobrze się stało, ponieważ sama pewnie nie zwróciłabym na nie uwagi. Krem B.app KERATIN wchodzi w skład linii zwanej "Kuracja Keratynowa", która zawiera jeszcze szampon, odżywkę, maskę oraz spray.


    Produkt, który otrzymałam nieco trudno mi sklasyfikować. Producent raz nazywa go kremem, innym razem fluidem. Dla mnie to jest coś w rodzaju serum. Znajduje się w butelce z pompką. Na opakowaniu wypisane są wszystkie potrzebne informacje, czyli co to jest za produkt, jakie ma działanie, sposób użycia, skład, data ważności. Butelka utrzymana jest w biało-czarnej kolorystyce z lekkim srebrnym akcentem. Produkt ten ma lekką, kremową konsystencje, która jest białego koloru. Ma bardzo delikatny i przyjemny zapach - taki lekko słodkawy. Nie utrzymuje się on długo na włosach. Zaraz po nałożeniu ulatnia się.


    Można go aplikować zarówno na mokre jak i na suche włosy.Nie wymaga spłukiwania. Ja stosuję go na oba te sposoby. Z tym, że bardziej podoba mi się efekt uzyskany po użyciu go na mokre włosy. Na moje długie (tak nieco poniżej ramion) włosy używam dwie pompki. Krem nanoszę na całą ich długość, z wyjątkiem nasady włosów. Nie chcę go stosować przy skórze głowy. Moje włosy po ostatnich farbowaniach zrobiły się suche i bardziej się puszą. Dlatego potrzebowałam tego typu produktu. Fajnie dyscyplinuje włosy. Są one bardziej ujarzmione i utrzymują nadany im kształt. A przy tym sprawia, że są bardzo miłe i miękkie w dotyku. Nie obciąża włosów. Jest bardzo lekki, szybko się wchłania. Nie powoduje ich szybszego przetłuszczania. Jego dodatkowym działaniem jest zapobieganie rozdwajania końcówek. Ja nie mam z końcówkami problemów, ale produkt zapobiegawczy zawsze się przyda.


    Pojemność: 100 ml
    Cena: 21 zł
    Skład:
    Cyclopentasiloxane - silikon lotny, wymagający do usunięcia silnych detergentów
    Aqua(Water)
    Dimethiconol- silikon nierozpuszczalny w wodzie, ale łatwo usuwalny za pomocą łagodnych detergentów
    Panthenol - prowitamina B5
    Propylene Glycol- humektant 
    Trimethylsilylamodimethicone - silikon wymagający do usunięcia silnych detergentów
    Phenoxyethanol - jest półsyntetycznym środkiem konserwującym, który staje się coraz powszechniej używany w kosmetykach naturalnych, jest uważany za bezpieczniejszą alternatywę dla parabenów
    Acrylates Copolymer - antystatyk, zostawia na powierzchni film zmiękczająco-wygładzający
    Parfum - substancje zapachowe
    C11-15 Pareth-5 - emulgator aktywnie myjący, odpowiedzialny za oczyszczanie włosów i skóry
    C11-15 Pareth-9 - emulgator aktywnie myjący, odpowiedzialny za oczyszczanie włosów i skóry
    Sodium Hydroxide- regulator pH kosmetyku
    Ethylhexylglycerin - konserwant pochodzenia naturalnego, dodatkowo jest humektantem (działa nawilżająco)
    Linalool - składnik kompozycji zapachowej
    Alpha-Isomethyl Ionone- substancja zapachowa, może wywołać alergię
    Limonene - składnik kompozycji zapachowej (woń cytrynowa)
    Hydrolyzed Keratin - keratyna - antystatyk, substancja kondycjonująca
    Geraniol - składnik kompozycji zapachowej
    Citronellol - składnik kompozycji zapachowej. Alifatyczny alkohol terpenowy. Imituje zapach róży i geranium. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów.


