Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Showcase


Channel Catalog


Channel Description:

Witajcie w moim kosmetycznym świecie !!! Mam nadzieje, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie :))

older | 1 | .... | 22 | 23 | (Page 24) | 25 | 26 | .... | 31 | newer

    0 0

    Maska znajduje się w ładnie prezentującym się opakowaniu. Jest to średniej wielkości, zakręcany, plastikowy słoik o pojemności 250 ml. Łatwo z niego wydobywa się zawartość. Maska ma biały kolor i przyjemny zapach - taki słodko-budyniowy. Mi się on podoba, ale jest bardzo delikatny i nie utrzymuje się on potem na włosach. Jej konsystencja jest odpowiednia - nie za gęsta, nie za rzadka. Bez problemu się ją rozprowadza. Maska kosztuje 29 zł.


    Nie nakładam jej na całe włosy, tylko od nieco powyżej połowy ich długości, aż po końce. Stosuję ją na dwa sposoby. Pierwszy jest zgodny z zaleceniami producenta, czyli nakładam ją na umyte włosy na kilka minut, a następnie dokładnie spłukuję. Dzięki temu włosy po umyciu są lepiej dociążone i ładniej się układają. Maska ta nadaje im miękkości i gładkości. Jednak sprawdza się u mnie również, gdy używam ją przed myciem włosów. Przeważnie trzymam ją wtedy ok. 30 minut.Nakładam ją na lekko wilgotne włosy przed ich myciem szamponem. Włosy są bardziej nawilżone, wygładzone, miękkie i sypkie. Utrzymuje włosy w dobrej kondycji. Ułatwia rozczesywanie włosów mających skłonność do puszenia się.



    Jej skład jest całkiem niezły. Główne składniki aktywne w niej zawarte to: witamina C, olej jojoba, keratyna, masło shea, prowitamina B5, proteiny jedwabiu, proteiny pszenicy, witamina E, kompleks 12 ziół (rumianek, arnika, rozmaryn, szałwia, sosna, rukiew wodna, łopian, skóra cytryny, nagietek, nasturcja, bluszcz i jasnota biała), ekstrakt z goji, gliceryna roślinna. Podsumowując moje rozważania - jestem z niej bardzo zadowolona. Na moich włosach sprawdza się świetnie.


    Mieliście tą maskę do włosów ???
    Co o niej sądzicie ???

    0 0

    Olej arganowy, a także kosmetyki do włosów go zawierające lubię używać. Również keratynę moje włosy bardzo lubią. Dlatego skusiłam się na maskę z olejem arganowym i keratyną ze Starej Mydlarni. Dodatkowo ma ona dość podobny skład jak maska Vitamin C, która dobrze działa na moje włosy i dlatego chętnie ją stosuję. Ostatnio pisałam nawet jej recenzję TUTAJ. Maskę z olejem arganowym jednak moje włosy nie polubiły. Są po niej - krótko ujmując - paskudne.


    Maska ta znajduje się w zakręcanym, plastikowym słoiczku. Ma on pojemność 300 ml. Łatwo z niego wydobywa się zawartość. Maska jest białego koloru. Ma przyjemny i bardzo delikatny zapach. Nie utrzymuje się on na włosach. Jej konsystencja jest inna niż maski Vitamin C. To taki dziwny piankowy krem, ale nakłada się ją bez problemu i równomiernie. Maska kosztuje ok. 45 zł.


    Próbowałam używać ją na wiele sposobów - przed myciem włosów, po ich myciu, a także której lub dłużej ją trzymałam. Nic to nie dawało. Moje włosy po jej użyciu są matowe, suche i z trudem się rozczesują. Pewnie jak ktoś ma włosy zdrowe i niefarbowane, to może się u niego sprawdzić. Ja mam włosy farbowane z suchymi końcami i jej działanie jest dla mnie niewystarczające.


    Takie działanie jest dla mnie dużym zaskoczeniem, ponieważ skład ma bardzo podobny do maski Vitamin C. Składniki aktywne w niej zawarte to: olej arganowy, keratyna, kompleks 12 ziół (rumianek, arnika, rozmaryn, szałwia, sosna, rukiew wodna, łopian, skóra cytryny, nagietek, nasturcja, bluszcz i jasnota biała), proteiny pszenicy i jedwabiu, prowitamina B5, witamina E. Jednak to zestawienie gorzej się u mnie sprawdza. Używam tą maskę, ale jak ją skończę, to nie zamierzam do niej powracać.


    Mieliście tą maskę do włosów ???
    Co o niej sądzicie ???

    0 0
  • 10/27/15--01:36: Zużycia w październiku
  • W tym miesiącu nie ma postu z ulubieńcami. Tak się złożyło, że większość z moich ulubieńców zużyłam. Kosmetyki, które je zastąpiły używam jeszcze zbyt krótko, aby zaliczyć je do grona ulubieńców. Dlatego przechodzę do prezentacji zużyć.


    1. STARA MYDLARNIA olej z pestek winogron - sprawdził się w pielęgnacji moich włosów. Nie używałam go wcześniej. Chciałam go wypróbować, jak się sprawdzi. Przez ostatnie miesiące używałam go do olejowania włosów.

    2. L'BIOTICA BIOVAX intensywnie regenerujący szampon Naturalne Oleje - ma w składzie łagodne detergenty, a także olej arganowy, makadamia i kokosowy. Ale nie obciążał włosów i radził sobie z ich umyciem po olejowaniu. Zawsze po nim nakładałam jeszcze odżywkę, więc trudno mi ocenić dokładniej jego działanie.

    3. CHI ENVIRO szampon wygładzający - szampon tenprzeznaczony jest do wszystkich rodzajów włosów. Zawiera kompleks perłowy i jedwab, które mają zapewnić nawilżenie i gładkość niesfornym i trudnym do stylizacji włosom. Szampon ma przyjemny zapach i dość gęstą (ale nie za bardzo) konsystencje. Dobrze się pieni, dlatego wystarczy użyć jego niewielką ilość. Dzięki temu używam go prawie przez miesiąc. Dobrze oczyszcza włosy, a przy okazji faktycznielekko je dyscyplinuje. W trakcie mycia czułam, że stają się one bardziej mięsiste oraz lekko dociążone. Nie plącze włosów.


    4. ALFAPARF MILANO szampon i odżywka zapobiegające puszeniu się włosów - to były próbki, które dostałam od fryzjerki do wypróbowania. Kosmetyki te spełniają swoje zadanie, czyli dyscyplinują niesforne włosy. Jednak nie do końca się u mnie sprawdziły, gdy stosowałam je w duecie. Wtedy co prawda miałam ujarzmione włosy, ale za to bardzo sztywne i przyklepane. Lepiej sprawdzały się, gdy używałam tylko jeden z nich w zestawie z innymi kosmetykami.

    5. MAGIC ARGAN OIL szampon, maska i olejek do włosów - zużyłam też takie trzy próbeczki. Najbardziej zaciekawiła mnie maska wchodząca w skład tego trio. Fajne miałam po niej włosy - takie dociążone i nie spuszone. Jej skład: Aqua, Ceterayl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Glyceryl Laurate, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolyzed Keratin, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Amodimethicone, Parfum, Benzyl Alcohol, Trideceth-10, Citric Acid, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.


    6. VICHY woda termalna - nie lubię używać wód termalnych. Tą dostałam już dawno temu i w końcu ją zużyłam.

    7. SYLVECO arnikowe mleczko oczyszczające - niby opakowanie z pompką, ale i tak musiałam je rozciąć, aby wydobyć całą zawartość. Ponieważ, gdy zostało go tak około 1 cm na dnie, to pompka nie dawała rady je już pompować. Nie chciałam wyrzucić produkt nie do końca zużyty, więc pozostało tylko rozciąć opakowanie. Jak mi się skończyło to mleczko i zaczęłam używać inne kosmetyki do demakijażu, to jeszcze bardziej je doceniłam. Musze zakupić kolejne, ponieważ nie wyobrażam sobie już wykonywać demakijaż bez niego. Więcej na jego temat napisałam TUTAJ.

    8. BIODERMA płyn micelarny Sensibio H2O - to już kolejne opakowanie tego micela, które zużyłam. Lubię go i jak jest na niego dobra promocja to, je kupuję. Ta buteleczka była akurat ze ShinyBoxa.


    9. BIOCHEMIA URODY olej marula - zachwalany bardzo na YT olej, który od razu kupiłam, bo tak mnie zaciekawił - nie sprawdził się u mnie. Jest on porównywany do oleju arganowego, ale ma być od niego znacznie przyjemniejszy w użyciu. Jest lżejszy od oleju arganowego - to znaczy mniej tłusty i szybciej się wchłania. Pod tym względem bardzo mi przypasował. Olej marula posiada liczne właściwości: ma poprawiać stopień nawilżenia skóry, wykazywać działanie gojące i regenerujące, działać przeciwzmarszczkowo, poprawiać elastyczność skóry, działać antybakteryjnie. Używałam go już dość długi czas, bo od lutego. Aplikowałam go na skórę twarzy przynajmniej raz dziennie, przeważnie na noc. Był bardzo wydajny. Jednak nie widzę, aby moja skóra przez czas jego używania zrobiła się lepsza. Wiem, że część z jego działania (na przykład przeciwzmarszczkowe) trudno jest zaobserwować tak od razu. Próbowałam używać go też na włosy - ale robiły się po nim takie suche i sianowate. 

    10. VENITA pomadka ochronna - była to bezbarwna pomadka do ust. Miała filtr SPF 6. Sprawdziła się dobrze w pielęgnacji ust, była nawet dość wydajna.  

    11. SIQUENS Prevention krem pod oczy - lubię ten krem. To było drugie lub trzecie opakowanie, które zużyłam. Po dłuższym okresie jego stosowania cienie pod oczami zmniejszyły się. Co prawda nie zniknęły całkiem, ale są na tyle małe, że nie używam już korektora pod oczy. Podkład daje sobie radę, aby je zakryć. Krem ten również niweluje objawy zmęczenia i nawilża skórę wokół oczu. Bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, nie zostawia tłustej warstwy. Nie uczulił mnie, ani nie podrażnił. Jestem bardzo zadowolona z jego działania.

    12. BIELENDA PROFESSIONAL lekki krem o potrójnym działaniu z kwasami AHA i PHA - jakiś czas temu robiąc zakupy dostałam tą próbkę kremu do twarzy. Przyzwyczajam skórę do kwasów i stosuję toniki z kwasami. Ten krem wpisał się w moją aktualną pielęgnację. Jego działanie trudno mi opisać, bo wystarczył tylko na 3 użycia.


    13. CALVIN KLEIN EUPHORIA woda perfumowana 100 ml  - miałam ją około dwa lata. Mąż mi ją kupił, bo bardzo podobał mi się ten zapach. Teraz przyzwyczaiłam się do niego już za bardzo i nie czuję go tak bardzo.

    14. DOUGLAS Home SPA pianka pod prysznic - zużyłam ja, ale nie byłam z niej zadowolona. Więcej na jej temat napisałam TUTAJ.

    A jak tam Wasze zużycia w tym miesiącu ???

    0 0

    Nowy zapach Avonu, którego ambasadorką jest Justyna Steczkowska. Nosi on nazwę Attraction. Należy do kategorii drzewno-owocowej. Jak dla mnie, wpisuje się w sam raz na okres jesienno-zimowy. Kupiłam zestaw: wodę perfumowaną, balsam do ciała i perfumetkę za 75 zł.


    Pod wpływem filmiku Szusz, w którym prezentowała swoich ulubieńców, skusiłam się na Clinique Mild Clarifying Lotion (płyn delikatnie złuszczający skórę twarzy, szyi i dekoltu). Kosztuje on 85 zł za 200 ml, ale skorzystałam z promocji -20 % w Sephorze i kupiłam go za 68 zł.


    Natomiast post przeczytany na blogu Aliny Rose zaowocował zakupem maskary Eveline. Alina polecała w nim kilka ich tuszy. Ja dotąd nie miałam żadnego z tej firmy. Pomyślałam, że wypróbuję, bo akurat potrzebuję nowy tusz. Skusiłam się na maskarę Extension Volume.


    Nowy olej do olejowania włosów. Tym razem kupiłam olej makadamia, ponieważ jeszcze do tej pory go nie miałam.


    Kontynuacja współpracy z marką BingoSpa. Do testowania wybrałam:
    - maskę do włosów proteiny kaszmiru i kolagen
    - serum odżywkę do włosów kolagen i komórki macierzyste cytrusów
    - drożdżową maskę do twarzy z wyciągiem z imbiru


    A jak tam Wasze zakupy w październiku ???

    0 0

    W poniedziałek dotarła o mnie paczka z nowościami marek Lirene oraz Under Twenty. Jest co testować :)) Kilka kosmetyków z serii Anti Acne:

     
    Peelingi Lirene: mango, kokosowy i żurawinowy.


    Nowa linia Derma Matt:


    Coś do demakijażu:


    Kremy BB z kwasem hialuronowym:


    Prześliczna kosmetyczna Yeah Bunny:


    Kupiłam też trzy książki. Zamówiłam przedpremierowo książkę Ewy z kanału RedLipstickMonster.


    A przy okazji jeszcze dwie książki, które interesowały mnie od pewnego czasu, czyli "Zamień chemię na jedzenie"oraz "Zamień chemię na jedzenie - nowe przepisy".



    0 0


    Międzynarodowy Kongres i Targi Kosmetyczne LNE & SPA to najważniejsze spotkanie profesjonalistów branży kosmetologicznej i spa  w Polsce. Wydarzenie odbędzie się w centrum kongresowym EXPO Kraków. To już 32. edycja Kongresu LNE, który na stałe wpisał się w kalendarz najbardziej prestiżowych imprez branży beauty w naszym kraju.

    Kongres LNE & SPA prezentuje najnowsze trendy z zakresu pielęgnacji, kosmetologii i makijażu. Przyciąga ogromną liczbę ekspertów, wystawców  i szkoleniowców. Zaproszeni specjaliści to wybitni wykładowcy-praktycy z całego świata, którzy dzielą się swoja wiedzą i doświadczeniem z uczestnikami licznych seminariów i warsztatów.

    Otwarta dla wszystkich część targowa daje z kolei szansę poznania najciekawszych premier kosmetycznych oraz umożliwia spotkania z najlepszymi ekspertami w zakresie pielęgnacji i stylizacji. Wykłady, konferencje i panele dyskusyjne przedstawiają najbardziej aktualne zagadnienia z dziedziny kosmetyki i kosmetologii estetycznej oraz są okazją do dyskusji o najistotniejszych problemach dotyczących zdrowia skóry. 

    Najlepsze produkty, zabiegi i rozwiązania kosmetologiczne będzie można poznać i przetestować w sobotę (14 listopada) w godz. 10:00 – 18:00 oraz w niedzielę (15 listopada) w godz. 10:00 – 18:00 w EXPO Kraków przy ul. Galicyjskiej 9.

    Bogaty program merytoryczny Kongresu wyróżnia formuła wykładów i dyskusji panelowych, które zostały podzielone na różne sesje tematyczne. W ramach sesji ogólnej przedstawione zostaną najbardziej aktualne zagadnienia i tematy kosmetologiczne. Zaplanowano tutaj również wywiady z międzynarodowymi ekspertami branży beauty oraz pokazy zabiegów i nowych metod pielęgnacji skóry. Dopełnieniem programu są sesje tematyczne: biznesowa (zagadnienia z zakresu przedsiębiorczości i promocji marki), make-up (pokazy stylizacji i możliwość poznania pracy wizażystów), masażu (spotkania światowej sławy masażystów i pasjonatów nowoczesnych technik pracy z ciałem) oraz podologiczna. Goście Kongresu mają również możliwość uczestnictwa w trzech certyfikowanych sesjach masterclass.


    Więcej informacji na stronie: www.kongres.lne.pl

    Już w tamtym roku miałam wybrać na te targi kosmetyczne, ale się nie udało. Tym razem mam nadzieje, że nic nie pokrzyżuje moich planów. Chcę zobaczyć jak wyglądają takie targi, a przy okazji kupić kilka rzeczy. 

    Ktoś z Was również się tam wybiera ???

    0 0

    Tak na pierwszy rzut oka wygląda na tusz do rzęs. Ale dzięki niemu można szybko podkreślić brwi. Kilka machnięć szczoteczką i brwi wglądają znacznie lepiej. Na początku trochę obawiałam się jak to będzie z jego kolorem, ponieważ występuje tylko w jednym odcieniu. Jednak dobrze wygląda na brwiach. Można też stopniować jego krycie - uzyskać efekt tylko tak leciutko podkreślonych brwi, aż do nałożenia większej ilości tuszu i mocnego ich podkreślenia. Jego konsystencja jest dobra - łatwo i równomiernie się go aplikuje. Poza tym jest bardzo trwały i wytrzymały. Trzyma włoski w ryzach i nie pozwala im zmieniać miejsca. Szybko też zastyga.


    Producent wspomina, że tym produktem można również nadać brwiom idealny kształt. Niestety nie zgodzę się z tym. Gdy ktoś ma na przykład niewyregulowane brwi lub braki w nich, to nie da się tego poprawić za pomocą tego produktu. Ładnie podkreśli brwi, ale ich nie skoryguje. Szczoteczka jest do tego zbyt mało precyzyjna. Jest ona wąska, ale zbyt długa. Aby lepiej się ją używało mogłaby być nieco krótsza.