    CHI Enviro Szampon wygładzający


    Szampon ten przeznaczony jest do wszystkich rodzajów włosów. Zawiera kompleks perłowy i jedwab, które mają zapewnić nawilżenie i gładkość niesfornym i trudnym do stylizacji włosom. Występuje w dwóch pojemnościach. Ja mam butelkę 59 ml, która kosztuje 15 zł. Dostępna jest też większa pojemność - 355 ml za cenę 45 zł. Szampon ma przyjemny zapach i dość gęstą (ale nie za bardzo) konsystencje. Dobrze się pieni, dlatego wystarczy użyć jego niewielką ilość. Dzięki temu używam go już prawie miesiąc i jeszcze nieco pozostało. Dobrze oczyszcza włosy, a przy okazji faktycznie lekko je dyscyplinuje. W trakcie mycia czuję, że stają się one bardziej mięsiste oraz lekko dociążone. Nie plącze włosów. W połączeniu z opisywanym powyżej kremem keratynowym stanowią fajny duet dyscyplinujący niesforne włosy.

    Skład: Aqua, Sodium C14-16 Olefin Sulfonate, Cocamidorpopyl Betaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Acrylates Copolymer,Sodium Cocoyl Isethionate, Sodium Lauroamphocetate, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Glycol Distearate, Stereath-4, Dimethicone, Polyyquatemium-74, Laureth-7, Sodium Benzoate, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Panthenyl Hydroxypropyl Steardimonium Chloride, Polyquaternium-10, Terasodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Silk, Parfum, Citric Acid, Pearl Powder, Hexyl Cinnamal, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene. 

    Kosmetyki te można kupić w sklepie internetowym http://bosco-design.com/
    Facebook Bosco Decign: https://www.facebook.com/boscodesignfashion

    Mieliściektóryś z tych kosmetyków do włosów ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0

    Marka Sylveco staje się coraz bardziej popularna. Miałam okazje wypróbować już kilka kosmetyków z ich oferty. Bardzo je polubiłam: kilka z nich trafiło do moich ulubieńców, kilka zakupiłam już ponownie. Jeśli chodzi o arnikowe mleczko oczyszczające, to jest to nowy kosmetyk, który testowałam. Kupiłam je już jakiś czas temu w aptece. Używam je już ponad miesiąc. Kiedyś nie byłam zwolenniczką mleczek do demakijażu. Aktualnie w większości używam płyny micelarne, ale mleczka też co jakiś czas próbuję.


    Mleczko to znajduje się w butelce z pompką. Wygodnie się je dzięki temu dozuje. Pompka wyciska tyle produktu, ile potrzeba. Jeśli chodzi o opakowanie, to jest ono utrzymane w charakterystycznym dla tej marki designie. Ładnie się prezentuje i zawiera wszystkie potrzebne informacje. Konsystencje ma to mleczko gęstą, zapach - naturalny, lekko ziołowy, ale nie przesadnie. Jest koloru białego.


    Mleczko to używam na dwa sposoby. Pierwszy jest zalecany przez producenta, czyli jako substytut żelu do mycia twarzy. Należy dozować je na dłoń, rozprowadzić okrężnymi ruchami na twarzy, aby rozpuścić makijaż, a następnie zmyć wodą. Mleczko dobrze rozprowadza się na skórze. Spokojnie wystarczy użyć jednej pompki. Stosuję je również i na drugi sposób - na wacik do demakijażu oczu. Dobrze oczyszcza twarz, a przy tym  nie wysusza skóry. Jest bardzo delikatne - nie podrażnia. Ze zmywaniem makijażu, nawet mocnego, radzi sobie świetnie. Jest równie skuteczne, co płyny micelarne, które używam.


    Jedyną jego wadą może być to, że pozostawia na skórze taką delikatną nawilżającą warstewkę. Czuję się po jego użyciu tak, jakbym właśnie posmarowała się kremem. Mi to nie przeszkadza. Jednak osoby lubiące po umyciu twarzy uczucie czystej skóry - takiej, że aż piszczy, to będą tym mleczkiem rozczarowane. Pod tym względem może ono być fajnym rozwiązaniem dla dziewczyn z suchą skórą, która potrzebuje nawilżenia. W przypadku mojej mieszanej cery lubię je stosować, ponieważ wpływa ono na wyciszenie skóry. Sucha skóra na policzkach jest bardziej nawilżona, a tłusta strefa T się uspokaja.