    Produkt ma fajny, brązowy kolor. Ale jest on trochę zbyt metaliczno-złoty. Jak na mój gust, to za bardzo się świeci brokatem. Nie rzuca się to może bardzo w oczy, ja jednak preferuję, gdy produkty do brwi są matowe. Taki metaliczny brąz podobałby mi się bardziej na przykład jako eyeliner.


    Ten tusz bardzo rzadko używam sam na brwi. Najczęściej, gdy nie mam dużo czasu, aby się malować, tylko do ich odkreślenia. Na co dzień wole jednak stosować inne produkty do brwi. Ewentualnie czasem na nie dodatkowo nakładam ten żel. Głównie po to, aby dobrze trzymał włoski, bo nie mam akurat innego kosmetyku do tego zadania. Wypróbowałam go z ciekawości. Nie jest to zły kosmetyk. Jednak mam też inne produkty do stylizacji brwi, które uważam za lepsze - częściej i chętniej po nie sięgam. Ten tusz zużyję, ale nie będę kupować następnego. Kosztuje on 9,49 zł za 8 ml pojemności.

    Mieliście ten tusz do stylizacji brwi ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0

    Chciałabym pozostać jeszcze w tematyce brwi i przedstawić Wam produkt, z którego jestem bardzo zadowolona. A mowa będzie o konturówce do brwi w żelu marki Inglot. Bardzo mnie ten produkt zaciekawił. Przeczytałam wiele wpisów na jego temat i zdecydowałam się go kupić. Na naszym rynku kosmetycznym potrzebny był produkt do stylizacji brwi, który będzie stosunkowo niedrogi, łatwo dostępny w Polsce i równie dobry jak inne oferowane u konkurencji.


    Oto mamy do wyboru 12 różnych ciekawych odcieni szarości, zgaszone i ciepłe brązy. Chyba najbardziej popularny stal się kolor numer 12. To właśnie na niego się zdecydowałam. Jest to ciepły odcień dość jasnego brązu.

    Konturówka znajduje się w malutkim, zakręcanym słoiczku. Dobrze mi się się go używa. Lepiej niż produkty, które wyciska się z tubki. Nie zajmuje on dużo miejsca w kosmetyczce. Może się wydawać, że 2 gramy produktu to za mało - jednak jest on bardzo wydajny. Gdy go używam, to wystarcza mi jedno przyłożenie pędzla do żelu i wymaluję tym całą brew. Może to też dlatego, że nie lubię zbyt mocno podkreślonych brwi. Lubię, gdy produkt jest roztarty - gdy podkreśla brew, ale delikatnie.


    Konturówka Inglot ładnie rozkłada się na brwiach. Ma kremową konsystencje, ale nie skleja włosków, ani nie tworzy grudek. Łatwo się nim pracuje, a uzyskany efekt wygląda bardzo naturalnie. Z łatwością można go cieniować: można nałożyć go bardzo mało, tak aby tylko delikatnie podkreślić brwi, można też budować mocniejsze jego krycie. 


    Jego pigmentacja jest bardzo dobra. Jestem w stanie pomalować całą brew tylko za pomocą jednego zaczerpnięcia produktu ze słoiczka. Zaczynam od wyrysowania brwi od ich środkowej i dolnej części (tam gdzie chcę, aby zarys był mocniejszy), a na koniec - gdy już żelu nie zostało na pędzlu dużo - ich początek. Nie zauważyłam, aby ta konturówka była wodoodporna. Zastyga na brwiach, ale wystarczy kontakt z wodą i lekkie potarcie po skórze, to rozmazuje się. Mi to nie przeszkadza.


    Konturówka do brwi Inglot kosztuje 37 zł za 2 g produktu. W porównaniu z innymi dostępnymi produktami to całkiem nieźle. Na przykład: pomada Anastazji kosztuje 125 zł za 4 g, a Aqua Brow 105 zł za 7 ml. Do podkreślania brwi używam też cienia do powiek Maybelline Color Tattoo w odcieniu 40-Permanent Taupe. Do tej pory on mi wystarczał. Jednak nie używa się go tak fajnie jak konturówki Inglota - niby jest kremowy, ale jest bardziej suchy. Ma też znacznie bardziej chłodny odcień i jest mniej trwały.

    Mieliście konturówkę do brwi z Inglota ???
    Co o niej sądzicie ???

    0 0

    W tym miesiącu opisałam produkty, które używam do podkreślania brwi. Pomyślałam, że pasowałby do tego jeszcze post z ulubionymi pędzlami. A mam ich trzy. Pędzle bardzo ułatwiają i wspomagają malowanie brwi. Za ich pomocą można nałożyć cienie, farbki i żele do brwi - w zależności kto jaki efekt chce osiągnąć.


    SEPHORA PROFESSIONNEL NUMER 15
    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

    Jest to pierwszy pędzel taki typowo do malowania brwi, który kupiłam. Mam go już około 3 lata. Przez cały ten czas dobrze mi służy. Nie pamiętam już dokładnie ile kosztował. Był dość drogi, bo jego cena wynosiła ok. 40 zł. Pamiętam tylko, że nabyłam go na jakiejś promocji. Na początku używałam go do malowania brwi cieniami, potem z "mokrymi" produktami typu Aqua Brow czy obecnie konturówką z Inglota. Jest wykonany z dobrej jakości włosia syntetycznego. Jestem nim w stanie bardzo cienko i precyzyjnie podkreślić zarys brwi. Ma dość krótką rączkę, co mi bardzo pasuje. Włosie z niego nie wypada, dobrze się go myje. Nie rozczapierza się. Cały czas trzyma swój kształt. Czasem używam go też do malowania kreski eyelinerem na powiece.


     ZOEVA NUMER 317
    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~

    Potem kupiłam jeszcze zestaw pędzli marki Zoeva, wśród których dwa z powodzeniem używam do malowania brwi. Jeden z nich ma numer 317. Jest on tak właściwie przeznaczony do eyelinera, ale używam go również do brwi. Jest wykonany ze sztucznego włosia - nylon. Kosztuje ok. 29 zł. Jest on równie cieniutki jak pędzel z Sephoty. Równie precyzyjnie wypełnia luki w brwiach i dobrze rysuje się nim ich kształt. Jego włosie jest zbite i gęste. Dobrze się go myje. Cały czas trzyma swój kształt i nie gubi włosia.


    ZOEVA NUMER 322
    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~

    Jest to pędzel typowo przeznaczony do malowania brwi. Jest on skośny jak poprzednicy. Różni się tym, że ma krótsze włosie, jest szerszy i grubszy. Rysuje się nim dłuższe linie, ale mniej precyzyjne. Za to dobrze stopniuje się nim nasycenie koloru - można podkreślić brwi bardzo mocno, lub tylko taką delikatną mgiełką koloru. Z powodu nieco innego kształtu potrzebowałam trochę czasu, aby się do niego przyzwyczaić. Obecnie używa mi się go dobrze. Jest wykonany z naturalnego włosia. Jest ono nieco sztywniejsze niż w poprzednio opisywanych pędzlach. Kosztuje ok. 29 zł. 


    Mieliście któryś z tych pędzli ???
    Jakie pędzle do podkreślania brwi używacie ???

    0 0

    W dniach 14-15 listopada odbył się 32 Kongres i Targi Kosmetyczne LNE & spa w Krakowie. Miałam okazje pierwszy raz pojawić się na takich targach. Niestety czas na wyjazd mogłam wygospodarować tylko w sobotę. W związku z tym nie dałam rady posłuchać żadnego wykładu ani prezentacji. Skupiłam się na ofercie wystawców.


    Kongres odbył się w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kosmetycznym EXPO w Krakowie przy ul. Galicyjskiej 9. Byłam tam pierwszy raz i nie wiedziałam jak tam trafić. Dlatego bardzo spodobało mi się to, że były podstawione darmowe autobusy spod Dworca Głównego dowożące uczestników na targi. Mi się akurat tak udało, że ledwo przyszłam na przystanek, a autobus już tam był i za chwilę odjeżdżał. Po przyjeździe na miejsce nie uniknęłam półgodzinnego czekania w kolejce po identyfikator. Ale w końcu dostałam się na targi.


    Było bardzo dużo wystawców. Jedni cieszyli się mniejszym zainteresowaniem, jak na przykład OPI. Tam można się było dostać bez kolejki. Jednak były też stoiska bardzo oblegane. Na tych stoiskach trzeba było wystać około 15-20 minut w kolejce, aby wybrać interesujące nas kosmetyki. A potem w następnej kolejce do kasy, aby za nie zapłacić. Tak naczekałam się m.in. do Semilaca, Bielendy, Maestro. Ale było warto.


    Przy wejściu dostałam katalog z dokładnie rozpisanymi wystawcami, numerami ich stoisk, a także programem wykładów i prezentacji. A gdyby ktoś go zgubił, to moża było skorzystać z darmowej mobilnej aplikacji kongresowej.


    A teraz to, co udało mi się kupić na targach. Przede wszystkim udałam się na stoisko Bielendy po kwasy. Kupiłam wszystko co jest potrzebne, czyli pre-peel, neutralizator maskę - no i oczywiście kwas. Wybrałam migdałowy w stężeniu 40%. Cała reszta kosmetyków ze zdjęcia to gratisy od Bielendy. 


    Kupiłam też cztery lakiery Semilac. Ich numery to: 144, 098, 105, 072.


    A reszta to już takie drobne zakupy, jak: pilniki, próbnik do lakierów, pyłek do efektu syrenki, pędzel do kwasów, chusteczki kosmetyczne, itp. Nie co już tego wszystkiego pokazywać.


    A Wy byliście na tych targach ???
    Kupiliście coś ???
    Uczestniczyliście w wykładach i prezentacjach ???

    0 0

    W październiku nie wykrystalizowali mi się żadni konkretni ulubieńcy. Miałam tylko kosmetyki, które zaczęłam wtedy używać i jeszcze nie wiedziałam jak się u mnie sprawdzą. Nie chciałam do ulubieńców dawać niesprawdzonych produktów. Na chwilę obecną używam te kosmetyki na tyle długo, że już wiem, że mają to "coś" co sprawia, że mogę zaliczyć ich do grona ulubieńców.


    INGLOT - konturówka do brwi w żelu
    -------------------------------------------------

    Używam tą konturówkę nieco ponad miesiąc. Mam ją w odcieniu numer 12, czyli jest to jasny, ciepły brąz. Znajduje się w malutkim zakręcanym słoiczku o pojemności 2 g, ale jest bardzo wydajna. Ładnie rozprowadza się na brwiach. Ma kremową konsystencje, ale nie skleja włosków, ani nie tworzy grudek. Łatwo się nią pracuje, a uzyskany efekt wygląda bardzo naturalnie. Z łatwością można ją cieniować: można nałożyć bardzo mało, tak aby tylko delikatnie podkreślić brwi, można też budować mocniejsze krycie. Kosztuje 37 zł.

    BALNEOKOSMETYKI 
    Malinowy Zdrój - biosiarckowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy
    ---------------------------------------------------------------------------------------------------

    Mam go z pierwszej edycji ShinyBoxa Inspired by Charlize Mystery. Między innymi ze względu na ten żel skusiłam się na to pudełko. Bardzo chciałam go wypróbować. Ma on pojemność 200 ml i kosztuje 29 zł. Jest bardzo wydajny - używam go dwa miesiące i jeszcze powinien wystarczyć na grudzień. Ma przyjemny i delikatny zapach. Skutecznie oczyszcza skórę - nawet z azjatyckiego kremu BB, który przecież nie jest tak łatwo zmyć, aby go skutecznie usunąć, bez pozostawiania resztek. Wszelkie inne zanieczyszczenia skóry też usuwa. A przy tym jest bardzo delikatny - nie podrażnia, nie uczula, nie powoduje uczucia ściągnięcia. Zawiera w sobie delikatne, malutkie drobinki jojoba, które podczas mycia rozpuszczają się. Ma dobry skład. Podsumowując - jestem z niego zadowolona.

    KOSMETYKI Z KWASAMI
    --------------------------------

    Do mojej pielęgnacji skóry twarzy włączyłam też kosmetyki zawierające kwasy Jednym z nich jest NOREL żelowy tonik z kwasem migdałowym. Zawiera on w składzie: 6% kwas migdałowy, glukonolakton, kwas laktobionowy, pantenol. Używam go wieczorem, po zmyciu makijażu. Nakładam go na skórę twarzy, szyi i dekoltu. Jest bardzo wydajny, bo wystarczy mi tylko jedna pompka. Potem odczekuję trochę czasu i nakładam krem na noc. Tonik ten złuszcza martwy naskórek, nie powodując przy tym podrażnień. Ujednolica koloryt skóry - stopniowo pozbywam się przebarwień po lecie. Można go stosować do cery delikatnej, naczyniowej - ja taką mam i pomaga złagodzić zaczerwienienia. Powoduje oczyszczenie skóry, dlatego na początku jego używania miałam wysyp pryszczy. Jednak bardzo się z tego ucieszyłam, ponieważ pomógł mi się pozbyć takich podskórnych gól, które gromadziły mi się na czole. Wydobył je na wierzch i mam z nimi na razie spokój. Efekty jego działania są widoczne stopniowo. Pierwsze pojawiły się po miesiącu. Ale jest to korzystniejsze dla skóry - każdy chce widzieć duże efekty już od razu. Lepiej jednak jest osiągać je stopniowo. Jest bardzo wydajny. Używam go dwa miesiące, a zużycie jest bardzo minimalne (około 1 cm mierząc od góry opakowania). Dodatkowo udało mi się go kupić w hurtowni kosmetycznej w korzystnej cenie, czyli 33 zł za 200 ml. Na internecie widziałam, że kosztuje ok. 45 zł. 


    Drugi produkt to tonik z kwasem laktobionowym i glukonolaktonem - 100 ml kosztuje 29 zł. Zawiera: kwas laktobionowy, glukonolakton, ekstrakt z lukrecji, witaminę B3, pantenol, alantoinę. Ten tonik również pomaga w uzyskaniu efektu rozświetlonej skóry z wyrównanym kolorytem. Delikatnie złuszcza skórę, bez nadmiernego podrażnienia. Hamuje stany zapalne. Aplikuję go rano - przemywam nasączonym wacikiem skórę twarzy. Potem po około 10 minutach nakładam krem. Użynam go dwa miesiące. Zostało mi go już niewiele - wystarczy pewnie jeszcze na pierwszy tydzień grudnia. Kupiłam go dzięki poleceniu tego typu produktów na swoim kanale przez Agnieszkę (nissiax83). U niej zawsze coś dobrego podpatrzę.

    Mieliście któryś z tych kosmetyków ???
    Jacy są Wasi ulubieńcy w tym miesiącu ???

    0 0
  • 11/30/15--04:53: Zużycia w listopadzie
  • W tym miesiącu skończyło mi się kilka kosmetyków do włosów, głównie maski:


    1. EVELINE arganowa maska do włosów 8 w 1 - dobra maska dla włosów lubiących proteiny. Ale trzeba uważać, aby nie przeproteinować sobie nią włosów, czyli uzyskać sianowate, przesuszone kosmyki. Dlatego używałam ją maksymalnie dwa razy w tygodniu. Była bardzo wydajna (wystarczyła mi na wiele miesięcy) i dobrze sprawdzała się na moich włosach. Więcej na jej temat napisałam TUTAJ.

    2. SCHWARZKOPF Schauma, Beauty Oil, olejek upiększający do włosów - olejek ten świetnie radził sobie z wygładzeniem i zmniejszeniem puszenia się włosów. Miał przyjemny zapach, dobry skład i był bardzo wydajny. Jego pełna recenzja pojawiła się TUTAJ


    3. STARA MYDLARNIA Eco Receptura, Vitamin C, maska do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych - lubiłam tą maskę, bo dobrze działała na moje włosy. Miała też dobry skład i była wydajna. Więcej informacji na jej temat znajduje się w recenzji TUTAJ.

    4. STARA MYDLARNIA Eco Receptura, maska do włosów z olejem arganowym i keratyną - ma ona podobny skład jak maska opisywana powyżej, jednak nie sprawdziła się ona u mnie. Nie będę się tu o niej rozpisywać, ponieważ jej recenzja jest dostępna TUTAJ.


    A teraz coś z kosmetyków do pielęgnacji ciała i twarzy:


    5. LIRENE Lactima, DUO FORTE, płyn do higieny intymnej - jakiś czas temu dostałam kilka płynów do higieny intymnej od Lirene i teraz powoli je zużywam. Są to dobre kosmetyki, które spełniają swoje zadanie.

    6. OCEANIAżel pod prysznic - lubię te żele dostępne w Biedronce. Są niedrogie, ale skuteczne. Tym razem miałam żel o zapachu bezy cytrynowej.

    7. NATUR VITAL DEO Fresh Care, dezodorant roll-on -  zainteresował mnie ze względu na swój skład, ponieważ nie zawiera aluminium, alkoholu, parabenów i PEG. Za to zawiera w składzie olejek z drzewa herbacianego, który ma działanie antyseptyczne i grzybobójcze. Niestety jego działanie jest bardzo słabe. Nie zamierzam go więcej kupować, a dlaczego opisałam TUTAJ.