    Warto zwrócić uwagę, że mleczko to ma bardzo fajny i naturalny skład. Substancją oczyszczającą jest tu olej rycynowy - ten sam, który stosuje się do oczyszczania twarzy metodą OCM. Poza tym mleczko to nie posiada w sobie żadnych detergentów, dlatego jest bardo łagodne da skóry i nie pozostawia uczucia ciągnięcia.

    Pojemność: 150 ml
    Cena: ok. 20 zł
    Skład: Aqua (woda), Glycine Soja Oil (olej sojowy), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy), Glycerin (gliceryna), Sorbitan Stearate and Sucrose Cocoate, Betulin (betulina), Arnica Montana Flower Extract (ekstrakt z arniki górskiej), Tocopheryl Acetate (witamina E), Panthenol, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alkohol, Dehydroacetic Acid.

    Mieliście to mleczko ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0
  • 09/27/15--23:05: Ulubieńcy września 2015r.
  • Moimi ulubieńcami są przeważnie kosmetyki pielęgnacyjne. We wrześniu mam dwa z tej właśnie kategorii. Trzeci natomiast jest z kolorówki.


    Pierwszy ulubieniec to tonik do twarzy imbir i trawa cytrynowa marki Orientana. Lubię go nie tylko za piękny zapach, który posiada, ale przede wszystkim za działanie. Daje na skórze uczucie orzeźwienia i ukojenia. Dobrze oczyszcza i tonizuje twarz, a przy tym nie pozostawia uczucia ściągniętej skóry. Jego pełna recenzja znajduje się TUTAJ.


    Drugi kosmetyk to arnikowe mleczko oczyszczające marki Sylveco. Kiedyś nie byłam zwolenniczką mleczek do demakijażu. Aktualnie w większości używam płyny micelarne, ale mleczka też co jakiś czas próbuję. Ostatnio trafiłam właśnie na ten produkt i bardzo polubiłam go używać. Świetnie sprawdza się do demakijażu, jest bardzo delikatne, ma świetny skład. Więcej na jego temat napisałam w recenzji TUTAJ.


    Trzeci kosmetyk, który mnie zachwycił w tym miesiącu to krem BB VIP Gold Super Plus marki Skin79. Kremy te ciekawiły mnie od dawna, ale pierwszy wypróbowałam dopiero teraz. Kupiłam pudełko ShinyBox Inspired by Charlize Mystery - tam właśnie znajdował się ten krem. Od kiedy go wypróbowałam, to odstawiłam inne podkłady, które używałam. Podoba mi się jego kolor, jego krycie, a także to jak ładnie wygląda na skórze. 

    A jacy są Wasi ulubieńcy września ???

    0 0
  • 09/29/15--22:25: Zużycia we wrześniu
  • Najwięcej zużywa się kosmetyków pielęgnacyjnych. Gdy zrobiłam przegląd zużytych opakowań, to całkiem sporo nazbierało mi się ich. We wrześniu jednak wykończyłam też nieco kolorówki - i to właśnie od tego zacznę zużycia.


    1. KOBO Transcullent Loose Powder oraz INGRID COSMETICS Idealist Powder - transparentny, sypki puder z Kobo używam już od pewnego czasu. Jest to dobry produkt, z którego działania jestem zadowolona. Jego pełną recenzje napisałam TUTAJ. Pozostało mi go jeszcze około 1/3 opakowania. Ostatnio dostałam puder Idealist, który był dla mnie za ciemny. Zaszła więc potrzeba, aby go rozkruszyć i zmieszać z resztką pudru Kobo. Powstał z tego lekko brązowy puder sypki. Zdjęcia jak on się prezentuje przedstawiłam TUTAJ. A żeby było jeszcze śmieszniej, to mieszankę tych produktów trzymam w opakowaniu po pudrze z LilyLolo.