    8. LIRENE kremy z linii AGE reGENeration - z tej linii Lirene mam dwa kremy: jeden na dzień - Nawilżający krem matujący, a drugi na noc - Hialuronowy krem wygładzający. Na kremach znajduje się oznaczenie 30+, ale ja je używałam, mimo że jeszcze jetem under thirty. Zresztą na temat tego od kiedy można stosować kremy przeciwzmarszczkowe napisała świetny post Alina Rose, do którego odsyłam TUTAJ. Producent obiecuje wiele, ale nie należy się bać ich stosować. Ja chciałam troszkę zliftingować skórę. Zresztą przeciwzmarszczkowo działamy jeszcze zanim zmarszczki się pojawią. Z działania tych kremów jestem zadowolona. Jakiś wielkich cudów nie robią. Ale zauważyłam, że skóra po ich używaniu zrobiła się bardziej napięta i wygładzona.

    Zużyłam także trzy próbki. Dwie bazy pod cienie Urban Decay: Original oraz Eden. A także tonik do twarzy Inglot do cery normalnej.


    A jak tam Wasze zużycia w tym miesiącu ???

    0 0

    W listopadzie poszalałam z zakupami. Jednak wszystko to było mi potrzebne (no może prawie wszystko, ale nie mogłam się powstrzymać). Na początek zacznę od zamówienia ze sklepu internetowego Ecco Verde. Zakupy te zostały poczynione głównie ze względu na dezodorant naturalny Schmidt's - polecany przez Agnieszkę (nissiax83). Akurat potrzebowałam dezodorantu i postanowiłam wypróbować właśnie ten. A oprócz tego wskoczyło do koszyka kilka innych rzeczy.


    Dr. Scheller Olej krokosza barwierskiego i nasiona chia - nocna pielęgnacja odbudowująca 50ml,
    47,56 zł

    Dr. Scheller Organiczna dzika róża - dzienna pielęgnacja 50 ml,
    63,96 zł

    Schmidt's Deodorant - Dezodorant z bergamotką i limonką 56.7 g,
    48,89 zł

    Bioearth 99% żel z aloesu 100 ml,
    39,96 zł



    W sklepie internetowym IWOS kupiłam sporo kosmetyków do pielęgnacji włosów. Głównie produkty w saszetkach Bania Agafii, a także parę innych:


    Szampon do włosów Rokitnik - Planeta Organica - 17,99 zł
    Olej musztardowy - Dabur - 14,99 zł
    Szampon aktywator wzrostu włosów Bania Agafii - 5,00 zł
    Balsam aktywator wzrostu włosów Bania Agafii - 5,00 zł
    Serwatkowy szampon pielęgnacyjny - Ochrona koloru Bania Agafii - 4,00 zł
    Pielęgnacyjny balsam do włosów - Ochrona koloru Bania Agafii  - 4,01 zł
    Maska do włosów "Siedem sił" Bania Agafii - 5,00 zł
    Błyskawiczna maska do włosów pielęgnacyjna Bania Agafii  - 4,00 zł
    Biała glinka myjąca do włosów i ciała Bania Agafii - 6,90 zł
    Ekspresowa regenerująca maska do włosów Bania Agafii - 4,00 zł
    SYLVECO - Lniana maska do włosów - 23,39 zł
    Spray wygładzający włosy, wzmacniający - Ecolab - 21,00 zł
    Olej z czarnuszki 30ml - Nacomi - 16,25 zł

    Zamówienie z Biochemii Urody to dwa pudry i coś do mycia twarzy:


    Puder bambusowy z jedwabiem  - ZESTAW (16,80 zł)
    Puder bambusowy anty-UV (jedwab+cynk)  - ZESTAW (18,80 zł)
    Olejek myjący - RUMIANKOWY - ZESTAW (15,50 zł)

    Będąc w SuperPharm kupiłam:


    Schwarzkopf Gliss Kur eliksir z olejkami pielęgnacyjnymi miękkość i blask  75 ml - 24,99 zł
    Tisane balsam do ust w słoiczku - 4,99 zł
    Life bibułki matujące do twarzy - 8,99 zł

    No i jeszcze zakupy w Hebe:


    Catrice Liquid Camouflage w odcieniu 010 - 14,99 zł
    Catrice korektor Light-Reflecting w kolorze 005 Light Nude - 16,99 zł
    Catrice baza pod cienie - 14,99 zł
    Nacomi Czarne mydło-peeling enzymatyczny - na promocji za 15,99 zł (cena standardowa 24,99 zł)

    A jak tam Wasze zakupy w listopadzie ???

    0 0

    Niestety przez to, że zamarzyły mi się rozjaśniane włosy - zobaczyłam co znaczy mieć problem z przesuszonymi, mega puszącymi się włosami. Wcześniej włosy miałam w kolorze brązowym, bez jakikolwiek udziwnień. Fryzjerka przekonała mnie do ombre z rozjaśnionymi końcami. Efekt bardzo mi się podoba, ponieważ zawsze to coś nowego i innego niż zazwyczaj. Jednak włosy od połowy ich długości zrobiły się bardzo suche, matowe i okropnie puszące. Narzekałam na te, co miałam wcześniej, ale w porównaniu do tego co mi się porobiło po farbowaniu, to poprzednio miałam super włosy prawie bezproblemowe. 


    Zaczęłam więc zmieniać pielęgnację tak, aby bardziej nawilżyć, dociążyć włosy, by lepiej wyglądały i układały się. Od trzech tygodni stosuję duet z serii Isana Professional (te w złoto-żółtych opakowaniach przeznaczone do włosów uszkodzonych, łamliwych i suchych), wspomagany olejem makadamia i jestem bardzo zadowolona z zaobserwowanych efektów.

    ISANA PROFESSIONAL
    Szampon Repair Nutrition do włosów mocno uszkodzonych i łamliwych
    -------------------------------------------------------------------------------------------


    Normalna cena tego szamponu to około 10 zł, ja kupiłam go na promocji za 4,99 zł za butelkę o pojemności 250 ml. Jeśli chodzi o jego działanie, to spełnia swoją podstawową funkcje, czyli oczyszcza włosy. Nie podrażnia przy tym skóry głowy i dobrze się pieni. Ma przyjemny zapach. Znajduje się w fajnie wykonanej tubce, która jest wygodna w użyciu. Dobrze się go z niej wyciska. Jest bardzo wydajny. Nie stosuję go nigdy samego, tylko z maską po myciu włosów.

    Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Parfum, Sodium Chloride, Panthenol, Polyquaternium-10, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Avena Strigosa Seed Extract, Lecithin, Glycerin, Glycol Distearate, Laureth-4, Citric Acid, Linalool, Lominene, Formic Acid, Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Benzoic Acid.


    ISANA PROFESSIONAL
    Kuracja do włosów Oil Care z olejkiem arganowym
    -------------------------------------------------------------------


    Na opakowaniu pisze, aby używać jej przed myciem. Jednak takie stosowanie miało za słabe działanie na moje włosy. Ja używam tą kuracje na włosy już umyte. Ma ona w składzie olej makadamia, ale ja jeszcze troszkę go do niej dodaję, ponieważ olej ten dobrze służy moim włosom i lepiej wyglądają, gdy jest go więcej niż tylko to, co w samej odżywce. Trzymam tą mieszankę na włosach tak około 5-10 minut, a potem spłukuję wodą (już nie szamponem). Teoretycznie powinno to włosy przetłuścić, ale nie moje. Są one tak suche, że po wysuszeniu wyglądają co prawda na nieco przetłuszczone, ale przez noc wszystko to się wchłania. Rano włosy są idealnie dociążone, puszyste, miłe w dotyku, wygładzone, błyszczące i dobrze się rozczesują. Nie plączą się w ciągu dnia, gdy chodzę w rozpuszczonych. Są odbite u nasady i nie są już tak suche. To nadaje włosom taki efekt jaki potrzebuję, ale pod warunkiem, że po umyciu nie aplikuję na nasadę włosów ani oleju ani odżywki. Te włosy to odrosty, a także włosy mniej razy farbowane. Są one w lepszej kondycji i nie potrzebują aż tak mocnego nawilżenia.


    Kuracja Oil Care jest produktem hukumentowo-emolientowym, czyli opiera się na składzie mającym nawilżyć włosy i zabezpieczyć przed utratą wody. Nie ma tu silikonów. Konsystencja odpowiednia: nie za gęsta, nie za rzadka. Dobrze aplikuje się ją na włosy, a potem nie spływa z nich. Dodatkowo jest to bardzo tani produkt, bo standardowo kosztuje 4,99 zł za opakowanie pojemności 150 ml. Czytałam różne opinie na jej temat. Większość osób jest z niej bardzo zadowolona. Trzeba tylko znaleźć odpowiedni sposób jej stosowania. U jednych sprawdza się lepiej przed myciem włosów, u innych po umyciu. A są jeszcze osoby, które stosują ją do zabezpieczania końcówek - niewielką ilość bez spłukiwania. 

    Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Palmitate, Propylene Glycol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetrimonium Chloride, Panthenol, Quaternium-87, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Citric Acid, Sodium Citrate, Limonene, Sodium Benzoate.

    Mieliście któryś z tych kosmetyków Isana Professional ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0

    W połowie sierpnia rozpoczęłam używanie serum do rzęs Bodetko Lash. Od tego czasu minęły już 4 miesiące. Gdy rozpoczynałam je używać rzęsy miałam już dość długie - ponieważ wcześniej stosowałam serum 4LongLashes. Między tymi dwoma kuracjami miałam miesiąc przerwy. Zaczęłam używać serum Bodetko Lash, ponieważ byłam ciekawa czy można osiągnąć jeszcze lepsze efekty. Okazuje się, że można - z czego jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Podobają mi się mega długie firanki rzęs. Obecnie ja takie posiadam. Rzęsy stały się dłuższe i nieco bardziej zagęszczone. Serum Bodetko Lash chwaliła również Maxineczka w jednym z filmów ze swoimi ulubieńcami. Pomyślałam sobie wtedy, że ja też chciałabym je wypróbować. Tak się też stało - otrzymałam możliwość współpracy i testowania tego produktu.


    Przez pierwsze trzy miesiące stosowałam to serum codziennie wieczorem. Po demakijażu i umyciu twarzy nakładałam je cieniutką warstwą tuż przy linii rzęs. Pierwsze rezultaty zaobserwowałam po około miesiącu stosowania. Rzęsy zrobiły się znacznie dłuższe. Miałam wtedy tylko mały problem, gdy jakaś rzęsa wypadła - robiła mi się dziura w szeregu. Trzeba było poczekać, aż następna odrośnie i zajmie jej miejsce. Rzęsy stały się nierówne długością i wykręcały się w różne strony - co znacząco utrudniało ich pomalowanie (był to jednak efekt przejściowy). Aktualnie wszystkie są równiutkie i ładnie się prezentują. Nawet jak jakaś wypadnie, to już nie robią się brzydkie dziury. W czwartym miesiącu dalej używam tą odżywkę, ale już rzadziej. Co 2-3 dni - tak dla podtrzymania efektów.



    Nie zauważyłam żadnych skutków negatywnych stosowania tej odżywki. Nie czuję żadnego dyskomfortu, ani pieczenia. Trudno mi było zrobić zdjęcia prezentujące efekty po kuracji. Teraz, gdy mam tak długie rzęsy, to zaczęły mi się fajnie podkręcać. Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, ponieważ nie potrzebuję już używać zalotki. Jednak zrobić zdjęcie takim podkręconym rzęsom, aby pokazać jakie są długie, jest trudno.


    Na koniec pozostaje jeszcze kwestia opakowania. Serum znajduje się w opakowaniu o takim samym kształcie jak i inne tego typu odżywki, ale też i eyelinery. Aplikator jest bardzo malutki i precyzyjny. Opakowanie utrzymane w czarno złotej kolorystyce, która prezentuje się bardzo elegancko. Jedynie plastik na nakrętce pękł i trzeba uważać przy odkręcaniu, bo odpada ta złota część. W takim opakowaniu nie widać stopnia zużycia produktu, ale na razie, gdy zanurzam w nim pędzelek, to wydostaje się odpowiednia jego ilość. Nie widać oznak, że zaczyna się kończyć. Jestem z tej odżywki bardzo zadowolona. Mam nadzieję, że jeszcze na trochę mi wystarczy. Producent zapewnia, że nawet na 6-8 miesięcy.


    Serum Bodetko Lash można zamówić na stronie producenta: sklep.bodetkolash.eu w cenie 149 zł za 3 ml pojemności. Jest również wersja mniejsza: 1,5 ml - za 89 zł. Jeśli chodzi o skład, to nie znajdziemy Bimatoprostu - substancji najbardziej kontrowersyjnej w odżywkach do rzęs. Można więc wnioskować, że Bodetko Lash jest bezpieczniejsza. Jednakże Bimatoprost jest tutaj obecny pod inną nazwą: Trifluoromethyl Dechloro Ethylprostenolamide. Umieszczony jest na 4 miejscu. Jest to drugi skład tej odżywki (nowy - zmieniony). Wcześniej składnik ten figurował na pozycji 2-giej.

    Skład:Aqua, Euphrasia Officinailis Extract, Sodium Chloride, Trifluoromethyl Dechloro Ethylprostenolamide, Alkohol Denat., Benzalkonium Chloride.

    Mieliście to serum do rzęs ???
    Co o nim sądzicie ???

    0 0

    Z tej linii kosmetyków mam trzy produkty:
    - balsam z peelingiem do ciała pod prysznic
    - masło do ciała
    - krem-maskę do rąk i paznokci



    Dostałam je na spotkaniu blogerek jeszcze latem. Jednak kosmetyki te mają mocne, słodkie zapachy - w tamtym czasie nie pasowały mi one. Teraz, gdy nastała jesień, takie zapachy bardziej mi odpowiadają, dlatego sięgnęłam po te kosmetyki. Jednak jestem bardzo rozczarowana tą serią. Ich działania są bardzo słabe, zapachy niezbyt trafione, a składy pozostawiają wiele do życzenia. Na dodatek producent określa tą serię kosmetyków mianem "luksusowe". Faktycznie ich opakowania są dość ładne i utrzymane w takiej stylistyce, aby wyglądały luksusowo. Jednak opakowanie i obietnice na nim zawarte, to nie wszystko. Co z tego, że zawierają wiele ekstraktów i olejów roślinnych, jak na przykład: ekstrakt z miodu, ekstrakt z wanilii, kwas hialuronowy, masło shea, ekstrakt z dzikiej róży, olejek arganowy, ekstrakt z kakaowca, olejek sojowy, olejek ze słodkich migdałów, ekstrakt z aloesu, jak składniki te przeważnie są daleko w składzie i po substancjach zapachowych.

    Balsam z peelingiem do ciała pod prysznic
    -----------------------------------------------------


    Z całej tej serii kosmetyków ten właśnie produkt jest najmniej tragiczny. Chociaż aż tak całkiem idealny to on niestety nie jest. Ma dość mocny i słodki zapach. Ale jest on bardzo przyjemny - taki waniliowy. Nie przepadam za tego typu zapachami, ale ten nawet mi się podoba. Jego konsystencja jest nie za rzadka, ani nie za gęsta. Jest żółtego koloru. Zawiera w sobie malutkie drobinki. Są one drobniutkie - złuszczają skórę, ale bardzo delikatnie. Dlatego można go spokojnie używać nawet i do codziennego mycia ciała. Jednak osoby lubiące mocne zdzieraki będą tym produktem rozczarowane. Zgodnie z zaleceniami producenta należy nim masować skórę przez około 3 minuty, a potem jeszcze zostawić na kilka minut na ciele, po czym spłukać. Nie jest to fajne rozwiązanie dla osób używających go pod prysznicem, bo stoi się i marznie. Ja myję się nim i od razu spłukuję. Ma to być połączenie balsamu z peelingiem. Jak pisałam wyżej - jako peeling jest za bardzo delikatny. Niestety jako balsam również się nie sprawdza. Ma za słabe działanie - po kąpieli i tak trzeba się posmarować jakimś mazidłem, bo skóra jest sucha. Dostałam go, to używam, ale raczej po kolejny nie sięgnę. 

    Pojemność: 200 ml
    Cena: 17,99 zł
    Skład: Aqua, Glycerin, Polyethylene, Parfum, Cetyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Urea, Glycyne Soja Oil, Sodium Polyacrylate, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Dimethicone, Hyaluronic Acid, Cetereath-20, Propylene Glycol, Betaine, Juglans Regia Shell Powder, Citrus Limon Fruit Extract, Mel Extract, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Theobroma Cacao Extract, Rosa Canina Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Tocopheryl Acetate, DMDM Hydantoin, Benzyl Alcohol, Dehydroacetc Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, CI 16255:1, Lilial, Linalool, Linomene, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol.