    2. DERMACOL Caviar Long Stay podkład z korektorem - jest to dobry produkt, z którego byłam bardzo zadowolona. Jednak mam go w dość ciemnym odcieniu, który na co dzień jest dla mnie za ciemny. Używałam go po ubiegłorocznych wakacjach, gdy wróciłam mocno opalona z Chorwacji. Odkąd opalenizna zbladła, podkład stoi nieużywany. Nie jest on wystarczająco ciemny, aby używać go do konturowania twarzy. Stoi już tak rok na półce i mi przeszkadza. Najwyższy czas go wyrzucić. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    3. MAKE UP FOR EVER Aqua Brow - chyba nie trzeba przedstawiać tego produktu do brwi, ponieważ wiele recenzji już o nim było na blogach. Był to dobry produkt, z którego jestem zadowolona. Jednak jego cena urosła od czasu, gdy go kupiłam. Uważam, że można kupić równie dobre, ale znacznie tańsze produkty do brwi, dlatego na razie nie zaopatrzę się w następny. Więcej na jego temat napisałam TUTAJ.

    4. MAYBELLINE Color Tattoo - miałam te cienie w kilku kolorach. Ten, który zużyłam to numer 60 - Timeless Black. Nie aplikowałam go na cała powiekę, tylko używałam głównie do rysowania kresek na powiece - takich roztartych i przydymionych. Zostało mi go jeszcze trochę, ale ta resztka jest już zaschnięta i czas wymienić ten produkt na nowy.

    5. MAX FACTOR 2000 Calorie - lubię ten tusz i co jakiś czas, gdy znajdę go na promocji, to go kupuję.


    6. SYLVECO lipowy płyn micelarny - jest to bardzo dobry i skuteczny produkt. A dodatkowo ma świetny skład. To jest już kolejne opakowanie tego płynu, które zużyłam. Jego pełna recenzja pojawiła się TUTAJ.

    7. SYLVECO  hibiskusowy tonik do twarzy - aplikowałam go na czystą skórę po przeprowadzonym demakijażu. Bardzo fajnie nawilża - po jego użyciu nie było potrzeby, aby od razu musieć posmarować twarz kremem. Bardzo dobrze łagodzi podrażnienia - gdy miałam skórę lekko zaczerwienioną (na przykład po peelingu), to lubiłam potem użyć ten tonik. Był mega wydajny. A to wszystko dzięki jego ciekawej, lekko żelowej konsystencji. Powodowało to, że nie używałam płatka kosmetycznego do jego aplikacji na skórę. Po prostu wylewałam jego niewielką ilość w zagłębienie dłoni, a opuszkami palców drugiej ręki rozprowadzałam go po skórze.

    8. AA oil infusion żel micelarny do demakijażu - produkt nie sprawdził się do demakijażu, dlatego zaczęłam używać go jako żel do mycia twarzy. Nie spodobało mi się na tyle jego działanie, abym chciała kupić następne opakowanie. Dokładnie co mi w nim nie pasowało opisałam TUTAJ.

    9. VICHY Capital Soleil matujący krem do twarzy SPF 50 dla skóry mieszanej i tłustej - jest to krem z filtrami, który używałam. Kupiłam go po obejrzeniu filmiku Agnieszki z kanału nissiax83. Byłam z niego zadowolona. Spełniał swoje zadanie bardzo dobrze. Myślę, że nie trzeba się o nim wiele rozpisywać, ponieważ wiele osób go używało, a jak nie - to zapewne o nim słyszało.

    10. NOREL Hialuronowy krem aktywnie nawilżający - trafił do mnie w lipcowym ShinyBxie. Co prawda jest to miniaturka o pojemności 25 ml, ale wystarczyła mi na ponad miesiąc używania. Lubię ten krem za intensywny poziom nawilżania. Skóra po jego używaniu stawała się aksamitnie gładka, miękka i elastyczna. Marka Norel nie jest mi obca, ponieważ miałam okazje wypróbować kilka ich kosmetyków. Aktualnie używam jeszcze ich peeling enzymatyczny, a także kupiłam tonik z kwasem migdałowym.


    11.AVON Advance Techniques Serum na zniszczone końcówki - to serum raz się u mnie sprawdza, a raz w ogóle nic nie robi. Teraz jak je używałam, to działało całkiem nieźle. Ale niespecjalnie podoba mi się jego skład. Dlatego raczej nie kupię kolejnego opakowania. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ.

    12. PILOMAX odżywka bez spłukiwania do włosów ciemnych - to była taka lekka odżywka, którą używałam na włosy już po ich umyciu. Raczej słabo działała - nie zauważyłam, aby robiła coś na włosach (ani dobrego, ani złego). Nie zamierzam kupować kolejnej.

    13. KALLOS maska do włosów SILK - aplikowałam ją na umyte włosy. Bardzo fajnie się sprawdziła. Nie była zbyt ciężka, nie obciążała włosów. Sprawiała, że stawały się bardziej miękkie i gładkie, łatwiej się rozczesywały. Pewnie kupie kolejną taka samą lub wypróbuję inne wersje.



    14. OCEANIAżel pod prysznic - lubię te żele pod prysznic - są dobre i tanie. Tym razem miałam wersje zapachową Trawa cytrynowa. Podobał mi się ten zapach - był lekko słodkawy, ale ogólnie raczej świeży. 

    15.EVREE olejki do ciała Super Slim oraz Power Fruit - są to dobre olejki do ciała. Bardzo fajnie się je używało, miały dobre działanie, niezły skład. Warto je wypróbować. Ich recenzje pojawiły się TUTAJ i TUTAJ

    16. LIRENEłagodny płyn do higieny intymnej - robił co miał robić. Nie podrażniał i nie uczulał. Następny płyn, który używam też jest z Lirene.

    17. BIOLIQ  balsam intensywnie odżywiający - balsam ten ma za zadanie intensywnie odżywiać i uelastyczniać naskórek, dawać skórze poczucie długotrwałego ukojenia i odprężenia. Dodatkowo łagodzić podrażnienia oraz przywracać prawidłową równowagę wodno-lipidową. Wszystko to pięknie i ładnie brzmi, niestety ja nie zaobserwowałam żadnego z tych efektów. Moja skóra nie potrzebuje dużego nawilżenia. Poza tym nie jest bardzo sucha, nie mam problemów z jej przesuszeniem czy nadmiernym rogowaceniem. Lecz mimo to balsam ten okazał się dla mnie za słaby. Dobre w nim jest to, że szybko się wchłania i nie zostawia na skórze tłustej warstwy. Jednak zaraz po wchłonięciu nie czuć, że w ogóle się czymś smarowałam. Nie zauważyłam żadnego odżywienia ani nawilżenia.


    18. ZIAJA PRO maska uspokajająca - lubię tę maskę, dlatego chętnie co jakiś czas ją używam. Fajnie łagodzi podrażnienia, na przykład: gdy skóra jest zaczerwieniona po peelingu. Taka saszetka wystarcza mi na dwa użycia.

    19. UNDER TWENTY maseczka glinkowa - składa się z saszetek, które używa się w dwóch etapach. Najpierw maseczka glinkowa, a po jej zmyciu maseczka nawilżająca. Tą drugą nie spłukuje się, tylko pozostawia do wchłonięcia. Ogólnie maseczka była dobra. Nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Wystarczyła na jedno użycie.

    A jak wyglądają Wasze zużycia w tym miesiącu ???