    Masło do ciała
    -------------------


    Jak na masło do ciała, to konsystencje ma bardzo delikatną. Inne tego typu produkty przyzwyczaiły mnie do bardziej gęstej i treściwej konsystencji. A to masło w opakowaniu wygląda na zbity i kremowy kosmetyk, ale na skórze (w trakcie aplikowania go) robi się z niego taka lepka maź. Źle się je przez to rozsmarowuje i długo się wchłania. Daje uczucie nawilżenia, ale tylko do momentu aż się wchłonie. Potem skóra jest dalej sucha. Z tej serii kosmetyków jego zapach najmniej mi się podoba. Niby waniliowy, ale bardzo mdły, mocny i okropnie chemiczny. Długo nie da się go wąchać. Masło to ma też inny kolor niż reszta kosmetyków z tej serii. Tamte są żółte - to jest brązowo-beżowe. Podsumowując - jest to jakość nieadekwatna do ceny.

    Pojemność: 200 ml
    Cena: 16,99 zł
    Skład:Aqua, Mineral Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Parfum, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-75 Stearate, Ceteth-20, Steareth-20, Ceteareth-20, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Sodium Hyaluronate, Urea, Dicaprylyl Carbonate, Propylene Glycol, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Acrylates/C10-30 Akyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Tohopheryl Acetate, DMDM Hydantoin, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Phenoxyethanol, CI 19140, Lilial, Linalool, Limonene, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol.


    Krem-maska do rąk i paznokci
    ----------------------------------------


    Zapach ma wybitnie słodki, waniliowy. Momentami zbyt mocny i trudny do wytrzymania, ale na szczęście nie tak chemiczny jak zapach masła do ciała. Nawilża skórę, ale bardzo słabiutko. Daje uczucie nawilżenia, ale tylko do momentu aż się wchłonie. Ogólnie taki średniaczek pod tym względem. Producent obiecuje intensywną regeneracje i długotrwałe nawilżenie. Krem ten niestety tego nie robi, nie odżywia też, ani nie regeneruje skóry. Jedynie konsystencje ma odpowiednią - nie za rzadką i nie za gęstą. Dobrze się go rozsmarowuje na skórze. Ma bardzo intensywny, żółty kolor.

    Pojemność: 100 ml
    Cena: 9,59 zł
    Skład:Aqua, Glycerin, Parfum, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-75 Stearate, Ceteth-20, Steareth-20, Sodium Hyaluronate, Propylene Glycol, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Argania Spinosa Kernel Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Betaine, Triticum Vilgare Germ Oil, Acrylates/C10-30 Akyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Panthenol, Allantoin, Tohopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid,Sorbic Acid, DMDM Hydantoin, Disodium EDTA, Lilial, Linalool, Limonene, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol.


    Mieliście kosmetyki z linii Argan i Vanilla z Eveline ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0

    Wśród kosmetyków BingoSpa, które do tej pory używałam znalazłam wiele bardzo dobrych i skutecznych, po które chętnie sięgam. Trafiają się też i koszmarki, do których wolę nie powracać. Od października używam trzy kosmetyki marki BingoSpa, których jeszcze nie miałam okazji wypróbować, a które wybrałam sobie do testów.

    Maska do włosów z proteinami kaszmiru i kolagenem
    ----------------------------------------------------------------


    Czytałam wiele opinii chwalących maski BingoSpa. Dlatego chciałam jakąś wypróbować. Mój wybór padł na tą z proteinami kaszmiru i kolagenem. Maska ta skład ma bardzo prosty.  Sama jest troszkę za słaba dla moich farbowanych i rozjaśnianych włosów. Jednak dodaję do niej trochę oleju makadamia. Stosowałam ją zarówno przed myciem włosów, jak i po. U mnie najlepiej sprawdza się przed myciem. A jak potem zaaplikuję jeszcze inną odżywkę - najlepiej emolientową (na przykład tą Isana Professional Oil Care), to uzyskuję następujący efekt: miękkie, lekkie i sypkie włosy, które są odpowiednio dociążone i ładnie się układają. Do stosowania po umyciu włosów nie sprawdza się u mnie. Włosy co prawda wyglądają dobrze, są miękkie i gładkie, ale z czasem zaczynają się puszyć, kołtunić i strączkować. Nawet jak użyję na nie serum olejowe, czy nawet silikonowe. Jak na maskę ma dość rzadką konsystencje, ale nie sprawia to żadnych problemów. Dobrze się ją nakłada na włosy i nie spływa z nich. Zapach ma delikatny, nieco słodki.

    Pojemność: 500 ml
    Cena: ok. 12 zł
    Dostępność w sklepie internetowym BingoSpa
    Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Ceteareth-20 (and) Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Hydrolyzed Keratin (Cashmere)*, Collagen**, Parfum, Citric Acid, Methyl Paraben, Sodium Benzoate, Ethyl Paraben, DMD Hydantoin.

    * antystatyk, subst. filmotwórcza, humektant, subst. kondycjonująca
    ** subst. kondycjonująca i nawilżająca


    Serum-odżywka do włosów kolagen i komórki macierzyste cytrusów
    ----------------------------------------------------------------------------------

    Skład tego serum-odżywki jest w miarę krótki. Na początku są alkohole tłuszczowe i substancje emulgujące. Kolagen jest na 6-tym miejscu. Potem w składzie są też proteiny kaszmiru i gliceryna. Na końcu konserwanty i parabeny. Tak ogólnie, to jest tutaj dużo protein, więc trzeba uważać, bo może puszyć włosy. U mnie wszystko zależy od tego z czym użyję ten produkt - najprostsze zestawienie jest najlepsze. Moje włosy najlepiej wyglądają, gdy stosuję je w metodzie MO, czyli umyję włosy płynem Facelle, a potem nałożę to serum-odżywkę. Wtedy są sypkie, gładkie i dobrze się układają. Gdy zaczynam kombinować i używać jeszcze odżywkę przed myciem włosów, czy dodawać oleje, to włosy mam spuszone i bardzo kołtuniące się.  
    Konsystencje ma dość gęstą, ale łatwo daje się rozprowadzić na włosach. Nakładam je zawsze na mokre włosy. Zapach ma taki trochę sztuczny, ale na szczęście szybko się ulatnia. Tak właściwie, to nie wpływa ona za bardzo na kondycję moich włosów. Nie szkodzi im, ale też nie daje lepszych efektów, na przykład nie dociąża włosów, nie nawilża ich. Odżywka mieści się w wygodnym opakowaniu z pompką (takim samym zresztą jak maska do twarzy). Jednak pompka w tym opakowaniu nie działa. Muszę wytrząsać z niego zawartość. Zastanawiam się nad przesypaniem jej do innego opakowania, aby lepiej się ją używało.

    Pojemność: 150 g
    Cena: ok. 25 zł
    Dostępność w sklepie internetowym BingoSpa
    Skład:Aqua, Cetyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Cetereath-20, Cetearyl Alcohol, Soluble Colagen, Citrus Aurantium dulcis (Orange) Callus Culture Extract, Hydrolyzed Elastin, Yogurt Filtrate, Hydroyced Cashmere, Glycerin, Parfum, Xanthan Gum, Citric Acid, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Ethylparaben, Sodium Benzoate, Butylhydroxitoluen.


    Drożdżowa maska do twarzy z wyciągiem z imbiru
    ---------------------------------------------------------------

    Skład tej maski jest niby prosty i dość krótki. Jednak patrząc na niego dokładniej mam mieszane uczucia. Fajnie, że zawiera wyciąg z drożdży piwnych, ekstrakt z imbiru oraz kolagen. Jednak ten alkohol na trzecim miejscu, niezbyt mi się podoba. Może on prowadzić do przesuszenia skóry. Jak na maskę, to ma ona żelową konsystencje. Jest odpowiednia do tego, aby łatwo dało się ją zaaplikować i by nie spływała z twarzy. Zapach ma delikatny i nie drażniący. Należy ją: nanieść na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu - omijając okolice oczu. Pozostawić na ok. 15 minut, po czym zmyć letnią wodą. Stosować 2-3 razy w tygodniu. Przez pierwsze kilka minut po aplikacji tej maski na skórę czuję nieprzyjemne pieczenie. Co prawda mija to z czasem i mogę trzymać ją na skórze te zalecane 15 minut, ale nie jest to zbyt fajne. Po spłukaniu skóra nie jest podrażniona, ani zaczerwieniona. Buzia jest odświeżona i oczyszczona. Ogólnie nie jest to zły produkt. Jednak trudno mi zaobserwować efekty jej działania, ponieważ nie jest to jedyny kosmetyk, mający wpływać na poprawę stanu skóry, który w tym momencie używam. Stosuję też kwasy, które dobrze się u mnie sprawdzają. Maska ta pewnie też się do tego przyczynia. Dlatego używam ją do urozmaicenia pielęgnacji.