    0 0

    Wprowadzam kosmetyki z kwasami do mojej pielęgnacji jesienno-zimowej. Dzieje się to pod dużym wpływem Agnieszki z kanału nissiax83. Dlatego zakupiłam tonik z kwasem laktobionowym i glukonolaktonem. Wybrałam ten ze strony naturalissa.pl - jest to już gotowy zestaw, który wystarczy tylko wymieszać. Dostępny jest w dwóch pojemnościach: 50g oraz 100g. Ja wybrałam tą większą - jego cena to 29 zł. Drugi tonik, który kupiłam jest marki Norel i zawiera kwas migdałowy. Kupiłam go w hurtowni kosmetycznej za 33 zł.


    Lubię kosmetyki marki Sylveco Sporo z nich już wypróbowałam. Sprawdzają się one u mnie świetnie, dlatego gdy Sylveco wprowadziło nową linię Biolaven, to również i te kosmetyki mnie zaciekawiły. Na razie - tak na początek, kupiłam tylko szampon do włosów. Kosztował 15,99 zł. Ciekawa jestem jak się sprawdzi.


    Kończą mi się już produkty do brwi. Postanowiłam wypróbować teraz coś nowego, dlatego skusiłam się na konturówkę do brwi z Inglota. Wybrałam ją w odcieniu numer 12 (kosztowała 37 zł). Jest to nowość w ofercie firmy. Sporo się teraz recenzji tych konturówek pojawiło. Ja też ją wypróbuję.


    A oto moje maleństwa - wreszcie zrobiłam zamówienie i kupiłam lakiery hybrydowe Semilac. Na razie tylko kilka kolorów, aby nauczyć się je używać. Do tego baza i top, a także waciki bezpyłowe, pilniki, aceton, cleaner, itd. Nie mam jeszcze tylko lampy - dopiero się rozglądam, którą wybrać. Może i mnie ogarnie hybrydowe szaleństwo :))


    A na koniec jeszcze wrześniowy ShinyBox, który zawiera:
    - VEDARA złoty peeling do ciała
    - ORIENTANA olejek do twarzy
    - SYIS krem pod oczy
    - VASELINE balsam do ciała w spray'u  Cocoa Radiant
    - EVREE Max Repair serum do paznokci
    - BIAŁY JELEŃ emulsja do higieny intymnej
    - EFEKTIMA PHARMACE MINRAL SPA peeling + maska + krem myjący do twarzy 3 w 1


     A jak tam Wasze zakupy z września ???

    0 0

    Pianki pod prysznic jeszcze nie miałam. Taki produkt ma w swojej ofercie Douglas. Występuje ona w kilku wariantach zapachowych. Ja mam wersje Macadamia Oil and Monoi Oil. Znajduje się w opakowaniu mającym mocny, energetyzująco żółty kolor. Ładnie się to prezentuje - na pewno przyciąga uwagę.


    Jest to produkt bardzo wydajny. Wystarczy wycisnąć niewielką ilość, bo ona jeszcze powiększy swoją objętość. Na pierwszy rzut oka wygląda na zbitą i twardą, ale jak to mówi Radek Kotarski - nic bardziej mylnego. Pianka jest bardzo mięciutka i przyjemna w dotyku. Jest taka jedwabista. Fajnie się ją rozprowadza po skórze. Daje takie miłe uczucie.


    Jeśli chodzi o działanie, to spodziewałam się po tej piance czegoś więcej. Niby nie jest zła, ponieważ spełnia swoje zadanie i oczyszcza skórę. Nie przesusza jej przy tym. Ale mam co do niej mieszane uczucia. Nie powala zapachem. Spodziewałam się pięknego, relaksacyjnego zapachu. A nie czuć go prawie wcale. Momentami wydaje się mi to być produkt bezzapachowy. Składem też nie powala. Zachwalane przez producenta olejki są po substancjach zapachowych, czyli jest ich tyle co nic. Dodatkowo jest to drogi produkt jak na to, co oferuje swoim działaniem. Fajnie było wypróbować tą piankę, ale nie czuję potrzeby, aby kupić nową, gdy tą zużyję.


    Pojemność: 200 ml
    Cena: 34,90 zł
    Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Laureth-4, Isopentane, Isopropyl Palmitate, Isobutane, Glycerin, Parfum, Sorbitol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Citric Acid, Limonene, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Sodium Benzoate, Linalool, Citronellol, Gardenia Tahitensis Flower, Tocopherol.

    Mieliście tą piankę pod prysznic ???
    Co o niej sądzicie ???

    0 0

    Nie mam problemu z suchością skóry. Balsamy do ciała używam, ale dość nieregularnie. Zmieniam je też co jakiś czas, aby mi się nie znudziły. Aktualnie używam dwa marki Lirene z linii Emolient.

    BALSAM LIPIDOWY


    Znajduje się w opakowaniu z pompką. Wykonane jest ono z białego, nieprzezroczystego plastiku. Jednak, gdy ustawimy je pod światło, to widać ile w nim jeszcze zawartości zostało. Ma lekką konsystencje, dobrze i łatwo rozprowadza się na skórze. Jest białego koloru. Zapach ma delikatny i przyjemny. Wchłania się dość szybko. A potem wcale nie klei się, ani  nie zostawia tłustej warstwy. Nawilża skórę, ale delikatnie. Sprawia, że staje się miękka i gadka w dotyku. To dobry produkt dla mniej wymagającej skóry, a także do stosowania w okresie wiosenno-letnim. Wtedy spełni stawiane wobec niego oczekiwania. W okresie jesienno-zimowym zaczyna być już dla mnie za słabe to nawilżenie skóry, które dostarcza. Niestety nie radzi sobie z bardziej suchymi miejscami, na przykład: łokcie czy kolana.

    Pojemność: 300 ml
    Cena: ok. 22 zł
    Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Glyceryl Stearate, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (Masło Shea), Stearic Acid, Dimethicone, PEG-100 Stearate, Oryza Sativa Bran Oil, Glycine Soja Oil, Triethanolamine, Theobroma Cacao Seed Butter, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Lactate, Sodium PCA, Tocopheryl Acetate, Ethylhexylglycerin, BHA, Niacinamide, Fructose, Glycine, Lactic Acid, Urea, Inositol, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Sodium Benzoate, Parfum.


    ODŻYWCZE SERUM SOS


    Znajduje się w plastikowej tubce, która jest zaopatrzona w zamykanie na klips. Serum jest koloru białego. Jest nieco bardziej gęste niż balsam opisywany powyżej, ale dobrze rozsmarowuje się na skórze. Nawet w miarę szybko się wchłania. Jednak pozostawia lekką, aksamitną warstewkę na skórze. Nie jest ona nieprzyjemna w odczuciu, to nie jest tłusty film. Zapach ma identyczny jak balsam - przyjemny i delikatny. W działaniu serum to jest mocniejsze niż balsam. Lepiej sprawdza się na przesuszonej skórze. Ja właśnie bardziej lubię to serum, dlatego stosuje je jako balsam. Poziom nawilżenia skóry jaki daje jest dla mnie odpowiedni. Jednak czytałam recenzje osób z problemem suchej skóry i u nich oba te kosmetyki nie sprawdziły się, ponieważ okazały się za słabe.

    Pojemność: 50 ml
    Cena: ok. 25 zł
    Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Masło Shea), Cetyl Alcohol, Petrolatum, Glyceryl Stearate, Oryza Sativa Bran Oil, PEG-75 Stearate, Dimethicone, Ceteth-20, Steareth-20, Sodium Polyacrylate, Sodium Lactate, Sodium PCA, BHA, Lactic Acid, Fructose, Glycine, Inositol, Urea, Niacinamide, Methylparaben, Phenoxyethanol, Diazolidinyl Urea, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Sodium Benzoate, Parfum.

    Mielicie te kosmetyki ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0

    Piszę tę recenzję na prośbę kilku osób, które napisały, że chciałyby coś więcej o nim poczytać. Jest to mój pierwszy krem BB. Od kiedy go wypróbowałam, to zastanawiam się: czemu tak późno? Spełnia on wiele moich oczekiwań, co do tego typu kosmetyków. Ogólne jego działanie określiłabym jako bardzo dobre. Znajduje się w opakowaniu standardowym jak dla tej firmy. Ma ono pojemność 40g. Bardzo estetyczne i ładnie się prezentuje. Jedyna jego niedogodność, to niemożliwość zobaczenia ile produktu jeszcze w nim pozostało. Po dłuższym używaniu nagle okaże się, że już nic nie zostało.