    Pojemność: 150 g
    Cena: ok. 15 zł
    Dostępnośc w sklepie internetowym BingoSpa
    Skład: Aqua, Faex Extract (wyciąg z drożdży leczniczych), Alcohol denat., Zingiber Officinale Root Extract (ekstrakt z korzenia imbiru), Soluble Collagen (roztwór hydrolizowanego kolagenu), Triethanoloamine, Acrylates/Steareth-20 Mathacrylate Copolymer (substancja żelująca), Carbomer (zagęstnik), Propylene Glycol (alkohol), Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Sodium Benzoate (eko konserwant), DMDM Hydantoin (substancja konserwująca).

    Mieliście któryś z tych produktów ???
    Co o nich sądzicie ???

    0 0
  • 12/23/15--07:59: Wesołych Świąt !!!
  • Przygotowania przedświąteczne weszły już w najbardziej zaawansowaną fazę. Placki się pieką, sałatki się robią, trzeba jeszcze posprzątać. U mnie choinkę ubiera się dopiero w Wigilię. Korzystając z okazji, że mam wolną chwilkę chciałabym życzyć:

    Niech urzeknie Was choinki cudny blask, 
    Kolędujcie ile tchu w piersi,
    Niech sąsiedzi wiedzą, że jesteście najgłośniejsi!
    Radujmy się z momentów tych szczególnych, 
    Życząc wszystkim wokół świąt wesołych, rodzinnych
    i przede wszystkim wspólnych! 


    Jeszcze taki miły świąteczny akcent. Ozdoby, które dostałam:


    0 0
  • 12/29/15--04:39: Zużycia w grudniu

  • 1.NATURALISSA tonik PHA kwas laktobionowy i glukonolakton - zawiera też ekstrakt z lukrecji, witaminę B3, pantenol, alantoinę. Pomaga w uzyskaniu efektu rozświetlonej skóry z wyrównanym kolorytem. Delikatnie złuszcza skórę, bez nadmiernego podrażnienia. Aplikowałam go rano - przemywałam nasączonym wacikiem skórę twarzy. Potem po około 10 minutach nakładałam krem. Używałam go troszkę ponad dwa miesiące. Kupiłam go dzięki poleceniu tego typu produktów na swoim kanale przez Agnieszkę (nissiax83). U niej zawsze coś dobrego podpatrzę.

    2. SYLVECO lipowy płyn micelarny - jest to mój wielki ulubieniec. Zużyłam już chyba czwarte opakowanie tego micela. Jego recenzja pojawiła się TUTAJ

    3. BALNEOKOSMETYKI Malinowy Zdrój biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy - jest bardzo wydajny - używałam go przez trzy miesiące. Ma przyjemny i delikatny zapach. Skutecznie oczyszcza skórę - nawet z azjatyckiego kremu BB, który przecież nie jest tak łatwo zmyć, aby go skutecznie usunąć, bez pozostawiania resztek. Wszelkie inne zanieczyszczenia skóry też usuwa. A przy tym jest bardzo delikatny - nie podrażnia, nie uczula, nie powoduje uczucia ściągnięcia. Zawiera w sobie delikatne, malutkie drobinki jojoba, które podczas mycia rozpuszczają się. Ma dobry skład.


    4. FACELLE płyn do higieny intymnej - ja jednak używałam go do mycia włosów. Chyba nie muszę o nim za wiele pisać, ponieważ jakiś czas temu było o jego zastosowaniu do pielęgnacji włosów dość głośno i pojawiło się wtedy wiele postów na ten temat. Zużyłam 4 czy 5 jego opakowań. Na razie robię sobie od niego przerwę, ale pewnie jeszcze kiedyś do niego powrócę.

    5. MARION serum chroniące włosy przed działaniem wysokiej temperatury - jego zadaniem jest termo-ochrona włosów. Okazało się jednak, że jest to świetny produkt, który ma działanie wygładzające i nabłyszczające. Poza tym sprawia, że włosy stają się bardzo miękkie i nie puszą się. Stosuję je na włosy mokre, na suche lub na same ich końcówki. Ma ono postać gęstego olejku i wystarczy rozprowadzić jego niewielką ilość, aby uzyskać zadowalający efekt. Jego pojemność to 30ml i kosztuje ok. 7 zł. To było już kolejne opakowanie tego serum, które zużyłam.


    6. FARMONA Tutti Frutti peeling do ciała - dawno temu kupowałam te peelingi. Potem przestałam. Ten akurat mam z jednego ze ShinyBoxów. Trafiła mi się wersja zapachowa kiwi. Fajnie było sobie przypomnieć o tych peelingach. 

    7. LIRENEżel ultra-łagodzący w stanach podrażnień - do higieny intymnej używałam produktów marki Lirene. Są dobre i delikatne zarazem. 

    8. OCEANIAżel pod prysznic - przez ostatnie miesiące tych żeli dużo przewija się w moich zużyciach. Teraz miałam wersje drzewo sandałowe i imbir. Ostatnio w Biedronce, do której jeżdżę na zakupy, są żele tylko w tym zapachu i lawendowym. Mam nadzieje, że dadzą jeszcze inne. 


    Zużyłam też zmywacz do paznokci i trochę kolorówki. Wśród tego całego zgromadzenia znajdują się:

    • trzy korektory: Eveline Art Scenic, L'Oreal Perfect Match i Sensique 2 w 1 - beżowy i zielony. Najlepiej się u mnie sprawdził ten z L'Oreal. Czytałam na jego temat też wiele negatywnych opinii. Mi jednak on przypasował. 
    • Lumene baza pod cienie - była to fajna baza, na której dobrze trzymały się cienie. Ładnie też podbijała ich kolor. Miała lekko beżowy kolor, wyrównywała więc trochę koloryt powieki. 
    • REVLON masełko do ust Colorbust w odcieniu 045 Cotton Candy - miało śliczny jasno różowy kolor. Jego dodatkowym plusem było też to, że nawilżało wargi. Niestety nie było zbyt trwałe, ale mimo to fajnie mi się je używało.


    Zrobiłam też trochę porządki z kosmetykami, które mi się kończyły i ich resztki plątały mi się po kuferku. Na początku skupiłam się na częstszym używaniu różu z Sephory - tak, aby się zużył. Przeglądając YT natknęłam się na filmik Karoliny Zientek o jej sposobie na puder idealny, który zainspirował mnie do tego, co mam zrobić z resztą kosmetyków. Dosypuje ona do bezbarwnego, transparentnego pudru inne, które razem dają efekt taki jaki ona potrzebuje. Postanowiłam zrobić coś podobnego z tym, że ja do bezbarwnego pudru dosypałam kilka resztek kosmetyków, które chciałam już zużyć do końca. Puder bazowy, który miałam to kupiony niedawno puder bambusowy z Biochemii Urody. Dosypałam do niego pokruszony bronzer z MySecret, rozświetlacz z Essence, rozświetlacz z Lovely, cień do powiek z Catrice (taki złoty z limitowanej edycji). Wydawać by się mogło, że to za dużo rozświetlenia. Tych  kosmetyków było jednak w opakowaniach już niewiele, dlatego powstały puder nie jest za bardzo rozświetlający. Jest tylko leciutko beżowy z delikatnym połyskiem. A ja dzięki temu mam już kilka opakować w kuferku mniej.

    A jak tam Wasze zużycia w grudniu ???

    0 0

    Kredki Golden Rose z serii Matte Lipstick Crayon cieszą się duża popularnością. Zajęło mi trochę czasu, aby móc kupić wybrane przeze mnie kolory, ponieważ przeważnie były wyprzedane. Dlatego jak już się pojawiły na stanie, to kupiłam od razu sześć. Wybrałam numery: 2, 8, 10, 11, 13, 17. Zaczęłam je już powoli używać i coś czuje, że się z nimi bardzo polubię. Koszt takiej kredki to 11,90 zł. 
    Powiększyłam również ilość pędzli do podkładu, ale tylko o jedną sztukę. Te pędzle mają częsty kontakt ze skórą, im dłużej się je używa, tym potem trudniej domyć podkład, no i długo schną. Dlatego zaczęłam rozglądać się za jeszcze jednym. Od pewnego czasu marzył mi się model 3DHD z Sigmy. Wybrałam go w wersji różowej.


    Ostatni zakup to trio kosmetyków matki The Balm - The Manizer Sisters: Mary-Lu, Cindy-Lu oraz Betty-Lu. Spodobało mi się to, że można je mieć w jednej paletce. Jest to świetne rozwiązanie. Jestem bardzo zadowolona z ich jakości, napigmentowania i kolorów. 


    A jak tam Wasze zakupy w grudniu ???


    Przy okazji chciałam życzyć Wam
     Szczęśliwego Nowego Roku
     i udanego Sylwestra!!!!

older | 1 | .... | 22 | 23 | (Page 24) | 25 | 26 | .... | 31 | newer