    Kolor tego kremu BB powinien pasować do wielu osób. Producent nazywa ten odcień "natural beige", ale to typowa szarość, która nie ma nic wspólnego z beżowym kolorem. Dobrze widać to w porównaniu z podkładem. Jednak nie ma się co obawiać tego koloru, bo świetnie dopasowuje się do odcienia skóry. Ładnie stapia się z cerą, nadając jej ładnego kolorytu. Skóra wygląda na świeżą, zdrową i promienną. Dałam go wypróbować mamie i kilku koleżankom - za każdym razem pasował do danej osoby. Dodatkowo zauważyłam, że optycznie wygładza mniejsze zmarszczki mimiczne. To znaczy nie pozbywamy się ich ze skóry, ale sprawia, że są mniej widoczne.


    Jego krycie jest całkiem dobre, ale nie należy on do produktów mocno kryjących. Zaliczyłabym go raczej do średnio kryjących - wyrównuje koloryt i zakrywa mniejsze przebarwienia. Na większe problemy używam jeszcze punktowo korektora. Na ładne pokrycie skóry wystarczy mi jedna jego pompka. Wyciskam ją na rękę, a potem nanoszę palcem drobnymi porcjami na różne partie skóry. Potem wszystko rozcieram pędzlem. Uzyskane krycie w zupełności mi wystarczy. Wygląda to ładnie i naturalnie. Gdy próbowałam nałożyć go więcej, aby wzmocnić krycie, traci już na swojej naturalności - robi nam się maska. Dlatego przy jego używaniu najlepszy jest umiar.


    Konsystencje ma bardzo lekką, miękką i silikonową. Dzięki temu dobrze i równo się go aplikuje. Nie robi smug. U osób z cerą suchą wystarczy go nałożyć i już ładnie wygląda. Przy mojej mieszanej skórze, jednak świeci się za bardzo w strefie T, dlatego przypudrowuję ją nieco pudrem transparentnym sypkim. Mogę jeszcze dodać, że nie wysusza skóry, ani nie podkreśla suchych skórek. Jest bardzo trwały - utrzymuje się na skórze przez cały dzień. Wytrzymuje m.in. moje podpieranie głowy na rękach. Maluję się rano koło 6, makijaż zmywam zaraz po powrocie do domu, czyli koło 15.30. Jakbym miała go nie zmywać, tylko dalej mieć makijaż na twarzy, to nie wymaga żadnych poprawek. Jedyne co trzeba to zrobić porządek z korektorem pod oczami, a cała reszta jest na swoim miejscu. Krem posiada filtr PA 30 ++.


    Gdy używamy azjatyckich kremów BB, to trzeba dobrze i dokładnie je zmyć. Taki krem jest bardziej trwały, ma cięższą konsystencje, ma też więcej silikonów niż podkłady. Gdy będziemy je często używać i nie zmywać dokładnie, to zaczną się problemy z zapchanymi porami i pogorszeniem stanu cery. Są dostępne specjalne preparaty do zmywania kremów BB, ale bez nich też można sobie poradzić. Najlepiej zmywać go dwuetapowo - najpierw olejkami, potem żelem do mycia twarzy. Ja nie zawsze mam jakiś olejek pod ręką, więc zmywam makijaż płynem micelarnym, potem żelem. Na wieczór jeszcze raz to samo, aby mieć pewność, że wszytki krem BB został zmyty. Mój krem BB używam już ponad miesiąc i jak dotąd nie miałam problemów skórnych przez niego wywołanych.

    Używacie azjatyckie kremy BB ??
    Co o nich sądzicie ??

older | 1 | .... | 21 | 22 | (Page 23) | 24 | 25 | .... | 31 | newer